"Upośledzony" emocjonalnie?

30.12.09, 14:25
Potrzebuje Waszej pomocy, rad i obiektywnej oceny.

Zacznę od tego, że jest między nami 7 lat różnicy. Zaczęliśmy się spotykać jak kończyłam 17 lat. Od początku wykazywał braki empatii, ale jako gó...arz potrzebujący ciepła i akceptacji mimo uszu puszczałam "myślę, że nigdy się nie zakocham(w Tobie czy w innej)". A i można się do tego troche przyzwyczaić... Po pół roku właściwie równolegle wyznaliśmy sobie miłość i pojawiły się motylki. Ja mieszkałam z rodziną, On sam. Widywaliśmy sie prawie codziennie, rozmawialiśmy często przez telefon i codziennie rano słaliśmy do siebie sms "dzień dobry", czysta idylla. W pewnym momencie wyszedł od Niego pomysł zamieszkania razem po mojej maturze, ostatecznie jednak przełożyło się to na początek drugiego roku studiów. Wpierw pojawił się problem zaręczyn. Moja mama o nie zapytała, ja wiedziałam że On tego nie uznaje.. Zaczęłam mu delikatnie sugerować jaki może pojawić się problem kiedy będzie rozmawiał z moją mamą o zabraniu z domu jej 21 letniej córki. Dla mnie zrobiło się to niezręczne. Z jednej strony słuchałam pytań i wyrzutów o braku szacunku mojego partnera do mnie, z drugiej aby uniknąć konfliktów próbowałam rozmawiać z Partnerem. Ostatecznie zaczęliśmy się wkurzać na siebie, bo On tego nie uznaje a nie zrobi tego bo to nie ma sensu.. i w trakcie nieprzyjemnej dyskusji w pubie ja zapytałam od niechcenia czy za mnie wyjdzie a On powiedział "oczywiście". Problem teoretycznie się skończył, ale pojawił sie kolejny. Ręce mi opadły po pytaniu "Czy zależy mi na pierścionku za trzy tysiące, bo jemu to się wydaje bez sensu" Nie, nie zależy ale mógłby kupić coś tańszego bez pytania mnie o to i ostentacyjnego okazywania jak ma to w nosie. Mam, kupiony nad morzem wymuszony pierścionek, bo przecież jakiś chciałam. Jest śliczny, ale co z tego skoro dostałam na odczepnego?

Przed zamieszkaniem razem miałam wątpliwości. Bałam się, martwiłam że może się rozmyślić jeśli za długo będzie musiał czekać, zostawiałam mame z chorym ojcem a i sytuacja zaręczynowa mnie troche rozbiła. Pierwsze dwa miesiące były fatalne, ja chodziłam zestresowana przez studia, chorobe, prace itp a On nie potrafiąc się przy mnie zachować sam się denerwował.. W końcu w połowie listopada udało nam się ogarnąć(dodam, że co jakiś czas rozmawialiśmy, próbowaliśmy ogarnąć problem a doszło do tego że wyznaczaliśmy sobie terminy do kiedy mamy doprowadzić się do ładu)
A, właśnie. Tu powinnam napisać krótko o naszych charakterach. Ja jestem ogromnie emocjonalna i szybko się denerwuję i biorę rzeczy do siebie. Szybko mi również przechodzi. On natomiast jest chłodny, rzeczowy i racjonalny. Chyba. Po tych dwóch miesiącach okazało się, że ja się ustabilizowałam emocjonalnie a kiedy jego zapytałam co czuje usłyszałam, że nie wie co do mnie czuje. Trzepnęło mną ogromnie, nie jesteśmy ze sobą chwilę, zna mnie 4 lata i nagle po przeprowadzce nie kocha? Szlag nas razem trafiał, ale to było przejściowe. Jestem osobą, która nie lubi nieokreślonych sytuacji więc chowając honor i ambicje w kieszeń co jakiś czas go pytałam czy może już wie czy mnie kocha czy nie. Przed wigilią już mnie zaczęło świeżbić, ale ostatecznie wybuchłam 28 grudnia. Powiedziałam, że jeżeli tak trudno mu się określić to może ja wrócę do rodziców od stycznia. I tak w planach miałam częste wizyty w tym czasie, więc nic byśmy nie naprawili. A On zamiast ocknąć się i powiedzieć, że mu zależy powiedział, że to dobry pomysł. Rozpłakałam się, nerwów zjadłam mnóstwo. Jak meżczyzna może być taki zimny? Nie potrafi określić uczucia, które czuje, mówi mi wprost że nie kocha, proponuje wspólne mieszkanie bo jesteśmy "dopasowani" i nie rozumie czemu tak mi zależy na miłości.

