melixsa
22.01.10, 21:15
Panowie. Dlaczego wśród Was panuje afirmacja jedno wymiarowości?
Czasami mam wrażenie, że faceci, z wielką ulgą, godzą się na bycie produktem
fabryki coca-coli.
Gdybym nie związki z kilkoma ciekawymi mężczyznami i w końcu poznanie tego
jedynego, to dalej wierzyłabym, że facet to istota z ograniczoną ilością funkcji.
Wierzyłabym, że każdy facet ogląda porno(że z tego się nie wyrasta) i marzy o
trójkącie z moją koleżanką. Że do pełni szczęścia wystarczy lubemu, iż
zachowam jędrny biust i będę robiła codziennie dwudaniowe obiady(koniecznie z
mięsem), a na deser lodzika.
Że natura każe facetowi zdradzić, jeśli jakaś blond kłoda rzuca mu się pod
nogi i że należy przymykać oczy w związku, bo facetowi należy wybaczać.
W końcu, mając za obraz tylko forumowe wypowiedzi, wypowiedzi w towarzystwie,
filmy, książki, prasę, byłabym święcie przekonana, że po 30-sce facet rzuci
mnie dla młodszej, a w najlepszym wypadku będzie odwiedzał w sypialni raz w
miesiącu. Że prawdziwy facet zawsze ma ochotę na seks, byle gdzie, byle z kim.
Skąd ten pęd byście wszyscy byli jednakowo zaprogramowani? Dlaczego facetom
tak trudno przyznać, że są o wiele bardziej skomplikowani, niż pegazus? Że też
mają swoje chandry, nie mają ochoty na seks z dziewczyną, do której stracili
uczucia, że nie marzą o perfidnym seksie z dziewczynami z okładki, że też mają
dylematy co na siebie włożyć i czasami nie wiedzą co powiedzieć.
Naprawdę trzeba być wciąż publicznie obiektem wyidealizowanej męskości? Czy to
inteligentnym snobem, który gardzi wszystkimi, czy to osiłkiem nikogo się
niebojącym, czy też szydercą skrywającym prawdziwą tożsamość?
Naprawdę. Gdyby nie mój pan przy którym zasypiam codziennie, nie wierzyłabym,
że warto być kimś więcej, niż średnio inteligentną blondyną, z głębokim
dekoltem i wiecznym uśmiechem na twarzy, najlepiej z botoxu.
Co macie na swoje usprawiedliwienie :) ?