sweetcheeks
18.07.10, 09:43
Witam, Ja wiem, że tu o tym jest do znudzenia, niemniej jednak będę
wdzięczna, jeśli któryś z panów pomoże mi zrozumieć co się stało.
Jak łatwo się domyśleć, zostałam rzucona, po kilku tygodniach
znajomości. Kiedy zaczęliśmy się spotykać, to było dla nas obojga
jak uderzenie pioruna. Byliśmy nierozłączni, zbliżyliśmy się bardzo,
wryliśmy się w siebie. To on zaproponował, żebyśmy byli parą,
przedstawił znajomym, powtarzał, że to co do mnie czuje, jest
absolutnie wyjątkowe, i że jeszcze się tak nigdy nie czuł. Dodam -
facet lat 40, po przejściach.
Rozjechaliśmy sie na zaplanowane wczesniej wakacje, ja ze swoimi
przyjaciołmi, on ze swoimi. Pisał codziennie, jak strasznie teskni,
odlicza dni do chwili, kiedy znów będziemy razem, jaki to cud, że
się znaleźliśmy i tak szybko zbliżyliśmy.
Wracamy, spotykamy się - radość, euforia. Ale już w nocy zauważam w
nim jakąś zmianę. Następnego dnia zadaję pytanie, czy wszystko w
porządku. A następnego on mnie rzuca, mówiąc, że nie jest gotowy na
związek, że jest nieogarnięty, i że nie jest w stanie się
zaangażować.
Jestem zszokowana. Nie ogarniam. To jakiś żart? Czy ktoś z panów
rozumie co się stało? Czy ja po prostu jestem z innej planety?