Dodaj do ulubionych

Cukier w cukrze, czyli ile Bollywoodu jest w Sl...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.09, 12:40
Świetny artykuł!
Obserwuj wątek
    • thomasseyr Re: Cukier w cukrze, czyli ile Bollywoodu jest w 01.03.09, 14:41
      Mi ten film jest wyraźnie nie po drodze i tyle. Ci którzy twierdzą, że ten obraz przypomina kino Bollywood tylko potwierdzają, że nie znają się na filmach. "Slumdog Millionaire" to brytyjskie Hollywood, z wszystkimi chwytami, które posiadają produkcje z USA, te najbardziej infantylne i wiele razy opowiedziane pod różną postacią. Doszukiwanie się w tym filmie przesłania jest syzyfową pracą, choć widzę, że wielu na siłę chce przekonać tych który jeszcze nie widzieli jakie to fantastyczne dzieło i daje do myślenia. Hmm? Dla mnie to taka bardziej komercyjna wersja "Miasta Boga" ale pod względem zarówno warsztatu jak i zdjęć gorsza . Kiedy film Mierellesa wchodził do kin był powiewem świeżości ,czymś nowym, niespotykanym. .Dlatego film Boyle'a nic nowego nie wnosi, pokazuje coś co już było pokazywane pod różnymi postaciami. Więc naprawdę nie rozumiem stwierdzeń co niektórych zachwyconych tym filmem, że jest reprezentantem czegoś nowego w kinie. Nie jest to zły film ale mnie zupełnie nie porwała jego rzekoma magia. Jeden z wielu. Oglądałem już wszystkie filmy, które były nominowane oraz te, które nie były i stwierdzam, że oprócz "Frost/Nixon" , "Slumdog Millionaire" nie miał po prostu rywali w tym roku za dużych. Filmy były nad wyraz oklepane i przewidywalne, w tym dwa niezłe ale jednak bez aspiracji do bycia czymś większym 2 obrazy Eastwooda. Zeszły rok aktorsko i filmowo był lepszy i nie sądzę aby role Winslet, Penna czy Rourke'a oraz film "Slumdog" miały jakiekolwiek szanse. Przemysł filmowy też dopadł kryzys.
    • Gość: malwina Re: Cukier w cukrze, czyli ile Bollywoodu jest w IP: 172.25.252.* 01.03.09, 16:33
      Bardzo skrupulatna i ciekawa argumentacja! Dopiero po przeczytaniu końcówki (o podobieństwach Slumdoga do Bollywood) zaczynam wątpić w konsekwencję wywodu: sami zauważacie, drodzy Autorzy, że Boyle nawiązuje niektórymi elementami do filmów czysto bollywoodzkich. Zatem chyba jak najbardziej trafne (i płodne) będzie analizowanie "Slumdoga" W KONTEKŚCIE Bollywoodu. Nie uznawanie za film stricte bollywoodzki, ale wzięcie pod uwagę tych elementów (bajkowość, kicz, taniec), które w Slumdogu przywodzą na myśl Bollywood. Interpretowanie Slumdoga bez kontekstu bollywoodzkiego byłoby moim zdaniem zubażające. No ale z artykułu nie wiem do końca, co Wy o tym myślicie.
        • misiania Re: Cukier w cukrze, czyli ile Bollywoodu jest w 01.03.09, 17:34
          No nie mogę się powstrzymać przed zacytowaniem fragmentów:

          "Historia Jamala jest prosta i spełnia warunki amerykańskiego snu."
          o matko. autorzy artykułów nie powinni oglądać ocenianych filmów na
          szybkim podglądzie.

          "Różnica tak, że Jamal nie przeszedł ścieżką ciężkiej pracy od
          pucybuta do milionera" - no tak, życie to miał chłopak lekkie, nie
          powiem...

          "a jedynie będąc zwykłym chłopakiem od roznoszenia herbaty (z
          kilkoma sporymi wybojami po drodze do kariery herbatnika ;)" -
          emotikonowy uśmieszek z perskim okiem na końcu jako podsumowanie
          życia Jamala wprawił mnie w bezbrzeżne osłupienie. że niby to takie
          dowcipy los płatał Jamalowi, ha ha????

          "został przypadkowym milionerem - wszystko dzięki temu, że wierzył w
          miłość! Głównym wątkiem w filmach bollywoodzkich jest przeważnie
          historia miłosna." - wątek miłosny jako wyznacznik "bollywoodzkości"
          filmu - to mnie dopiero pomiziało :))) od razu wspomniałam słynnych
          bollywoodzkich bohaterów Romea i Julię, Tristana i Izoldę, Scarlett
          i Rhetta. ja rozumiem, że dziennikarz nie zarabia, gdy nie pisze,
          ale redakcja powinna wzmocnić kontrolę jakości wypuszczanych tekstów.
    • asiek_bolly Re: Cukier w cukrze, czyli ile Bollywoodu jest w 01.03.09, 17:00
      Wydaje mi się, że jasno daliśmy konkluzję na koniec. Nazywanie Slumdoga bollywoodem jest bezzasadny. Są tylko małe podobieństwa, które w każdym filmie mogą zaistnieć. Ale nazywanie czegoś bollywoodem, bo dzieje się w Indiach, jest w tym jedna sekwencja taneczna oraz miłosne perypetie, to duże nadużycie. Tekst jest zakończony tak, aby każdy mógł wnioski po wywodzie wysunąć sam. Chyba ;).
      J.Rutkowska

