Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie?

23.02.10, 09:27
...który jest idealistą? Takim okropnym męczącym się w każdej pracy związanej
z komercją i kapitalizmem? Szuka pracy jedynie w organizacjach pozarządowych,
ale tam praca jest raz nie ma...Czy jest jakieś inne zajęcie, którego można
się podjąć i realizować w pracy swoje zamierzania i ideały? Wiem, że was to
śmieszy, ale to wspaniały, ciepły, dobrze wykształcony człowiek, tylko
trochę...inny:-) Jak mu pomóc?
    • dzikoozka Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 23.02.10, 09:57
      Nie napisałaś, jaki ma zawód, skąd możemy wiedzieć, co potrafiłby
      robić? A poza tym - nie rozumiem potrzeby niańczenia dorosłego
      człowieka. Myślę, ze sam wie, co chciałby robić i tak czy siak
      będzie to robił, niezależnie co mu wynajdziesz.
      • dr01 Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 16:36
        niech skończy medycynę (6 lat), staż podyplomowy (1 rok), specjalizację (6 lat)
        i leczy ludzi. Praca pożyteczna, dużo satysfakcji a i zarobić można. Ponadto dla
        żony zaleta - bo chłop jej się po domu nie pęta bo pracuje 400h w miesiącu.
        • iamhier Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 18:26
          Nie pałęta....to najlepszy dla mnie argument.Jeszcze później wyjedzie za granicę
          w ramach samorozwoju i całe noce święty spokój.....Nawet kochankę mu się
          wybaczy....w razie gdyby w wierności nie dotrwał.Serio!

          Przyznam szczerze,że za lekarzami nie przepadam,ale argument o nie pałętaniu się
          w ogóle to strzał w 10!I recepte pro auctore wypisze i będzie git!
          • kretynofil Biedactwo ;) 01.03.10, 09:08
            Meczy sie w pracy zwiazanej z komercja i kapitalizmem ;)

            Tak, ja tez nie znosze kapitalizmu. Komercja mnie bawi. I zupelnie
            nie przeszkadza mi to pracowac w korpo i robic to co lubie dobrze.
            Dzieki temu mam pieniadze zeby pomagac i ucze sie pracy z ludzmi co
            kiedys mam nadzieje wykorzystac.

            Twoj facet nie ma problemu z kapitalizmem, NGO, praca - on ma problem
            ze soba, z samookresleniem. Nie czuje sie dobrze ze soba, wiec szuka
            sobie wytlumaczenia dla negacji - i idealizm, taki naiwny, dzieciecy
            jest tym co pozwala mu sie schronic przed wlasnymi lekami.

            Przede wszystkim niech sie zastanowi co lubi robic - a razem
            zastanowcie sie czego chcecie od zycia razem. Jesli jestescie to w
            stanie osiagnac zyjac tak jak teraz to najlepsze co mozesz zrobic to
            pomoc mu sie czuc dobrze ze soba. Zmiany przyjda z czasem.

            Jesli jednak Wasze obecne zycie na to nie pozwala, jesli wiecie ze
            nie bedziecie w stanie np. miec dzieci, albo zwiedzic z nimi swiata
            (cokolwiek jest Waszym marzeniem) to zastanowcie sie jak ten problem
            rozwiazac. Albo Ty bedziesz podpora rodziny a on bedzie sie rozwijal
            "niekomercyjnie" albo dajcie sobie ze soba spokoj. Pamietaj jednak ze
            jesli Ty wezmiesz na siebie ciezar utrzymania rodziny, jego kompleksy
            moga sie tylko nasilic - i w tym moze sie zagubic tak bardzo ze
            Ciebie uzna za element swiata ktorym gardzi. Nie chcesz takiego
            zycia.

            Z moich przemyslen - tacy ludzie jak Twoj facet sa potrzebni w
            organizacjach charytatywnych, ale oni nigdy nie pozwola im osiagnac
            maksimum ich mozliwosci. Co z tego ze glowy maja pelne idealow, jesli
            maja je realizowac w swiecie, ktory tych idealow nie podziela? Jak
            maja rozmawiac z ludzmi, ktorymi gardza, a ktorych pieniadze sa im
            potrzebne do realizacji celow ktore sobie obiora?

            To nie jest takie proste ze sama idea wystarczy - tak tylko krzywdzi
            sie odbiorcow tych idei. Jakis czas temu obserwowalem jak przebiegala
            akcja pomocy psiakowi z Krakowa ktorego w strasznych warunkach
            trzymal wlasciciel. Wiekszosc zaangazowanych ludzi to byli tacy
            wlasnie idealisci - i zamiast racjonalnie sie zorganizowac (co by
            odebralo im romantyczna radoche ze spontanicznego zrywu), rzucili sie
            zupelnie bez sensu, tracac poczucie skali.

            Ukoronowaniem tego byla bitwa na inwektywy na forum (bo przeciez
            trzeba innym przypomniec kto tu jest najwiekszym idealista) i
            wycieczka czterech ciotek klotek z Warszawy do Krakowa samochodem
            zapakowanym po sufit starymi kocami. Moge sie tylko domyslic ze w
            polowie drogi sie juz do siebie nie odzywaly, tak sie poklocily po
            drodze ;) Wiem natomiast jedno - za cene paliwa ktore spalily w tym
            samochodzie podczas "wycieczki" mozna bylo kupic znacznie wiecej
            naprawde potrzebnych rzeczy. Transport byl wiecej wart niz ladunek -
            chyba ze wartoscia sama w sobie byla ilosc naburmuszonych idealistek
            na metr kwadratowy busa ;)

            Porozmawiaj z facetem, dowiedz sie czego chce, sama powiedz czego od
            zycia oczekujesz - i zastanowcie sie jak to razem osiagnac. Jesli sie
            myle i facet ma czyste intencje a nie dwie lewe rece - dojdziecie do
            porozumienia.

            A jak sie poklocicie to go zapytaj - skoro nie potrafi przekonac do
            swoich idei wlasnej dziewczyny, skoro nie udaje mu sie jej uspokoic
            ze jego dzialalnosc nie jest szkodliwa - to jak wyobraza sobie
            zorganizowanie zupelnie obcego sponsora dla jakiejs akcji?
            • d.o.s.i.a Re: Biedactwo ;) 01.03.10, 13:38
              Doskonaly post.
            • d.o.s.i.a Re: Biedactwo ;) 01.03.10, 16:25
              A propos historii o czterech Paniach milosniczkach psow i
              samochodzie wypelnionym starymi kocami (niezle jaja swoja droga).
              Przypomniala mi sie historia dwoch znajomych kolegi - idealistow i
              spolecznikow w kazdym calu, a jak! - ktorzy polecieli na Haiti
              pomagac ofiarom trzesienia ziemi. I jeszcze nie zdazyli nikomu
              pomoc, a juz trzeba bylo ich z tego Haiti ratowac, bo sie okazalo,
              ze nie maja ani co jesc, ani pic, ani za co wrocic do kraju :D

              Tak oto wygladala ich wizja pomocy blizniemu.
              • kretynofil Oooo matko ;) 01.03.10, 17:06
                > I jeszcze nie zdazyli nikomu pomoc, a juz trzeba bylo ich z tego
                Haiti ratowac, bo sie okazalo, ze nie maja ani co jesc, ani pic, ani
                za co wrocic do kraju :D

                To juz jest maksymalny hardcore ;) Bombastyczna histora ;)
                • d.o.s.i.a Re: Oooo matko ;) 01.03.10, 17:20
                  No, bombastyczna. Ale pewnie pomimo paru tysiecy dolarow wydanych na
                  podroz i ratunek, Panowie czuja mocno, ze przyczynili sie do
                  ratowania ofiar kataklizmow swiatowych i wzrostu pokoju na swiecie.
                  Znaczy ego polechtane, uczynek dobry spelniony. A my wszyscy w tych
                  swoich korporacjach to takie niehumanitarne swinie i wyzyskujemy
                  Chinczykow.
    • masher Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 23.02.10, 10:47
      a dokladnie to w czym chcesz pomoc? bo wyglada na to ze mu z tym stylem zycia
      calkiem dobrze :] wiec nie wiem w czym chcesz pomoc.

      mnie tez meczy takie siedzenie i dlubanie, najchetniej bym pojechal w gory i
      pasal owce :]

      ps. robienie komus dobrze na sile to gwalt. w tym przypadku nawet mu dobrze nie
      zrobisz
    • mechanik.z.pomu Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 23.02.10, 11:02
      To nie jest żaden "wspaniały, ciepły, dobrze wykształcony człowiek", ale
      zwyczajny pasożyt, chcący żyć wyłącznie z owoców pracy innych, a samemu nie
      mający zamiaru uczynić czegokolwiek, co inni dobrowolnie uznaliby za
      wartościowe. Normalnie grabieżca.

