sarahoh
29.06.10, 21:38
Po tym jak na forum "Rozwód" napadły na mnie sfrustrowane, porzucone, zdradzone kobiety, uznałam, że potrzebuję komentarzy facetów. Być może któryś z Was również był w podobnej sytuacji. Poniżej, jak wygląda sprawa:
Potrzebuję komentarzy "z zewnątrz", bo sama już nie wiem...
Poznaliśmy się, po kilku miesiącach zaczął się romans, bardzo krótki. Jako że ma żonę, zakończyłam to i związałam się z kimś. Ten związek się rozpadł, w tak zwanym międzyczasie zaczęło się psuć w jego małżeństwie. On mówi, że mnie kocha i chce ze mną być. Ja kocham jego.
On wciąż mieszka z żoną, mówi, że "się rozwodzi", ale odkłada to na później, bo żona się na rozwód nie zgadza. Generalnie żona jest w
rozpaczy, mnie obwinia za rozpad małżeństwa (on jej powiedział, że kocha mnie). Doszło nawet do tego, że ona przyszła do mnie i dobijała się dość długo do drzwi (nie otworzyłam).
Ja nigdy na nic nie naciskałam, nie chcę, żeby rozwodził się "dla mnie" , mogę zaczekać i zobaczymy co będzie.
Jestem realistką więc myślę, że nawet jeśli się wyprowadzi z domu, to i tak spędzał będzie tam mnóstwo czasu z dziećmi. Ich rozpacz za tatą, rozpacz jego żony i pewnie też jego tęsknota za "pełną rodziną" zapewne skłonią go do powrotu. Jestem przkeonana, że wróci do domu i nawet jeśli jego małżeństwo jest do bani, to zaciśnie zęby i do niej wróci.
Jednoczesnie od jakiegoś czasu irytuje mnie wsyzstko, co związane z jego żoną, że coś dla nie załatwia, że wymieniają maile, itd. Jestem zazdrosna, zadaję pytania gdzie, z kim był, czy zoną czy nie...
Zastanawiam się też, czy zupełnie zerwać kontakt i jeśli już, niech odezwie się do mnie po tym, jak będzie miał rozwód. Czy nasze spotkania mogą mieć wpływ na sprawę rozwodową? Domyślam się też, że jeśli zamieszkalibyśmy razem, to też negatywnie wpłynęłoby na sprawę...