Olek marzyciel

    • Gość: beelukas Racja IP: *.81-161.gts.tkb.net.pl 01.01.05, 23:26
      Byłem i zgadzam się z artykułem.Dobrze że przynajmniej za friko.
    • Gość: priemyslaw Re: Olek marzyciel IP: *.org / *.org 02.01.05, 09:44
      Ja sie nie zgadzam, film jest wspaniały dobrze nakrecony. Muzyka Vangelisa
      cudo, Angelina Joli tez niczego sobie. Uwazam ze w Ameryce nie zrobil kasy bo
      sami Amerykanie sa zbyt tepi aby cos z tego zrozumiec, lub tez maja juz przesyt
      tego typu produkcji. W tym roku przeciez to już 2 film tego typu po Troji z
      Brade Pitem w roli Achillesa moim zdaniem całkowita pomylka
    • Gość: Mufti Wąchocka Szczerba to pretensjonalny i marudny snob IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 02.01.05, 09:49
      Jest to facet, który napisał, iż jego zdaniem, im mniej się w filmie dzieje,
      tym lepiej. Przydzielanie mu recenzji "Aleksandra" to jakby kazać niewidomemu
      zrecenzować malowidła. Generalnie gdybym miał podać przykład żywego krytyka,
      które najpełniej realizuje wszystkie negatywne stereotypy wiązane z tą
      profesją, to byłby właśnie Pan Szczerba. Pretensjonala i przeintelektualizowana
      maruda. Coś w stylu "Wróciłem właśnie z przeglądu zaangażowanego kina
      bułgarskiego, te doskonałe obrazy są kwintesencją zagubienia, będącego udziałem
      współczesnego mieszkańca Europy Środkowo-Wschodniej". Po prostu prawda czasu,
      prawda ekranu.
    • Gość: maniaz Re: Olek marzyciel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.05, 10:19
      Film jest świetny!!
      Nie wiem co sie mogło wam nie podobac!!
      Dobra fabuła, dużo akcji!!!!
      POLECAM!!!!!!!!!!!
    • Gość: Forrest Gump Re: Olek marzyciel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.05, 10:53
      Kolejna komercja po "Troi" ale wizja reżyserska zasługuje na uznanie
    • Gość: bolek widziałem, żenada to mało powiedziane IP: 62.244.139.* 02.01.05, 11:47
      nie chcę nikogo straszyć, ale jak widzieliście Ławeczkę i spodziewaliście się fajnej komedii to jak pójdziecie na aleksandra to zobaczycie taką właśnie komedię... pomyłek i nudziarstwa. Ani to film fajny ani pouczający, a ten wątek z homoseksualizmem Aleksandra to sciema jakich mało, po prostu źle zrobione kino. No i jak w Rejsie... w polskim kinie (polskim tzn w polskiej sali kinowej) to ...... nuda....
    • Gość: r Re: Olek marzyciel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.05, 12:06
      moj ojciec byl w usa na jednym z popremierowych pokazow Aleksandra. wyszedl po pol godziny i jedyne co powiedzial to to, ze nie bedzie ogladal filmu o pedałach :D
      • Gość: Tete Re: Olek marzyciel IP: 193.29.205.* 02.01.05, 12:46
        Mnie byloby wstyd pisac takie bzdury, ktore swiadcza, ze Twoj ojciec jest
        ograniczonym, zamerykanizowanym czlowieczkiem (delikatnie mowiac). Szkoda slow
        skoro sprowadza ten film do filmu o pedalach!!!!
    • Gość: majka Aleksander IP: *.man.bydgoszcz.pl 02.01.05, 12:45
      byłam,widziałam,trzy godziny wysiedzialam,nie polecam!!!!!!!!!szkoda
      czasu,takie prywatne zycie,to mój chomik ma,a jakie przedluzanie scen,gorzej
      niz we władcy pierścieni...
    • Gość: Marek Re: Olek marzyciel IP: *.nat.tvk.wroc.pl 02.01.05, 12:48
      Wielka reklama a w rzeczywistości kiepski film.
    • Gość: kasiapil Re: Olek marzyciel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.05, 15:00
      Collin Farrell absolutnie mnie nie przekonuje jako Aleksander.