      Na początek kup mu "Atlas zbuntowany" Ayn Rand.
      • sommernachtstraum pasożyt... 28.02.10, 16:19
        masz jakieś argumenty przemawiające na korzyść tezy, że wmawianie ludziom, że
        nowe buty marki x uczynią ich szczęśliwymi jest wartościowsze od pracy na rzecz
        bezdomnych, ofiar kataklizmów, o ratowanie przygody, itp.?
        • d.o.s.i.a Re: pasożyt... 28.02.10, 22:44
          Tego typu firmy molochy/korporacje itp. przeznaczaja przeogromne pieniadze na
          cele charytatywne, programy pro bono i lokalne spolecznosci. Praca w nich i
          zarabianie na ich sukces finansowy przeklada sie niejako na pomaganie biednym.
          Czesto bardziej niz jakas inna praca w organizacji pozarzadowej.
          • wojna71 Re: pasożyt... 28.02.10, 23:14
            d.o.s.i.a napisała:

            > Tego typu firmy molochy/korporacje itp. przeznaczaja przeogromne
            pieniadze na
            > cele charytatywne, programy pro bono i lokalne spolecznosci. Praca
            w nich i
            > zarabianie na ich sukces finansowy przeklada sie niejako na
            pomaganie biednym.
            > Czesto bardziej niz jakas inna praca w organizacji pozarzadowej.
            >
            >

            Tak chyba cię pogięło.
            • d.o.s.i.a Re: pasożyt... 01.03.10, 13:37
              Kochanienki. Moja firma przekazala w zeszlym roku finansowym ponad
              milion funtow na cele charytatywne i wspomaganie lokalnych
              spolecznosci. Oprocz tego na samo Haiti w tym roku poszlo 70 tys.
              funtow od pracownikow, plus 50 tys. tzw. contribution match od
              pracodawcy. Nie licze setek godzin rocznie przepracowanych przez
              moich kolegow przy sadzeniu drzew, oczyszczaniu parkow, naprawianiu
              chustawek w biednych dzielnicach miasta, pomocy w nauce dzieciakom z
              jeszcze gorszych dzielnic.

              Wiec, wybacz, nie musisz mi mowic kogo pogielo.
              • wojna71 Re: pasożyt... 01.03.10, 21:29
                Muszę, bo raczej twoje popisy to kropla w morzu potrzeb tego co
                korporacje robią. Wiem jak działają fundacje i korporacje więc nadal
                twierdzę , że cię pogięło złociutka.
                • d.o.s.i.a Re: pasożyt... 01.03.10, 23:48
                  Nawet nie chce mi sie na to odpowiedziec. Na konkretne argumenty odpowiadasz
                  "wiem jak dzialaja bla bla bla". Sorry, ale mnie nie przekonales.
                  • wojna71 Re: pasożyt... 21.06.10, 07:35
                    d.o.s.i.a napisała:

                    > Nawet nie chce mi sie na to odpowiedziec. Na konkretne argumenty
                    odpowiadasz
                    > "wiem jak dzialaja bla bla bla". Sorry, ale mnie nie przekonales.
                    >
                    Tak wiem bo sam pracowałem. Bla bla to ty wypisujesz.
          • zarafi Re: pasożyt... 01.03.10, 01:50
            > Tego typu firmy molochy/korporacje itp. przeznaczaja przeogromne pieniadze na
            > cele charytatywne, programy pro bono i lokalne spolecznosci. Praca w nich i
            > zarabianie na ich sukces finansowy przeklada sie niejako na pomaganie biednym.
            > Czesto bardziej niz jakas inna praca w organizacji pozarzadowej.

            Niezły z Ciebie naiwniak :) Jeżeli chodzi o cele charytatywne to zarządcy
            molocha nie kiwną nawet palcem jeżeli nie będą widzieć wymiernego zysku. Za to
            przy odpowiedniej promocji są już w stanie zrobić wiele, ale tylko dlatego, że
            to się przekłada na zysk firmy. To tak gdybyś Ty kupował żonie codziennie nowe
            zabawki po to, żeby jej się seksu zachciało ;) Niby kupowaniem sprawiasz jej
            radość, ale robisz to tylko dlatego, żeby się poseksić. Radykalny, aczkolwiek
            pasujący przykład.

            Za to organizacje pozarządowe takich cyrków raczej nie robią i tam naprawdę
            sporo osób chce pomagać z dobrego serca.
            • przechlapany_czas Re: pasożyt... 01.03.10, 07:32
              ale o co chodzi??? ... żona jest szczęsliwa (ma coraz to nowe
              zabawki).. on jest szczęsliwy (ma sex) ... czyli wszyscy szczęsliwi
              i o to chyba chodzi ;-)..
            • zz26 Re: pasożyt... 01.03.10, 08:33

              > Niezły z Ciebie naiwniak :) Jeżeli chodzi o cele charytatywne to zarządcy
              > molocha nie kiwną nawet palcem jeżeli nie będą widzieć wymiernego zysku.

              zgadza sie
              tera sie postaw na miejscu tych co to pomoc dostaja
              lepiej dostac 500 zlotych od chciwych korporacji ktore w ten sp[osob kreca swoje
              interesy
              czy 30 zlotych od organizacji ktora chce dobrze ale wiecej dac nie potrafi?
              • kretynofil No wlasnie... 01.03.10, 09:35
                > tera sie postaw na miejscu tych co to pomoc dostaja lepiej dostac
                500 zlotych od chciwych korporacji ktore w ten sp[osob kreca swoje
                interesy czy 30 zlotych od organizacji ktora chce dobrze ale wiecej
                dac nie potrafi?

                Za trudne i zbyt "komercyjne" pytania stawiasz, kolego.

                Musisz pamietac ze dla duzej grupy pomagajacych osob nie jest wazne
                ile ich pomoc jest warta dla odbiorcy koncowego. Oni maja to gleboko
                w nosie - a cale "pomaganie" kreci sie tylko wokol nich samych, wokol
                ich kompleksow, wokol ich proznosci, wokol ich ego. Obiekt pomocy
                jest daleko, daleko w kolejce ich priorytetow...

                Moim zdaniem mozna zadac pytanie znacznie prostsze, oparte na
                parafrazie stereotypu mentalnosci Polaka:

                Czy wolisz zeby glodne dziecko dostalo od Ciebie piec zlotych, czy od
                Twojego sasiada - piecdziesiat?

                Pozdrawiam ;)
                • poszla-w-lewo Re: No wlasnie... 01.03.10, 12:14
                  Tak, bo wielkie korporacje są oczywiście znane ze swojego humanitarnego i
                  pełnego troski podejścia do problemów tego świata. Na przykład taka Nike płacąca
                  równowartość 5 centów za godzinę dzieciom w Chinach daje im pracę. Naprawdę
                  setki są takich przykładów. Najlepiej zlikwidujmy organizacje charytatywne,
                  ekologiczne bo w nich ludzie leczą swoje kompleksy. Od dawna wiadomo, że
                  Niewidzialna Graba Rynku załatwia wszystkie problemy.
                  • kretynofil Pudlo... 01.03.10, 12:46
                    Zanim zaczniesz komus dosrywac - poczytac troche co pisze na co
                    dzien.

                    Z niewidzialnej reki rynku nabijam sie na forum znacznie czesciej niz
                    z organizacji charytatywnych - wiec pudlo, kolego.

                    A co do korporacji - tak, one sa odpowiedzialne za wiele zla na tym
                    swiecie. Przyklad ktory podajesz (z dziecmi w Chinach) jest
                    ekstremalny - ale jaka widzisz alternatywe? Moze zamiast placic po
                    piec centow za godzine pracy lepiej zaplacic sto dolarow za nerke?

                    Glupie w Twoim poscie jest to ze krytykujesz to co napisalem bez
                    zastanowienia sie nad tym jaka jest alternatywa. Znasz sposob na
                    rozwiazanie problemu glodu w Afryce? Pokojowa nagroda nobla juz na
                    Ciebie czeka ;)

                    A - no i ja nigdzie nie napisalem zeby zlikwidowac organizacje
                    charytatywne. Ja tylko napisalem ze wiele z nich istnieje tylko po to
                    zeby zapewnic swoim pracownikom utrzymanie - i to jest chore.

                    Co do korporacji, globalizacji, skali, to wybacz, ale chyba
                    zapominasz ze tak jak kazdy biznes dzialalnosc charytatywna (taka
                    prawdziwa, nie sluzaca leczeniu kompleksow) polega na prostym
                    mechanizmie: przy pewnych dostepnych zasobach dostarczyc produkt
                    odbiorcom - i zrobic tym przy minimalizacji kosztow i maksymalizacji
                    zysku dla tychze odbiorcow.

                    Zasobami sa: czas wolontariuszy, datki "inwestorow", informacja o
                    potrzebach "rynku". Produktem jest pomoc w dowolnej (ale ustalonej)
                    postaci a odbiorca jest potrzebujacy.

                    Kosztem do minimalizacji jest narzut zwiazany z wytworzeniem produktu
                    i dostarczeniem go do odbiorcy, zyskiem jest zgodnosc produktu z
                    potrzebami odbiorcy.

                    I teraz: wyobraz sobie ze masz do nakarmienia dwa miliony glodnych
                    osob. Mozesz miec setke organizacji ktore sie tym zajma, kazda wysle
                    wlasna paczke z jedzeniem do podgrupy tych dwoch milionow ludzi.
                    Czesc podgrup bedzie sie pokrywac, czesc ludzi pomocy nie otrzyma.
                    Duza czesc datkow bedzie niepotrzebna (sol zamiast ryzu, olej zamiast
                    warzyw - itd.), czesc bedzie sie duplikowala. Czesc z nich bedzie
                    miala dlugi okres trwalosci, wiec zostanie przechwycona przez
                    lokalnego kacyka, ktory uzyje tych datkow do przewrotu politycznego.

                    Koszty beda ogromne - kazda z tych organizacji bedzie musiala zakupic
                    / zebrac produkty w malych ilosciach, co podniesie koszty. Dodatkowo,
                    kazda organizacja bedzie musiala zajac sie logistyka - co rowniez
                    bedzie kosztowne.

