moja historia z zonatym...

15.09.09, 23:11
no i padlo tez na mnie - uwiklalam sie w historie z zajetym kolesiem.
zaczelo sie wszystko z nienacka i niespodziewanie dla mnie (jak chyba 99%takich przypadkow). znalismy sie wczesniej, ale nei jakos super blisko - ot, dalsi znajomi. nie iskrzylo wczesniej miedzy nami zupelnie, wrecz uwazalam go za jedna z osob, o ktorej bym w zyciu nie pomyslala, ze moge miec z nia romans.no i jakies pol roku temu spotkalismy sie na imprezie i skonczylismy w lozku. pomyslalam-calkiem mila, jednorazowa przygoda. jak sie mialo niedlugo okazac, nie taka jednorazowa.. spotkalismy sie jeszcze raz, potem ja wyjechalam i w tym czasie nie mielismy zadnego kontaktu. kiedy przyjechalam na chwile do domu to oczywiscie doszlo do spotkania, a ja znow wzjechalam na 3 miesiace i zero kontaktu z nim. teraz wrocilam juz na stale i powiem szczerze, ze myslalam, iz znajomosc umarla smiercia naturalna, ale sie pomylilam.dowiedzial sie, ze jestem i chcial sie spotkac, oczywiscie nie odmowilam sobie tej przyjemnosci - bylo fajnie jak zawsze ;), ale teraz sama nie wiem co dalej i do czego to zmierza, i czy mam to ochote czy nie..teraz jest ok, ale wiadomo jak na ogol koncza sie takie sprawy i zawsze myslalam, ze sie uchronie przed taka relacja, ale niestety zycie lubi platac figle. tak musialam sie wyzalic troche i licze na ciekawe uwagi i komentarze od was.
pozdrawiam
    • athroposs Re: moja historia z zonatym... 15.09.09, 23:23
      ale czemu chcesz się żalić skoro było fajnie ?
      nie odmówiłaś sobie przyjemności, a teraz nie wiesz do czego to zmierza ?
      skoro wiesz jak kończą się takie sprawy to o co pytasz ?
    • constelacja Re: moja historia z zonatym... 16.09.09, 00:58
      no życie.. zwyczajnie pożądanie silniejsze niż przysięgi i tzw. moralność !!!
      jak to mówiła moja cudowna babcia "ogień dopóty się pali dopóki lasu nie
      strawi"... a jaka cenę za to zapłacicie?

      ....

      nie mam pojęcia
      • atela Re: moja historia z zonatym... 16.09.09, 08:36
        A jak się kończą takie sprawy?
        • kobieta_na_pasach Re: moja historia z zonatym... 16.09.09, 18:08
          atela napisała:

          > A jak się kończą takie sprawy?

          np.donosem do zony. i nie zmieniaj ciagle nikow.
    • real_mayer Re: moja historia z zonatym... 16.09.09, 11:49
      Ale Cię wzięło! Żeby na dwóch forach to samo pisać?!
      • athroposs Re: moja historia z zonatym... 16.09.09, 14:26
        miała nadzieję, że tu przeczyta 'fajniejsze' komenty...
    • kobieta_na_pasach Re: moja historia z zonatym... 16.09.09, 18:06
      a jaki komentarz wg ciebie bedzie ciekawy? czy np. taki,ze nie masz wpojonych z
      domu podstawowych moralnych zasad? dla ciebie to pewnie bedzie truizm wiec nie
      wiem czego oczekujesz.wspolczucia, pochwaly? w wiesz co to jest empatia?
    • bombalska Re: moja historia z zonatym... 16.09.09, 22:48
      Ty chyba jestes tu od niedawna...
      Z ciekawych uwag, to zycze Ci, zebys kiedys znalazla sie na miejscu jego zony. A
      zycie lubi platac figle :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja