Ja, on, jego żona

29.06.10, 21:38
Po tym jak na forum "Rozwód" napadły na mnie sfrustrowane, porzucone, zdradzone kobiety, uznałam, że potrzebuję komentarzy facetów. Być może któryś z Was również był w podobnej sytuacji. Poniżej, jak wygląda sprawa:
Potrzebuję komentarzy "z zewnątrz", bo sama już nie wiem...
Poznaliśmy się, po kilku miesiącach zaczął się romans, bardzo krótki. Jako że ma żonę, zakończyłam to i związałam się z kimś. Ten związek się rozpadł, w tak zwanym międzyczasie zaczęło się psuć w jego małżeństwie. On mówi, że mnie kocha i chce ze mną być. Ja kocham jego.

On wciąż mieszka z żoną, mówi, że "się rozwodzi", ale odkłada to na później, bo żona się na rozwód nie zgadza. Generalnie żona jest w
rozpaczy, mnie obwinia za rozpad małżeństwa (on jej powiedział, że kocha mnie). Doszło nawet do tego, że ona przyszła do mnie i dobijała się dość długo do drzwi (nie otworzyłam).

Ja nigdy na nic nie naciskałam, nie chcę, żeby rozwodził się "dla mnie" , mogę zaczekać i zobaczymy co będzie.

Jestem realistką więc myślę, że nawet jeśli się wyprowadzi z domu, to i tak spędzał będzie tam mnóstwo czasu z dziećmi. Ich rozpacz za tatą, rozpacz jego żony i pewnie też jego tęsknota za "pełną rodziną" zapewne skłonią go do powrotu. Jestem przkeonana, że wróci do domu i nawet jeśli jego małżeństwo jest do bani, to zaciśnie zęby i do niej wróci.

Jednoczesnie od jakiegoś czasu irytuje mnie wsyzstko, co związane z jego żoną, że coś dla nie załatwia, że wymieniają maile, itd. Jestem zazdrosna, zadaję pytania gdzie, z kim był, czy zoną czy nie...

Zastanawiam się też, czy zupełnie zerwać kontakt i jeśli już, niech odezwie się do mnie po tym, jak będzie miał rozwód. Czy nasze spotkania mogą mieć wpływ na sprawę rozwodową? Domyślam się też, że jeśli zamieszkalibyśmy razem, to też negatywnie wpłynęłoby na sprawę...
    • kotek.filemon Re: Ja, on, jego żona 29.06.10, 22:32
      Mecz się skończył, można potrollować...

      > Jednoczesnie od jakiegoś czasu irytuje mnie wsyzstko, co związane z jego żoną,
      > że coś dla nie załatwia, że wymieniają maile, itd. Jestem zazdrosna, zadaję pyt
      > ania gdzie, z kim był, czy zoną czy nie...

      To uważaj, bo się rozmyśli. Zazdrosna żona to niejako standard w pakiecie z małżeństwem, ale zazdrosna kochanka na dokładkę to już przesada.


      > Czy nasze spotkania mogą mieć wpływ na
      > sprawę rozwodową? Domyślam się też, że jeśli zamieszkalibyśmy razem, to też ne
      > gatywnie wpłynęłoby na sprawę...

      Jak k..wa mać, że tak powiem. Żona bez wysiłku uzyska rozwód z orzeczeniem o wyłącznej winie, co sprawi, że będzie bulił nie tylko na dzieciaki, ale i na nią - i to do końca swoich dni.
      • wyjdeztego Re: Ja, on, jego żona 29.06.10, 23:08
        ten koles to jakas masakra... olej go kobieto, bo skoro on zdradza zone, ma z
        nia problemy i szuka rozwiazania w postaci kochanki, to znaczy ze jest glupi i
        nie nadaje sie na zwiazek. Ma dzieci z kims, to powinien myslec o rodzinie i
        rozwiazywac swoje problemy z zona, poukladac sie z nimi, pojsc na wspolna
        terapie czy cokolwiek, a nie bzykac sie z obcymi babami (sorry, ale tak to jest)
        i jeszcze sobie milosc wyznawac... Chyba cos wam sie pomieszalo. Ty mylisz
        pewnie milosc z tym przywiazaniem, ktore powstaje w mozgu kobiety po seksie
        (taka chemia w mozgu). Przespij sie z kims innym, kto nie ma zony i dzieci, a
        jak bedzie fajnie, to sobie z nim buduj zwiazek, a tego kolesia od dzieci zostaw
        w spokoju, mozesz mu ewentualnie doradzic, zeby do zony wrocil, to bedzie fair.
        • kotek.filemon Re: Ja, on, jego żona 29.06.10, 23:17
          Jak widzisz autorko wątku, na FM też same sfrustrowane i porzucone...
          • wyjdeztego Re: Ja, on, jego żona 29.06.10, 23:39
            kotku, a ty na jakiej podstawie swoje wnioski wyciagasz? :)
            sfrustrowana czasem jestem, owszem, ale porzucona niekoniecznie. Na pewno jestem
            racjonalna ;)
            • lepian4 Re: Ja, on, jego żona 30.06.10, 19:12
              I czego tupiesz, przeciez ma racje.