                    A zamiast tego mozesz miec jedna organizacje, ktora bedzie miala
                    budzet taki sam jak ta setka w sumie. Ze wzgledu na efekt skali,
                    bedzie mozna wynegocjowac tansze produkty, dopasowac je do potrzeb,
                    uniknac duplikacji i podzielic je tak, zeby kazdy dostal cokolwiek.
                    Do tego bedzie mogla pozwolic sobie na obnizenie kosztow
                    logistycznych a wykorzystac zaoszczedzone pieniadze na analize
                    sytuacji politycznej - i w ten sposob dostarczyc bardziej wartosciowy
                    "produkt".

                    I z punktu widzenia osoby ktorej sie pomaga - ten drugi scenariusz
                    jest znacznie lepszy. Jedyni ktorzy traca w tym drugim wypadku to
                    lenie i inne pierdzistolki z NGO ktore nie moga sobie dla siebie
                    "uszczknac" troche chwaly czy pieniedzy.

                    Wybacz, raczej nie sie dogadamy - bo mam wrazenie ze tym sie roznimy
                    ze mnie naprawde interesuje los osob ktorym pomagam a nie to jak
                    bardzo sobie tym wydluze interes pokrzykujac bez sensu...
                    • poszla-w-lewo Re: Pudlo... 01.03.10, 14:58
                      Wybacz, że nie zająłem się wnikliwą egzegezą twoich wcześniejszych postów,
                      zapewne ominęła mnie pasjonująca i pouczająca lektura, ale gdybym przyjął
                      przyjętą przez ciebie zasadę za normę obawiam się, że nie byłbym w stanie
                      odpowiedzieć nigdy na żaden post.
                      Przykład dzieci w Chinach nie jest wcale ekstremalny i na tym polega problem.
                      Jest on jak najbardziej normą. Wybacz, ale przykład, który podajesz nie świadczy
                      o zbyt rozwiniętej wyobraźni. Miedzy płaceniem komuś 5 centów za godzinę a 100
                      baksów za nerkę rozpościera się cały ocen możliwości. Na przykład można płacić
                      50 albo 100 centów za godzinę, że taki pierwszy z brzegu przykład podam.
                      Rozwiązanie problemu głodu w Afryce ? Proszę bardzo: anulowanie wszystkich
                      długów, zniesienie ceł zaporowych dla produktów rolnych w UE i USA i subwencji
                      do produkcji rolnej, obowiązkowy podatek od obrotów kapitałowych na poziomie 1%
                      później przeznaczanego na projekty rozwojowe w krajach afrykańskich na
                      identycznej zasadzie na jakiej bogaci dopłacają do biednych w UE. Proste? No i
                      gdzie ten Nobel koleżko? Jako inteligentny człowiek dobrze wiesz, że problem nie
                      polega na braku pomysłów tylko politycznej woli do ich realizacji. Zawsze
                      przecież można przeciwnikowi zatkać gębę mówiąc, że to utopia, prawda?
                      Nie znam rozróżnienia, na które się powołałeś tj. 1) "organizacje charytatywne
                      prawdziwe", 2) "organizacje służące leczeniu kompleksów". Nie uważam również, że
                      działalność charytatywna to biznes, dlatego trudno mi polemizować z tym
                      fragmentem twoich wywodów.
                      Dalej za pomocą skomplikowanej dosyć terminologii i analizy, nazwijmy ją,
                      ekonomicznej próbujesz udowodnić tezę, że lepsze i efektywne są duże organizacje
                      charytatywne niż małe ngo-sy, bo w tych drugich ludzie leczą kompleksy i kasę
                      zgarniają dla siebie a w tych drugich nie. No cóż teza odważna, ale obawiam się,
                      że nieprawdziwa.
                      Zresztą co ci będę tłumaczył ty przecież i tak wiesz lepiej, że ciebie:
                      "naprawde interesuje los osob ktorym pomagam a nie to jak
                      > bardzo sobie tym wydluze interes pokrzykujac bez sensu."
                      • mechanik.z.pomu Re: Pudlo... 01.03.10, 15:18
                        > Proszę bardzo: anulowanie wszystkich długów, zniesienie ceł
                        > zaporowych dla produktów rolnych w UE i USA i subwencji
                        > do produkcji rolnej, obowiązkowy podatek od obrotów kapitałowych na
                        > poziomie 1% później przeznaczanego na projekty rozwojowe w krajach
                        > afrykańskich na identycznej zasadzie na jakiej bogaci dopłacają do
                        > biednych w UE. Proste?

                        Naprawdę doskonały plan, aby w ciągu 20 lat podwoić liczbę głodujących w Afryce.
                        No może potroić.

                        A zastanowiłeś się może, ile takie najedzone afrykaniątko emituje CO2?
                        • poszla-w-lewo Re: Pudlo... 01.03.10, 15:27
                          mechanik.z.pomu napisał:

                          > > Proszę bardzo: anulowanie wszystkich długów, zniesienie ceł
                          > > zaporowych dla produktów rolnych w UE i USA i subwencji
                          > > do produkcji rolnej, obowiązkowy podatek od obrotów kapitałowych na
                          > > poziomie 1% później przeznaczanego na projekty rozwojowe w krajach
                          > > afrykańskich na identycznej zasadzie na jakiej bogaci dopłacają do
                          > > biednych w UE. Proste?
                          >
                          > Naprawdę doskonały plan, aby w ciągu 20 lat podwoić liczbę głodujących w Afryce
                          > .
                          > No może potroić.
                          >
                          > A zastanowiłeś się może, ile takie najedzone afrykaniątko emituje CO2?
                          Zastanawiałem się. Z obliczeń mi wyszło, że mniej niż ty pisząc swoje posty,
                          więc daj sobie już spokój.
                      • kretynofil W takim razie przepraszam... 01.03.10, 15:39
                        Przepraszam za to ze bylem przekonany ze rozmawiam z kims naiwnym -
                        bo teraz widze ze mam do czynienia z glupkiem, typowa odmiana
                        radykalnego idioty...

                        Pozwole sobie ustosunkowac sie do Twoich przyglupich wynurzen:

                        > Przykład dzieci w Chinach nie jest wcale ekstremalny i na tym
                        polega problem. Jest on jak najbardziej normą.

                        Oczywiscie. Wynikajaca z tego ze w Chinach jest pelno dzieci ktore
                        maja cale dwie mozliwosci: nerka za setke, buty za piataka.

                        Zapewniam Cie ze one nie pracuja w tych fabrykach bo tak im sie chce,
                        tylko dlatego ze nie maja wyboru - wiec rzucanie sie z piesciami na
                        ludzi, ktorzy tam fabryki otwieraja - nie ma sensu.

                        Oczywiscie, zawsze mozna obrazic sie na rzeczywistosc zamiast starac
                        sie ja zmienic. Tobie jak widac - bardzo dobrze to wychodzi.

                        > Rozwiązanie problemu głodu w Afryce ? Proszę bardzo: anulowanie
                        wszystkich długów, zniesienie ceł zaporowych dla produktów rolnych w
                        UE i USA (...)

                        Jasne. Latwiej chyba jest wymodlic manne z nieba.

                        Ok, to sobie pofantazjowales. Moze Ci nawet troche urosl. Problem w
                        tym ze z Twojego gadania nic nie wynika, dzieci sa nadal glodne. Ja w
                        tym czasie zarobilem w obrzydliwym korpo pieniadze ktore pozycze
                        farmerowi w Afryce - a on za to kupi nasiona, wykarmi dzieci i moze
                        da komus prace. Moze nie za piec dolarow za godzine, raczej blizej
                        centa - ale ten ktos tez bedzie szczesliwy. Twoje gadanie jakos im
                        nie pomaga.

                        No - ale to Ty masz racje, bo Twoje poglady sa bardziej swiete. Jak
                        wolisz.

                        > Nie uważam również, że działalność charytatywna to biznes, dlatego
                        trudno mi polemizować z tym fragmentem twoich wywodów.

                        Tutaj wlasnie sie osmieszyles, dziecko. Probowales chociaz przeczytac
                        to co napisalem, czy fanatyczne slepka zasloniles fanatycznymi
                        lapkami i zaczales krzyczec fanatycznym glosikiem "nieprawda,
                        nieprawda, nieprawda"?

                        Biznes, dziecko, polega na tym zeby przeniesc dobro A i dostarczyc je
                        klientowi X - i po drodze jak najmniej tego A stracic.

                        Dzialalnosc charytatywna polega na tym zeby przeniesc dobro B i
                        dostarczyc je odbiorcy Y - i po drodze jak najmniej tego B stracic.

                        Jesli nie widzisz analogii - to znaczy ze jestes glupi jak but. Po
                        prostu.

                        > Dalej za pomocą skomplikowanej dosyć terminologii i analizy,
                        nazwijmy ją, ekonomicznej próbujesz udowodnić tezę, że lepsze i
                        efektywne są duże organizacje charytatywne niż małe ngo-sy, bo w tych
                        drugich ludzie leczą kompleksy i kasę zgarniają dla siebie a w tych
                        drugich nie.

                        Do takich konkluzji nie doszedlem. Pisalem tylko tyle ze mala
                        organizacja dostarcza potrzebujacym kilkanascie groszy na zlotowce,
                        wieksze moga sobie pozwolic na dostarczenie kilkudziesieciu groszy na
                        zlotowce.

                        To bardzo proste, idioto.

                        > No cóż teza odważna, ale obawiam się, że nieprawdziwa.

                        Oczywiscie ze prawdziwa. Jesli mlody czlowiek lata i zbiera do puszki
                        zeby przez godzine uzbierac pare zlotych - to znaczy ze jest debilem,
                        bo lepiej by dla wszystkich bylo jakbe przez ta godzine popracowal i
                        to co zarobi oddal potrzebujacym.

                        No, ale Wy pierdzistolki w tych NGO praca sie brzydzicie, normy
                        wydajnosci Was nie dotycza - co se bedziecie dupe zawracac co by bylo
                        lepsze dla potrzebujacych, nie?

                        Bo przeciez to nie potrzebujacy Was potrzebuja, tylko Wy
                        potrzebujacych, zeby do pracy isc nie trzeba bylo...
                        • poszla-w-lewo Re: W takim razie przepraszam... 01.03.10, 15:50
                          Nie myśl, że zadałem sobie trud czytania twoich wypocin palancie, wystarczyło mi
                          kilka pierwszych zdań, żeby zdać sobie sprawę, że mam do czynienia z kimś kto w
                          swoim nicku ujawnia uwielbienie dla samego siebie.
                          • kretynofil Och, och, ale mi dogadales ;) 01.03.10, 16:05
                            Stary, po prostu nie wiem jak sie teraz pozbieram.

                            No, to zwijaj zabawki i idz poprosic mamusie o kieszonkowe. Bedzie za
                            co zbawiac swiat na forach ;)
                            • poszla-w-lewo Re: Och, och, ale mi dogadales ;) 01.03.10, 16:09
                              Kretynofil:-))))
                  • d.o.s.i.a Re: No wlasnie... 01.03.10, 14:02
                    > Tak, bo wielkie korporacje są oczywiście znane ze swojego
                    humanitarnego i
                    > pełnego troski podejścia do problemów tego świata.

                    Tak, bo dzialalnosc charytatywna i troska o srodowisko jest teraz
                    bardzo trendy wsrod korporacji. Przescigaja sie kto jak zaoszczedzil
                    na emisji dwutlenku wegla, albo ile smieci zrecyklingowal, kto ile
                    oddal spolecznosciom lokalnym itp.

                    Oczywiscie, istnieja firmy wyzyskiwacze, ale ja mam inne w tym
                    wzgledzie zdanie - uwazam, ze lepsze 5 centow niz nic. I tu sie
                    pewnie nie porozumiemy. Jest za to gros firm kolosow, ktore chelpia
                    sie idea fair trade.

                    Te idee sa czesto bardzo obce Pani Jadzi, ktora prowadzi warzywniak,
                    czy polskiemu producentowi obcasow, ktory martwi sie tylko o wlasny
                    zysk, a odpady najchetniej utylizowalby w pobliskim lesie, bo
                    taniej. A co do organizacji chartytatywnych - naprawde nie
                    wystarczy wpisac sobie do nazwy "charytatywny", aby byc moralnie
                    wyzej od tych wszystkich bezlitosnych korporacji.
                    • poszla-w-lewo Re: No wlasnie... 01.03.10, 15:18
                      O tym jak troska o środowisko jest trendy udowodniła ostatnia konferencja
                      klimatyczna w Kopenhadze. Nie sądzisz, że trzeba by nad tym, żeby była jeszcze
                      bardziej trendy i sexy trochę bardziej popracować?
                      Uważasz, że 5 centów to lepsze niż nic? A gdyby to był jeden cent, albo gdyby za
                      pracę właściciel zdecydował, że nie pobije dzisiaj dzieciaka dalej uważałabyś,
                      że to jest w trendy? A gdyby tak udziałowcy i członkowie zarządu zamiast 5
                      centów dali dzieciom 50, a w zamian zamiast trzech tygodni w Kuala Lumpur albo
                      boskim Rio spędziłby w nich tylko dwa tygodnie, zamiast 24 letniej Chivas Regal
                      wypijaliby 12 letnią, zamiast 12 kurew przelecieliby tylko sześć nie uważasz, że
                      byłoby to jeszcze bardziej trendy ?
                      Zgadzam się, że nie wystarczy wpisać sobie na etykiecie ekologiczny i
                      charytatywny, żeby takim naprawdę być.
                      • d.o.s.i.a Re: No wlasnie... 01.03.10, 15:51
                        Ja jestem daleko od generalizowania i pisania w tonie: dziewczynka z
                        zapalkami kontra kapitalistyczny krwiopijca zaliczajacy k..y na
                        Seszelach. Bo jestem zbyt inteligentna na czarno biale widzenie
                        swiata i tego typu dywagacje.

                        Prawda jest zawsze po srodku. Z jednej strony zgadzam sie, ze dobra
                        luksusowe kosztuja zbyt duzo w stosunku do ceny ich wyprodukowania.
                        Z drugiej uznaje prawo "wstretnego" kapitalisty do prowadzenia firmy
                        na swoj sposob (aczkolwiek z poszanowaniem prawa i godnosci
                        ludzkiej), bo wole to, niz zeby zwinal manatki po pierwszym
                        zarobionym milionie i zamknal 10 fabryk w Chinach, Bangladeszu i
                        Ekwadorze, zostawiajac wszystkich na lodzie. Wiec, tak, ja sie na
                        ten przyklad ciesze, ze sie "wredna swinia" bogaci.

                        I tak sie zlozylo, ze problem jest znany (przeczytaj chocby
                        dzisiejsze sprawozdanie z audytu Appla), co nie znaczy, ze nie robi
                        sie nic, aby te nierownosci wyrownywac (stad idea fair trade). Ale
                        nie od razu Krakow zbudowano, a nie wszyscy ludzie na swiecie to
                        chodzacy swieci. I daruj sobie demagogie o bitych dzieciach.


                        > że to jest w trendy? A gdyby tak udziałowcy i członkowie zarządu
                        zamiast 5
                        > centów dali dzieciom 50, a w zamian zamiast trzech tygodni w Kuala
                        Lumpur albo boskim Rio spędziłby w nich tylko dwa tygodnie, zamiast
                        24 letniej Chivas Regal
                        > wypijaliby 12 letnią, zamiast 12 kurew przelecieliby tylko sześć
                        nie uważasz, że> byłoby to jeszcze bardziej trendy ?


                        Naprawde nie wiem skad czerpiesz te przyklady i co chcesz ode mnie
                        uslyszec. Mam teraz bronic wszystkich firm swiata i udawadniac, ze
                        nie wszystkie zwariowaly od chciwosci?

                        Mam dla Ciebie propozycje. Zaloz wlasna firme, zatrudnij
                        najbiedniejsze sieroty, jakie uda Ci sie znalezc, dawaj im pensje
                        wyzsze od swojej, nie jezdzij na wakacje bo przeciez za koszt
                        wakacji nad Polskim Baltykiem mozna wyzywic cala indyjska rodzine
                        przez rok. Zbawiaj swiat, nikt Ci przeciez nie broni, prawda?

                        Wiesz co mnie mierzi? Takie bezrozumne krytykowanie: bo swinie
                        kapitalistyczne lataja samolotami i wakacjuja sie na Bahamach, a
                        sierotom daja 5 centow dziennie (swoja droga kompletne klamstwo). A
                        samemu siedzi sie w tym swoim domku, bebni palcami po klawiaturze i
                        nie daje sie swiatu nawet promila promila promila tego co te
                        kapitalistyczne swinie. Czy to, ze dalas stowke na Orkiestre czyni
                        Cie lepszym czlowiekiem? Dla biednego dziecka z Bangladeszu
                        rozrzutnoscia jest kupienie sobie przez Ciebie nowych Levisow,
                        zamiast ktorych mogles oplacic kilku dzieciom operacje rozszczepu
                        podniebienia, albo zaopatrzyc cala wioske w wode. I co? Nie wstyd Ci
                        kazdego dnia, bo kupiles sobie ciastko, nowego ciucha, albo iPoda?
                        • kretynofil Nie warto... 01.03.10, 16:01
                          Niestety kolega z ktorym wdalas sie w dyskusje jest typowym
                          przykladem radykalnego lewaka dla ktorego nie jest wazne to czy ktos
                          jest glodny czy nie - bo liczy sie tylko to, czy ktos czasem nie ma
                          wiecej na talerzu niz on.

                          A z takimi nie warto.

                          I wiesz co mnie rozbawilo? Niby lewak a wszystkie jego wypowiedzi
                          pasuja jak ulal do Twojej sygnaturki - ktora "teoretycznie" ma sie
                          nijak do lewicy.

                          Coz, fanatyczny radykalizm jest zawsze taki sam. Niewazne czy chodzi
                          o taliba, katotaliba, slepego wyznawce Marksa czy utopijnego wyznawce
                          Religii Najswietszego Mzimu PKB - kazdy z nich bedzie pierdzielil
                          patetyczne bzdety a uciekal od konkretow.
                          • poszla-w-lewo Re: Nie warto... 01.03.10, 16:07
                            Nie jestem lewakiem miłośniku kretynów, czyli samego siebie. Typowy przykład
                            popaprańca, który polemizuje z wymyślonymi przez siebie tezami. Jest nikim, co
                            próbuje przykryć sążnistymi elaboratami z gó... wartymi tezami i to go
                            doprowadza do pasji.
                            • kretynofil Bardzo ladnie sie przedstawiles... 01.03.10, 16:33
                              Nie jestes lewakiem tylko typowym przykladem popapranca (...)?

