Gość: zylek
IP: w3cache:* / 192.168.43.*
06.02.03, 17:16
Kit w operze czyli ?Dwie Wieże?.
Jak to możliwe, żeby film , na który wydano tak
strasznie dużo pieniędzy, w który włożono tak wiele
wysiłku, nad którym trudziło się tak wielu nie głupich
i utalentowanych ludzi film, film który szczycić się
może seriami wysmakowa-nych plastycznie kadrów, film w
którym grają nie najgorsi aktorzy okazał się nudnym i
pretensjonalnie nadętym knotem?
Wiara to sprawiła. Wiara żarliwa. Wiara dziecinna
reżysera, że efecta, fajer-werki wizualne i kostiumy
kunsztowne są istotą kina, i że zastąpią scenariusz,
zastąpią kreacje postaci z krwi i kości i ludzkie
między nimi dramaty. Jak to możliwe , że kadr z
popielniczką pełną petów u Lyncha większe budzi
dreszcze niż obraz Mordoru straszliwego z okiem krwawo
ognistym, cieniami i wolume-trykami pracowicie
renderowanymi przez baterie Siliconów? Czy naprawdę
jest tak , że baśniowość i konwencja fantasy wyklucza
możliwość zbudowania ja-kiejś poetyckiej , prostej
metafory? Dlaczego te postacie są płaskie jak standy w
wypożyczalniach wideo i nie mają w sobie więcej życia i
wdzięku niż kukiełki z szopki rodem sklecone z gipsu,
tektury i marszczonej bibułki? Dlaczego nie różnią się
niczym w reakcjach i są jak z jednej formy jednakowi?
Dlaczego nie podążam za emocjami postaci i nie ciekawi
mnie co dalej a nudzę się jak mops co najwyżej mogąc
podziwiać kunszt operatora?
W filmie mamy do czynienia z dwoma sposobami grania ?
sposobem A i sposo-bem B. Sposób A to tzw. ?rycerski
gest? ? dziarskie klepnięcie po ramieniu, ?śmiałe
spojrzenie? , dziki krzyk bojowy - czyli cały
repertuar wytłuczonych niemiłosiernie przez kino
?płaszcza i szpady? sztanc i schematów dziarskiej
mę-skiej przygody, sposób B to ?liryzm miłosny? czyli
zawiesiste, maślane spojrze-nia pięknych twarzy
obezwładnionych durem uczucia. Przyspieszyło to pewnie
pracę na planie, gdyż reżyser rycząc w megafon ?A? i
?B? oszczędził aktorom stresu jakim mogła być dla nich
praca nad rolą i był zrozumiały dla każdego od reżysera
obrazu począwszy a na ciurze- asystencie oświetlacza
skończywszy. W ?Dwóch Wieżach? dominuje ?A? co nie
dziwi zważywszy na ogólną przewagę elementów
militarnych. Nie mają sobie równych psychologiczne
komplikacje na jakie naraził twórca komputerowego
Golluma skazując go na morderczą wal-kę wewnętrznych
sił światła i ciemności pasujących się na śmierc i
życie w jego mrocznym i wilgotnym wnętrzu. Doktor Freud
pęka ze śmiechu w swoim wie-deńskim grobowcu. Wszystko
jest jasne - hydraulika jaźni jest czytelna jak
in-strukcja obsługi buta. Tajemnica? Dramat? Przecież
wystarczy pokazać mroczną górę z potworem i zabuczeć
baterią kontrabasów. Zabieg techniczny... Co do
nominata oscarowego Golluma ? to gratuluję gustu
członkom akademii bo fil-mowa kreaturka wygląda jak
zabawka z gumy, albo w najlepszym razie emi-grant ze
?Shreka? , który nie mógł znieść bezpretensjonalnego
wdzięku tamtej bajki i poprosił o azyl w operze
?Jacksona?. I znowu wiara tu winna, wiara naiwna
animatora, że im większą ruchliwość twarzy modelu nam
zaserwuje tym większym życiem pulsować ona będzie i
bardziej prawdziwą się wyda a mniej gumową. Gnie się
tedy Gollumowi gęba w nadruchliwej minoderii jakby
pląsa-wicą nagłą trafiona a ja widz nieszczęsny
załamuję ręce nad jej prawdziwością i bać się zaczynam,
że to człowiek żywy nienaturalny jest w istocie skoro
go nikt nie nominował za naturalność do nagród
prestiżowych. Było zaangażować na-szego Nowaka ?
zagrałby to lepiej bez charakteryzacji. Szkoda. Szkoda,
bo bi-twy są niezłe (pomijając ekscesy typu ?very cool?
zjazd Legolasa na tarczy- de-skorolce po schodach).
Szkoda bo wizualnie film bywa piękny w swoich
ma-nierystycznych klimacikach i nawiązaniach do
akwafortowej poetyki dziewięt-nastowiecznej ilustracji
książkowej. Mimo tego miliony i tak wyjdą
uszczęśli-wione.Dzieciom będzie się podobać. Rodzicom
będzie się podobać. Miłośnikom opery podobało by się
okrutnie gdyby nie brak arii i interesującej muzyki. W
historii kina ma ten film swoje miejsce obok
?Kleopatry? i innych kostiumo-wych szerokoekranowych i
tasiemcowato nudnych superprodukcji tego typu. Dla tych
którzy się cieszą z samego faktu, że kultowa powieść
oblekła się na-reszcie w celuloid mam przesłanie ?
szkoda czasu , lepiej pozostać przy obra-zach które
powstawały w głowie podczas lektury.