On ogólnie ma problemy emocjonalnie. Nie jest związany z ludźmi, z rodziną. Ja jednak potrzebuję ciepła i widzę przyszłości z człowiekiem bez jakiejkolwiek empatii. Z drugiej strony na innych płaszczyznach jest nam razem dobrze.

Powiedziałam, że to koniec i że się wyprowadzam. Że dopiero na uczuciu można coś budować i dzięki niemu chce się troszczyć o tą drugą osobę, nagina do jej wymagań czy nie zdradza się jej. Wieczorem już będąc w łóżku stwierdził, że mu troche smutno i zasnął...

Nienormalna jest też moim zdaniem taka sytuacja tak szybko.

Ostatecznie wyszła propozycja psychologa.. Myślicie, że to ma sens? Że da się to wypracować? Kocham, ale racjonalnie patrząc boję się wpakować w chory związek. Bo teraz zaczęło się robić poważnie, to już nie "randkowanie".

Przepraszam za błędy i koślawe zdania. Pomijając moje roztrzęsienie, to tu się okropnie niewygodnie pisze.
    • marguyu Re: "Upośledzony" emocjonalnie? 30.12.09, 15:40
      Prawdziwa maluda z ciebie;
      Naprawde sadzisz, ze milosc miedzy dwojgiem ludzi polega na
      trzymaniu sie za raczki, patrzeniu sobie w oczeta i deklarowaniu
      plomiennych uczuc co kwadrans?
      To co pisze nie jest juz nawet kwestia wieku, bo pewnie jestem w
      wieku twoich rodzicow, ale tego, ze nawet jako mloda dziewczyna i
      k,obieta nie wymagalam i nie oczekiwalam od mezczyzny tego, zeby
      mnie caly czas trzymal za raczke.
      Moze to kwestia charakteru i osobowosci ale zastanow sie takze nad
      soba sama. Bo czego tak naprawde chcesz? Byc razem z nim czy miec
      zewnetrzne oznaki (pierscionki i obraczke)i spoleczny status mezatki
      czy narzeczonej?
      Lubisz stereotypy, on nie. Albo go zaakceptuj takim jakim jest albo
      nie zawracajcie sobieglowy. Takim ciaglym podkrecaniem presji
      wiekszosc z was prowokuje mezczyzn do ucieczki.
      Mieszkacie razem, w zyciu codziennym po krotkim okresie adaptacji
      najwyrazniej sie dogadujecie, to w czym problem?
      • s.p.7 Re: "Upośledzony" emocjonalnie? 30.12.09, 15:48
        "upośledzony", nienormalny, chory, oszukańczy, zły
        niedobry

        Widze jakies ta mdziewczę myslące na wpół jajnikami, na wpoł egoistyczną ekonomią, a to wszsytko bozuje sie w mozgu całkowicie nie kotrolowanych emocji, ktorych posiadaczka nawet do końca sama nie rozumie.

        "co jakiś czas go pytałam czy może już wie czy mnie kocha czy nie"
        hehe
        taką sobie rybkę wyłowiłem, nie wiem czy sie smiac, trohe budzi to politowaine

        Wiesz kobieto co to prawdziwa miłosc? to nie tylko "motylki", ale nade wszystko tworzenie szczescia drugiego czlowieka, jego dobra.
        Robi sie to przez troskie, szacunek, pozytywne emocjie, otwartosc itd

        jel itego nei ma to nie ma milosci,
        wiec po co sie pytasz skoro kazy moze ci odpowiedziec czy tam milosc jest czy jej niema.
        Sama mozesz sobie na to odpowiedziec.

        Kolejna rzecz... o milosc sie nie gdy nie pyta, on sam ją daje (lub nie) przez swoje dzialanie i postawy a nie przez słowa.

        Gdyby palną ci"kocham"... to co uwierzyla bys ze jest ok?
        Potrafisz rozroznic slowa milosc o d tego czym ona jest naprawde?
        sadze ze nie.

        Pozatym, dlaczego w ogole wymagasz tego od niego?
        Myslisz ze na zawaolanie tak po prostu cos w sobei zbuduje?