                              Coz, to ze jestes popaprancem (swiadomym swojej glupoty, co
                              chwalebne), nie zmienia faktu ze gadasz jak nawiedzony lewak. To ze
                              nie zdajesz sobie z tego akurat sprawy nie zmienia faktu ze tak
                              wlasnie jest ;)

                              Do zobaczenia w innym watku. Posmiejemy sie z Twoich madrosci ;)
                              • poszla-w-lewo Re: Bardzo ladnie sie przedstawiles... 01.03.10, 17:40
                                Z tobą śmieciu się nie spotkam, nie myślisz chyba, że będę czytał te twoje z
                                dupy wzięte mądrości, a jak wyraziłeś się wyżej jest to warunek niezbędny do
                                gadania z tobą:-)))))
                                • ramboost Re: Bardzo ladnie sie przedstawiles... 01.03.10, 23:00
                                  Kretynofil i szlachcic to ta sama osoba, czyli masz już dwóch z głowy.
        • mechanik.z.pomu Re: pasożyt... 01.03.10, 16:26
          Oczywiście. Dziwię się, że muszę tłumaczyć tak podstawowe rzeczy.

          Jeśli kupuję buty, które mają mnie uczynić szczęśliwym, to ja podejmuję decyzję
          o wydaniu moich pieniędzy, które wcześniej zarobiłem, na moje własne potrzeby i
          wedle mojej własnej woli. Mogę wydać moje pieniądze i mieć buty, mogę tych butów
          nie kupić i przeznaczyć pieniądze na coś innego. Moje pieniądze i moja decyzja.
          To jest dobre i moralne.

          Endżiosy wydają pieniądze, które mi siłą (dokładniej: groźbą użycia przemocy)
          zabrano i wydają je wbrew mojej woli, często przeciwko mnie. Endżiosy niby tam
          jakieś drobne na boczku zbierają, ale tak na prawdę żyją one z realizacji
          różnych "działań" w ramach "aktywności" wchodzących w skład "programów
          operacyjnych" i na to dostają właśnie dostają kasę od swoich mocodawców. To nie
          jest żaden "trzeci sektor", to nie są organizacje "pozarządowe", a raczej
          "pararządowe".

          Tak więc jeden endżios będzie dokarmiał żula, żeby ten żul mógł przetrwać zimę i
          na wiosnę operniczyć mi domek letniskowy. Inny endżios za moje pieniądze będzie
          walczył o to, żebym musiał zapłacić wyższy rachunek za energię. Trzeci będzie
          się starał, aby wszystkie dzieci miały równy start w dorosłe życie. A widzisz,
          ja nie chcę, aby wszystkie dzieci miały równy start - pięć dni w tygodniu
          zasuwam w robocie po to, żeby moje dzieci miały lepszy start od innych dzieci.

          To jest złe i niemoralne. W rezultacie ja nie mam pieniędzy, które mógłbym
          przenaczyć na pomoc dla kogoś, kto moim zdaniem naprawdę na to zasługuje.

          Na szczęście problem endżiosów zaczyna się powoli sam rozwiązywać. Pionierem w
          Europie jest chyba Grecja.
          • poszla-w-lewo Re: pasożyt... 01.03.10, 17:48
            Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy też byś zlikwidował ? Poza tym uwierz, że
            naprawdę nie jest tak, że to co dla Ciebie jest oczywiste takie same jest dla
            wszystkich innych. Tak się składa, że w sprawie ngo cały świat myśli dokładnie
            odwrotnie od Ciebie.
            • kretynofil Bredzisz, dziecko... 01.03.10, 18:05
              > Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy też byś zlikwidował ?

              Nie. Czemu? Jest wydajna, realizuje swoje cele statutowe, pomaga
              ludziom. Po co likwidowac?

              > Tak się składa, że w sprawie ngo cały świat myśli dokładnie
              odwrotnie od Ciebie.

              Nie swiat tylko swiatek. A w zasadzie - polswiatek. Polswiatek
              pierdzistolkow siedzacych w tych NGO, ktorzy pomagaja przy uzyciu
              srodkow wyciagnietych z cudzej kieszeni bez jego zgody ;)

              A tak w ogole to spiesz sie z komentarzami, bo za godzine dobranocka
              i mama Cie skrzyczy ze znowu lekcji nie odrobiles a trzeba isc spac!
              • poszla-w-lewo Re: Bredzisz, dziecko... 01.03.10, 22:00
                To, że jesteś chamem i zakochanym w sobie kretynem już udowodniłeś nie musisz
                tego potwierdzać kolejnymi postami prostaku.
            • d.o.s.i.a Re: pasożyt... 01.03.10, 18:06
              Sluchaj, prawdopodobnie kazdy przechodzil faze chmurnego idealizmu,
              wiec nie bede sie z Ciebie wysmiewac. Tylko, ze wraz z dorosloscia,
              dojrzewaja takze poglady i do glosu dochodzi racjonalizm. I wtedy
              czlowiek zdaje sobie sprawe, ze idealizm to uluda, a to co czarne
              nierzadko jest bielsze od bialego.

              Chodzi tylko i wylacznie o mierzenie sil na zamiary i propagowanie
              rozwiazan EFEKTYWNYCH, a nie li tylko PIEKNYCH na papierze.

              Orkiestra fajna jest, bezprzecznie. Ale wystarczy, ze odniose Cie do
              fundacji Billa Gatesa (wrednego, krwiopijcy kapitalisty), aby
              zamknac Ci wszelka argumentacje. Korporacje to nie tylko miejsca
              anihilacji malych chinczykow, ale organizacje, ktore prowadza
              efektywna i przemyslana dzialalnosc charytatywna. Niejednokrotnie w
              wiekszym wymiarze niz niejedna organizacja non-profit. Ja wiem, ze
              to nie pasuje do Twoich teorii, bo na pewno wyzysk, bo samo zlo, ale
              fakty sa takie, ze bez ogromnej kasy, ktora plynie wlasnie od
              wielkich firm zadna organizacja charytatywna i organizacja non-
              profit nie mialaby racji bytu. Bo pieniazkow sobie raczej sama nie
              naprodukuje, prawda?

              Niechze kazdy robi to co umie najlepiej. Ja nie mam natury
              spolecznika i wole pomagac anonimowo "czyimis rekami". Dlatego chce
              pracowac wlasnie w korporacji, bo tylko w takiej firmie mam szanse
              zarobic niezla kase, ktora potem wplace na biedne dzieci. I nie
              czuje sie przez to "nizej" moralnie od kolegi, ktory praca w
              korporacji biedaczek raczek sobie nie pobrudzi i zyje w przekonaniu,
              ze przekladanie papierkow w jakiejs organizacji pozarzadowej czyni z
              niego lepszego czlowieka ode mnie.
              • kaa.lka Re: pasazer 01.03.10, 18:59
                dosiu,(nomen-omen)
                jestem idealistka racjonalna, prawdopodobnie taka jaka swego czasu byl mr Gaytes czy mr Job, bo i kazdy z nich (jako i ja wolontaryjnie pracujaca) idealista kontynuacyjnym pozostal w swym jobie;
                ale juz nie zlobie)
                i moze li tylko z zawezonego bo egoistycznego dostrzegania szczescia bo szczescia z posiadania, w malo logiczne prawo-wolontaryjnie i lewo-korporacyjnie, globalnie wpakowali?
                moze przez ta totalitarnie (jednak) realizowana postawe dobregowojka stworzyli tylko wieksze mozliwosci dla lewych systemow i prawnych casusow? gdzie dywersyfikacja dzialan, przyklady roznorodnosci w korporacyjnych dzialaniach, potrzebne jak woda na mlyn w dyskusji, a nie bedacych dywersyjnym proszkiem do prania dla biednych i nieswiadomych, nie tylko w Afryce...
                no pomysl..






                • d.o.s.i.a Re: pasazer 01.03.10, 20:52
                  Nic, a nic nie zrozumialam z Twojej wypowiedzi. Mysle, ze bedzie dla wszystkich
                  lepiej gdy zaczniesz uzywac wiecej orzeczen w zdaniu, a mniej
                  przeintelektualizowanych zbitek slownych. Bo inaczej wychodzi zwyczajny belkot.
                  • kalllka Re: pasazer 01.03.10, 22:36
                    a moze
                    nic nie zrozumialas bo sie nie nauczylas myslec w te i wewte tylko jedziesz z
                    bryku..?
                    bo widzisz,
                    czasem warto odwrocic szyk zdania aby zobaczyc czy corpo i dama to osoba ta
                    sama. powiedzmy takie corpus delicti umiejetnosci myslenia..
                    slowem, dowod szyku i elegancji; ktorej Tobie w dosiu zabraklo
                    pap


                    • ramboost Re: pasazer 01.03.10, 23:06
                      Najpierw naucz się pisać polskie litery, filozofie, a potem mędrkuj.
                      • kalllka Re: pasazer nagape 01.03.10, 23:26
                        mysle, ze do mnie pijesz literami
                        a bez ą, ę juz nie rozrozniasz?
                        hym
                        ...znajomosc Hum`a czy umiejetnosc...
                        :)




                        • ramboost Re: pasazer nagape 02.03.10, 00:47
                          Nie korzystasz z polskich liter, czyli lekceważysz sobie rozmówcę i język polski.
                          Odpowiadam. Tak, bez polskich liter tekst zlewa mi się w bezładny słowotok,
                          szczególnie, gdy jeszcze do tego nie używa się dużych liter na początku zdań.
                          Widzisz, coś takiego istnieje, jak netykieta, ale dzisiaj to niestety u
                          młodzieży zanika.
                          Co lepiej brzmi:
                          zrob mi laske
                          czy
                          zrób mi łaskę
                          hę?
                          • kalllka Re: pasazer nagape 02.03.10, 01:58
                            zrobic ci laski nie mogie
                            albowiem samam laska
                            jakos Ty bez nogie


