nikt.wazny.nowy.nick
26.07.10, 00:21
czy mieliscie kiedykolwiek w zyciu tak, ze przynalezeliscie do pewnej grupy spolecznej, np. o wspolnych zainteresowaniach. a tak na serio wszyscy mieli cie w du..e ?
bo wlasnie zmienilem miejsce zamieszkania i sie okazuje, ze tzw. "kumple" z ktorymi gralem w kosza od roku 2004 do roku 2009/10 po prostu SIE NIE ODZYWAJA. jestem w totalnym szoku, jaka moze byc ludzka obojetnosc. oprocz tzw. gierek robilismy b. wiele rzeczy typu wyglupy na meczach / po, czasem chlanie piwska/wody, sotkania, czasem gdzies impreza....
no po prostu wierzyc sie nie chce, ze po tylu latach ja znikam i moglbym sie zapasc pod ziemie, a zaden z tej tzw. "grupy" spolecznej sie w ogole nie zainteresowal co u mnie... interesowal sie natomiast, jak przychodzilem "pouprawiac sport" razem z nim(-i). po prostu nie wierze, ze tak NAGLE wszyscy mogac CIE MIEC NARAZ W DU..E. cos tu nie gra. bo prawdopodobiensto jest nawet bardzo male. :)
jak dla mnie to glupota, strata czasu i niepotrzebne "produkowanie sie". od dzis juz chrzanie wszelkie grupki adoracyjne, spoleczne, zainteresowan i pocieszenia. dzialam SAM. jestes jedyna osoba dla siebie, ktora nigdy cie nie opusci. teraz mi sie nie chce juz poznawac nowych ludzi... skoro predzej, czy pozniej sie powtorzy historyjka.
cytat ze znanego filmu:
"So I ripped my so-called friends."
PS
moze u bab to wyglada inaczej (powstaja tzw. bandy do przytulania i pocieszania sie...) ale ja juz sie przekonalem ze musze liczyc tylko na siebie. tzw. ekspresowy kurs "witamy na Ziemi".