kobza16
17.01.10, 20:02
Ogolnie nie mam zbyt dobrego zdania o facetach, uważam, że lwia
część panów to wyrachowne gnojki, cwaniaczki, zadufane w sobie
pawiany z tendencjami narcystycznymi i ogólnie dziadostwo. Wiem, że
wszyskto to brzmi tak samo głupio i niepoważnie, jak i posty facetów
o tym, jakie to kobiety są perfidne, materialistycznie usposobione i
tępe. Nie o to mi chodzi aby się obrażać. Zresztą zaznaczyła, że mój
obraz jest ogólny i sama na swej drodze spotkałam wielu
wartościowych mężczyzn.
Jednak - mam koleżanka, która w swojej niechęci do facetów bije
wszystkie feministki na głowę. Dodaję - orientacja heteroseksualna.
Zeby nie było insynuacji. Może to kwestia złych doświadczeń, ale w
żadnym związku nie była, ograniczona ilość kolegów. Jest atrakcyjną
dziewczyną. Jednak jest podejście jest takie, że ona wręcz
odstrasza, płoszy, umniejsza... Jest bardzo dobrze wykształcona,
pomimo młodego wieku ma osiągnięcia na polu zawodowym i najchętniej
by z facetami wyłącznie rywalizowała, pokazywała swą niedostępność,
obojętność, wyższość. Mówię jej, że wszyskto ma swoje granice, że w
ten sposób odstrasza i tych wartościowych. Ze będzie zawsze sama, a
widzę, że ta samotność także jej doskwiera. Co wy o tym myślicie.
Czy to nie jest już jakieś zaburzenie? Dlaczego ta niechęć?
Pozdrawiam