kiwigirl
21.10.03, 14:35
Aladdin leży po środku kompleksu, pomiędzy Jasmine Village a Ali Babą. I
muszę przyznać ze z wyboru tego hotelu byliśmy bardzo zadowoleni, i to co
zastaliśmy na miejscu zgadzało się z tym co widzieliśmy przed wyjazdem "na
obrazkach".
Aladdin składa się z budynku głownego z recepcją, lobby barem i częścią
przeznaczoną chyba tylko do spotkań z rezydentami

foteliki stoliki itp.
bo tylko takie grupki tam widywałam, czasem też siedzieli tam sobie
przedstawiciele Egipskich biur podróży. Oprócz tego są tam standy takich
biur, gdzie można sobie pooglądać fotki albo video z jeepów, łodzi podwodnej
i czegoś jeszcze. w tym budynku jest też kawiarenka internetowa, 20LE za
godzinę, kantor (bank of Egypt) i sejfy. Sejfy wbrew temu co pisze większość
naszych biur w katalogach jest bezpłatny. kantor ma ten sam kurs we
wszystkich trzech hotelach. Oraz pub - wchodzi się do niego na górę po
schodkach. zrobiony jest w stylu angielskim, ale nigdy nie widziałam zeby
ktoś tam po prostu siedział. bar chyba też z resztą nie był otwarty, za to
zawsze ktoś grał w bilarda (2 albo 3 stoły cen nie pamiętam, coś chyba około
30LE za godzinę), jest też automat do rzutek. Na zewnątrz jest taras z
barkiem gdzie często graja jakies "europejskie" kawałki. Tuż obok jest
budynek restauracji Aghraba gdzie są serwowane posiłki.
pokoje dla gości są w bungalowach, które dzielą się na pokoje sunrise i
sunset. Sunrise'ów jest więcej i te własnie polecam. z tego co się
zoriętowałam to sunsety były jakby na tyłach budynku głównego, niedaleko
placu zabaw (mnie drażnią wrzeszczące dzieciaki więc brrr) i koło mini zoo,
które samo w sobie jest fajne, ale zapach szczególnie z ptaszarni nie jest
specjalnie miły.
ogólnie bungalow to "domek" którego przednia śnianka jest wycięta w półkole
tworząc jakby mini tarasik przed pokojem. z jednego półkola wchodzi sie do 2
pokoi. w środku z tego co zaglądaliśmy wszystkie pokoje wyglądają tak samo.
Łóżko małżeńskike lub 2 łóżka pojedyńcze, typu "katafalków" czyli murowane
podesty a na nich materac. musze przyznać ze bardzo wygodny, twardy. my
prosiliśmy jeszcze w biurze o zaznaczenie ze chcemy łóżko małżeńskie i nie
było z tym problemu. było ogromne! co najmniej 180x200! ponadto w pokoju jest
stół taki murowany niby toaletka z lustrem, na nim tv. oczywiście lodówka.
pusta więc można sobie schódzić napoje czy alkohol. szafa wnękowa i łazienka
z prysznicem. ręczniki nie były mocną stroną Aladdina. po pierwsze mocno juz
zużyte, strzępiące sie i podarte na brzegach, po drugie najczęsciej znikały w
czasie naszego śniadania i pojawiały się... no własnie. często po powrocie z
plazy jeszcze ich nie było. Albo byly małe ale nie było dużych. Albo po
jednym dużym i małym. choć czasem duży i mały niespecjalnie się różniły
wielkością.
my mieszkaliśmy w Sunrise 950. musze przyznać ze numeracje tam są dla mnie do
tej pory zagadką. I tak:
Sunrise 9xx i chyba 8xx byly wg. mnie najfajniejsze bo miały sofy na
tarasach. takie bardzo proste, bo na podeście leżał materac a drugi był
oparty o ścianę ale fajnie było się na nich wyciągnąć wieczorkiem popijając
coś zimnego. na tarasie mieściły sie 2 takie sofy obok siebie, oddzielone
kamiennym stolikiem. Każda sofa miała ok. 2m długości co daje obraz wielkości
tarasiku przed pokojami.
Sunrise 5xx i 7xx (tak mi się zadaje) miały na tej ścianie na której u nas
była sofa spore okno, co na pewno było lepsze niż nasze małe okienko z boku,
ale za to nie miały sofy tylko 2 plastikowe krzesełka. ja wolę sofę
inne Sunrise tuż przy restauracji wyglądały na pokoje rodzinne jakby łączone,
ale nie jestem pewna czy tam ktoś mieszkał. Wiem tez ze niektóre pokoje miały
malutki stoliczek i foteliki w kącie pokoju ale dla nas to specjalnie nie
miało znaczenia ze my ich nie mieliśmy.
teren hotelu - mnie zachwycił! takiej ilości zieleni nie spodziewałam się w
Egipcie, były piekne krzewy, niektóre kwitnące w pięknych kolorach, kaktusy
kilkumetrowe (też widziałam jak kwitły, tylko przez kilka NOCY!) i wiele
małych roślinek oraz palmy - małe i duże. my mieliśmy palmę dosłownie
naprzeciw wejścia więc jak wieczorem sobie zapalaliśmy lampkę i siadalismy na
sofie, to nawet ludzie nas mijający nie mogli nam "zaglądać" za tarasik.
bardzo to było fajne choć zrobieie fotki naszego bungalowu z kolei wymagało
sporo sprytu

na terenie jest kilka barów - na plazy ze dwa i przy basenie, a przy budynku
głównym jest kącik do palenia sziszy.
Aladdina jakby oddzielają od Jasminy dwa sztucznie stworzone jeziorka do
których kanałkami wpływa woda z morza. Jedno z nich to teren szkółki
windsurfingowej, gdzie ćwiczą początkujący przed wyjściem "na morze".
Restauracja - OK, choć typowo egipskie w niej panują zwyczaje w kwestii
brakujących nakryć sztućców itp. choć nie było to męczące, raptem pare razy
zwróciłam na to uwagę, więc chyba było lepiej niż w innych hotelach, których
goscie pisali niestworzone historie. jest pół sali dla palących i pół dla
niepalących co jest na pewno na plus! bufet szeroki choć musze przyznać ze
parę rzeczy wykluczyłam z menu od samego poczatku - jak np. surowe zimne
(zawsze!) parówki, fasolka na ciepło (brązowa paćka) i ziemniaki na śiadanie,
ale najwyraźniej było to robione pod ruskich bo oni się tym wszystkim
zajadali. Ale zawsze były 2 miejsca gdzie robili omlety z wybranymi przez nas
dodatkami i gość robiący naleśniki. Obiady były OK. zawsze jakoś przygotowana
wołowina (najczęściej jakiś gulasz) ryba i kurczak, parę razy smażony tuż
przed restauracją na grillu. mniej więcej co drugi dzień jakieś bardziej
lokalne kebabiki z grilla czy pulpeciki w jakimś sosie ważywnym czy zapiekane
z cukinią. do tego zawsze na ciepło wariacje na temat cukini i kabaczków i
innych warzyw, ryż i ziemniaki czasem jakiś makaron zapiekany. w kącie
makaronowym zawsze gość robił spaghetti lub "rurki" z sosem. Ale żadnych
zmian - zawsze sos pomidorowy albo jakiś biały bez smaku do wyboru. No i masa
surówek i deserów (zawsze co najmniej jeden typ owoców). napoje: piwo 12LE,
cola fanta itp 5.25, wino kupiliśmy raz. białe. dostalismy je ciepłe i prawie
nie do picia. kosztowała nas ta "przyjemność" 34LE za 2 kieliszki i już jej
nie powtarzaliśmy. All Incl. dostawali napoje nie w butelkach tylko z
dozowników, a piwo zlewane z kilku otwartych butelek (tak samo na plaży)
szczerze powiem ze wcale im tego Alla nie zazdrościłam.
Jedzenie w barach przy plaży było OK, najdroższe dania kosztowały do 35LE i
najadaliśmy się oboje jedną porcją. Do kanapek dawali masę frytek, pizza była
OK na 2 osoby, talerz spaghetti też (polecam w barze przy basenie spaghetti z
owocami morza). jedzenie i napoje (a nie załowaliśmy sobie jedlismy i piliśmy
wtedy kiedy mielismy na coś ochotę) kosztowały nas średnio około 60-70LE na
dzień (kiedy jedlismy, a nie jedliśmy na plazy codziennie) więc tyle co All
na jedną osobę. bo...
tu ciekawostka: różnica w cenie w biurze między HB a ALl Incl to było około
700PLN. na targach TTW dostałam od ludzi reprezentujących te hotele oferte
(na pismie!) ze moge dokupić All na miejscu za 10$ za osobę/dziennie. czyli
za pobyt ok 500PLN. my wydawaiśmy średnio 10$ dziennie na 2 osoby więc wg.
mnie All się totalnie nie opłacał.
Co dalej?
Plaża - była OK. leżała po środku pomiędzy Ali Babą a Jasmine, praktycznie
łączyła się z plażą Ali baby a od Jasmine oddzielało ją molo przy którym
cumowały statki wycieczkowe. to było trochę kiepsko, bo jak ruszały i wracały
statki to na plażę nawiewało dym z silników. plaża ładniejsza niż Ali BAby,
trochę kamieni ale byly miejsca gdzie było "wyczyszczone z kamieni" i wejście
do wody w miare gładkie. Ale ogólnie sporo kamyków tuż przy wodzie i wiele
osób dochodziło w klapkach do wody. Można było tez wejść do wody po molo
betonowym które kończyło się już za strefą kamyków i była tam drabinka jak w
basenie c