Gość: ARD RED
IP: 212.160.117.*
23.03.01, 12:18
Pewnie napisano już wiele na temat tego filmu, ale
cóż i ja dołożę do tego swój złamany grosz. To co mnie
zachwyciło to zdjęcia, obrazy malowane spokojnie i
rozważnie, zabawa ziarnistością obrazu, stonowanym
światłem i barwą, jednak pojawia się w tym wszystkim
kontrast w postaci niesłychanie jaskrawej kreacji
ubioru Pani Chan przez co nadaje to swoisty urok tym
scenom. Wydaje się jednak że w pozornie spokojnych
obrazach można zauważyć pewien dynamizm, a to wirujący
wentylator, nagły ruch ręki z efektem stroboskopowym
czy para wodna buchająca z czajnika, to wszystko
nadaje klimat lekkiego niepokoju. Sceny przeplatają
się niespodziewanie, ma się wrażenie że w wydarzeniu
uczestniczy się po raz kolejny jak w „deja vu” a to
czasami sceny zmieniają się po dłuższej chwili co
uspokaja akcję.
Moim zdaniem mistrzostwem dramaturgii i napięcia jest
scena kiedy to Pani Chan po raz pierwszy przychodzi
do pokoju hotelowego swojego no powiedzmy „kochanka” i
nie jest do końca przekonana co do słuszności tego
postępku. Poszatkowane ujęcia idącej kobiety dają
niesamowity efekt.
Wreszcie doszliśmy do ludzi, a mianowicie rodzącej się
przyjaźni a może nawet i żarliwej miłości pomiędzy
dwojgiem samotnych ludzi wplatanych w swoje „normalne”
małżeństwa. Tych dwojga ludzi staje się sąsiadami w
jednym domu, przemykają obok siebie, choć
ich „połówki” wyśmienicie się już wcześniej poznały.
Teraz i oni maja czas aby się poznać, bo jak się
zdaje, potrzebują chyba bardziej ludzkiej przyjaźni
niż upojnego seksu.
Z powierzchownej oziębłości czy dystansu wynikającego
chyba jednak z uwarunkowań kulturowych, nasi
bohaterowie tryskają żarliwymi emocjami, drobne gesty,
słowa, zaczynają mieć wspólne zainteresowania które
realizują z obopólną przyjemnością
zresztą nie wiem, nie orientuje się , zarobiony
jestem, zobaczcie sami.
ARD RED ©