              Ja wyloze karty na lawe: proponuje mniej stresowy romans.
              Tez mam zone, dzieci, kanarka... Wszystko jest bezstresowe.
        • ckm1 Re: Ja, on, jego żona 30.06.10, 11:13
          wyjdeztego napisała:

          > ... a tego kolesia od dzieci zostaw w spokoju, mozesz mu
          > ewentualnie doradzic, zeby do zony wrocil, to bedzie fair.

          Naiwnością mi to pachnie. Rzadko jest tak aby kochanka posiadała
          klasę w stosunku do żony swojego kochanka, a jeśli już takie się
          zdarzają to należą do wyjątków.
    • facettt a moze by tak... naturalnie? ... 29.06.10, 23:21
      szczenka opada.

      gdyz naturalnie - to
      kochac sie, calowac
      i spokojnie rozmawiac o rozwoju wydarzen.
    • eat.clitoristwood Re: Ja, on, jego żona 29.06.10, 23:29
      Kurde, długie to.
      Ale zmęczyłem.
      Zerwij.
      Nie z jakichśtam moherowych pobudek, z praktycznostatystycznych. On
      będzie wracał zapewne, gryzł się, dekalodził....zapomnij.
      Szkoda czasu, który niewątpliwie stracisz.
    • skarpetka_szara Re: Ja, on, jego żona 30.06.10, 04:15

      Jestes beznadziejna idiotka, ale wcale nie bede cie atakowac, bo tak
      jak zawsze mowie: Karma is a bitch! Zaczekaj K...o, Tez bedziesz w
      jej butach. :)
      • sarahoh Re: Ja, on, jego żona 30.06.10, 06:46
        Nie bardzo rozumiem, skąd tyle jadu. Małżeństwo nie ukłądało się od dwóch lat. Decyję o rozstaniu podjął, kiedy kontakt między nami był ograniczony do jednego telefonu w tyg. a ja byłam w związku z kimś innym.
        Uwielbiam z nim być, to nie jest takie łątwe spotkać kogoś, z kim czujesz się tak dobrze. Ja wiem, że jest milion wolnych mężczyzn na świecie itd. itp. :)
        • z_malej_litery Re: Ja, on, jego żona 30.06.10, 11:02
          też nie umiem pojąc, skąd tyle jadu w piszących? może odreagowywanie?

          A Ty? - trudno jest komentować to, co Tobie się przytrafiło. Błąd
          popełniłaś na samym początku, wchodząc w to. Ale dobre rady dawać
          umie każdy, bo najłatwiej. W życiu wszyscy popełniamy mniej więcej te
          same błędy. Nawet ci najbardziej święci.

          Daj sobie jakiś czas - określ z nim wspólnie, ile to ma trwać i po
          prostu chwytaj chwile szczęścia. Jeśli zobaczysz, ze on robi coś by
          wiązać się z Tobą, to jest szansa, ze będziecie razem. Jeśli będziesz
          widziała, że realnie wraca do żony, to odejdziesz. Co by nie mówić, w
          każdej konfiguracji porcja cierpienia i tak przed Tobą lub przed
          Wami.

          Patrząc po ludziach, znajomych - rozwody są i to co raz liczniejsze.
          • skarpetka_szara Re: Ja, on, jego żona 30.06.10, 17:03
            Alez ja nie mam jadu, tylko realistycznie oceniam ludzi. Zreszta
            dalam duzy :) poniewaz juz nie moge sie doczekac az autorka watku
            bedzie tu pisala ze jej nowy partner przyprawia jej rogi.

            Cudne!!! niektorzy ludzie ucza sie tylko na swoich bledach. Moze
            jestem staroswiecka i nie pasuje do Waszego swiata, ale mam swoj
            honor i w takie zwiazki bym sie nigdy nie wpakowala.

            I nie, tylko dlatego ze ktos ma jakies priorytety w zyciu aby nie
            byc lezakiem dla jakiegos faceta ktory nudzi sie w domu z zona -
            nie znaczy ze ta osoba odreagowuje (nie pocieszaj sie). Wyobraz
            sobie ze istnieja ludzie na swiecie ktorzy maja dobre zwiazki, sa
            dlugo po slubie, i bardzo sie kochaja, a jednak maja swoja opinie o
            ludziach sypiajacych z zonatymi/mezatkami. I MOIM zdaniem kobieta
            ktora sypia z zonatym to K...wa i tyle. Moja opinia, mam do niej
            prawo. Ale wcale nie jestem zla, raczej sie smieje pod nosem, bo z
            wszystkich obserwacji na okolo widze ze te osoby obrywaja od zycia
            1000% bardziej niz ludzie nie szukajacy wrazen.

