mariolaa123
04.12.09, 19:02
Co o tym sądzicie?
Jesteśmy jakiś czas ze sobą,mieszkamy razem. Ja mam 4 letnią córkę z
poprzedniego nieformalnego związku.Mój ukochany któregoś dnia powiedział
:chciałbym, żebyś została moją żoną". Zgodziłam się. Pierścionka nie było.
Zamieszkaliśmy razem, on zagorzały katolik co chwila mówił mi jak ważny jest
dla niego ślub i że to grzech tak żyć. Poszliśmy do kościoła, dostaliśmy
termin 06.06.2010. 2 tygodnie temu mój ukochany poszedł do kościoła i
przełożył termin na 7 lutego 2010. Oznajmił mi to niedawno.
Ogarnęła mnie panika, bo zostały tylko 2 miesiące a nic nie jest gotowe.
Dodam, że wesela nie planujemy ze względów finansowych.
Wczoraj pojechałam do salonu sukien ślubnych i zostałam odprawiona z kwitkiem
bo na suknię ślubną trzeba czekać ok 4 mcy.
Nic nie jest załatwione, nauki przedmałżeńskie,dokumenty z USC, zapowiedzi,
zaproszenia. Wieczorem usiadłam przy kolacji i powiedziałam o swoich obawach
mojemu lubemu, on skomentował żebym pojechała do innego sklepu z sukienkami.
Generalnie nie kiwnął jeszcze palcem w bucie żeby cokolwiek zrobić w temacie
ślubu, i mam wrażenie, że temat jakby go drażni.... Nie wiem co o tym myśleć
ale temat mnie dołuje, przecież same wiecie ile jest załatwiania przed ślubem.
Facet nie robi nic... Wydaje mi się, że ślubu nie będzie, że on mnie zwodzi w
ten sposób, mieszkamy w moim mieszkaniu, pomagam mu prowadzić jego firmę.
WIecie, ja mam takie przeczucie, że on mi powie miesiąc przed terminem, że
musimy to przełożyć bo nie zdążymy wszystkiego załatwić....co o tym sądzicie?