        "A On zamiast ocknąć się i powiedzieć, że mu zależy..."
        hehe
        to tez fajne.
        Najpier dajesz mu propozycje "chwili samotnosci", chociaz bardziej wygladało to na postawienie go przed murem i szantazu.
        On przystaje na tą propozycję.
        On zamaist pwiedziec ze mu zalerzy? Chciałąs wymusic na nim jakeis tam słowa dzieki ktorym pcozuła by sie lepiej?

        bardzo sie boisz, zamiast popracowac nad relacjami, dajesz ujscia w swoim obawom polegajace na jakis oczekwianiach-wymuszeniach, agresji

        do czego to mogło doprowadzic? zazwyczaj doprowadza do rozdzielenia sie ludzi.

        Msz problemy z emocjami, poniewaz oczekujesz od niego niewadomo co i wymuszasz t na nim.
        Ok, nie am w tym nic zlego, nei oceniam tego,
        byc zmoe rzeczywiscie nie spelnil twoich oczekiwan i nie wyspiewał "kocham", "zalerzy" (jak by to mialo cokolwiek zmieniac)
        to znaj dsobie takiego co nei bedzie mail z tym problemow.

        Aktualniemysle ze mezczyzn chetnych bardziej do deklaracji milosci/zaankgazowaniu jest calkiem sporo.
        MAsz o tyle szczescia ze masz kogos kto jest szczery.

        jesli wiesz w jaki sposob buduje sie dobre relacje, to nie powinans sie dziwic jego reakcjom.
        Twoj strach nie zbuduje waszego zwiazku. NA pewno tego na nim nie wymusisz.

        "mówi mi wprost że nie kocha"
        powinnas byc wdzieczna za taka szczerosc

        dzieki temu masz mozliwosc swiadomych wyborow i decyzji co robic dalej

        "Ja jednak potrzebuję ciepła"

        znajdz soie kogos kto jest emocjonalny, cieply, mily,
        bedziesz miala swoje cieplo

        ządasz uczucia,
        to jak je tworzysz i jak o nie dbasz - nie oceniam choc nie wyglada to super

        jesl ichodzi o niego,to mogl miec problemy emocjonalne i bardzo trudne zycie
        z tąd w nim blokada

        zmiana takiego stanu rzeczy wymaga sporej pracy nad sobą i chęci, psycholog musial by byc bardzo dobry

        jesli przez te kilka lat bylas ta blisko niego... to byl czas z tym cos zrobic, mowil ci to od poczatku
        teraz sie tym interesuejsz kiedy juz jest krucho, ale nikt nie powiedzial ze nei da sie cos z tym zrobic, chociaz przydalo by sie lepiej ten czas sporzytkwoac

        bo powiedzmy ze masz emocje jakies tam, ale co z tego skoro sama do konca soie znimi nie radzisz.
        daj mu jakis leprzy przyklad czym jest dla ciebie milosc.

        Bo rzeczywiscie moze sie zniechecic i calkowicie zobojętniec.

        Ostatecznie zawsze mozesz poszukac kogos innego
    • milfur Re: "Upośledzony" emocjonalnie? 30.12.09, 16:25
      przykro ale nic nie napiszę więc nie pomogę
      za długie zdania
    • maluda88 rozwiązanie problemu - KONIEC tematu 30.12.09, 19:26
      Dziękuje za komentarze. Te bardziej jak i mniej trafne.


      Konflikt udało się nam rozwiązać przy pomocy specjalisty. Osoba uprawniona i
      przede wszystkim obiektywna niezwiązana z nami dała nam kilka rad.

      I tak, jestem emocjonalna i sobie z tym nie radzę. Założenie wątku było o tyle
      nieprzemyślane, że nie ma możliwości opisania tu wszystkiego, więc niektóre
      oceny są niezwykle nieprawdziwe(zupełnie bez sensu jest nawiązanie do zaręczyn i
      mojego przywiązania do otoczki). Jednocześnie, może źle to wyraziłam ale to nie
      ja oczekiwałam motylków ale On. Ja sobie z tego zdawałam sprawę i wiedziałam, że
      kocham.

      No ale nic. Dziękuje za uwagę i kończmy temat. Dobrej nocy i szampańskiego
      sylwestra!
      • s.p.7 Re: rozwiązanie problemu - KONIEC tematu 30.12.09, 23:13
        ciesze sie ze wszystk osie ułożyło
        po stylui wyczuwam ze wszystko starasz sie mieć pod kontrolą, a kiedy jej
        brakuje zaczyna cos sie dziać

        mam nadzieje ze chlopak bedzie tykał jak w zegareczku ;)
Pełna wersja