spokokobietka81
16.03.10, 12:20
Jestem w trakacie rozwodu. Pozew złożył on. Miał (zapewne dalej ma) kochankę, ale mimo NIEZBITYCH dowodów ( na które jednak ma wytłumaczenie-debilne bo debilne ale ma) nie chce się do tego przyznać. Na pierwszej rozprawie winę wziął na siebie tłumacząc osłupiałej sędzinie,że nie chce prać brudów. (więc obawa przed alimentami na mnie odpada). Dlaczego on nie chce sie po prostu przyznać?? Chciałabym usłyszeć od niego całą prawdę lub chociaż zwykłe przepraszam. Ale on uparcie twierdzi ,że nie ma nikogo i koniec-że nasze małżeństwo rozpadło się przez moje wieczne podejrzenia. Znajomym się przyznał, więc o co chodzi??
Jaki może mieć w tym cel?? Faceci co o tym sądzicie?