erii
14.10.04, 14:52
Wesele - pytam się: po co? Co tym filmem chcemy powiedzieć? To, że jesteśmy
chytrzy na kasę i się upijamy jak wieprze?
Podobno chcemy odejść od tego stereotypu, a tym filmem Smarzowski nas pogrąża
jeszcze bardziej!
W dodatku napisy angielskie, żeby obcokrajowiec dokładnie kojarzył obraz ze
słowem.
Tfu! Przekreśłam ten film. Niczego wartościowego nie wnosi, a wręcz nam
szkodzi.
Tak samo jak idiotyczna Święta wojna i Kiepscy - nie raz spotkałam się z
opiniami ludzi spoza Śląśka - "Kurczę,
tam to chyba naprawdę jest takie zacofanie. W tych... familokach.....
(inaczej stare rudery, gdzie jednak ktoś mieszka - gdyby ktoś nie wiedział)
to już na pewno tak musi być.
Jestem mieszkanką Katowic, nie znam środowisk z familoków i im podobnych, ale
nie wydaje mi się, by jakiś nawet bardzo uwsteczniony osobnik tego kraju
chciał wejść do środka telewizora, by znaleźć tam prowadzącego!
Poluję w pociągu na Joannę Bartel, by spytać ją, dlaczego bierze udział w tym
bagnie? Aż taka kasa? Kompletna krótkowzroczność?
Powoli wracając do Wesela: Prośba to twórców - nie kręćcie czegoś, od czego
chcemy odejść. Kręćcie kino takie, za które nie będziemy się tłumaczyć
obcokrajowcom i samym sobie - że to nie w tej wsi - tu bawią się kulturalnie,
nie jak wieprze.
Lubię mocne kino i mocne sceny - ale niech to ma swój smak! Nie trzeba
pokazywać brudnego, obciętego palucha z bliska, żeby poruszyć widza. I
rzygowin.
Wiele w tym filmie jest niesmaku -na tyle za dużo, że film się popsuł, jak
filmowy bigos.
Takimi filmami Europy, drodzy tfurcy, świata nie podbijemy. Tylko
przypodobamy się prostaczkom i ludziom
o kiepskim wyczuciu smaku i poważnej krótkowzroczności.
Słucham, że taka jest prawda? Tak się "bawią" we wsiach Polskich? Zapewne
gdzieś tak. Ale nie trzeba o tym trąbić całemu światu, bo człowiek to taka
istota, co chłonie, zapamiętuje przekaz i rzadko kiedy zadaje sobie trud, aby
sprawdzać, czy tak jest naprawdę. Po co? Przecież właśnie mu podano odpowiedź
na tacy - bez wódy i kasy z Polakiem się nie dogadasz. Pięknie, powielamy
przeklęty stereotyp.
Nnno, chyba, że potem mamy zamiar się tłumaczyć, że to tylko jakiś marny
odłamek społeczeństwa, plebs, że to nie my.
Toniemy, dzięki takim filmom. Nie dziękuję za to panu Smarzowskiemu. A
propos - nie było kasy, stąd pomysł na wesele? bo jedna sala, małe koszty? No
tak.
Jednak proszę ukłonić się Magdalenie Piekorz, bo jej Pręgi też były
niskobudżetowe, ale się pięknie obroniły. Łamią tabu - że rodzina nie jest
święta.
Bo nie chodzi o to, aby nie mówić o trudnych rzeczach. Tylko tak jak w życiu -
pewne rzeczy należy przemilczeć, zwalczać, a nie kręcić o nich filmy i dawać
im rozgłos, drugie życie (oby nie!).
Albo - mówić o tych trudnych rzeczach, które budują człowieka i pokazują
dobry kierunek - w Pręgach jest nim miłość - niełatwa, niecukierkowa, więc
tym bardziej cenna.
Ogólnie więc - odradzam Wesele.