ralph-ralph
06.04.02, 18:54
(...)Po przeczytaniu tylu super-pochlebnych opinii, poszedłem w końcu do kina.
Miałem nadzieję, że tym razem forum było nośnikiem czegoś sensownego, że
wyjątek potwierdza regułę... I co? Owszem, klimacik, fajna scena ze 'przelaniem
się' itd., i choć samej bohaterce (która jest w gruncie rzeczy pomysłem, a nie
realną osobą) mogę wspólczuć, to jednak współczucie bardziej należy się tym
wszystkim, którzy bardziej utożsamiali się z jej nad-wrażliwością, niż ją
rozumieli. A film w gruncie rzeczy jest słodkim, wyidealizowanym (i na jedno
kopyto, czyli płaskim) studium różnorakich 'osobowości', których cechuje...coś,
co skutecznie przeszkadza im żyć. Inna sprawa, skąd się to u nich wzięło,
zresztą nie o to chodzi. Niepokojące jest, iż filmik zdobył takie uznanie.
Czyżby widownia uceszyła się, że zobaczyła siebie samych, a jednak dających
sobie radę (w filmie, rzecz jasna, bo w życiu takie tricki nie uchodzą)? A być
może nawet nie siebie, ale swój przyszły los, jeśli odważy się na dostrzeżenie
kilku swoich niedoszłych talentów?
Kino to jednak katharsis dla Ubogich, skoro łapie na stare sztuczki coraz to
nowe rzesze ochotników, którym obca jest ich własna nieświadomość(...)
PS.Cytat z jednej z recenzji, byż może...