na.rozdrozu
12.12.09, 17:59
Chciałabym zapytać panów o ocenę pewnej hipotetycznej sytuacji.
Najpierw to co się zdarzyło: poznałam przez internet fantastycznego
faceta, wszystko nam pasuje, gra, chemia w listach, spotkanie po
kilku dniach - też rewelacja. Nie chcę jednak rzucać się na głeboką
wodę więc najpierw obserwuję, on wraca do siebie (odległość 300 km),
po dwóch tygodniach ja jadę do niego by zobaczyć jego świat. Bo
przecież gdy on do mnie będzie przyjeżdżał to moze mi wcisnąć
wszystko, prawad? :) Więc jadę, on bardzo tego chce. Z tym, że on
oczekiwał również seksu, a ja tego jeszcze nie chciałam - nie na tym
etapie. Więc gdy potem wracam do siebie on już się nie odzywa,
chociaż obiecywał pisać i przyjechać na przyszły weekend. Potem
pisze bardzo długiego maila, że ponieważ nie zagrał między nami seks
to nie ma sensu dalej tego ciągnąć bo i tak by się to rozwaliło,
chociaż wszystko inne to rewealcja. Ale on był już w białym związku
i nie chce powtórki. Nie chciałam się zgodzic z takim podejściem,
więc w listach mu tłumaczyłam własne pobudki, ocenę całej sytuacji,
itd. Nic nie trafiało, aż wreszcie jego mail bym wiecej do niego nie
pisała bo nie wyszło i tyle.
No więc powinnam sobie dać spokój, prawda? No tylko, że mnie do
niego cholernie ciągnie i nie chcę tego odpuścic. Bo zaczynam
widzieć, ze facet w wielu miejscach miał rację, a i ja po iluś tam
tygodniach na portalu zaczynam podobnie traktować ludzi - nie
zamierzam zgłębiać ludzkiej psychiki tylko chcę normalnego
spontanicznego kontaktu. Ja wiem to teraz, on wiedział wcześniej.
Tylko jak go przekonać, że między nami ma to sens?
On cały czas przebywa na necie, ale na moje maile czy sms-y nie
odpowiada.
No i urodził mi się plan... A gdyby tak założyć sobie inny profil i
w jakiś sposób skłonić go do napisania, jako do nowej osoby?
Doprowadzic do spotkania i wtedy dopiero się okaże, że to znowu ja?
Co o takim pomyśle sądzicie? Facet uzna, że jestem psychopatką?