            Cos w rodzaju, ze jezeli siejesz zlo, to wkoncu to zlo wyrasta a ty
            musisz w tym zyc. Czasami trzeba troche poczekac, ale przychodzi,
            nie martw sie.
            • lepian4 Re: Ja, on, jego żona 30.06.10, 19:15
              Nic juz nie rozumiem. Czy prostytutka, ktora zaliczyla czerech frajerow, z czego
              tylko dwoch bylo zonatych, tylko dwa razy sie sku...la?
              • skarpetka_szara Re: Ja, on, jego żona 30.06.10, 19:49
                Wiesz, akurat nie mam nic przeciw prostytucji. Wykonuja prace i
                juz. To nie jest tworzenie swiadomie jakiegos tam zwiazku.
                • lepian4 Re: Ja, on, jego żona 01.07.10, 04:41
                  Cudownie. Jestes wymarzonym materialem na zone. Nigdy nie bedziesz miala
                  obiekcji, gdy luby pojdzie na ku.... Co tam wspolna kasa! Niech ma, raz sie zyje!
                  • skarpetka_szara Re: Ja, on, jego żona 01.07.10, 18:19
                    Czy mozesz mi napisac gdzie ja napisalam ze akceptowalabym meza
                    korzystajacego z uslug prostytutki?

                    Nie mam nic do prostytucji, jednakze nie znaczy to ze moj maz musi
                    tam chodzic.
                    Jestem tez za aborcjia, co nie znaczy ze jak zajde w ciaze to owa
                    usune.
                    Jestem za zalegalizowaniem malzenst homoseksualnych, co nie znaczy
                    ze zwiarze sie z kobieta.

                    Rozumiesz?

                    • lepian4 Re: Ja, on, jego żona 02.07.10, 04:51
                      Ponoc nie masz nic przeciwko prostytucji? Nic, w znaczeniu, twoj luby z tym nie
                      ma nic do czynienia?
                      W Niemczech niedawno prostytucje zalegalizowano, wprowadzono wiec podatek od
                      uciech. Bylo bardzo duzo radosci, gdy Urzad Skarbowy wyslal do domu rozliczenia
                      podatkowe. No, ale w tym przypadku mezowie poczuli sie oszukani. Kogo to moze
                      obchodzic? Przeciez faceci to swinie i zawsze maja kogos na boku.
                      Jak dla mnie mozesz sobie legalizowac zwiazki homoseksualne. Ani mnie to nie
                      interesuje, ani nie jest to na temat...
                      • skarpetka_szara Re: Ja, on, jego żona 02.07.10, 06:58
                        podobno faceci mowia logicznie, ale ty jestes widocznie wyjatkiem.
                        • lepian4 Re: Ja, on, jego żona 02.07.10, 08:39
                          No tak, gdy zawiedzie kobieca intuicja, urok osobisty, to wystarcza pazury
            • sarahoh Re: Ja, on, jego żona 01.07.10, 09:00
              Niestety dla wielu z Was świat jest czarno-biały. Dla mnie nie. Chciałam wiedzieć, jak wygląda życie z dzieciatym rozwodnikiem, zapytać facetów, co robili w podobnych sytuacjach. A czytam o prostytucji, ku...ach itp.
              Tak, wiem, że związek z mężczyzną, któy ma żonę jest be. Ale to się zdarza.
              • lepian4 Re: Ja, on, jego żona 01.07.10, 14:57

                Tak, wiem, ze bedac w zwiazku malzenskim i w relacjach na boku z nawiedzona
                stokrotka jest ogolnie be, ale to tez sie zdarza.
                A skoro sie zdarza, to nie ma problemu.
              • skarpetka_szara Re: Ja, on, jego żona 01.07.10, 18:27

                zdarza sie zdarza, I Tobie tez pewnie sie zdarzy to, co jego zonie.
                :)

                Powiem ci tak: Jezeli zwiazek jest budowany na klamstwie, na
                chowaniu sie po katach bo z twarza nie mozna sie pokazac ludziom,
                jezeli zwiazek od poczatku jest z bagazem zony i dzieci i wstydu,
                jezeli jest na poczatku tyle dramy i nerwow, rozterek, presjii -
                jak myslisz bedzie wygladal Twoj zwiazek?

                I wiesz co? nie zaslugujesz na nic lepszego, Nie zaslugujesz na
                piewsze randki bez poczucia winy, bez zazdrosci myslac czy Twoj
                kochas wlasnie kocha sie ze swoja zona, itd... Ale o tym pewnie juz
                wiesz.
              • ksenja1 Re: Ja, on, jego żona 04.08.10, 22:01
                krzywdzisz żonę i DZIECI! Nawet nie wiesz jak małe pytają się o tatę, czekają na
                niego. Chcesz im traumę fundować? I wmawiasz sobie, że nie układało im się.
                Pewnie z dziećmi nie zawsze jest łatwo. Raczej zazwyczaj nie jest. Zmęczona
                matka, pretensje do ojca. I ojciec, który szuka odskoczni. Taką odskocznią
                mogłaś być Ty. Uwierz mi, facet będzie tęsknił za dziećmi, będzie coraz bardziej
                świadomy tego co zrobił. Może czasem obwiniać Ciebie o całą sytuacje. Opadną
                emocje, tęsknota. Codzienne życie nie będzie takie kolorowe jak Ci się wydaje.
                Nie wierzę, że ten związek ma szanse. Rokowania cholernie marne. Będziesz miała
                swoje dzieci, to kiedyś zrozumiesz. Ale nie krzywdź innych. Nie chodzi o żonę.
                Chodzi o dzieci!
    • illogic Re: Ja, on, jego żona 30.06.10, 07:01
      Jak po pewnym czasie chcesz być również zdradzona, to walcz! Rozumiem,
      że facet może przestać kochać żonę i zakochać się w innej. Nie rozumiem
      dlaczego nie podjął wcześniej męskiej decyzji i nie rozwiódł się. Nie
      rozumiem, czemu ktoś może mieć nadzieję na udany związek z takim
      facetem.
      • rybka.11 Re: Ja, on, jego żona 30.06.10, 10:59
        illogic napisał:

        > Nie
        > rozumiem, czemu ktoś może mieć nadzieję na udany związek z takim
        > facetem.
        >________________________________
        Może dlatego, że zakochana kobieta lubi się łudzić?....
    • deodyma Re: Ja, on, jego żona 30.06.10, 10:42
      glupio zrobilas, ze nie otworzylas drzwi jego zonie.
      przypuszczam, ze facet Cie oklamuje i byc moze rozmowa z jego zona
      wiele by Ci wyjasnila.
      naprawde uwazasz, ze on sie z zona rozwodzi?
    • jpy1 Re: Ja, on, jego żona 30.06.10, 11:01
      Odpowiem Ci jako facet. Gdybym spotkał kobietę swojego życia, kochał
      ją ponad wszystko a byłbym w związku i miał na dokładkę dzieci to
      najpierw bym się rozwiódł a później zacząłbym budować nowe relacje.
      Ja w każdym bądź razie tak zrobiłem. A ta druga strona stchórzyła i
      się wycofała.
      Zdaję sobie sprawę z tego że rozwód to koszmar. Zwłaszcza jak są
      małe dzieci. Wywlekanie róznych brudów, telefony, obraźliwe maile
      etc..
      Jeżeli on Cię naprawdę kocha to powienien się wyprowadzić z domu!!!
      Niech wykona pierwszy gest. Niewielu ludzi na to stać, niewielu
      ludzi decyduje się na zmiany, niewielu ludzi mam po prostu jaja żeby
      zmienić swoje życie.
      • z_malej_litery Re: Ja, on, jego żona 30.06.10, 11:07
        gdy tak czytam te i podobne wypowiedzi to sobie myślę, że wszyscy
        prawdziwi mężczyźni wyszli z wirtualu i wleźli w net.:) bo tylko Wy,
        panowie piszący w sieci, "macie jaja", jesteście dumni i prawi i
        oczywiście nigdy nikogo nie ranicie ... :)

        a życie podpowiada swoje .... na dodatek jest mocno szare, bardzo
        przeciętne i dość tchórzliwe. u wszystkich.
        • jpy1 Re: Ja, on, jego żona 30.06.10, 11:23
          Nie wiem jak to jest z prawdziwymi facetami. Ja wiem co ja zrobiłem
          i nie jestem z tego dumny. Mam świadomość tego że skrzywdziłem swoją
          żonę i dzieci. Ale lepiej chyba sie rozwieść niż kogos okłamywać?
          Ile osób ma odwagę zrobic cos takiego? Ile osób ma odwagę zmienić
          swoje życie?

          „siempre con nosotros”
          • z_malej_litery Re: Ja, on, jego żona 30.06.10, 11:37
            Nie chciałam sprawić przykrości :) ... tak tylko mi się pomyślało, że w rzeczywistości jesteśmy mono ułomni psychicznie. Rzadko kiedy wybieramy
            cięcia ostre, choć wyzwalające. Ja jestem tchórzliwa i napotykam też
            ludzi z lękami. I nawet nie mam tu na myśli kontaktów damsko-męskich,
            ale po prostu wszelkie wybory, które mogą sprawić innym ból.
            Powiem tak: dobrze, że stać Cię było na prawdę wobec siebie, byłej żony
            i prawdopodobnie wobec tej drugiej kobiety, o ile to taki scenariusz :)
            • jpy1 Re: Ja, on, jego żona 30.06.10, 12:00
              Nie sprawiłas przykrości :-). Tak to taki scenariusz. To były jedne
              z natrudniejszych wyborów i zdaję sobie sprawę że one są trudne.
              Bardzo trudne. Ale życie mam tylko jedno. Czyż nie? I szkoda go
              naprawdę marnować na rzeczy z góry skazane na porażkę.
              • rybka.11 Re: Ja, on, jego żona 30.06.10, 12:14
                jpy1 napisał:

                >Ale życie mam tylko jedno. Czyż nie? I szkoda go
                > naprawdę marnować na rzeczy z góry skazane na porażkę.
                _____________________________
                Rację ma - i ja podziwiam tego typu odwagę, i dorosłe podejście do życia, przede
                wszystkim NIE ZAKŁAMANE podejście, takie - bez oszukiwania siebie, a przy okazji
                - innych...
          • bzy1 Re: Ja, on, jego żona 05.08.10, 22:38
            jpy1 - respect
      • pinkville Prosze rozwin 30.06.10, 18:07
        jpy1 napisał:

        > Ja w każdym bądź razie tak zrobiłem. A ta druga strona stchórzyła i się wycofała.

        Zostawiles zone i dzieci dla jakiejs laski, ktora cie potem w dupe kopnela? Piekne!
        • lepian4 Re: Prosze rozwin 30.06.10, 19:19
          A jakie romantyczne!!!! Love Story odc. 15987-ty
        • jpy1 Re: Prosze rozwin 30.06.10, 20:20
          Eee tam zaraz dla jakiejś laski... Odszedłem bo nie chciałem
          oszukiwac. Żony i siebie. Czasami tak trzeba. I nie ma w tym nic
          pięknego.
    • izabellaz1 Re: Ja, on, jego żona 30.06.10, 19:02
      Jeśli nie traktowałaś tego od początku jak tymczasowej przygody, to jesteś
      bardzo naiwna.
    • sibeliuss Re: Ja, on, jego żona 01.07.10, 09:03
      sarahoh napisał:

      > Doszło nawet do tego, że ona przyszła do mnie i dobijała się dość
      długo do drzwi (nie otworzyłam).
      >
      Boisz się jej?
      • ypsilon Re: Ja, on, jego żona 01.07.10, 12:49
        Jak sama nie zrobisz ruchu, to pozostaniesz w takim układzie na
        lata. On będzie zwodził, dzieci będą mialy potrzeby, żona rozpacz,
        Ty złudną nadzieję. Facet zrobi wiele, żeby Cię zatrzymać, a jak
        odejdziesz, to poszuka następnej, którą weźmie na litość. I tak do
        emerytury :)
        Szkoda zycia, zmykaj i układaj sobie życie z kimś wolnym.
    • yagnik Jakie to przewidywalne... 01.07.10, 14:45
      > On wciąż mieszka z żoną, mówi, że "się rozwodzi", ale odkłada to na później, bo
      > żona się na rozwód nie zgadza. Generalnie żona jest w
      > rozpaczy, mnie obwinia za rozpad małżeństwa (on jej powiedział, że kocha mnie).
      > Doszło nawet do tego, że ona przyszła do mnie i dobijała się dość długo do drz
      > wi (nie otworzyłam).

      To Ty nie wiesz moja facet z którym się zaczyna coś tam "teges" a ma żonę to w
      99% przypadkach mu się "nie układa" w małżeństwie. To jest reguła. Faceci tak
      zawsze pieprzą :-)

      > Zastanawiam się też, czy zupełnie zerwać kontakt i jeśli już, niech odezwie się
      > do mnie po tym, jak będzie miał rozwód. Czy nasze spotkania mogą mieć wpływ na
      > sprawę rozwodową? Domyślam się też, że jeśli zamieszkalibyśmy razem, to też ne
      > gatywnie wpłynęłoby na sprawę...

      Ja bym chyba tak zrobiła to sensowne jest, jeśli mu na Tobie zależy i się
      faktycznie zakochał to załatwi sobie w podskokach ten rozwód :-)

      Ja Cię nie zamierzam potępiać wręcz przeciwnie doceniam że jesteś bardzo szczera.
      Różnie życie się układa przecież. Na niektóre sprawy szczególnie związane z
      emocjami nie mamy wpływu.
      Choć ja generalnie unikam bliższych relacji z facetami związanymi (małżeństwo
      czy związek w ogóle) bo po co prowokować los co?

      • sarahoh Re: Jakie to przewidywalne... 01.07.10, 15:34
        o, i tu widzę osobę, która wcale nie uważa, że świat jest czarno-biały - dzięki :)
    • paulina7171 Re: Ja, on, jego żona 01.07.10, 20:31
      Widzisz, problem polega na tym, że znasz tylko jego relację. Mówi,
      że ciebie kocha? Żonie kiedyś też to mówił... Rozwodzi się? A czy
      poczynił w ogóle jakieś kroki w tym kierunku? Złożył pozew? Skąd w
      ogóle wiesz, że żona dowiedziała się o Tobie od niego, a nie np. z
      jakichs biurowych plotek? Mówi Ci, że żona się na rozwód nie zgadza?
      A może sam tego rozwodu tak naprawdę nie chce, a Tobie zacznie
      mówić, że teraz nie jest dobry moment, bo dzieci są małe, potem że
      dzieci idą do szkoły, bla, bla, bla...
      W naszym społeczeństwie wciąż pokutuje przekonanie, że za rozpad
      małżeństwa winna jest wyłacznie "ta trzecia", a tymczasem wina
      faceta w tym przypadku jest ewidentna, bo to on zdradza. Nie dziw
      się jego żonie i jej zachowaniu, jej się wali świat, ona i dzieci
      traca poczucie bezpieczeństwa, dla dzieci rozpad rodziny to niekiedy
      trauma na całe życie. Wierz mi, wiem co mówię. Mogłaś otworzyć drzwi
      jego żonie, ale przypuszczam, że mogłabys się dowiedzieć o nim
      naprawdę niemiłych rzeczy.
      Przypomina mi się historia mojej znajomej, która rozwiodła się z
      mężem właśnie przez "tę trzecią". Mimo tego, że targały nia emocje,
      próbowała spojrzeć na tę sytuację najtrzeźwiej jak tylko umiała i
      przyznała mi, że nigdy w życiu nie wejdzie w romans z żonatym, gdyż
      nie przeżyłaby chyba sytuacji, w której musiałaby być świadkiem na
      sprawie rozwodowej jako winna rozpadu czyjegoś małżeństwa. W
      skrytoći ducha, tak po kobiecemu, najzwyczajniej w świecie "tej
      trzeciej" gorąco współczuła.
      Bądź przygotowana na to, że zostaniesz wezwana do sądu i będziesz
      musiała odpowiedzieć na szereg pytań - naprawdę BARDZO intymnych i
      osobistych, zadawanych przez sędziego NA ZIMNO, bez emocji...
      • paulina7171 Aha, jeszcze jedno: stawiam każde pieniądze, że 01.07.10, 20:37
        jak jego żona nie wystapi o rozwód, to on się nie rozwiedzie.
        Ciekawa jestem, jaki podał powód rozwodu w pozwie. "Chcę sobie
        ułozyć życie z inna kobietą"? Wolne żarty...
    • flaubertyna Re: Ja, on, jego żona 01.07.10, 21:01
      Świat pełen jest rozwodzących się facetów... sama wiesz jak jest "żona go nie
      rozumie, wcale ze sobą nie śpią " itd itp... wraca później taki do domu i z dumą
      w głosie oznajmia żonce " zakochała się we mnie taka małolata..... jak będziesz
      niegrzeczna to się z nią bzyknę'...
      A żonka pod drzwi małolaty i wali pięściami ...

      Powinnaś go olać... ( sorki za słówko), dać sobie spokój... zauroczenie,
      zafascynowanie a nawet miłość to NIE JEST POWÓD DO ODBIERANIA DZIECIOM OJCA !
      On i tak (jak nie wyjdzie mu z Tobą, a nawet jak wyjdzie) będzie sobie szukał
      kolejnej kochanki...
      Skoro nie potrafi dotrzymać wierności kobiecie z którą przeżył ileś lat, z którą
      ma dzieci... jaką możesz mieć pewność, że dotrzyma wierności tobie?
      Przecież ty też kiedyś się zestarzejesz, znudzisz ...
    • rybka.11 Re: Ja, on, jego żona 02.07.10, 09:34
      sarahoh napisał:

      > Po tym jak na forum "Rozwód" napadły na mnie sfrustrowane, porzucone, zdradzone
      > kobiety, uznałam, że potrzebuję komentarzy facetów.
      ____________________________________
      I co? Pomogły komentarze?;)))) Myślę, że ktoś, kto nie doświadczył podobnej
      sytuacji "na sobie" nie ma zbyt wiele do powiedzenia w temacie - bo zawsze
      będzie to "atak" - bo związek z Żonatym jest be, bo rozbija szczęśliwą (???????)
      rodzinę, zabiera ojca dzieciom... itd. Ludzie!! Świat jest jaki jest i nawet
      wasze komentarze go nie zmienią..;)
      • lepian4 Re: Ja, on, jego żona 02.07.10, 09:57
        To nie jest tak. Tutaj tez sa tylko sfrustrowane, porzucone, zdradzone kobiety.
        • rybka.11 Re: Ja, on, jego żona 02.07.10, 10:02
          lepian4 napisał:

          > To nie jest tak. Tutaj tez sa tylko sfrustrowane, porzucone, zdradzone kobiety
          ________________________________
          No nie uogólniaj;) Ja się nie poczuwam;))
          • lepian4 Re: Ja, on, jego żona 02.07.10, 13:53
            Wyjatki zwykle potwierdzaja regule.
    • ejdika Re: Ja, on, jego żona 02.07.10, 14:31
      daj sobie z nim spokój, nie warto się w to angażować

      pobierzprogram.com
    • glasscraft Re: Ja, on, jego żona 02.07.10, 15:32
      Wiekszosc z tych niby sfrustrowanych kobiet doradzala Ci, zebys
      faceta w de kopnela, bo z tego niby zwiazku nic niebedzie i on
      oszukuje i zone i Ciebie. Ale Ty chcialas uslyszec, ze bedzie
      wszystko cacy, ze on od zony odejdzie, jego dzieci beda Cie
      uwielbiac jako nowa ciocie i wasze nowe wpolne dziecie. Aha i z byla
      zona bedziesz na ploteczki i kawke chadzac.
      • markac28 Re: Ja, on, jego żona 03.07.10, 07:17
        tylko druga k...a może cię zrozumieć, ale jakoś się nie odzywa,
        szukaj może wreszcie znajdziesz właściwe forum
      • sarahoh Re: Ja, on, jego żona 03.07.10, 18:11
        Chciałam poznać opinie i historie osób, które były w podobnych sytuacjach. Nie wiem, skąd pomysł, że szukam tu potwierdzenia, że wszystko będzie cacy skoro jestem w sytuacji takiej, że nie wiem co będzie i niczego sobie nie wyobrażam!
        Niestety wiele osób, zwłąszcza kobiet, ma problem z czytaniem ze zrozumieniem. Najprościej jest zwyzywać od k..wy, rzucać banalne stwierdzenia o rozbijaniu rodziny.
        Życzę Wam, abyście pewnego dnia zobaczyły, że życie nie jest czarno-białe. Żyje się łątwiej i nie ma się potrzeby traktowania ludzi z góry. A tak... wciąż mam Was za niedowartościowane, porzucone, zdradzone kobiety.
        • nie_sama Re: Ja, on, jego żona 03.07.10, 20:10
          Z własnego doświadczenia wiem, że od takich facetów trzeba trzymać się z daleka.
          Jeśli nie może zdecydować się na którąś z was, to Ty zdecyduj za niego... i już.
          Z histeryczną żoną za plecami i ciągłymi podejrzeniami z Twojej strony nic
          szczęśliwego was nie czeka. Jeśli nie macie wspólnych dzieci lub kredytu, to
          sprawa prosta. Niech pan poszuka sobie innej kobiety, która będzie godziła się
          na taką farsę.
          Życzę powodzenia i obyś była szczęśliwa. Głowa do góry.
          • skarpetka_szara Re: Ja, on, jego żona 06.07.10, 17:33
            szczesciea na nieszczesciu sie nie zbuduje.
        • comedia_finita Re: Ja, on, jego żona 04.08.10, 19:24
          A tak... wciąż mam
          > Was za niedowartościowane, porzucone, zdradzone kobiety.



          Ojej. Idę się utopić. Serwus!
        • ksenja1 Re: Ja, on, jego żona 04.08.10, 22:18
          kobieto, obudź się. Większość z nas ma rodziny. Szczęśliwe też są. Może to
          właśnie Ty patrzysz nieco inaczej na świat. To Ty na razie szukasz. Szukaj
          mądrze. Pewnego dnia znajdziesz. Większość z nas doskonale wie, że życie nie
          jest czarno-białe. Ale dlaczego chcesz, żeby widzieć świat w Twoich barwach?
        • ksenja1 Re: Ja, on, jego żona 04.08.10, 22:27
          he, he- niedowartościowane, porzucone, zdradzone. Kotuś, przejrzyj na oczy.
          Myślałam, że jesteś odrobinę bardziej inteligentna. Jeśli ktoś krytykuje to musi
          być nieszczęśnikiem. A może wręcz przeciwnie- ma szczęśliwą rodzinę. I ta
          rodzina jest wartością. Myślę, że byłaś kiedyś szczęśliwa. Przypomnij sobie te
          chwile. Co wtedy czułaś, co myślałaś.
        • kon_napoleona2 Re: Ja, on, jego żona 05.08.10, 18:01
          > mam
          > Was za niedowartościowane, porzucone, zdradzone kobiety.
          He he, sama niedługo taka będziesz:DDD
    • n.michal Re: Ja, on, jego żona 07.07.10, 13:17
      qurde filmow nie ogladasz?? juz sam fakt ze on ma romans jest
      podstawa do orzeczenia rozwodu z jego winy nie mowiac juz o
      mieszkaniu z "kochanką". moja rada zostaw ludzi w spokoju niech
      spokojnie poukladaja swoje sprawy bez presji (nawet biernej) osób
      trzecich. jesli sprawy poukladaja sie w kierunku rozwodu i bedzie
      wam dane byc razem to juz dzis mozesz odkladac sloiki z czeresniami
      na wasze przyszle, wspolne, szczesliwe życie.
      • purpurowa50 Re: Ja, on, jego żona 04.08.10, 21:43
        n.michal napisał:

        > qurde filmow nie ogladasz?? juz sam fakt ze on ma romans jest
        > podstawa do orzeczenia rozwodu z jego winy nie mowiac juz o
        > mieszkaniu z "kochanką". moja rada zostaw ludzi w spokoju niech
        > spokojnie poukladaja swoje sprawy bez presji (nawet biernej) osób
        > trzecich. jesli sprawy poukladaja sie w kierunku rozwodu i bedzie
        > wam dane byc razem to juz dzis mozesz odkladac sloiki z czeresniami
        > na wasze przyszle, wspolne, szczesliwe życie.

        Super komentarz!!! Najmądrzejszy i najbardziej obiektywny.
        • phoebe_buffay Re: Ja, on, jego żona 05.08.10, 14:10
          Komentarz dobry, bo prawdopodobny, taka właśnie historia mi się przydarzyła. Pan poszedł do kochanki, przeprowadziłam rozwód z orzekaniem pana winy. Widujemy się z powodu wspólnego dziecka. Chyba jest z nową panią szczęśliwy, jest też tupot małych nóżek.
          Wszystko się może zdarzyć więc jak najbardziej słoiki z czereśniami można odkładać.
          A... nie byłam nigdy u kochanki. Nie walczyłam ani minuty.
          • salma75 Re: Ja, on, jego żona 05.08.10, 15:20
            phoebe_buffay napisała:

            > A... nie byłam nigdy u kochanki. Nie walczyłam ani minuty.

            Widać nie było o co. Bywa.
            • phoebe_buffay Re: Ja, on, jego żona 05.08.10, 15:52
              Najlepsze jest to, że mogłam pana odbić z powrotem w pewnym momencie. Nawet myślałam, że dla zemsty się zabawię. Przemyślałam i dałam spokój. Może więc się zdarzyć tak, że rozwiązanie problemu autorki wątku w słabym stopniu będzie zależeć od pana.
    • lidka_77 hejka i jak to się skończyło? 04.08.10, 19:58
      :)
      • salma75 Re: hejka i jak to się skończyło? 04.08.10, 20:20
        lidka_77 napisała:

        > :)

        Się skończyło pewnie ;).
        • lidka_77 Re: hejka i jak to się skończyło? 04.08.10, 20:27
          no ale jak? jak? kurcze, tu trudniej jakieś optymistyczne wymyslić ;)
    • superzajaczek Re: Ja, on, jego żona 04.08.10, 21:31
      z tego postu odczytalam jedno
      NIC Z WAS NIE BEDZIE
    • waszahanusia Re: Ja, on, jego żona 04.08.10, 22:21
      nie czyn drugiego co Tobie nie mile... A pomyslałas jakbys byla na
      mejscu zony?? To ja Ci zecze zeby Twoj maz tez mial kochanke
      • maciejka_04 Re: Ja, on, jego żona 05.08.10, 11:54
        > nie czyn drugiego co Tobie nie mile... A pomyslałas jakbys byla na
        > mejscu zony?? To ja Ci zecze zeby Twoj maz tez mial kochanke

        A ty przeczytałaś ze zrozumieniem to co autorka napisała? Po twoim poście
        wnioskuję, że przeczytałaś jedynie tytuł.
    • kon_napoleona2 Re: Ja, on, jego żona 05.08.10, 17:59
      Sama nie wiesz, czego chcesz.
      Powiedzieć ci, co zrobisz? Zwiążesz się z nim na złosc żonie, a
      potem on cię porzuci, a ty będziesz wsciekła
      na byłą żonę ktora już nie będzie byłą. Glupie te baby.

      www.ruchpoparciapalikota.pl/comment-page-4/
    • yoko0202 nie rozumiem co to znaczy, że żona się nie zgadza 06.08.10, 00:12
      na rozwód?
      o rozwodzie orzeka sąd, i zgoda czy niezgoda jednej ze stron
      niewiele ma tu do rzeczy, bo bardzo często jest tak, że jedna osoba
      chce a druga nie; jeżeli stwierdzony zostanie trwały i zupełny
      rozkład małżeństwa to jest po ptokach.
      w związku z tym, takie gadanie, że żona się nie zgadza itp, świadczy
      o tym, że panu się do rozwodu po prostu nie spieszy, nie jest pewien
      i tyle. To, że kobita rozpacza - cóż, naturalna reakcja raczej, bo w
      sumie rzadko bywa tak, że oboje małżonkowie już patrzeć na siebie
      nie mogą i prześcigują się w drodze do sądu, choć i tak czasem bywa.
      złożył on pozew chociaż, czy jeszcze nie?
      z zamieszkaniem wspólnym zdecydowanie bym poczekała.
      • coelka Podeslij tej pani(jego zonie) jakies fajne ciacho 06.08.10, 19:47
        , które okaże nia zainteresowanie to i moze sama poleci złozyc pozew i nie
        bedziesz się prosic typa hehe. A moze tak zamieszkajcie w tróję on che ciebie
        ale chce tez zone , zona chce jego, ty chcesz jego , czyli wszyscy bedziecie
        mieli to co chcecie . OH Karol... swoja droga ludzie sami sie pakuja w takie
        sytuacje a później narzekaja, że maja problemy hihi.
        • maciejka_04 Re: Podeslij tej pani(jego zonie) jakies fajne ci 07.08.10, 08:08
          > swoja droga ludzie sami sie pakuja w takie
          > sytuacje a później narzekaja, że maja problemy hihi.

          Ponieważ życie nie jest czarno-białe.
          I za klasykiem: "Nikt nam nie wmówi, że białe jest białe, a czarne jest czarne".
        • dobryimadry Re: Podeslij tej pani(jego zonie) jakies fajne ci 08.08.10, 12:04
          gdyby znala jakies fajne ciacho to nie pakowala by sie w trojkat i
          to jakos daje mi wyobrazenie o wlasnym przypadku. Czasem brak innych
          mozliwosci powoduje, ze zaczynamy usprawiedliwiac taki zyciowy
          zakret...
          kazdy chyba zwiazuje sie z mezatka, bo nie trafia sie wolna i
          atrakcyjna, bo gdyby byla atrakcyjna to nie bylaby wolna itd...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja