Gość: miki
IP: 89.174.190.*
23.07.07, 19:56
Trudno, muszę wylać żółć. Dopiero dziś przeczytałam "Dziewczynę z perłą" i
zachęcona sięgnęłam po film, co leżał z rok na półce. Nie lubię Scarlett
Johansson, więc mnie nie ciągnęło. Jak się okazało, słusznie nie tylko z tego
powodu. Pierwsza scena książki: malarz patrzy na malarsko ułożone warzywa,
później na nią, ona patrzy na malarza. Poooszło. Reszta jest już już tylko
dopełnieniem opowieści o mocy pewnego napoju. Bardzo konsekwentną i dość
zręczną, trzeba przyznać autorce. Pierwsza scena filmu? Nie ma napoju, nie ma
fluidów, jest tylko jakaś marna historyjka niespełnionego romansiku z
głupawym Firthem i polipową Johansson. Czy ja dobrze myślę, że Amerykanie są
wielkim narodem, ale obrabianie europejskiej kultury niech raczej zostawią
Europejczykom?