                            :)
                            a brzmi to w szczebrzeszynie-chrzaszcz.
                    • d.o.s.i.a Re: pasazer 02.03.10, 00:12
                      A Tobie zabraklo paru orzeczen w Twojej wypowiedzi.
              • poszla-w-lewo Re: pasożyt... 01.03.10, 22:26
                Droga Dosiu. Po pierwsze myślę, że "argument" związany z wypominaniem komuś
                wieku jest raczej gó... wart. Nie sadzisz ? Tym bardziej, że jestem przekonany,
                na granicy pewności, że jestem starszy od Ciebie.
                Do języka i wywodu o krwiopijcach-kapitalistach się nie odniosę. Nie używam
                takiej terminologii, to nie moja bajka więc nie ma to sensu.
                Uważam jedynie, że system multinarodowych korporacji współczesnego kapitalizmu
                to nie najlepszy na niego pomysł. Nie, od razu zbijam Twój argument - komunizm
                to też nie jest rozwiązanie. Uwierz mi, że istnienie świata lepiej
                zorganizowanego, bardziej sprawiedliwego z mieszaną, publiczno - prywatną
                własnością, z duża rolą ngo-sów jest możliwe. Oglądam właśnie program na temat
                Ryszarda Kapuścińskiego, który dosyć podobnie myślał, jego też uważasz za idiotę
                i naiwniaka?
                > Niechze kazdy robi to co umie najlepiej.
                Pod tym bym się podpisał. Niestety zaraz później dezawuujesz pracę w ngo
                uważając, że praca tam to jedynie "przekładanie papierów". Co Ci daje prawo
                takiej oceny ? Szkoda.
                • d.o.s.i.a Re: pasożyt... 02.03.10, 00:11
                  Ja nic nie dezawuuje. Odnosze sie do przypadku mezczyzny zalozycielki watku.
                  Gdyby pan rzeczywiscie mial pazur i chec do pomagania bliznim to juz by smigal
                  jak ta fryga i dzialal, dzialal, dzialal. A nie, jak sroczka z kamyczka na
                  kamyczek i biedulek nie wie co zrobic, choc wie z pewnoscia, ze jest cholernie
                  empatyczny i bardzo zaangazowany w ratowanie swiata (tylko sie za bardzo
                  biedaczyna nie wie jak za to zabrac). Plus przekonanie, ze praca w korporacji to
                  takie be, ze wyzysk, ze brak idealow, typowe bla bla kogos kto czuje sie wyzszy
                  moralnie, choc sam nie bardzo potrafi tego udowodnic czynem. I dlatego wlasnie
                  wnosze, ze Pan ten niewiele w zyciu osiagnal, poza przekladaniem papierkow w
                  paru organizacjach. I karmi sie tymi swoimi prostymi idealami i czuje sie idealista.

                  Nigdzie nie zanegowalam sensu istnienia organizacji charytatywnych i organizacji
                  pozarzadowych. Tematem moich wypowiedzi sa korporacje i ich dzialalnosc. I od
                  tego zaczelismy.

                  I nie, nie odnosze sie do Twojego wieku, tylko do Twoich pogladow. Szafowanie
                  historyjkami o szejkach i k...rwach, kojarzy mi sie z prostym, czarno-bialym
                  postrzeganiem swiata, ktore charakteryzuje czesto osoby niedostatecznie
                  doswiadczone zyciowo, badz mlode (tez taka kiedys bylam). Wskazuje tez na dosc
                  duze umilowanie do przesady. Naprawde tylko tak Ci sie kojarza duze firmy??
                  Naiwne to troche nie sadzisz?

                  Nie używam
                  > takiej terminologii, to nie moja bajka więc nie ma to sensu.

                  Alez to Ty wlasnie takich przykladow uzyles charakteryzujac, w domysle, sposob
                  dzialania wszystkich korporacji.

                  > to też nie jest rozwiązanie. Uwierz mi, że istnienie świata lepiej
                  > zorganizowanego, bardziej sprawiedliwego z mieszaną, publiczno - prywatną
                  > własnością, z duża rolą ngo-sów jest możliwe.


                  Sluchaj, ja widze ile robi firma, w ktorej pracuje. Gdzie kupa ludzi udziela sie
                  w wolontariacie, pomaga spolecznosci lokalnej, jezdzi budowac jakies studnie w
                  Sudanie, sadzimy drzewa, sprzatamy podworka, uczymy dzieci czytac, biegamy w
                  maratonach zbierajac kase na zbozne cele, segregujemy smieci, wylaczamy
                  monitory, coby mniej pradu sie zuzywalo, organizujemy konkursy charytatywne. I
                  tego typu inicjatyw sa dziesiatki w tygodniu - majle, ogloszenia tylko smigaja
                  po biurze. Kazdy moze wziac jeden dzien wolny w roku na taka dzialalnosc, a to
                  juz sa tysiace przepracowanych godzin. Czyz nie o tym piszesz? Czyz nie jest to
                  swiat lepiej zorganizowany? Gdyby nie firma 99% tych osob (w tym ja)
                  prawdopodobnie nigdy nie wzieloby udzialu w zadnej aktywnosci tego typu. Ale,
                  nie, zaraz Ty mi pewnie powiesz, ze zarzad mojej firmy na pewno wydaje na dziwki
                  i ma krew na rekach, bo w Chinach nie mamy fabryki i nawet glupich 5 centow nie
                  dajemy zarobic biednym dzieciom...


                  ---------

                  A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
                  patetycznie i lekko mrocznawo.
      • wojna71 Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 23:16
        mechanik.z.pomu napisał:

        > To nie jest żaden "wspaniały, ciepły, dobrze wykształcony
        człowiek", ale
        > zwyczajny pasożyt, chcący żyć wyłącznie z owoców pracy innych, a
        samemu nie
        > mający zamiaru uczynić czegokolwiek, co inni dobrowolnie uznaliby
        za
        > wartościowe. Normalnie grabieżca.
        >
        > Na początek kup mu "Atlas zbuntowany" Ayn Rand.

        jak jesteś mechanikiem typu z usterek to lepiej się nie wypowiadaj
        tylko naprawiaj samochody.
    • zeberdee24 Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 23.02.10, 11:26
      Nie idealista tylko leń - każdy by chciał robić coś przyjemnego i jeszcze mieć
      poczucie spełniania "misji", czego dowodzi fakt że w takich organizacjach za
      dużo wolnych miejsc nie ma. Niech gość dorośnie i weźmie się za prawdziwą pracę.
      • masher Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 23.02.10, 11:36
        a co nazywasz prawdziwa praca? kopanie rowow, podbijanie karty o 5 rano i
        najebywanie komus pod oknem czy tez opieranie sie o szpadel w 6 a jeden niech
        robi dniowke? a moze picie kawy z kolezankami do 12, po czym nastepuje przerwa
        na pasjansa i sprawdzenie poczty a pozniej znow kawa bo to takie meczace i
        stresujace.

        ma swoj sposob na zycie i uj ludziom do tego co robi i jak robi.
        • zeberdee24 Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 23.02.10, 20:52
          Prawdziwa praca to taka praca w której zarabia się pieniądze pozwalające się
          utrzymać, praca od czasu do czasu w jakiś organizacjach się do takich nie
          zalicza. Opieranie się o szpadel to jest tak zwana 'praca sezonowa' sezon trwa
          zazwyczaj 1-3 dni, po sezonie jest bezrobocie, też trudno to zaliczyć do
          prawdziwej pracy.
    • purchawkapuknieta Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 23.02.10, 11:44
      jedyna rada, to znajdź mu pania sponsorke, zeby nie meczyl sie zarabiajac
      pieniadze. taka madonne na ten przykład.
    • elagresto Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 23.02.10, 20:10
      poważnie - niech jako wolontariusz jedzie kopać studnie w afryce.
      Totalnie niekomercyjne a jako wolontariusz zapewnione będzie miał
      schronienie i wyżywienie
      • tugen_axalla Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 23.02.10, 20:12

        Lepiej na Haiti, mulatki ładniejsze:-))
    • s.p.7 Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 23.02.10, 21:13
      jesli jest ideowcem to jego motywacja moze być wieksza zawsze czlowie kktory
      pasjonuje sie tym co robi osiaga czesto wiecej niz ten ktory robi to poniewaz
      musi lub np. "zona mu karze"

      Jedyne co musis zrobic to dać mu mądrą rade i uswiadomic ze pieniadz to
      najlepsze narzedzie do realizacji swoich ideałów czy marzen

      oraz to ze kasa nie smierdzi
      czy zarabia ja na handlu życywm towarem, produkuje narkotyki, jest alfonsem,
      wyłudza pieniadze od naiwnych
      nie am znaczenia jesli za tą kase zrobi wiecej dobrego niz zlego :)
      • nanai11 Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 23.02.10, 23:02
        Ja nie doradze, lubie facetów z jajami.
    • poprioniony Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 24.02.10, 08:00
      Jaki ku... idealista? Wez mnie nie rozsmieszaj.
      Jak ktos tu slusznie zauwazyl, prawdziwy idealista by
      juz odgrzebywal gruzy na Haiti, ten Twoj to leniwa
      sierotka, ktora chce popierdziec w stolek w jakims NGO,
      wziac za to niezasluzona pensje i potrzepac sie przed
      znajomymi swoja rzekoma idealnoscia. Zero szacunku
      dla takich pozerow.

      ps. Tak z ciekawosci, ile litrow krwi oddal ten "idealista".
      • sikorka68 Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 12:00
        Jasne, ty tylko Haiti widzisz. U nas od dawna jest "różowo".
        • poprioniony Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 19:51
          Widzisz, chcialas bronic sieroty a tylko dostarczylas kolejnego
          dowodu, ze to pozer. Skoro nie do Haiti, to niech idzie popracowac
          w pobliskim sierocincu, charytatywnie oczywiscie. Ale zaraz,
          to wymaga czegos wiecej niz opie...nia sie w NGOsie, tudziez
          megazenujacego marudzenia "ja chce dobrze ale inni mi nie daja".
    • sikorka68 Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 11:58
      Tacy też są potrzebni. Teraz tylko trzeba znaleźć sposób, jak połączyć jedno z
      drugim. Może jakaś mała działalność gospodarcza? Sami najlepiej znajdźcie
      sposób na rozwiązanie problemu. A może nie przejmować się tym zbytnio. Ty
      realizujesz się zawodowo- zarabiasz. Natomiast on, o ile nie będzie mieć swojej
      wymarzonej pracy, prowadzi dom. Pojawią się dzieci- zaoszczędzisz na niani. Też
      wygodne. Z luzem, to szybciej rozwiążecie problem. Kłócenie się, zmienianie na
      siłę- tylko rozwali związek. Jeżeli wam na sobie zależy- szkoda.
    • lavinka Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 12:02
      Między komercją a idealizmem jest jeszcze zdrowy rozsądek, czego Wam
      obojgu życzę :)
    • opinia_publiczna_online Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 12:12
      Niech zajrzy do nas ;-)
      Pogadamy z nim. Może znajdzie sobie nisze i będzie się realizował.
    • tow.ortalion Eeee... to proste jak budowa cepa. 28.02.10, 12:23
      W myśl zasady:

      "Nie wyszło mu na uczelni, nie sprawdził się w biznesie, poszedł do samorządu".
    • w126.11 Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 12:56
      > Czy jest jakieś inne zajęcie, którego można
      > się podjąć i realizować w pracy swoje zamierzania i ideały?

      Jeśli ma zamierzenia i ideały, to chyba powinien wiedzieć, co robić. Czyż nie na
      tym polegają zamierzenia?
      Podejrzewam jednak, że on już to robi, ale się nie chwali. A dokładniej, robi
      nic. Wielu ludzi ma taki ideał - nie ma się czego wstydzić. ;)
    • zzapytaczka Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 13:06
      Ręce opadają jak czytam Wasze komentarze :( Sfrustrowani, płytcy, zaślepieni
      ludzie, co Wami kieruje? Zazdrość, bo sami musicie zasuwać w korporacjach i
      Wasze poglądy nikogo nie obchodzą? A może też próbowaliście żyć w zgodzie z
      ideałami, a Wam nie wyszło, więc tego samego życzycie innym? Brak poszanowania
      dla cudzych wartości (innych niż kasa i ciężka, nie sprawiająca satysfakcji
      praca, w której zabijacie własne człowieczeństwo? Zawiść? Jak widzisz,
      colour_of_magic, każdy tutaj lepiej zna Twojego mężczyznę niż Ty sama, i lepiej
      wiedzą, że to żaden idealista, tylko pasożyt, obibok i cwaniak. Nikomu nie
      przyjdzie do głowy, że naprawdę ludzie męczący się w beznadziejnej, niczego nie
      wnoszącej w życie pracy ISTNIEJĄ. Teraz liczą się tylko karierowicze i
      pracoholicy, a każdy, kto chce robić w życiu coś pożytecznego, realizować własne
      wartości i brać udział w jakimś wyższym celu to leń i pasożyt... brak słów,
      naprawdę, jeśli powyższe komentarze odzwierciedlają obraz naszego społeczeństwa,
      to ja dziękuje :/
      • tehuana Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 13:35
        nie kazdego stac na karmienie sie idea; jak maz dzieci na utrzymaniu i
        rachunki do zaplacenia do zapierdzielasz w hipermarkecie; jesli
        szanowny pan jest taki wartosciowy to niech ulepsz srodowisko pracy w
        roznych miejscach a nie sie puszy
        • lavinka Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 15:11
          Obawiam się,że w supermarkecie pracują ludzie,którzy nie mieli
          pomysłu na życie, przez co nie mają żadnego (sensownego)
          wykształcenia. Utrzymanie rodziny na pensji z marketu to także
          kiepski pomysł.

          Ja tam szanuję ludi z wizją, dopóki nie żyją na czyjś koszt.
          Koleżanka nie chce utrzymywać pacjenta - jej wybór, jej życie. Jeśli
          woli zarobić na dwoje ale przyczynić się do poprawy bytu innych ludzi
          - też nie ma spawy.

          Problem widzę gdzie indziej. Kolejna panna, co chciałaby jelenia co
          na nią będzie pracował, a ona będzie piłować paznokcie w willi z
          siedmioma sypialniami.

          Rada? Jeleni szuka się na SGH i bankowości, nie na polonistyce ;)
        • mcgoo Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 01.03.10, 07:14
          1. Przyznaj jednak, że skoro nie każdego stać oznacza również, że
          niektórych stać.

          A do pozostałych:
          2. nie tylko pieniądz, sex i władza jest wartością
          (to takie proste że aż trywialne)
          3. nie pracuję w samorządzie ale w dużej korporacji nie zarabiam mało
          4. nie sądzę, że praca w korporacji to wyżyny tego co można osiągnąć
          w życiu
          5. tylko ludzie ograniczeni nie widzą innych wartości niż pieniądze

          darujcie sobie płaskie opinie o leniu pasożycie - zwyczajnie jak nie
          macie nic do napisania to nie piszcie (dla mnie to spora wartość :)-
          przekujcie ją na własny przychód może zacznę was podziwiać )
      • count_zero Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 13:54
        zzapytaczka napisała:

        >co Wami kieruje? Zazdrość, bo sami musicie zasuwać w korporacjach

        Mylisz się. Oni nie pracują w korporacjach, ich marzeniem jest praca w
        korporacjach.
      • m_caliban Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 13:58
        @zzapytaczka

        No wypłacz nam tu rzekę po prostu ;]

        Z otwierającego posta wynika, że facet nie ma pomysłu, co ze sobą
        zrobić, kręci się jak g w przeręblu między jakimiś organizacjami, w
        żadnej nie umie zagrzać miejsca, za to dorabia sobie do tego jakąś
        ideologię, żeby mu z tym stanem rzeczy było lepiej, a przynajmniej
        znośnie. Ale gdyby go zapytać, czy dokonał czegoś konkretnego w
        trakcie tej swojej ochotniczej pracy "dla ideałów" to z odpowiedzią
        mogłoby być różnie. To dość typowa postawa, niestety.

        A głupawego strawmana, którego stawiasz ("jeśli nie jesteś
        primadonną bez pomysłu na życie to jesteś korporacyjnym
        pracoholikiem!") nawet nie skomentuję, bo nie warto.
      • marajka Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 16:20
        Zapytaczko, z kto broni temu idealiście wydawać pieniądze na pomoc potrzebującym? Samymi chęciami niewiele się zdziała. Można nawet i całą wypłatę z okropnej korporacji przeznaczyć na dzieci chore na raka, na samotne matki, na koale, na...

        Prawdziwi idealiści nie afiszują się: jestem idealistą, patrzcie! Raczej pomagają niezauważeni. A pan o którym mowa- tak, to raczej leń, nie idealista. Idealista to nie jest synonim głupka, nie musi uprawiać kultu pieniądza, ale wiem że ideałami się nie naje i czynszu nie zapłąci.
    • bad_religion Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 13:34
      "męczącym się w każdej pracy związanej z komercją i kapitalizmem?"
      To bardzo ogólnikowe stwierdzenie. Uważa, że branie pieniędzy za cokolwiek jest
      złe i wszyscy powinni pracować społecznie dzieląc się wspólnie owocami swojej
      pracy? Czy też nie odpowiada mu chciwość, pogoń za pieniądzem, materializm,
      udział w wyścigu szczurów, w tym praca z takimi ludźmi jak niektórzy tutejsi
      komentatorzy?

