to nie mój problem...

15.07.10, 20:55
Zastanawia mnie opinia mezczyzn na temat zachowania faceta gdy
zostawia kobiete w ciąży z słowami " to nie moj problem rób co
chcesz"
Ja nie umiem obiektywnie na to spojrzeć wiec ciekawa jestem jak
postrzegaja to faceci?
Dla przyblizenia facet postrzegany na bardzo porzadnego goscia. Lat
48 czyli raczej już nie młody, wolny po rozwodzie, bez dzieci,
prowadzacy duza firme, pewny siebie, nienaganne maniery zachowanie
itp
I może pytanie? Czy ktoś go skrzywdził? Czy coś z jego psychiką nie
tak? Albo coś innego?
    • ferro2 Re: to nie mój problem... 15.07.10, 21:02

      • rzesa Re: to nie mój problem... 15.07.10, 21:16
        jest pewien by były DNA czyli 100%
        • modrooka Re: to nie mój problem... 15.07.10, 21:54
          Nie trolluj. DNA się robi po urodzeniu dziecka.
    • smutniutka.baletniczka Re: to nie mój problem... 15.07.10, 21:15
      Możesz trochę przybliżyć sytuację? Chyba, że brak szczegółów jest celowy...
      • rzesa Re: to nie mój problem... 15.07.10, 21:25
        zaszlam w ciaze....poinformowalam stwierdzil ze jest bezplodny ( tak
        zapewnial! byl 10lat w malzenstwie)i zebym dala mu spokój...
        odbyły sie DNA, przed sądem prosił o ugode przepraszał, stwierdził
        ze cieszy sie z dziecka,deklarował pomoc itp....
        a teraz 0 zainteresowania jakiegokolwiek...
        wiec chce sobie to poukładac jakos w głowie i nie moge...
        wzrasia we mnie agresja.
        • ferro2 Re: to nie mój problem... 15.07.10, 21:31
          trafilas na niedoroslego du...pka, szok i wspolczuje, ale nie martw sie, dasz
          sobie rade a on niech sp....
        • mvszka Re: to nie mój problem... 15.07.10, 21:35
          nie marnowałabym energii na zastanawianie się dlaczego koleś nie chce dziecka -
          w skrócie za niego mogę Ci odpowiedzieć,że dziecko bardzo reorganizuje życie, a
          on zapewne tego sobie nie życzy, nie życzy sobie również odpowiedzialności, nie
          traktował Cię poważnie, w kwestii rodziny itp. itd.
          Jeżeli się nie interesuje to nie znaczy, że nie będzie pomagał- w końcu dziecka
          jeszcze nie ma, ale gdyby tak było zawsze możesz znowu zjawić się w sądzie z
          pozwem o alimenty
        • smutniutka.baletniczka Re: to nie mój problem... 15.07.10, 21:48
          Może nie brał tego pod uwagę?. Skoro żył w przekonaniu, że jest bezpłodny, to
          nie widział siebie w roli ojca. I chyba jest zbyt późno - w jego wieku - aby
          zmienić sposób myślenia.
          To by oznaczało, że wszystkie plany na resztę życia trzeba zweryfikować. A jeśli
          facet z tych, co lubią mieć wszystko zaplanowane i uporządkowane, to nie wpuści
          Cię z dzieckiem do własnego życia.
          Przykre, ale miałaś pecha.
          • rzesa Re: to nie mój problem... 15.07.10, 21:58
            pech pech pech i jest fakt.
            ogarnia mnie chec olbrzymiej zemsty za obłude jego. Najlepsze to
            jest to ze on uwaza sie za dobrego katolika i w towarzystwie to on
            jest ekstra! :D
            • skarpetka_szara Re: to nie mój problem... 15.07.10, 22:08

              po co zemsta, walcz tylko o alimenty. Za kazdym razem jak bedzie
              placil bedzie myslal co zrobil.

              Zreszta... nigdy nie wiadomo co bedzie kiedys.

              Znam faceta ktory zrobil zonie ogromna awanture ze poczeli trzecie
              dziecko, gdy on tego nie chcial (wpadka - z jego winy rowniez).
              Rzadal usuniecie dziecka. Robil zonie pieklo. Po tym, jak dziecko
              sie urodzilo, juz podroslo - zakochal sie w synu, syn byl jego
              oczkiem w glowie. Bardzo go kocha i nie moze wyobrazic sobie zycia
              bez niego.

              Wiec nie psuj relacji ani dostepu do dziecka, bo moze kiedys
              relacjia sie zmieni, a dziecko moze potrzbowac ojca. Nigdy nie
              wiesz.

              A jezeli nigdy dziecka nie zaakceptuje, to trudno, jego strata. Ale
              niech dostep ma.
            • seth.destructor Re: to nie mój problem... 16.07.10, 01:34
              I z tobą bez ślubu tak? Rzeczywiście "dobry" katolik:/
    • skarpetka_szara Re: to nie mój problem... 15.07.10, 22:02

      Facet patrzy na kobiety jako obiekt sluzacy jemu. Jak juz sie
      wysluzy to wywala na smietnik tak samo jak zepsuta lodowke czy
      zyzyte skarpetki.
      • rzesa Re: to nie mój problem... 15.07.10, 22:12
        hym zdaje mi sie ze odpisuja tu same kobiety... bywaja tu faceci?
        • fomica Re: to nie mój problem... 15.07.10, 22:25
          Co za różnica kto odpisuje? Sądzisz że mężczyźni lepiej potrafią czytać w
          myślach tego pana niż kobiety? Wątpię.
          • rzesa Re: to nie mój problem... 15.07.10, 22:30
            sama juz nie wiem moze samiec samca rozumie bardziej???
            ja nie rozumiem to fakt.
      • corgan1 a ja myślałem że robią tak głownie kobiety 16.07.10, 01:26
        > Jak juz sie wysluzy to wywala na smietnik tak samo jak zepsuta
        > lodowke czy zyzyte skarpetki.

        Ale tak samo postępują kobiety z facetami, prawda?
        • skarpetka_szara Re: a ja myślałem że robią tak głownie kobiety 16.07.10, 17:19
          Nie, nie prawda. Nie uwazam ze KOBIETY tak postepuja.

          I nie uwazam ze faceci tak postepuja.

          Po prostu wnioskuje z opisu ze ten osobnik tak postepuje. Co nie
          wyklucza ze jakies osobniki plci zenskiej tez tak postepuja.
    • zeberdee24 Re: to nie mój problem... 15.07.10, 22:34
      Kawał ch...a:) Zadałaś się z kawałem ch...a.
      • rzesa Re: to nie mój problem... 15.07.10, 22:41
        moze jakas podpowiedz jak dowalic kawal ch...jowi? bo jakos w
        sprawiedliwosc losu nie wierze:(
        • zeberdee24 Re: to nie mój problem... 15.07.10, 22:50
          I słusznie że nie wierzysz w sprawiedliwość losu. I lepiej od razu pozbądź się
          też wiary w to że mu dowalisz.
        • seth.destructor Re: to nie mój problem... 16.07.10, 01:35
          Popastw się nad jego dzieckiem.
    • corgan1 Re: to nie mój problem... 16.07.10, 02:57
      > Zastanawia mnie opinia mezczyzn na temat zachowania faceta gdy
      > zostawia kobiete w ciąży z słowami " to nie moj problem rób co
      > chcesz"

      Pewnie czuje to samo, co facet który słyszy od babki "zrobię skrobankę, wiem że
      to dziecko twoje i moje, no głownie moje ale tobie nic do tego" albo "nawet nie
      mam zamiaru pytać się faceta o zdanie" albo "zabieram swoje dziecko, urodzę je a
      Ty już więcej go nie zobaczysz".

      W odróżnieniu od Was - nie mścimy się tak często jak Wy. Póki co to Wy
      decydujecie czy urodzicie czy nie, czy się wyskrobiecie czy nie, czy faceci będą
      mieli szansę na kontakt ze swoim także dzieckiem.

      Facet dziś słyszy to samo co słychać na forum "samotna mama" - "masz przy
      dziecku być!!!". W domyśle - "masz warować i być na każde zawołanie dopóki
      ciężarna nie uzna że już nie jesteś potrzebny i już nie musisz z nim/nią być
      więc wystawi Ci walizki za drzwi". Że facet czegoś tam chce co nie pokrywa się z
      oczekiwaniami kobiety? Też usłyszy "to nie mój problem rób co chcesz".

      To że facet Ci powiedział "to nie mój problem..." to przykre faktycznie, ale weź
      pod uwagę 1 rzecz. Dziś to Wy uzurpujecie sobie prawo o decydowaniu o związku, o
      dziecku i o tym, kto ma w nim być a kto nie. Faceci nie mają/nie mogą Was
      porzucać, tylko wy facetów.
      • rzesa Re: to nie mój problem... 16.07.10, 09:26
        byc moze tak Cie potraktowala jakas madra pani... i piszesz jak
        zbity pies ale nie mydl oczu ile jest matek samotnie wychowujacych
        dziecko a ile facetów!
        Realia sa takie ze samcowi wisi to. Twoja sytuacja jest odwrotna do
        mojej.
        p.s oststnio rozmawialam z facetem lat 34, opowoadal ile to ma
        dlugow i 7tys alimentow do zapłacenia ale zaznaczył ze za 2 tys to
        nie pójdzie do pracy bo sie mu nie opłaca. A co ma zrobić jego ex???
        Wasz komfort to jest ze macie 2 jadra zamiast 2 jajników bo
        tchórzliwe jądra zawsze mogą sobie uciec od niewygodnej sytuacji
        prawda?
    • kunegunda123 Re: to nie mój problem... 16.07.10, 10:09
      dlaczego sie dziwisz ze pisza prawie same kobiety? co chcesz uslyszec od tych
      facetow, ze sama jestes sobie winna, chcesz znac jakies usprawiedliwienie
      takiego postepowania?

      tak jak napisal to juz ktos wyzej i to jeszcze w dodatku facet(!) biologiczny
      ojciec Twojego dziecka to po prostu kawal chu.a. jeszcze potrafilabym zrozumiec
      brak zachwytu, zagubienie czy watpliwosci u faceta w przypadku klasycznej
      wpadki. ale zaplodnic laske a pozniej powiedziec jej ze to jej problem i ze ma
      sie w d... ja i to wspolne dziecko to kure.two pierwszej wody.

      druga sprawa to bycie dzieciorobem i przykladnym katolikiem, LOL.
      • zjawa1 Re:do autorki watku!! 16.07.10, 10:43
        Nie napisalas ile dziecko ma, czy urodzilo sie juz? ...Tak w ramach
        sprostowania dla tych co nie wiedza DNA mozna przeprowadzic nawet w
        zyciu plodowym dziecka!
        Powracajac do gl. tematu. Dlaczego chcesz sie na nim mscic? Sadzisz,
        ze jesli to zrobisz, to poczujesz sie przez to lepiej? Jesli tak, to
        mysle, ze bardzo mylisz! Zemsta zawsze obroci sie przeciwko Tobie,
        pamietaj o tym. Powinnas teraz skopic cala swoja uwage i energie na
        sobie i dziecku, jesli je kochasz. Troche dziwna wydaje mi sie ta,
        cala historia? Powiedzial Ci, ze jest pezplodny tak? A widzialas
        jakis dokument potwierdzajacy to? Bo wiesz, ja nie czulabym sie
        pewnie w takiej sytuacji i jesli nie chcialabym miec dziecka, to
        zapezpieczalabym sie za kazdym razem. A co do jego postepowania. Ja
        mysle, ze nie mozna go kategorycznie osadzic w sposob negatywny. Bo
        jesli facet faktycznie byl przekonany o tym, ze jest bezplodny, to
        pomysl jakie to musialo byc dla niego zaskoczenie i szok!! Sama na
        jego miejscu chcialabym przeprowadzic badanie DNA, nawet gdybym
        najbardziej na swiecie kochala kobiete, ktora jest ze mna w ciazy.
        Wg. mnie zopelnie naturalna reakcja na sytuacje ekstremalna! A co
        tyczy sie dlaszej czesci jego postepowania to wszystko zalezy od w
        jakim dziecko jest wieku? Facet tez nie Terminator, musi dojrzec do
        sytuacji, ktora najprawdopodobniej skrajnie go zaskoczyla. Dlatego
        zamisat wymyslac zemsty i robic mu awantury sprobuj spokojnie i
        normalnie porozmawiac z nim. Zapewniam Cie, ze to bedzie
        najrozsadniejsze. I ty bedziesz lepiej sie czuc, bo przynajmniej
        bedziesz miala swiadomosc tego, ze zrobilas wszystko co moglas w tej
        kwestii.
      • facettt to tez nie mój problem... 16.07.10, 11:33
        kunegunda123 napisała:

        > druga sprawa to bycie dzieciorobem i przykladnym katolikiem, LOL.


        no co chcesz, Dobra Kobieto, nie mozna jednoczesnie potepiac czegos i przeciwienstwa tego czegos.

        Stane w obronie tych drugich i powiem, ze przynajmniej nie sa zwyklymi xu..jami , a conajmniej kwalifikowanymi :)
        • rzesa Re: to tez nie mój problem... 16.07.10, 13:59
          Dziecko ma rok. A DNA w stanie ciązy nie jest 100% i jest inwazyjne.
          Owszem wierzyłam ze jest bezpłodny bo był w malzenstwie 10 lat a
          jego ex miala dziecko z 1go malzenstwa wiec z nia bylo ok.
          Poza tym wiek 48 lat... czy jego to przerosło? A mnie!!!?
          Skad się biorą takie qta...y?? ponoc jest ich coraz więcej w takich
          sytuacjach.
          Ktos wspomnial o alimentach to jest dawno zalatwione, szkoda ze
          facet stara dupa nie cieszy sie z dziecka a bedzie tylko sponsorem.
          aaa no i zatwardziały Kaczorek! Pan porządny ;-)
          Głosuje na Jarka...! :D
          • zjawa1 Re: to tez nie mój problem... 16.07.10, 14:52
            Rozumiem doskonale Twoje rozgorycznie!Co do kwestii wieku. Nie wiem
            czy slusznie ale odnioslam takie wrazenie, ze Ty jestes sporo od
            niego mlodsza? Wielu kobietom wydaje sie ze jesli beda z facetem
            duzo starszym, ustatkowanym finansowo itp. to maja tym samym
            gwarancje tego, ze facet ten jest automatycznie dojrzaly
            emocjonalnie czy odpowiedzialny. Nic bardziej blednego i tu nie
            chodzi nawet o facetow tylko ogolnie o ludzi. Wiek nie swiadczy o
            madrosci zyciowej czlowieka oraz o jego dojrzalosci emocjonalnej!
            Zreszta w tym przypadku moze chodzic jeszcze o cos wiecej a
            mianowicie o to, ze moze ten facet nigdy nie chcial miec i nie
            planowal swojego potomstwa! Zadarzaja sie tacy ludzie zarowno wsrod
            kobiet jak i mezczyzn. Nie kazdy lubuje sie w byciu bykiem
            rozplodowym i dzieciorobem jak Komorowski-to tak apropos Jarka:)))
            Natomiast Ty, jak sadze jestes mloda osoba, masz jak sadze zdrowe
            dziecko. Wiem, ze jest Ci bardzo Ciezko, jestes rozzalona bo caly
            ciezar wychowania spoczywa na Tobie a on zachowal sie jak
            wystraszony 16-latek. Mimo tego Ty sama siebie krzywdzisz! Naprawde
            sprobuj moze jeszcze raz ppowaznie z nim pogadac. Jesli nie wyjdzie
            zajmi sie swoim zyciem. Bo jak nie uwolnisz sie od checi zemsty to
            mozesz nie dostrzec tego szczescia, ktore obok Ciebie stoi:) Uwiez
            mi, on w koncu dostanie swoja karme jesli na nia zasluzy. Zacznij
            ukladac swoje zycie na nowo. Naprawde to nie koniec swiata. Przestan
            o nim tak intensywnie rozmyslac, analizowac itp. Co Ci to daje?
            Niczego nie zmieniasz takim, notorycznym myslenie o nim, tylka
            zatrowasz sobie swoje nerwy!
Pełna wersja