    • Gość: bambuko Re: Cukier w cukrze, czyli ile Bollywoodu jest w IP: *.dip0.t-ipconnect.de 01.03.09, 17:48
      A ja sie doczepie jeszcze czegos innego:
      "Znaleźć tu możemy również wstawki z legendą kina Bollywood Amitabhem Bachchanem (który nomen omen prowadził "Milionerów" przed Khanem)"

      Ze co? NOMEN OMEN? Wstawianie sentencji, ktorych sie nie rozumie, nie czyni artykulu madrzejszym..
      A btw: Bombaj od ponad 10 lat nazywa sie Mumbaj, ale stara nazwa chyba tez jest ok..
    • Gość: julka661 Re: Cukier w cukrze, czyli ile Bollywoodu jest w IP: *.chello.pl 01.03.09, 19:38
      Tiaa - no przecież Bollywood to 100 procent tańca i śpiewu - drogi "sdfdgfdhgfh" (czy jak tam cię zwał) mylisz się sromotnie:D.
      Chyba nic nie widziałeś?
      A np. takie filmy z ostatnich lat jak "Rang de Basanti", "Chak De India" czy "Life ..in a metro" (wszystkie wydane u nas) - gdzież w nich te tańce i śpiewy? I ten słodki romans?
      "Slumdog" po prostu korzysta z pewnych charakterystycznych cech Bollywoodu
      i dlatego nasi "znawcy" kina przyklejają mu tę łatkę.
    • Gość: hmm Re: Cukier w cukrze, czyli ile Bollywoodu jest w IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.03.09, 19:55
      W "Slumdogu" jest jeszcze jeden stereotypowo-bollywoodzki element: wiara w przeznaczenie. To wszystko skończyło się tak jak się skończyło, bo los tego chciał i tak wcześniej zostało zapisane.

      Dla mnie podstawowym argumentem przeciwko przyklejaniu do "Slumdoga" łatki "Bollywood" jest miejsce powstania. Film bollywoodzki powstaje w bollywoodzkich studiach za kasę bombajskich producentów. "Slumdog" co prawda był kręcony w Bombaju, ale nie w Bollywood.
    • Gość: malwina Re: Cukier w cukrze, czyli ile Bollywoodu jest w IP: 172.25.252.* 01.03.09, 21:45
      do Asi: To trochę szkoda, że jednak wyszło z tego liczenie procentów cukru w cukrze. Patrząc z punktu widzenia analizy filmowej, a nie miłości do Bollywood, to PORÓWNYWANIE Slumdoga (nie NAZYWANIE Bollywoodem, tylko porównywanie, tak jak pisałam wcześniej) jest moim zdaniem bardzo zasadne (Boyle wygrywa umiejętnie schematy bollywoodzkie i hollywoodzkie, z cudownym happy endem na czele - gdyby nie dystans do opowiadanej historii, a tylko realizm w pokazywaniu biedy itd. to byłby zupełnie inny film!). No ale rozumiem że się oburzacie, ponieważ w końcu nie ukrywacie, że oceniacie Slumdoga jako fani bollywoodzkiego kina, a nie krytycy filmowi:). Pozdrawiam, m
    • Gość: widz Re: Cukier w cukrze, czyli ile Bollywoodu jest w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.09, 23:53
      Trzeba popatrzec na mlodych ludzi wychodzacych z kin festiwalowych - sa zachwyceni. Czym - trzeba ich o to zapytac,byc moze jednak odbior filmu pokrywa sie z opinia tych co go nagradzaja. Zdjecia i montaz - fantastyczne. A historia - taka jak kino, troche bajki, troche zycia- wszystko bardzo zgrabnie i dobrze opowiedziane.Troche usmiechu, troche placzu - wszystkie emocje w jednym filmie.Dobrze ktos napisal - to film uroczy i mozna go rozbierac na czesci pierwsze, analizowac, poddawac fachowej ocenie a i tak na koncu zostaja uczucia i wrazenia z jakimi opuszczamy kino. Gdyby wiekszosc filmow potrafila wywolywac tak pozytywne emocje .Jest w tym filmie ulotna lekkosc z jaka tworcy opowiadaja nam te historie.A z filmami rodem z bollywoodu ma naprawde niewiele wspolnego, moze jedynie odrobine egzotyki, kolorow i miejsc , w ktorych sie dzieje historia.Warto zobaczyc, samemu i poddac sie temu filmowi nie majac w glowie wszystkich analiz i ocen.
    • Gość: AnTra Re: Cukier w cukrze, czyli ile Bollywoodu jest w IP: *.pm.katowice.pl 02.03.09, 14:02
      Cóż, wierzyć mi się nie chce, że ten artykuł napisały osoby znające filmowe produkcje określane mianem "bollywood". Nie ma czegos takiego, jak typowy "bollywood". ta nazwa określa tylko miejsce produkcji filmu. Kino w Indiach produkuje filmy w takich samych proporcjach, jak każda inna kinematografia na świecie. Największą ilość stanowią filmy łatwe w odbiorze, komedie rodzinno-romantyczne czy skonwencjonalizowane do granic możliwości kino sensacyjne. Takie filmy robi się w Polsce, Francji i na Wyspach Zielonego Przylądka. Po bokach znajdują się z jednej strony filmy "niedooglądania", po drugiej kino problemowe, trudniejsze i mające miejszą widownię. To oczywiście uproszczenie. Natomiast cała reszta zwiazana jest właśnie z miejscem pochodzenia filmu. Sa to filmy, w którym dużo miejsca poświęca się rodzinie. Tak, oczywiście, bo w kulturze indyjskiej i okolic rodzina wciąż zajmuje ważniejsze miejsce niż w naszej. Jest to fakt i trudno z tego robić zarzut lub odwrotnie powód do chwały. Kino indyjskie w takim samym stopniu odzwieciedla rzeczywistość, jak każde inne kino na świecie. Tylko czasami się zapomina, że "realizm" jest jednym z wielu sposobów przedstawiania rzeczywistości (czyli jest też konwencją, która pojawiła się w określonym czasie w związku konkretnym światopoglądem), a nie jest rzeczywistością. Nawet odbicie w lustrze nie jest rzeczywistością, tylko jej płaskim obrazem.
    • Gość: AnTra Re: Cukier w cukrze, czyli ile Bollywoodu jest w IP: *.chello.pl 02.03.09, 19:55
      Otóż własnie, oglądam filmy bolly i dlatego twierdzę, że owszem istnieją pewne chwyty, które są dla tego kina typowe, ale są one inne, od tych przez autorów artykułu przedstawionych. Wydaje mi się, że nastapiło tu po prostu zawężenie pola obserwacji do kilku najbardziej popularnych gatunków filmowych (komedii romantycznej, popularnej odmiany melodramatu, sagi rodzinnej czy konwencjonalnego filmu sensacyjno-kryminalnego), a więc najłatwiej dostepnych i najprostszych w opisaniu. Jak znajdę czas to dokladniej o tym napiszę.
    • quentiin Re: Cukier w cukrze, czyli ile Bollywoodu jest w 03.03.09, 13:04
      Zawężenie oczywiście, że nastąpiło i nie musi się to nikomu wydawać, bo jest jasno zaznaczone w tekście, że miało ono miejsce. I nie dlatego zostało ograniczone do komedii itp., bo "najprościej to opisać", a tylko dlatego, że jeśli już ktoś traktuje "Slumdoga" jako film z Bollywood, to właśnie jako przedstawiciela tych wymienionych popularnych gatunków filmowych. Innymi słowy równie dobrze można by się czepiać, że nie zostały w tekście wyłapane typowe chwyty dla np. kina pakistańskiego - choć chyba nikt na świecie nie twierdzi, że "Slumdog" to typowy Lollywood.
    • Gość: Zocha Re: Cukier w cukrze, czyli ile Bollywoodu jest w IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.09, 19:41
      jeśli chodzi o ostatnia scene (taniec na stacji kolejowej) jest wedlug mnie pokazanie kiczu bollylwoodzkiego kina.jest to po prostu zwykla parodia.widac to nawet po tancu.ludzie tancza nierowno,niechlujnie,a wszysct wiemy jak dokladny i dopieszczony jest bollywoodzki taniec.dosc zaskakujace zakonczenie,lecz swietne.
      film dajacy do myslenia i przede wszystkim dajacy oglad na spoleczenstwo i charakter Bombaju-ten kiedys i ten teraz.
      nie nudzilam sie na nim ani jednej chwili.pomysl ze scenariuszem trafny i rzede wszystkim swietnie zrealizowany.
      • Gość: shirley Re: Cukier w cukrze, czyli ile Bollywoodu jest w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.09, 18:46
        > jeśli chodzi o ostatnia scene (taniec na stacji kolejowej) jest wedlug mnie pok
        > azanie kiczu bollylwoodzkiego kina.jest to po prostu zwykla parodia.widac to na
        > wet po tancu.ludzie tancza nierowno,niechlujnie,a wszysct wiemy jak dokladny i
        > dopieszczony jest bollywoodzki taniec

        Zgadzam się. Moze nie tyle parodia, ale dystansowanie się od typowego Bollywood.

        Film podobał mi się, ale przez tą całą lekkość i dynamikę, jakoś nie potrafiłam
        współczuć głównemu bohaterowi.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka