anezram9
30.04.10, 14:00
witam,
Nie mam w zwyczaju wyżalać się publicznie i prosic o rady, ale
spotkała mnie ost dziwna sytuacja i nie wiem sama co o nij myslec, a
obiektywne spojrzenia zawsze rzucaja jakies nowe światło...
a więc- jakis czas temu (w listopadzie) na jednym z potali
społeznosciowych zaczepił mnie mężczyzna, nie mam w zwyczaju na
takie zaczepki reagowac, ale ze był bardzo w moim typie (wizualnie),
do tego inteligentny i bystry (co okazało się po kilku pierwszych
meilach) postanowiłam kontunuowac ta znajomośc. I jak to na
poczatku... dlugie rozmowy przez tel, meile, smsy po nocach,
spotkania... i pojawił sie problem...
Na 3 spotkaniu wypilismy troche za duzo... i skonczyło sie w wiadomy
sposob... miałam w zyciu 2 partnerów seksualnych, ten był 3,
jednoczesnie 1, którego prawie zupełnie nie znałam... po tym jego
stosunek do mnie nieco sie zmienił (nie dziwie sie z reszta
specjalnie, bo we własnych oczach tez wiele straciłam, mimo ze seks
był boski;P), nasza znajomosc jednak trwała jeszcze ok 3miesiace
(juz bez akcji łóżkowych), do momentu kiedy na mojej imp urodzinowej
wypiłam za duzo i zaczełam miec do niego pretensje, ze gada z innymi
kobietami, ze one do niego wydzwaniaja (typowy, żałosny napad
zazdrosci o faceta, z ktorym nawet nie byłam!)no i... kontakt sie
urwał. Napisałam do niego po jakims miesiacu, probujac tłumaczyc
swoje zachowanie stresem (koncze 2 kierunki i pracuje na cały etat,
do tego wowczas miałam wypadek samochodowy i problemy zdrowotne
taty) i jednoczesnie zapewniajac ze zawsze zalezało mi na
KOLEZENSKICH z nim kontaktach. Odp ze wszystko jst ok z jego strony
i zebym sie nie martwiła niczym niepotrzebnie. stwierdziłam, ze
lepiej bedzie dac sobie spokoj.
wytłumaczyłam sobie ze za błedy trzeba płacic i ponosic
konsekwencje, przstałam prawie o nim myslec, az do momentu (ponad
tydz temu) gdy znow zaczal sie do mnie odzywac... pisze probujac sie
ze mna umowic... a ja jestem w kropce- to jeszcze za wczesnie zebym
mogla spojrzec na niego jak na kumpla, a jesli znow sie zaangazuje
emocjonalnmie, wiem ze bedzie trudniej niz wczesniej.
Dodam ze gada nam sie wspaniale, to samo poczucie humoru, podobne
zapatrywanie na swiat, zblizone zajawki i hobby. Jest 5 lat starszy,
prowadzi własna firme, bardzo w moim typie wizualnie. Ja od momentu
rozstania z facetem blisko 3 lata temu, byłam tylko w dwóch
zwiazkach (2 i 6 miesiecznym), mimo iz na powodzenie nie narzekam,
wiecej- wiem ze jestem fajna laska (to tak niskromnie;P), ale na
punkcie tego totalnie mi odbiło... moze dlatego ze był 1 ktory mnie
zignorował, który (nie oszukujac sie) dał mi kosza (zwykle to ja
konczyłam znajomosci). no i ten szybki seks (dla kobit zawsze ma
zwiazek z emocjami, dla facetow to dwa rozne swiaty)...
Panowie, czy facet ktory "odswieza" stara znajomosc liczy tylko na
ewentualny seks, czy mozna go traktowac powaznie?? Bo co ja mam o
tym myslec???