      Działalność gospodarcza, własna firma. Można prowadzić biznes wg własnych zasad,
      uczciwie, nie kombinować, nie wyzyskiwać pracowników, nie łupić klientów w
      pogoni za zyskiem, uwzględniać w działaniach interes społeczny a nie tylko
      własną chciwość.
      A może sam niech NGO założy, ma doświadczenie z tego co piszesz, wówczas będzie
      mógł na stałe pracować w takiej fundacji, stowarzyszeniu itp.
      • kot_kreskowy84 Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 17:16
        Dokładnie tak jak piszesz - własna działalność to jest droga, żeby pozostawać w zgodzie ze sobą (no od kapitalizmu to się już raczej całkiem uciec nie da - chyba, że do Korei ;)
        Ja właśnie dzięki działalności pracuję sobie w domku, mogę sobie rozplanować pracę tak, żeby mieć czas również na rodzinę i na hobby - same plusy.
    • kol.3 Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 13:48
      Nie wiem, czy można i trzeba mu pomagać. Taki człowiek powinien sam do
      wszystkiego dojść. Idealizm to dobra sprawa, gdy ktoś daje pieniądze,
      jak człowiek sam musi zarobić szybko idealizmu się pozbywa.
    • groma_00 Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 14:32
      Też kiedyś taki byłem (tak mi się zdaje), potem to się zmieniło. Życie to nie
      bajka nie głaszcze Cię po jajkach... Trzeba być drapieżnikiem i wykorzystywać
      innych kiedy to jest konieczne, bo to inni Cię wykorzystają i "zjedzą". Życie
      według ideałów równości, współczucia, sprawiedliwości nie tyle są nieprzychodowe
      (bądź bardzo ograniczone w tej sferze)co po prostu zbyt bolą. Porzucenie tych
      ideałów też boli, ale przynajmniej masz za co jeść i się ubrać, wychować dzieci,
      być na tym świecie dla ludzi, którzy są Ci prawdziwie bliscy (rodzina). Trzeba
      spojrzeć trzeźwo na świat. Przykro mi, tylko taką radę mogę dać dla Twojego
      mężczyzny :<
    • lupus76 Nasuwa mi siętakie pytanie: 28.02.10, 14:46
      "Czy ten facet aby na pewno jest zagubiony i potrzebuje pomocy?"
      Nie jest przez przypadek tak, że to Ty potrzebujesz mężczyzny ze stałym dochodem
      i to najlepiej niemałym?
      • lavinka Re: Nasuwa mi siętakie pytanie: 28.02.10, 15:14
        Po dłuższym zastanowieniu doszłam do podobnego wniosku. Pewnie
        koleżanka koleżanki wzięła kredyt na 30 lat i wprowadza się do nowego
        mieszkania (oczywiście z brzuchem) a ta tylko wynajmuje kawalerkę. :)
    • poszla-w-lewo Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 15:31
      Zadając takie pytanie na tym forum popełniasz duży błąd, bo odpowiedzi są znane
      z góry. Facet, który nie zarabia DUŻYCH pieniędzy to marnujący swoje i twoje
      życie maminsynek, niezaradny leń i obibok, nieznający życia truteń...itd. w tym
      duchu, w rozmaitych kompilacjach. Tutaj piszą tylko zaradni/e, successful, tacy
      którzy znają życie, twardzi i odpowiedzialni, nigdy im się noga nie powinęła i
      wiedzą, że pomaganie innym w fundacji to przecież gó... i wymówka a prawdziwie
      wartościowa praca to ta, która przynosi DUŻO pieniędzy.
      • xolaptop Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 15:54
        Ileż takich zaradnych successful mogłem w życiu wykończyć, ale dobro dotychczas
        zawsze zwyciężało. I niech tak zostanie, a oni niech żyją w błędnym przekonaniu,
        że są the best.
    • quasi.modo Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 17:54
      Ale się ludzie przywalili. Kto powiedział, że robienia rzeczy pożytecznych nie
      da się pogodzić z zarabianiem pieniędzy?
      Jest wiele zajęć, które nie opierają się na sprzedaży nikomu niepotrzebnych
      gniotów a jednocześnie przyjęło się za nie brać pieniądze, np. nauczanie,
      medycyna, administracja (tak, tak - to też służba).
      Z innej bajki - można np. założyć ośrodek hipoterapii, prywatne przedszkole dla
      dzieci specjalnej troski, rodzinę zastępczą. Zależy co się lubi, umie i chce.
      Odpowiadając na pytanie, pomóż chłopakowi uświadomić sobie CO chciałby robić.
      Dopiero potem przyjdzie czas na GDZIE. I kto powiedział, że organizacje
      pozarządowe są lepsze od rządowych? W tych ostatnich także bardzo brakuje
      idealistów, którym chciałoby się coś zmienić.
    • rrosemary Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 28.02.10, 19:40
      Jeśli chce pracować w tzw. trzecim sektorze to co za problem? Trochę czasu to
      zajmuje, ale tam można znaleźć pracę na stałe i z tego żyć (w organizacjach
      pozarządowych naprawdę potrzebują ludzi na pełen etat - kierowców, kucharzy,
      księgowych, robotników, prawników, kierowników, asystentów projektów) lub
      pracować nie na pełen etat tylko właśnie tak w cyklu projektowym (co jednak
      wiąże się z niepewnością), może założyć coś własnego np. jakąś fundację i być
      jej właścicielem, a jednocześnie się spełniać. Może np. pracować gdzieś w
      jakiejś firmie X, która angażuje się w pomoc i wyznaje filozofię biznesu
      etycznego, może pomagać jako wolontariusz po godzinach pracy. Jest wiele
      możliwości, a pieniądze też można zarobić przyzwoite.
      Naprawdę jest wiele miejsc pracy, które nie są kapitalistycznymi korporacjami
      wysysającymi z ludzi resztki sił i godności.
      Zależy jeszcze, który "dział" go interesuje i co potrafi robić oraz czy ma
      jakieś wykształcenie.
    • coppermind [...] 28.02.10, 22:07
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • michaelrym Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 01.03.10, 03:36
        @ coppermind: nie sadz innych wedlug siebie, bo nie wszyscy maja ten
        problem co ty.

        Bardzo dobrze rozumiem problem poruszony przez zalozycielke watku.
        Mnie rowniez nie odpowiada praca w korporacjach, nie dlatego zebym
        byl jakims wielkim idealista, ale dlatego ze pelno tam takich ludzi
        jak coppermind, poprioniony i inni wypowiadajacy sie w podobnym
        tonie. Czlowiek w sumie cale zycie pracuje na to zeby nie miec do
        czynienia z ludzmi, z ktorymi nie chce miec do czynienia.

        Mnie sie udalo, i zyje calkiem niezle robiac to, co lubie, i
        zrabiajac dobre pieniadze - musze pracowac moze trzy miesiace w roku
        zeby sie utrzymac. Wymagalo to wielu lat wyrzeczen, byly momenty
        kiedy nie mialem na zarcie, o paleniu nie wspominajac. Jest to
        mozliwe, ale wymaga wielkiej determinacji czy raczej uporu. Jesli
        twoj facet ma charakter, to tez sobie cos znajdzie i w koncu mu sie
        uda. Ale przygotuj sie na kilka nielatwych lat.

        Nie moge ci polecic zadnego konkretnego zawodu, ale moge stwierdzic
        jedno: najwieksze szanse na zrealizowanie swojego marzenia bedzie
        mial wtedy, gdy bedzie pracowal na wlasny rachunek, tak jak ja i
        inni ludzie ktorych znam i ktorym udal sie ten sam numer. Oczywiscie
        wymaga to duzej samodyscypliny.

        Troche zniechecajacy jest fakt, ze okreslasz go mianem zagubionego,
        mam nadzieje ze to tylko taki zwrot stylistyczny. Szczerze zycze wam
        powodzenia.
        • helena_5 @ michaelrym : jak? 01.03.10, 10:31
          @ michaelrym

          Jeśli możesz, to napisz, co to za praca, że 3 miesiące dają
          utrzymanie na cały rok i ile osób masz na tym utrzymaniu. Poza tym -
          jak doszedłeś tu, gdzie jesteś? Jakie to były wyrzeczenia i na co -
          na dokształcanie w dziedzinie x?

          Jeśli nie chcesz podzieliś się pomysłem na sukces publicznie, to
          napisz na mail helena_5 at gazeta.pl
          • michaelrym Re: @ michaelrym : jak? 01.03.10, 11:38
            Nie nazywalbym tego pomyslem na sukces, raczej pomyslem na
            samorealizacje. Slowo 'sukces' zalatuje mi nieprzyjemnym smrodkiem.

            Jestem pisarzem piszacym po angielsku (wiekszy odbior, wieksze
            pieniadze), na utrzymaniu mam tylko siebie. Zwrocilas uwage na
            istotna rzecz - gdybym mial rodzine na utrzymaniu, to by mi sie
            prawdopodobnie nie udalo (co prawda spotkalem pare fajnych i dobrych
            kobiet ktore deklarowaly chec utrzymywania mnie czy pomagania mi
            podczas tzw. trudnych poczatkow, ale to rozwiazanie bylo wykluczone
            ze wzgledu na moj charakter). Nie sadze, zeby ktos tutaj mogl czy
            nawet chcial skorzystac z tej drogi; wymaga zbyt wielu wyrzeczen, a
            przede wszystkim okreslonej psychiki (czytaj: trzeba byc zdrowo
            po....dolonym). No i talentu, z tym ze sam talent nie wystarcza.
            Utalentowanych ludzi jest bardzo duzo.

            Mnie zostawmy na boku, jestem dosc unikalnym przypadkiem. Jak
            wspomnialem w poprzednim poscie, znam kilka osob ktorym wyszedl ten
            numer, i wszyscy bez wyjatku pracuja na wlasny rachunek. Od
            dziewczyny ktora zalozyla przedszkole dla niepelnosprawnych dzieci
            po lubiacego piwo i majsterkowanie kumpla-muzyka, ktory zalozyl mala
            firme remontowa: finansuje mu ona granie awangardowego jazzu (co rok-
            dwa nagrywa wlasnym sumptem nowa plyte ktora potem zarabia jakies
            grosze). Jak widzisz, sa rowniez bardzo konwencjonalne rozwiazania
            problemu.

            Jeszcze raz: wspolnym mianownikiem jest zawsze praca na wlasny
            rachunek. Dlatego niepokoi mnie, ze zalozycielka watku nazywa
            swojego faceta zagubionym. Ludzie zagubieni z definicji potrzebuja
            przewodnikow, a tych brak gdy sie pracuje na wlasny rachunek.
    • ale.sobie.konto.wymyslilem Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 01.03.10, 11:13
      Lepiej napisz gdzie można spotkać takie wyrozumiałe kobiety.
    • colour_of_magic Re: Jak pomoć mojemu zagubionemu mężczyźnie? 16.07.10, 21:23
      Nie brałam udziału w dyskusji, bo jakoś nie miałam ochoty odpisywać na wątki nie
      na temat. Jednak chcę napisać, że od 3 miesięcy mój leń i obibok, który jest
      maminsynkiem (a jakże!) pracuje w dużej fundacji, zarabia jak na fundację nieźle
      i jest niesamowicie spełniony :-) Więc można :-) wszystkim wspierających mnie,
      dziękuję :-)
Pełna wersja