      tylko dla dorosłych www.lalique.blox.pl for adult only
      • marek_m_pl ... WIELKI OLEK ... BYŁ PEDZIO ??... O.M.F.G !!! 02.01.05, 15:39
        aZATEM PO 1) PEDZIO TEŻ UMIE SIE LAĆ ZATEM WSZYSCY HOMO ZAPEWNE Z MIŁĄ CHĘCIĄ
        PÓJDĄ OBERKAĆ iSIE PODBUDOWAĆ ŻE ŻEKOMO OWSZEM TEŻ PONIEKĄD MOGĄ BYĆ KOZAKAMI.

        PO 2) - ''BRAVE cHART - ''PASJA - ''TROJA - ''ALEXANDER :TO JUŻ JEST EWIDENTNY
        KRYZYS KINA (SCENARIUSZE ODGRZEWANE SPRZED 1ooo, 2ooo, 3ooo LAT ??), SORY TEY.

        PO 3) JEŻELI DALEJ GŁ. PRODUKCJE FILMOWE, MAJĄ SIE ZASADZAĆ NA OBCINANIU GŁÓW
        RĄK FIUTÓW, BICZOWANIU, PALOWANIU, ZBIOROWYCH RZEZIACH, PIERDYKAM TAKIE KINO !

        PO 4) JUŻ PO SAMYM PLAKACIE ''WLK. PEDZIO OLKA'' WIDAĆ ŻE CHAŁA - TE ROGI Z
        PIÓR - NO TRANSWESCYTA !! aTAKIE NP ''ZŁE WYCHOWANIE - SUPER PLAKAT, I FILM !!
    • Gość: rilwen Re: Olek marzyciel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.05, 15:51
      widzę, że autor recenzji po prostu nie lubi klasyki i Szekspira...
      • Gość: Imac Re: Olek marzyciel IP: *.chello.pl 02.01.05, 16:56
        Mam takie wrazenie, czytajac recenzje naszych krytykow, ze oni boja sie isc
        do kina bez przeczytania recenzji z innych periodykow z Europy i zza oceanu. I
        potem tylko powielaja, lub zaprzeczaja pojawiajacym sie tam opiniom.
        Dla mnie Aleksander to dobry film (choc nie bardzo dobry). Jest on o wiele
        mniej tandetny od Troi, jest to film po ktorego obejrzeniu chcalo sie nam
        wszystkim dyskutowac, niekiedy zawziecie. Owszem, Aleksander to postac o ktorej
        nie wiadomo zbyt wiele, wiec chyba kazdy powinien miec swiadomosc, ze wybiera
        sie do kina aby skonfrontowac wizje rezysera na temat tej postaci, ze swoja
        wlasna, prywatna wizja (albo tez,aby nabyc jakakolwiek wizje). Stad wynika wiele
        niedpopowiedzen, ale wole to, niz stwarzanie nowych teorii historycznych i
        psychologicznych, ktorych i tak jest calkiem duzo w tym filmie. Coz, jak zawsze
        chodzi o zloty srodek, ktory starano sie moim zdaniem w tym filmie zachowac.Choc
        dociekania rezysera moga byc kontrowersyjne, albo wydawac sie zbyt plaskie to
        jednak nie rzutuje to tak bardzo na calosc, bo broni sie jeszcz sama historia.
        Dla mnie ten film byl po prostu piekny, praca operatora jest rewelacyjna i
        zdjecia sa niesamowite. Poza tym scenografia: architektura, ubiory, uzbrojenie
        sa zrobione bardzo wiarygodnie, stroje Persow sa wrecz podrecznikowe. Oczywiscie
        wyglad Babilonu to juz prawie pelna fantastyka, ale tez zrobiona z klasa.
        Krajobrazy, zetkniecie sie z cywilizacja hinduska, pokazane niesamowicie.
        Nie widzialem tez tak drazniacego w Troi nadmiaru plastiku i styropianu, po
        prostu charakteryzacja i scenografia sa wiarygodne ale i efektowne.
        Jestem bardzo zdziwiony krytyka scen batalistycznych, bo dla mnie byly to jedne
        z najlepszych scen tego rodzaju, jakie widzialem wogole. Nie mam tez pretensji o
        wiecej, dla mnie ten film kipial kolorami i bylby juz przeladowany, jest to wiec
        TYLKO I WYLACZNIE KWESTIA OCZEKIWAN.
        Szkoda ze recenzja Pana Szczerby zupelnie pomija ten aspekt (oczekiwan) bo
        przeciez poza tym ze jest dzielem literackim:) powinna spelniac przede wszystkim
        funkcje uzytkowa, czyli ostrzegac jednych i zachecac drugich do udania sie do kina.
        Na zakonczenie dodam jeszcze jedno: jesli dla kogos watek gejowski (zreszta
        pozostajacy bardziej w sferze domyslow, niz doslownym) jest motywem
        dyskredytujacym caly film, to poprostu nalezy przeczytac wczesniej jego opis i
        nie chodzic do kina. Zamieszczanie na tym forum opini, ze film jest zenujacy bo
        zawiera watek gejowski, jest zenujace samo w sobie.

        Teraz o wadach: listy dialogowe sa rzeczywiscie pisane moim zdaniem fatalnie.
        Frazy jakie padaja sa niekiedy niemilosiernie pompatyczne i sztuczne.
        W 60% nie podobala mi sie tez muzyka Vangelisa, mialem wrazenie ze powtarza
        motywy muzyczna znane juz z innych filmow i wpada czesto niepotrzebnie w
        straszliwy, psujacy efekt patos.
        Dla kogos moga to byc fakty rzeczwiscie dyskryminujace, ale ja znalazlem w tym
        filmie tyle innych ciekawych i zachwycajacych rzeczy, ze jego obraz pozostaje
        pozytywny. Wiekszosc zamieszczonych tu opinii wydaje mi sie gleboko niesprawiedliwa.
        Napewno nie jest to film dla kazdego, ale zestawianie go z "Troja" jest zbrodnia:)
        Pozdrawiam i zycze milego dnia :)
    • Gość: Jędras AleX IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.01.05, 18:01
      Panie Jacek,z gówna robisz pan problem. Ten film to zwyczajna
      amerykańska,"hollywódzka" szmira.Baw się Pan tak dalej i jak zwykle w wybranym
      narodzie będziesz Pan "uczonym",i ktoś Pana ,Panie do Nobla poda.
    • Gość: patton Re: Olek marzyciel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.05, 18:05
      Wolę obejrzeć nieudanego Aleksandra niż udane pręgi czy coś podobnego. Kino to
      przedewszystkim rozrywka, problemów to ja mam mnóstwo na co dzień i nie szukam
      ic w kinie.
    • Gość: 1z2x3c Widzialem ten film.......... IP: *.client.comcast.net 02.01.05, 19:20
      Potwornie nudne widowisko. Szczytem bylo obsadzenie Farrell'a w roli Alexandra.
      Kompletnie nie przekonujacy jako wodz, szczegolnie z wygladu i glosu.
      Di Caprio w roli Alexandra? To jeszcze chyba bardziej poroniony pomysl. Facet ma
      zbyt duza glowe w stosunku do ciala, brak miesni i ramionka jak u dziewczyny.
      Pleeeeeaaaaasssssssseeeeeeeeeeeeeeee!!!!
    • b12 PRZECIEŻ TO NASTĘPNY HITLER !?! 02.01.05, 19:47
      Nie widzę żadnej różnicy... Ciekawe, ile milionów ludzi poslal na śmierć, żeby
      zaleczyć swoje kompleksy... Żalosne
      • Gość: kate Re: PRZECIEŻ TO NASTĘPNY HITLER !?! IP: *.sympatico.ca 02.01.05, 23:39
        A nie pomylily ci sie epoki?Aleksander Wielki nastepnym Hitlerem?Ciekawe....
    • Gość: # Re: Olek marzyciel IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.01.05, 19:48
      cZY ŻYDZI W - PL............................BYWAJĄ ?????????????
    • Gość: Jurek Uwazam ze to dobry film IP: 195.252.14.* 02.01.05, 20:52
      Dobry film.Nie kazdy film da sie dopasowac do zadnej niesamowitych wrazen
      publiki.Chodzilo o oddanie wielkosci Aleksandra jak i jego wprost mitologicznej
      wyprawy wojennej i to sie udalo.Brakuje tylko greki.
    • Gość: Mar za to polskie Kwowadis udało się jak mało co! IP: *.skorosze.2a.pl 02.01.05, 20:54
      Niemałym sukcesem była też Starabaśn i Wieśmin...
    • anpio Moim zdaniem: 02.01.05, 21:41
      Film p.t. Aleksander obejrzałem wieczorem w Nowy Rok i jestem nim szczerze
      zachwycony. Trzy godziny w kinie, a ja zamiast zmęczenia odzczuwałem
      zadowolenie. A przechodząc do meritum-film spodobał mi się bo:
      - przyjął formę bogato ilustrowanego, porywającego wykładu z historii antycznej
      - aktorzy zostali dobrze dobrani do ról-znakomita Angelina Jolie, Hopkins i
      Farrell, a jeszcze Val Kilmer!!! Dopiero podczas napisów końcowych
      uświadomiłem, że króla Filipa grał Kilmer-brawa dla charakteryzatorów!
      - bardzo ciekawa fabuła, to czego nie widziałem wspaniale opisał mi narrator w
      osobie Hopkinsa dzięki czemu film jest spójny
      - bardzo udane i pomysłowe alegorie, które obrazują "stan duszy" Aleksandra
      - świetne sceny batalistyczne-tylko 2- ale jak wysmakowane!!!
      - aktorzy grali tzn. widząc ich widziałem Aleksandra i jego otoczenie, a nie
      jak w Troi Brada P. i spółkę, która ani na chwilę nie przemieniała się w ludzi
      z eposu Homera.
      - dostojna i patetyczna muzyka Vangelisa, zreszta bardzo charakterystyczna i
      nie pozostawiająca wątpliwości kto ją stworzył
      - budowanie napięcia dzięki retrospekcjom i wspomnianym alegoriom
      - mistrzowskie zaangażowanie do gry koloru czerwonego podobnie jak w
      Gladiatorze świetnie grały odcienie złotego i niebieskiego
      Minusy:
      - sporo ujęć prezentowało zbliżenia postaci, mało było szerokich planów, ale za
      to te, które były to smakowite kąski.
      Historia w filmie jest potraktowana bardzo uczciwie i rzetelnie, to co do czego
      historycy nie mają pewności pozostaje niedopowiedziane. Jak miło, że ktoś
      jeszcze pozostawia odrobinę miejsca dla wyobraźni widza. A ta już jest sprawą
      bardzo indywidualną.
      Moim zdaniem film jest świetny, na głowę biję Troję, jest lepszy od Króla
      Artura i pod względem przeżyć niewiele ustępuje Gladiatorowi.
      Ale to tylko moje zdanie...
    • Gość: M BANDA GEJÓW w tym filmie...az sie nei da ogldac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.01.05, 00:50
      i tyle..
    • Gość: Joanna Film jest SWIETNY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.05, 00:51
      Bez wzgledu na to, co pisze o nim autor powyzszego artykulu.
      Fakt, ze dialogow jest duzo, na poczatku moze nawet zbyt dugie wprowadzenie w
      historyczne realia, ale tak naprawde ktoz z nas pamieta dzis o Aleksandrze
      Wielkim. Uwazam, ze Stone mial bardzo dobry pomysl na ekranizacje historii! A
      ze z symbolami i nawiazaniem do aktualnosci, to chyba jeszcze lepiej, bo kazdy
      w tej historii znajdzie cos dla siebie. Ja pamietam doskonale 2 kwestie: po
      pierwsze swietnie oddana problematyka upodoban seksualnych Aleksandra (owszem
      kochal on Hefajstiona, ale sceny "wyznan" doskonale balansuja na granicy uczuc
      przyjacielskich (przez co - co wazne -nie wzbudzaja wybuchow smiechu wsrod
      widzow i przypominaja o powszechnosci tego zjawiska), a po drugie... DOSKONALA
      ROLA CILLINA FARELA!!! POWTARZAM DOSKONALA (choc nie jestem specjalna fanka
      jego wdziekow:). Absolutnie potwierdzil, ze jest swiatnym aktorem i mam
      nadzieje, ze dostanie za te role OSKARA! A poniewaz duzo go na ekranie - chocby
      dlatego warto film zobaczyc. (PS. Babilon jak z basni z 1001 Nocy..., dzieki
      czemu odrywamy sie od rzeczywistosci szarych ulic!)FILMA NAPRAWDE GODNY
      POLECENIA
    • Gość: Siergiej MEGAS ALEXANDROS IP: *.blt.pl 13.01.05, 17:19
      Po obejrzeniu "Aleksandra" Olivera Stone'a muszę stwierdzić, że właściwie
      wszystkie argumenty przeciwników filmu upadają. Że życie wielkiego Macedończyka
      to zbiór niewykorzystanych przez Stone’a anegdot? – ależ jest i poskromienie
      Bucefała, lękającego się własnego cienia; i pijany Filip, który nie może zrobić
      kroku, a co dopiero przeprawić się do Azji; i królewskie potraktowanie rodziny
      Dariusza; i dowcip o udach Hefajstiona, które jako jedyne pokonały Aleksandra;
      i wspomniano wizytę w oazie Siwa; i widzimy sztylet i "Iliadę" pod poduszką; i
      zaćmienie księżyca przed bitwą pod Gaugamelą; i zabójstwo Klejtosa; i spisek
      paziów; i stracenie Filotasa i Parmeniona; i publiczne pocałowanie Bagoasa...
