Amelia jednak rozczarowała...

06.04.02, 18:54
(...)Po przeczytaniu tylu super-pochlebnych opinii, poszedłem w końcu do kina.
Miałem nadzieję, że tym razem forum było nośnikiem czegoś sensownego, że
wyjątek potwierdza regułę... I co? Owszem, klimacik, fajna scena ze 'przelaniem
się' itd., i choć samej bohaterce (która jest w gruncie rzeczy pomysłem, a nie
realną osobą) mogę wspólczuć, to jednak współczucie bardziej należy się tym
wszystkim, którzy bardziej utożsamiali się z jej nad-wrażliwością, niż ją
rozumieli. A film w gruncie rzeczy jest słodkim, wyidealizowanym (i na jedno
kopyto, czyli płaskim) studium różnorakich 'osobowości', których cechuje...coś,
co skutecznie przeszkadza im żyć. Inna sprawa, skąd się to u nich wzięło,
zresztą nie o to chodzi. Niepokojące jest, iż filmik zdobył takie uznanie.
Czyżby widownia uceszyła się, że zobaczyła siebie samych, a jednak dających
sobie radę (w filmie, rzecz jasna, bo w życiu takie tricki nie uchodzą)? A być
może nawet nie siebie, ale swój przyszły los, jeśli odważy się na dostrzeżenie
kilku swoich niedoszłych talentów?
Kino to jednak katharsis dla Ubogich, skoro łapie na stare sztuczki coraz to
nowe rzesze ochotników, którym obca jest ich własna nieświadomość(...)

PS.Cytat z jednej z recenzji, byż może...
    • Gość: enzo Re: Amelia jednak rozczarowała... IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 12.04.02, 09:33
      Masz racje. Po obejrzeniu Amelii zaczalem szukac w pamieci filmow z ktorymi mi
      sie skojarzyla. Bo ogladajac ten film wciaz mialem wrazenie ze gdzies juz to
      widzialem. I widzialem u Wong Kar-Waia, u Tykwera, Kieslowskiego juz nie
      wspominajac... Moze ten film bylby troche lepszy gdyby nie jego ogromne tempo,
      ogromna ilosc gagow i zwiazana z tym ogromna pustka i chaos w pamieci widza po
      obejrzeniu tego filmu... A mialo byc tak pieknie ;)
    • Gość: tylerd Re: Amelia jednak rozczarowała... IP: 212.67.115.* 12.04.02, 11:58
      >
      > się' itd., i choć samej bohaterce (która jest w gruncie rzeczy pomysłem, a nie
      > realną osobą) mogę wspólczuć, to jednak współczucie bardziej należy się tym
      > wszystkim, którzy bardziej utożsamiali się z jej nad-wrażliwością, niż ją
      > rozumieli.
      wspolczucie nalezy sie tobie...
      w Amelie nie trzeba sie z nikim utozsamiac ani nie trzeba niczego rozumiec..
      to potezny ladunek optymizmu ,nadzieji i smiechu...wystarczy go poczuc

      > A film w gruncie rzeczy jest słodkim, wyidealizowanym (i na jedno
      > kopyto, czyli płaskim) studium różnorakich 'osobowości', których cechuje...
      coś, co skutecznie przeszkadza im żyć. Inna sprawa, skąd się to u nich wzięło,
      > zresztą nie o to chodzi.
      mowisz o czyms..i nie wiesz co mowisz...podpowiem ci ;wzielo sie to z lekow
      straconych szans ,zranionych uczuc prowadzacych w nieufnosc..i braku wiary
      ,ze ktos moze nam bezinteresownie pomoc...

      Jasne ,ze jest to slodki i wyidealizowany film...i taki wlasnie mial byc.
      plaski na pewno nie jest...pokazuje za to cos innego ,ze swiat nie jest tak
      bardzo skopmplikowany jak sami staramy sie go odbierac ..choc z drugiej strony
      Caro komplikuje najprostsze czynnosci-ale po to bysmy mogli sobie uzmyslowic
      ich niemal banalnosc...i po to zebysmy mogli sie posmiac;-)
      > Niepokojące jest, iż filmik zdobył takie uznanie.
      > Czyżby widownia uceszyła się, że zobaczyła siebie samych, a jednak dających
      > sobie radę (w filmie, rzecz jasna, bo w życiu takie tricki nie uchodzą)?
      a wlasnie ,ze uchodza..potrzebna jest jednak wyobraznia i chec by dac
      cos z siebie innym...
      A być
      > może nawet nie siebie, ale swój przyszły los, jeśli odważy się na dostrzeżenie
      > kilku swoich niedoszłych talentów?

      > Kino to jednak katharsis dla Ubogich, skoro łapie na stare sztuczki coraz to
      > nowe rzesze ochotników, którym obca jest ich własna nieświadomość(...)

      dzieki takim filmom wlasnie swiadomosc wzrasta...a poza tym w zyciu chodzi
      wlasnie o to by odnalezc swoj talent i go wykorzystac..
      i z tych rzesz ochotnikow wielu bedzie szczesliwszych od ciebie jezeli
      sie nie dasz zlapac na zadne sztuczki twardzielu;-)

      "..rzeczywistosc sie pomalu w swiat zamienia idealu.."
    • Gość: Ginny Re: Amelia jednak rozczarowała... IP: 80.48.102.* 12.04.02, 12:06
      A mnie nie rozczarowała. Wprawdzie po czytaniu recenzji spodziewałam sie innego
      rodzaju filmu, a wyszłam z kina oczarowana. Można oczywiście powiedzieć, że to
      bajeczka dla naiwnych i "ku pokrzepieniu serc", ale przecież takie bajeczki są
      szalenie potrzebne. Przynajmniej mnie.
      • Gość: Lehu Re: Amelia jednak rozczarowała... IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 12.04.02, 12:56
        Zawsze beda (sorry) buraki,
        i to nie tylko w komisji oscarowej:P
        Z drugiej strony ja juz nie moge sie utozsamiac z nardodem Amerykanskim;
        ktorego kultura jest dla przecietnego europejczyka (ktoremu amelia sie
        spodobala)
        powodem do zazdrosci.
        Szczere docenienie Amelii u tak wielu ludzi w Polsce
        pozwala miec nadzieje ze uda sie zmyc troche
        z wszechotaczajacego brudu.
        Bylem na filmie 3 razy;
        i za kazdym razem wychodzilem lżejszym krokiem.
        Moze to niepoprawne ale przynajmniej mi potrzebne.
        gusta sa rozne.
        ale szczerze wspolczuje ludziom ktorzy nie byli
        w stanie cieszyć się filmem Jean Pierra Jauneta
Pełna wersja