      Wszystko to ci, którzy się historią Aleksandra interesują, znają od dawna – a
      że część z tych epizodów jest rozegrana inaczej i w innych okolicznościach?
      (np. córka, zamiast matki Dariusza myląca Hefajstiona z Aleksandrem w
      Babilonie, zamiast po bitwie pod Issos czy zabójstwo Klejtosa już w Indiach) –
      takie są prawa dramaturgii filmowej, udramatyczniające i zagęszczające akcję. Z
      tych też powodów wiele "anegdot" pominięto, bo to materiał na kilkusekundowe
      sceny. Że niby w filmie jest duszno od atmosfery homoseksualnej? – ależ jest
      ona tak delikatnie zarysowana, że zarzucić można tylko Stone’owi właśnie brak
      choćby pocałunku między Aleksandrem a Hefajstionem, co uwiarygodniałoby ich
      miłość. Jest więc raczej czegoś za mało, niż za dużo. Że niby Ptolemeusz-
      narrator przynudza? – ależ nie mówi tak dużo i właśnie organizuje narrację,
      przenosi nas w kolejne miejsca i czasy, a dodatkowo budzi refleksję nad sprawą
      kreowania historii (to nie jest obiektywna biografia Aleksandra, ale
      wspomnienie po kilkudziesięciu latach człowieka mu bliskiego, który teraz
      właśnie zyskał głębszą wiedzę nad znaczeniem tej postaci), nad losem marzycieli
      i dziedzictwem Aleksandra (klęska, która jest większym zwycięstwem niż sukcesy
      innych). Że bitwy są tylko dwie? – film byłby nudny, gdyby co chwila składał
      się z obrazów bitewnych – pokazano dwie najważniejsze dla wewnętrznej struktury
      filmu sceny batalistyczne: pod Gaugamelą (która zadecydowała o podboju Persji,
      pokazuje nam Aleksandra jako zwycięskiego wojownika) i w Indiach (która
      zadecydowała o klęsce marzeń i odwrocie na Zachód). Są to dwie klamry spinające
      główną część filmu – wędrówkę na mityczny Wschód, legendarny Koniec. Że same
      bitwy niektórym się nie podobają? – ależ są znakomite, nadzwyczaj prawdziwe (a
      nie nachalnie komputerowe jak we "Władcy Pierścieni"), z kamerą z ręki między
      ludźmi, znakomicie wykorzystujące szybki, agresywny montaż i bliskie ujęcia,
      sceny są bardzo krwawe i brutalne, ale nie epatują widza detalami właśnie ze
      względu na szybkość ich rozgrywania; i wreszcie ta wspaniała perspektywa z lotu
      (dosłownie!) ptaka na pole bitwy pod Gaugamelą, świetne wykorzystanie piasku i
      kurzu, z którego wyłaniają się kolejne oddziały – tak oto Aleksander nagle
      widzi się naprzeciw Dariusza; i piekło bitwy ze słoniami w Indiach –
      mistrzostwo szybkiego montażu, które zwraca uwagę na niezwykłą brutalność bitwy
      jako takiej (pamiętacie słonia z odrąbywaną trąbą?), zamiast mnożyć niezdrową
      we współczesnym kinie fascynację dokładnym i powolnym odwzorowywaniem scen
      zabójstw. I ponoć sam Aleksander na koniec jest nijaki, płaczliwy i pełen
      wahań? – pewnie że tak, tam, gdzie ma to uzasadnienie, w chwilach trudnych ma
      obawy i wątpliwości, w chwilach rozpaczy daje upust swemu żalowi, ale widzimy
      też jego charyzmę w bitwach i zostajemy wprowadzeni w jego megawizję, której
      nikt inny w filmie nie potrafi zrozumieć (może poza Hefajstionem, który
      występuje w coraz to innych, a lokalnych szatach). Widzimy wreszcie jego napady
      wściekłości i rosnącą podejrzliwość wobec otoczenia, dostrzeganie w krytyce
      spisków – zabrakło tylko żądania oddawania sobie czci boskiej, ale i tak postać
      głównego bohatera jest w miarę rozwoju filmu coraz bardziej złożona, a
      spojrzenia jego towarzyszy w coraz większym stopniu pełne wątpliwości i nawet
      wrogości. I o tym właśnie jest film – o samotności geniusza, który nie jest
      posągową postacią od początku do końca, ale dojrzewa w miarę rozwoju fabuły,
      ścierając się ze swoimi kompleksami, marzeniami, namiętnościami - stąd
      sekwencja z objaśniającym mity Filipem: postacie Prometeusza, Achillesa,
      Heraklesa i Medei są wyznacznikami przyszłej drogi Aleksandra – jego idei,
      poświęcenia, bohaterstwa, odwagi, siły, samotności, szaleństwa, pychy i zdrady
      przez towarzyszy (i tu jedna z nielicznych uwag do filmu – zamiast mówić, że
      powrót z Indii do Babilonu przez pustynię był pomyłką Aleksandra, można było
      ukazać to jako jego swoistą zemstę na armii, która go opuściła – w ten sposób
      dopełniałby się los Medei). Jeśli widzowie mówią, że od pierwszych scen nie są
      w stanie uwierzyć w Farrella-Aleksandra, to właśnie dlatego, że jest on na
      początku stłamszonym przez rodziców młodzieniaszkiem i dopiero rozwija się,
      zmienia w toku fabuły. Problem w tym, że każdy nosi w sobie własny obraz
      Aleksandra i ma potem żal do reżysera, że ukazał go inaczej. Otóż rada
      literaturoznawcy: każde dzieło filmowe i literackie, także o charakterze
      biograficzno-historycznym, należy oceniać samo w sobie, tak jakby świat, o
      którym opowiada, nie miał odniesień w rzeczywistości. I Stone’owi udało się
      wykreować bardzo spójną, szeroką i prawdziwą historycznie wizję świata
      antycznego, zdominowanego przez myślenie mityczne i heroiczne (to też trzeba
      sobie uświadomić, by od początku filmu przyjąć jego konwencję i zanurzyć się w
      tym świecie bez narzekania na patetyczność, bo wzniosłość jest integralnym
      składnikiem tego świata i mitu). Sam Aleksander pozostaje zaś nadal największą
      zagadką ludzkości i tak właśnie powinno być – zbliżamy się w filmie do
      tajemnicy, lecz jej w pełni nie odkrywamy, sam Ptolemeusz-narrator jej nie zna.
      Możemy tylko pełni podziwu spoglądać na tę postać, wcieloną w żyjący przez
      wieki mit, o czym tak pięknie zaświadcza wizualizacja w czołówce filmu i przy
      napisach końcowych, gdzie widzimy imię Aleksandra w różnych starożytnych
      językach i alfabetach, oraz jego sławne wizerunki, łącznie z uśmiechniętym
      Buddą z Gandhary. Dość przewrotne jest potraktowanie tytułowego bohatera jako
      człowieka, który ponosi klęskę, by ostatecznie zwyciężyć dopiero po śmierci.

      Powstał więc film znakomity – pewnie, że nie arcydzieło, ale też trudno w
      gatunku filmu historyczno-kostiumowego takowe znaleźć. Film przy tym wymagający
      od widza pewnej wiedzy – o życiu Aleksandra, charakterze tamtych czasów,
      kulturze materialnej (znakomita scenografia, kostiumy, nawet drobne
      przedmioty) – bardziej "płynący" niż "dziejący się" (falująca muzyka Vangelisa)
      i choć nie bez wad, autentycznie interesujący i wciągający, lepszy niż
      większość amerykańskich wielkich produkcji. Jeśli jednak ktoś wychował się na
      filmach akcji i "kinowych grach komputerowych", to rzeczywiście – film Stone’a
      odrzuci i go nie zrozumie, idzie on bowiem pod prąd oczekiwaniom i
      przyzwyczajeniom publiki. Któż jeszcze w Hollywood poza Stone'em mógłby się na
      coś takiego poważyć?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja