Dodaj do ulubionych

Przemyślenia o szkołach rodzenia

02.08.10, 09:59
Wczoraj przez moment miałem okazje oglądać program w którym kobieta opowiadała
o swoim biznesie - szkole rodzenia. Opowiadała ona jak to ciężarne garną się
do tego typu szkół etc. etc.
W związku z jej opowieścią naszła mnie refleksja - jak to jest że teraz
kobiety potrzebują szkół rodzenia? A jeszcze kilkanaście kilkadziesiąt lat
temu o tego typu przedsięwzięciach nikt nie słyszał, a mimo to ludzkość nie
wymarła, a dzieci się rodziły.
Czyżby emanc... emancy... emancypacja <trudne słowo> spowodowała że kobiety
zgłupiały? Jak nie miały praw to rodzić umiały.
Moim zdaniem nie tyle zgłupiały co wymyśliły kolejną fanaberię dzięki której
mogą poczuć że są w centrum uwagi i ze Świat kreci się wokół nich (w tym
konkretnym przypadku wokół ich macicy).
Co waszym zdaniem jest istotą tego zjawiska?

p.s
I pomyśleć że znaczna część kobiet uważa mężczyzn za egoistów. Wobec tego co
prezentują kobiety to mężczyźni wychodzą na cichych i pokornego serca
Obserwuj wątek
    • mvszka Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 02.08.10, 17:26
      czyżby ktoś cię ciągnął na siłę do szkoły rodzenia, że się tak żalisz, albo uchowaj Boże miałbyś uczestniczyć w porodzie?

      Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nikt nie słyszał o internecie, a mimo to ludzkość nie wymarła z braku możliwości wymiany poglądów i rozmowy 24/7.

      Skąd wiesz, że kobiety jak nie miały praw to umiały rodzić??
      Musiały rodzić i tyle.

      Czy szkoły rodzenia są fanaberią? Tak jak wiele innych rzeczy dzisiaj. Może są dużą pomocą dla kobiet, które panicznie się boją porodu. Być może są też iluzją, że podczas porodu nad wszystkim da się zapanować, a ja właśnie dlatego, żeby nie dać sobie pewnych rzeczy wmówić nie chodziłam do szkoły rodzenia. Poza tym od tego sławnego porodowego oddechu kręci mi się w głowie
      • diabel-tasmasnki-reaktywacja-d Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 02.08.10, 19:32
        Nie żalę się.

        Jak widzę mam do czynienia z kolejną glorią intelektu.

        >Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nikt nie słyszał o internecie, a mimo to
        >ludzkość nie wymarła z braku możliwości wymiany poglądów i rozmowy 24/7.

        A co to ma do tematu? A dlaczegóż to ludzkość miałaby wymierać z braku
        możliwości wymiany poglądów i rozmów 24/7? Powiedziałbym że gadanie 24/7 raczej
        utrudnia robienie dzieci.

        > Skąd wiesz, że kobiety jak nie miały praw to umiały rodzić??
        > Musiały rodzić i tyle.

        Wiem że kobiety umiały rodzić stąd ze ludzkość nie wymarła. Ba w krajach
        islamskich kobiety nadal nie maja praw, a przyrost naturalny jest w nich
        zdecydowanie wyższy niż w krajach kręgu cywilizacji zachodniej gdzie kobiety
        prawa mają.
        Doprawdy, a kto tez je zmuszał do rodzenia? Podaj mi te okrutne zamierzchłe
        prawa które zmuszały kobiety do rodzenia dzieci?
        • mvszka Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 02.08.10, 20:04
          > Wiem że kobiety umiały rodzić stąd ze ludzkość nie wymarła.

          Jak można umieć coś czego się wcześniej nie robiło, odpowiedz mi kolejna glorio intelektu ?? To, że kobieta jest w ciąży skutkuje porodem - okrutne prawo natury, jak zaczęła rodzić to już musi urodzić.
          Tyle wiesz o porodzie co świnka o gwiazdach, a zatem jak możesz widzieć sens istnienia szkoły rodzenia?

          Oczywiście, że w krajach gdzie kobieta nie może nawet nosa z domu wyściubić, czytać i pisać nie umie, o antykoncepcji nie słyszała to przyrost naturalny będzie większy, bo czymś się zająć musi.
              • diabel-tasmasnki-reaktywacja-d Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 03.08.10, 08:31
                Rozważmy wiec teoretyczną sytuację. Kupuję sobie prosiaka - świnkę zamykam ją w
                piwnicy gdy minie odpowiedni czas zamawiam dla niej wizytę inseminatora i po
                jakimś kolejnym okresie mam małe prosiaczki. Mam je bez wysyłania świni do
                świńskiej szkoły porodu.
                Wniosek stąd może być dwojaki: albo świnie są mądrzejsze od kobiet, albo ty
                jesteś glorią intelektu skoro nie widzisz że reszta ssaków z wyjątkiem dziobaka,
                cześć ryb, płazów i gadów radzi sobie i rodzi bez szkół rodzenia.
                  • diabel-tasmasnki-reaktywacja-d Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 03.08.10, 12:52
                    > Mysle, ze gdybys tej maciorze dal wybor, nigdy nie zechialaby sprowadzic
                    >swych prosiaczkow na swiat w twej piwicy

                    A jak to się ma do tematu? Na jakiej podstawie opierasz swoje przekonania?

                    >Ergo, twe wnioski sa bledne.

                    By obalić fałszywe w naszym przekonaniu twierdzenie należy podać dowód jego
                    fałszywości. Póki co to ja podałem dowód na podstawie którego można wyciągnąć
                    takie a nie inne wnioski.
                • mvszka Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 03.08.10, 13:38
                  nie jestem tą osobą do której możesz kierować swoje błyskotliwe wnioski, bowiem
                  nie twierdzę, że szkoła rodzenia jest koniecznością, w dodatku w praktyce to
                  potwierdziłam

                  a może byś swoją teoretyczną sytuację zamienił w praktykę w wersji gdzie ty jako
                  partner świnki mieszkasz z nią w jakiejś tam chatce z bambusa, bez tv, radia, no
                  i wreszcie internetu.
                  Kim będziesz po pół roku??? Glorią intelektu, która wie, że ogrom ludzkiej
                  populacji tak żyje i sobie radzi i wreszcie może, że jest różnica między życiem
                  mniej a bardziej ucywilizowanym.
                  • diabel-tasmasnki-reaktywacja-d Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 03.08.10, 13:54
                    >Jak można umieć coś czego się wcześniej nie robiło, odpowiedz mi kolejna
                    >glorio intelektu ??

                    > nie jestem tą osobą do której możesz kierować swoje błyskotliwe wnioski,
                    bowiem nie twierdzę, że szkoła rodzenia jest koniecznością,


                    No właśnie glorio intelektu. W jednym poście sugerujesz ze nie można umieć
                    czegoś czego się wcześniej nie robiło, a w drugim twierdzisz że szkoły rodzenia
                    nie są koniecznością.
                        • mvszka Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 03.08.10, 17:15
                          jego jego, ależ żaden eksperyment go nie uświadomi, że nie rodzi się w krzakach
                          samotnie bo to jest 'buła z masłem' tylko przy asyście położnych, lekarza a
                          często kilku, bez których pomocy i wskazówek poród może by się i odbył ale ze
                          skutkiem śmiertelnym,
                          no ale ważne, że kobieta 'umiała'.
                          • diabel-tasmasnki-reaktywacja-d Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 03.08.10, 17:37
                            >że nie rodzi się w krzakach samotnie bo to jest 'buła z masłem' tylko przy
                            >asyście położnych, lekarza a często kilku, bez których pomocy i wskazówek
                            >poród może by się i odbył ale ze skutkiem śmiertelnym,
                            > no ale ważne, że kobieta 'umiała'.

                            No i w ten sposób doszłaś glorio intelektu do paradoksu jajka i kury. Bo skoro
                            rodzi się w asyście lekarza i położnych to kto asystował przy porodzie położnej
                            i lekarza?
                            • sootball Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 03.08.10, 19:06
                              Naprawdę trzeba tłumaczyć takie oczywistości?

                              inne położne i inni lekarze. I tak dalej. A zanim jeszcze nasz kształtujący się
                              rodzaj wymyślił asystę przy porodzie, było jak w naturze - raz się udało, a raz
                              nie. Przy czym nieudana próba była najczęściej ostatnią.

                              Wyobraź sobie, że jesteś kobietą poród czeka ciebie. Serio, albo poobserwujesz
                              poród na żywo, albo wyobraź to sobie w odniesieniu do siebie i to na tyle
                              realistycznie na ile potrafisz, bo to jednyna droga żebyś to zrozumiał. Masz
                              możliwość przygotować się wcześniej, żeby poród przebiegł sprawniej, szybciej,
                              mniej boleśnie, z mniejszym zagrożeniem życia twojego i dziecka. Szkoła rodzenia
                              to też sposób, żeby poradzić sobie ze stresem wynikającym z perspektywy porodu.
                              Możesz skorzystać z tej możliwości. No, chyba że twój facet :) uzna, że to ci
                              się nie należy i jesteś egoistką :)
                              • mrarm Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 13:24
                                Czytałem kiedyś dużo książek o indianach (polecam Sat-Okha, Szarą
                                Sowę - Polaka, który wychował się z indianami, a do Polski wrócił
                                podczas wojny, by walczyć o ojczyznę; zmarł dobrych kilka lat temu).

                                Z tego co wiem, to indianki szły rodzić do lasu, i wracały już z
                                dzieckiem, za to przed porodem często wymieniały uwagi z bardziej
                                doświadczonymi na tym polu kobietami z wioski. Istna szkoła rodzenia.

                                Mężczyźni nie brali udziału w tych sprawach.

                                Kiedyś wyczytałem też, że związki naturalnie produkowane przez mózg
                                mogą tak znieczulić kobietę, tak samo oksytocyna, że poród w
                                warunkach naturalnych przebiega dużo bardziej bezboleśnie niż w
                                naszych szpitalach. Nie wiem, na ile to prawda. Oczywiście, przy
                                komplikacjach już jest bardzo źle. Zresztą, do dziś kobiety rodzą w
                                domach, i czasem poród trwa błyskawicznie. To chyba zależy od budowy
                                miednicy i wysportowania i ogólnej kondycji, może też od odporności
                                na ból.
                                • ichi51e Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 13:38
                                  Zalozenie bledne od poczatku - szkoly rodzenia istnieja od lat (ja
                                  mam 30, a moja mama chodzila, ergo co najmniej od 30 lat istnieja i
                                  to w komuszej Polsce). Swiat sie zmienia, kiedys kobiety rodzily w
                                  asyscie innych kobiet, poloznych, mialy matki, siostry, babki,
                                  sasiadki ktore prowadzily "szkole zycia" (czesto ze slabym skutkiem
                                  no bo smiertelnosc jednak byla znacznie wyzsza - z rekorodowym 1/3
                                  smiertelnosc poloznic) dzis te role przejmuja instytucje, osoby
                                  prywatne (biznesy) i nie ma w tym nic zlego (no tak eskimosi tez
                                  budowali igloo a potem matka z dzieckiem musieli dolaczyc) tak samo
                                  jak nie ma nic zlego w znieczuleniu na czas operacji - jesli matke to
                                  uspokaja, to co ci szkodzi? Ogolnie podejscie jest takie: (moja
                                  ciotka pracuje w szpitalu polozniczym prawdziwa historia) siedzi
                                  pielegniarka i sie smieje -"glupie te dziewczyny dzisiaj - nic nie
                                  umieja zrobic same, nie karmi taka dziecka, bo mowi ze nikt jej nie
                                  wyjasnil jak... ha ha ha... Przychodzie dziewcze, lat 30 i pyta: no
                                  dobrze, ciociu to jak sie karmi? Konsternacja: DOWIESZ SIE JAK
                                  URODZISZ. (no tak pomyslalo dziewcze, jak urodze to sie dowiem ze
                                  jestem nie umiejacym karmic balwanem...)
                                  • mrarm Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 16:31
                                    Ja nie mówię, że znieczulenie jest złe, tylko gdyby moja wybranka
                                    miała rodzić, to bym na tyle się dokształcił, żeby wiedzieć, co może
                                    być szkodliwe - zastanawiam się np. po co podaje się syntetyczną
                                    oksytocynę - czyżby natura źle sobie radziła? A może to połozna by
                                    chciała, żeby poród szybciej się skończył, żeby móc iść już
                                    na "zasłużoną" kawę? A może natura wie co robi, "przygotowując"
                                    kobietę do porodu przez parę godzin? (skurcze wstępne chyba trwają
                                    długo, a nie są szczególnie bolesne - to jeszcze nie pełna akcja
                                    porodowa).

                                    Tak samo jakieś nacinanie krocza - ponoć mocno nadużywane; potem
                                    kobieta traci całą radość z seksu, nie mówiąc już o zakażeniach
                                    rany. Wszystko po to, żeby dziecko wcześniej wyskoczyło (?!). Mam
                                    nadzieję, że nie gadam bzdur, ale nie ufam jakoś lekarzom w
                                    szpitalach molochach. Słabo opłacani, a pacjentek 100 na tydzień.
                                    Fabryka.
                                    • mrarm Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 16:34
                                      A szkoły rodzenia właśnie stąd się wzięły, że więzi społeczne się
                                      osłabiają - no bo już człowiek nie siedzi tak mocno w naturalnej
                                      wspólnocie, wynikającej z sąsiedztwa i wspólnego bytowania - ludzie
                                      oddalili się od siebie, a ktoś musi kobietę przygotować do porodu.
                                      Nie widzę nic dziwnego w takiej organizacji - szkoła przygotowuje
                                      kobiety do porodu, no ale chyba to normalne, że ktoś musi na tym
                                      zarobić. Położne tysiące lat temu pewnie też miały z tego profity -
                                      dostały skórę od faceta, czy tam jakieś jedzenie - czas spędzony na
                                      pomocy i rozmowach z kobietą, zbieraniu jakichś ziół (ergotamina? w
                                      sporyszu?:)) zamiast zbierania jedzenia. Normalne rzeczy.
                                    • mvszka Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 20:44
                                      - zastanawiam się np. po co podaje się syntetyczną
                                      oksytocynę - czyżby natura źle sobie radziła?

                                      oksytocynę podaję się aby kobieta szybko wydaliła łożysko po porodzie- nie ma
                                      czasu na cackanie się jak leży i rodzi kilka na raz. Po zastrzyku zaraz
                                      wykończona porodem musi zrobić jeszcze małą powtórkę z rozrywki i wyjazd na
                                      noworodkowy.
                                      Poza tym kobieta będąc na sali mocno oświetlonej wydziela mniej oksytocyny niż
                                      powinna- powinno być ciemno i ciepło żeby poziom tego hormonu był właściwy,
                                      tymczasem na porodówce jest jasno i chłodno
                                    • anusiagal Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 06.08.10, 08:30
                                      No nie mogę. Toś sobie chłopie poteoretyzował. Każdy poród jest
                                      inny, takie posty podnoszą mi ciśnienie. To pisze matka po 27-
                                      godzinnej akcji porodowej z bardzo bolesnymi i długo trwającymi
                                      skurczami przepowiadającymi (ah jakże to, przecież "chyba nie jest
                                      szczególne bolesne" ani "to jeszcze nie pełna akcja porodowa"), z
                                      braku postępu rozwarcia podano mi oksytocynę ("po co? czyżby natura
                                      źle sobie radziła?") - dzięki Bogu bo nie wiem jak bym wytrzymała
                                      dalsze godziny bez postępu porodu. Mimo nacięcia krocza i tak
                                      jeszcze nabłonek tu i tam popękał ("mocno nadużywane")chociaż wierz
                                      mi, przygotowywałam się w ciąży (ćwiczenie mięśni Kegla, masaże itp)
                                      Natura potrafi być okrutna,niestety.
                                      A ja bym Ci radził nie wypowiadać w tematach, o których nie masz
                                      pojęcia. Chociaż pewnie mamuśki które bezproblemowo rodziły podpiszą
                                      się pod Twoim postem obiema rękami.
                                  • friendlyhag Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 06.08.10, 12:25
                                    A twoja ciotka skąd wie jak należy karmić niemowlaka? Miała młodsze rodzeństwo
                                    czy też jakiś wykład w szkole pielęgniarskiej? Co jej dało prawo wyśmiewania
                                    innych, że nie umieją czegoś co ona umie? Co z tego, że przyszła matka ma 30
                                    lat? A gdyby miała 18 to też byłby powód do wyśmiewania się?
                    • kindofmagic Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 11:50
                      Bo nie są koniecznością ale ułatwiają często poród czyniąc go mniej
                      bolesnym i stresującym. Skoro można sobie w ten sposób pomóc do
                      dlaczego tego nie robić?

                      Pozycja podczas porodu jest z góry ustalona i nie koniecznie
                      naturalna dla człowieka, więc nauka rodzenia w takiej sytuacji jest
                      przydatna. Poza tym kobieta uczy się współpracy z personelem
                      medycznym, mężem (o ile uczestniczy) i dowiaduje się jak powinien
                      przebiegać poród.

                      Fanaberią to jest operator kamery podczas porodu, a nie szkoła. Moja
                      żona była zadowolona z uczestniczenia przed swoim porodem, a to jest
                      najważniejsze.

              • totorotot Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 15:54
                mvszka napisała:

                > porównanie oddechu do porodu - genialne potwierdzenie twojej sygnaturki

                W odniesieniu do Twojej wypowiedzi ma się rozumieć.
                Wszak i poród i oddech jest to niejako odruch.

                Do założyciela wątku: rodzić to urodzi każda kobieta i ze szkołą i bez niej. Niemniej jednak w szkole uczą nie tyle rodzenia, co np. naturalnych sposobów łagodzenia bólu porodowego (sławetne oddechy, ale i wybieranie wygodnych pozycji, mąż uczy się masować kręgosłup rodzącej żonie itp.). Kobiety są również uczone podstaw pielęgnacji noworodka, jak o siebie dbać po porodzie, otrzymują trochę teorii nt. fizjologii porodu-tzn. co to jest ta szyjka macicy, jak to ogólnie wygląda, w jaki sposób przebiegają kolejne etapy porodu itp.
                Ojciec dziecka również uczestniczy w szkole rodzenia- jak sądzisz, czego się uczy?

                Generalnie szkoła rodzenia to taki trochę "luksus", podobnie jak np. zmywarka albo fryzjer. Nie niezbędna, a jednak korzystna. Czy osobie jadącej windą zamiast dyrdać na piechotę też powiesz, że jest egoistką?
        • berta-live Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 02.08.10, 22:13
          Nie jestem pewna czy umiały rodzić instynktownie, czy jednak ta umiejętność była
          nabyta. Przecież dawniej kobiety rodziły w domach w asyście innych kobiet, więc
          od wczesnej młodości dokładnie wiedziały jak to wygląda i co je czeka.
          • mechanik.z.pomu Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 03.08.10, 00:58
            Może w tych szkołach uczą jak wypełnić formularz dla enefzetu?
            Dawniej kobiety rodziły bez formularza, może się teraz coś zmieniło i dziś
            rodzenie bez formularza dla enefzetu nie jest już możliwe?

            Nie znam się na rodzeniu, tylko tak zgaduję. Technika idzie do przodu we
            wszystkich dziedzinach, a więc może i w rodzeniu coś się zmieniło?
            • permanentne_7_niebo Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 12:04
              Dawniej nie było zabezpieczeń i dzieci rodziły się często, za to był
              spory procent umieralności. Pokolenie moich dziadków: na 8 dzieci, 3
              zgony. Kobiety też częściej umierały przy porodach. Teraz ma się 1
              dziecko i się na nie chucha dmucha, jak się je już zrobi.

              Obecnie też jak się człowiek za coś zabiera, chce mieć wiedzę
              (najlepiej specjalistyczną) na temat czynności. Gwarantuje to
              większe bezpieczeństwo i mniejsze ryzyko.

              Czy potrzebne? Nie wiem, na pewno przydatne. Jak pralka, komputer,
              drukarka, kuchenka, prawo jazdy, maszynka do golenia, przedszkole.
              Da się bez tego żyć - ale ułatwia życie.
              Fanaberra - może i tak, ale egoizm? Egoiską to jestem ja, bo nie
              zamierzam przedłużać gatunku i dawać światu kolejnego człowieka,
              który będzie pracował ku napychaniu kabzy rządowi i łożenia na nasze
              emerytury. Bez dziecka będę mogła więcej pracować, jeśli jakiś
              idiota zatudni mnie na umowę o pracę, to może odrobię daninę dla
              państwa za moje niedoszłe potomstwo. Za to bzykać się lubię i nie
              zamierzam rezygnować.
      • poprioniony Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 02.08.10, 22:26
        > Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nikt nie słyszał o internecie, a mimo to ludzkoś
        > ć nie wymarła z braku możliwości wymiany poglądów i rozmowy 24/7.

        Chcesz powiedziec, ze szkoly rodzenia sa kobietom tak samo
        potrzebne jak NK czy GG? Wlasnie potwierdzilas teze watkodawcy.
    • lepian4 Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 02.08.10, 18:09
      Mnie sie bardzo podobalo w szkole rodzenia. Chodzilem tam raczej dla rozrywki,
      bo to moja zona byla przy nadzieji.

      Mozesz faktycznie spogladac na to zjawisko przez pryzmat populacji. Masz racje,
      nie wymarla z powodu braku takowych szkol.

      Siegnij jednak do powszechnie dostepnych ksiag koscielnych i przestudjuj jedynie
      liczne zgony kobiet w wieku rozrodczym, tudziez noworodkow. Moze nie bedziesz
      sie pozniej glupio pytac o sens szkol rodzenia.

      Koronnym argumentem jest solidne przygotowanie sie na porod. Taka szkola daje
      pewien komfort, ktory w dzisiejszych czasach powinien byc czyms oczywistym, a
      nie wysmiewany atwistycznym oburzeniem.

      W sali obok nas mial miejsce taki spontaniczny porod. Zaluje, ze tej zenady nie
      doswiadczyles. Choc faktycznie, bylo to lepsze od Monty Pythona. U nas nie bylo
      tak spektakularnie. Przyznam sie, ze bylo to raczej zasluga szkoly rodzenia, nie
      naszych "wrodzonych" zdolnosci.

      Rownie dobrze mozesz sie zastanawiac, po co, komu potrzebne sa fitnessy? Mozna
      spalic tyle samo kalorii przy kopaniu rowow, dodatkowo dorobic. Od tego tez nikt
      nie umarl! Same plusy.

      P.S. Tak na marginesie, tez wypelzales z macicy. Warto o tym pamietac.
      • diabel-tasmasnki-reaktywacja-d Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 02.08.10, 19:19
        > Siegnij jednak do powszechnie dostepnych ksiag koscielnych i przestudjuj
        >jedynie liczne zgony kobiet w wieku rozrodczym, tudziez noworodkow. Moze >nie
        bedziesz sie pozniej glupio pytac o sens szkol rodzenia.

        Oto przykład opowiadania bredni wynikający z błędnej interpretacji faktów.
        Przypisujesz te liczne zgony kobiet w wieku rozrodczym temu że dawniej nie było
        szkół rodzenia, a nie temu że wzrósł poziom medycyny.
        Gdyby przyjąć Twoje rozumowanie za poprawne, to logicznym wnioskiem wypływającym
        z tego iż to szkoły rodzenia spowodowały spadek liczby zgonów kobiet, powinna
        być decyzja o zamknięciu oddziałów położniczych bo przecież to nie one
        przyczyniają się do bezpieczeństwa porodów wiec są zbędne.
        Tyle że Twoje rozumowanie jest błędne to nie szkoły rodzenia są odpowiedzialne
        za zmianę tej sytuacji. W Polsce spadek liczby zgonów nastąpił w latach
        1950-1960 gdy nikomu się o szkołach rodzenia nie śniło.
        Kolejną przesłanką która powinna zwrócić Twoją uwagę, że Twoje rozumowanie jest
        błędne (jak widać jednak nie zwróciła) jest to co piszesz o zgonach noworodków.
        Noworodków - a więc dzieci które przeżyły poród. Skoro mowa o zgonie noworodka
        to znaczy że poród się powiódł.
        Nikt kto choć raz noworodka widział, nie będzie miał wątpliwości że to nie
        szkoły rodzenia są odpowiedzialne za spadek ich śmiertelności bo nauczyły
        noworodki jak przeżyć.
        • lepian4 Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 03.08.10, 10:00
          A coz takiego medycyna robi dla kobiet w ciazy? W normalnych ukladach niewiele.
          Jedynie szeroko pojeta opieka medyczna, rowniez w szkolach rodzenia, przyniosla
          znaczna poprawe.
          Pogrzeb sobie w internecie o przygranicznych przychodniach, w ktorych Polki tak
          chetnie symuluja najscie porodu, a pozniej zastanowmy sie, dlaczego odebrac mamy
          im resztki normalnosci?

          Myslisz, ze za Odra doswiadczaja mniej bolu?
          • diabel-tasmasnki-reaktywacja-d Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 03.08.10, 12:59
            No i oto mamy kolejny przykład inteligencji lepian4!
            W pierwszych dwóch zdaniach piszesz ze medycyna niewiele robi dla kobiet w ciąży.
            By w trzecim napisać
            "Jedynie szeroko pojeta opieka medyczna, rowniez w szkolach rodzenia, przyniosla
            znaczna poprawe."

            Jak to możliwe że medycyna niewiele robi, a szeroko pojęta opieka medyczna
            przynosi poprawę. Jeśli medycyna niewiele robi to szeroko pojęta opieka medyczna
            nie może istnieć.


            >Pogrzeb sobie w internecie o przygranicznych przychodniach, w ktorych >Polki
            tak chetnie symuluja najscie porodu, a pozniej zastanowmy sie, >dlaczego odebrac
            mamy im resztki normalnosci?

            I kolejne wtrącenie ni z gruchy ni z pietruchy, które ni jak się ma do tematu.
            • lepian4 Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 03.08.10, 13:30
              Tak, dokladnie chodzi o moja inteligencje.

              Nie widze sprzecznosci, by kobiety byly solidnie przygotowane do porodu. Opieka,
              jakia sa otoczone w okresie, glupio jest nazywac dorobkiem medycyny. W
              wiekszosci przypadkow jest to tylko opieka polegajaca na trosce o ich lepsze
              samopoczucie. Cwiczenia, ktore maja w takowych szkolach rodzenia pozawlaja
              odciazyc kregoslup, zwyczajnie rozluznic sie. Nie warto wszystkich do tego
              zmuszac, ale dobrze jest, gdy taka oferta istnieje na przyzwoitym poziomie.

              Wspomnialem ci przygraniczna turystyke porodowa. Mozesz to oczywiscie ignorowac.
              To zjawisko nie jest najlepsza wizytowka Polski. W tych przypadkach
              determinacja kobiet wskazuje na dramatyczne patologie w naszych szpitalach. Tez
              ci to pewnie nie przeszkadza, bo gdy granice byly zamkniete, ssaki, z homo
              sapiens na czele rodzily sie bez, przynajmniej tobie nieznanych, problemow!!
              • diabel-tasmasnki-reaktywacja-d Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 03.08.10, 13:46
                >cwiczenia, ktore maja w takowych szkolach rodzenia pozawlaja
                > odciazyc kregoslup, zwyczajnie rozluznic sie

                Skoro piszesz ze te ćwiczenia ze szkół rodzenia pomagają kobietom rozluźnić
                się, odciążyć kręgosłup to napisz mi dlaczego utrzymujesz że te ćwiczenia
                przygotowują do porodu? Jak sam piszesz one maja rozluźniać i odciążyć kręgosłup
                wiec gdzie tu przygotowanie do porodu?

                Jak ci już pisałem nie widzę związku między turystyką porodową, a szkołami
                rodzenia.
                • lepian4 Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 03.08.10, 14:11
                  Moze sie pogubisz, ale w ramach sympatii cwiczylem z tymi duzymi brzuszkami. Z
                  przyczyn oczywistych nie bede tez aktywnie "rodzil".
                  Szkola rodzenia daje pewien komfort, ktory powinnismy wspolnie pielegnowac. To
                  jest mniej wiecej, jak z naszymi pociagami. Niby sluza jedynie do transportu
                  ludzi, ale nie musza witac pasazerow smierdzacym kiblem.
                  Kobiety w ciazy maja w Polsce generalnie przejebane i dlatego tak ochoczo
                  symuluja na pograniczu bole przedporodowe. Nie dosc, ze taniej, to znacznie
                  lepiej to przezywaja. Choc faktycznie masz racje, efekt jest od tysiacleci ten sam.
                  To przykre, ze zyjemy w kraju, w ktorym porownanie swini w piwnicy jest
                  argumentem w dyskusji o porodach. Polski folklor.
                • totorotot Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 16:56
                  odciążyć kręgosłup to napisz mi dlaczego utrzymujesz że te ćwiczenia
                  > przygotowują do porodu? Jak sam piszesz one maja rozluźniać i odciążyć kręgosłu
                  > p
                  > wiec gdzie tu przygotowanie do porod

                  Oj kolega widać zielonego pojęcia o przebiegu porodu nie ma :-) Podzas porodu są tzw. bóle krzyżowe. W szkole rodzenia mąż uczy się je masować tak, aby ból był jak najmniejszy.
                  Kobieta aktywna fizycznie podczas ciąży jest bardziej giętka, łatwiej radzi sobie z porodem, doznaje mniejszych kontuzji (np. pęknięć) podczas porodu. W szkole rodzenia uczy się właśnie m.in. ćwiczeń, które w zamierzeniu ułatwią poród i powrót do formy po nim.
        • titta Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 11:45
          Noworodków - a więc dzieci które przeżyły poród. Skoro mowa o
          zgonie noworodka
          > to znaczy że poród się powiódł.

          W "Szkole rodzenia" sa tez zajecia z opieki nad noworodkiem. Moze
          najpierw zainteresuj sie tematem, bo sam brednie opowiadasz.
        • coelka Świat sie zmienia i wcale nie zawsze 19.08.10, 23:41
          na gorsze. Kiedyś połóg był pierwsza przyczyna umieralności młodych kobiet,
          wystarczyło zeby cos poszło nie tak i juz po kobiecie i czesto równiez
          dziecku.Dlatego w sumie jestem przeciwniczka domowych porodów bo wystarczy ze
          cos sie stanie a sali operacyjnej nie ma pod ręką.
    • gocha033 Przemyślenia o szkołach durnienia 02.08.10, 20:01
      tez uwazam, ze Internet zmniejsza zainteresowanie seksem,
      gdyz seks sie robi, a nie o nim gada.

      I dlatego Biali sa na dobrej drodze do wyginiecia, lacznie z Chinczykami
      za to przysszlosc maja "malo-internetowe natury"
      jak Hindusi i Islamuski.
      Czarnych nie licze, bo o nich wujek Adidas sie juz zatroszczyl.
    • skarpetka_szara Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 02.08.10, 21:29
      Diabel, ja ma 30 lat i czy wyobrazasz sobie ze dziecko trzymalam na
      rekach moze tylko kilka razy w zyciu??? Wiesz ze przez ostatnie 15
      lat nie trzymalam dziecka na rekach wcale??? Czy wiesz ze nie mam
      kolezanek ktore maja male dzieci?

      W dodatku w gronie kolezanek rozmaiwamy i smiejemy sie na tematy
      seksu, kochankow, partnerow zyciowych, szkoly, pracy, hobby itd...

      Nie gadamy o garnkach, nie gadamy o gotowaniu, przyprawach,
      receptach, dzieciach, jak sie odplamia posciel, ani takich tam...

      Gdybym teraz zaszla w ciaze - nie mialabym zielonego pojecia co i
      jak robic. Przez 9 miesiecy czytalabym ksiazki nie tylko o ciazy i
      porodzie ale co zrobic z tym niemowlakiem jak juz sie pojawi. Nie
      mam pojecia ile takie dzieci sraja, i jak czesto. Nie mam pojecia
      ile razy trzeba je karmic.

      I teraz: wierz mi ze takich kobiet jak ja sa miliony. Kiedys
      kobiety rodzily w mlodym wieku, i tych dzieci bylo duzo. Ludzie
      mieszkali po 10 w jednym pokoju - widzialo sie co nieco, uczylo sie
      od rodzicow, znajomych, cioci itd...

      Teraz ta wiedza zanika bo sie jej nie praktykuje. Ot, dlatego
      kobiety garna sie do tego typu szkol.
      • berta-live Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 02.08.10, 22:10
        Ale to bardziej by się przydał jakiś kurs pielęgniarski a nie szkoła rodzenia.
        Podejrzewam, że poruszane są tam różne tematy, ale i tak tych godzin jest za
        mało, żeby nauczyć się czegoś konkretnego w stopniu wystarczającym do swobodnego
        funkcjonowania w roli rodzącej a potem w roli matki. Myslę, że to co tam oferują
        to nawet nie jest stopień podstawowy.
        • skarpetka_szara Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 02.08.10, 22:19

          Mysle ze tam przygotowuje przedewszystkim mentalnie, po takim
          kursie w miare wiesz czego sie spodziewac (mowie w miare bo to
          wiadomo, ze nie da sie wszystkiego przewidziec), co mozna sie
          spodziewac po lekarzu, otoczeniu, jakie pytania miec przygotowane
          dla lekarza, co przygotowac przed porodem, co zabrac do szpitala,
          aby potem nie szalec.
      • trans.sib Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 15:23
        > Diabel, ja ma 30 lat i czy wyobrazasz sobie ze dziecko trzymalam na
        > rekach moze tylko kilka razy w zyciu??? Wiesz ze przez ostatnie 15
        > lat nie trzymalam dziecka na rekach wcale??? Czy wiesz ze nie mam
        > kolezanek ktore maja male dzieci?
        >
        > W dodatku w gronie kolezanek rozmaiwamy i smiejemy sie na tematy
        > seksu, kochankow, partnerow zyciowych, szkoly, pracy, hobby itd...

        Łał, no to jesteś trendy. Oglądasz też tvnowskie seriale w stylu
        "klub szalonych dupodajek" i masz milion kontaktów na fejsie. Lubisz
        porno i lody. Jesteś świetna, chciałbym znać takich ludzi jak ty.
    • sootball Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 02.08.10, 22:51
      dobra, zamieńmy się.

      Ty masz to:Przez 9 miesięcy żadnych używek (fajka? piwko? A może kawka?
      Zapomnij :)) i do tego wylosuj sobie co najmniej kilka z poniższych:
      - poranne nudności
      - zgaga, zaparcia, bóle brzucha
      - do kibla na siku co godzinę
      - boli w krzyżu
      - anemia
      - bezsenność
      - syfy na skórze
      i pewnie jeszcze wiele innych, o których nie mam pojęcia. Ale to wszystko nic,
      wobec wielkiego finału, kiedy to masz wrażenie ze zaraz umrzesz z bólu i owoc
      miłości rozedrze cię od środka.

      A ja mam to:
      Kiedy po 9 miesiącach (które oczywiście powinieneś znieść z uśmiechem i śpiewem
      na ustach, zeby nie przysparzać kłopotu) ty podejmiesz działanie mające dużą
      szansę, że wielki finał przebiegnie szybciej, sprawniej i mniej boleśnie, nazwę
      cię EGOISTĄ. No bo kto to słyszał? Powinieneś męczyć się, jak drzewiej bywało, a
      nie te nowoczesne fanaberie... Poza tym co? Pomyśl, przecież MNIE czekają
      niespokojne godziny w poczekalni na porodówce. Jak ja to przeżyję. I to o suchym
      pysku!
      • trans.sib Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 15:26
        > Ty masz to:Przez 9 miesięcy żadnych używek (fajka? piwko? A
        może kawka?
        > Zapomnij :)) i do tego wylosuj sobie co najmniej kilka z
        poniższych:
        > - poranne nudności
        > - zgaga, zaparcia, bóle brzucha
        > - do kibla na siku co godzinę
        > - boli w krzyżu
        > - anemia
        > - bezsenność
        > - syfy na skórze
        > i pewnie jeszcze wiele innych, o których nie mam pojęcia. Ale to
        wszystko nic,
        > wobec wielkiego finału, kiedy to masz wrażenie ze zaraz umrzesz z
        bólu i owoc
        > miłości rozedrze cię od środka.

        I wg ciebie uczęszczanie do szkoły rodzenia eliminuje te
        dolegliwości???!!!

        Ja apelują do bab, żeby jednak wytężyły swoje "coś co tam mają", bo
        te oklepane teksty, które wypisują tonami bajtów na części forum
        oznaczonym tytułem "kobieta", tutaj raczej się nie spotkają z efektem
        "kółka wzajemnej adoracji" i taki dysonans może nawet niektóre z was
        boleć.
        • sootball Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 17:58
          Przeczytałeś mój post w całości?
          Oczywiście, że nie eliminuje.
          Napisałam co babki przeżywają, mając w dodatku w perspektywie wielki finał.
          Coś, co pozwoli psychicznie się do tego przygotować, ćwiczenia ułatwiające
          poród, praktyczne rady na temat laktacji i opieki nad noworodkiem... no
          fanaberia, zaiste. Powtórzę jeszcze raz: wyobraź sobie, że to ty to przeżywasz i
          ciebie czeka kilku-kilkudziesięciogodzinny wielki a krwawy a bolesny finał.
          Wolisz być przygotowany, czy nie będziesz takim egoistą?
    • jeza_bell Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 03.08.10, 09:40
      > W związku z jej opowieścią naszła mnie refleksja - jak to jest że teraz
      > kobiety potrzebują szkół rodzenia? A jeszcze kilkanaście kilkadziesiąt lat
      > temu o tego typu przedsięwzięciach nikt nie słyszał, a mimo to ludzkość nie
      > wymarła, a dzieci się rodziły.

      Kilkadziesiąt lat temu nikt nie słyszał o pralkach, lodówkach i innych cudach.
      Pranie prało się w miednicy szarym mydłem, a produkty żywnościowe trzymało się zanurzone w strumieniu lub chłodnej piwnicy.
      Na śniadanie jadało się żur lub inną polewkę.
      Mimo to ludność nie wymarła.
      Potem ludzie zgłupieli i wymyślali kolejne fanaberie, dzięki którym mogli się poczuć, że są w centrum uwagi- wyjazdy na wakacje dalej niż najbliższy las, posiadanie rowerów i o zgrozo samochodów!
      Co twoim zdaniem jest istotą tego zjawiska?
    • sootball Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 03.08.10, 19:18
      Kiedyś faceci obywali się bez prezerwatyw i też to jakoś było, nie?
      Rolę dentysty pełnił kowal, a jak się okazuje życie z kilkoma zębami wcale nie
      było takie zabójcze.
      Smród z rynsztoków również nikomu za bardzo nie przeszkadzał, a wypełzające spod
      ubrania wszy rozgniatało się palcami, lub, jeśli pochodziło się z lepszego domu,
      tłukło specjalnym młoteczkiem, mając przy okazji kupę zabawy.
      W sumie to po co nam ten cały postęp? Wróćmy do dawnych czasów.
    • lidka_77 kiedyś to w ogóle było lepiej 03.08.10, 22:03
      - u dentysty nie było znieczulenia,
      - nikt nie martwił się brakiem dawców krwi, bo jej nie przetaczano,
      - nie było problemu orzucanych przeczaepów i braku organów do
      przeszczepów - po prostu nie umiano tego robić

      a teraz to ludzie zgłupieli, jak im się serce zepsuje to mają
      fanaberie i sie w kolejce do przeszczepu ustawiają

      to chyba dobrze, że kobieta dowiaduje się trochę o tym jak będzie
      wyglądał poród, zapoznaje się lepiej ze swoim ciałem, oswaja to co
      będzie. Tak samo dobrze jest, że niektórzy rozmawiają z dzieciakami
      o seksie i uświadamiają je - ale tez pewnie powiesz, że to
      fanaberie, ludzie w końcu się pieprzyli od tysięcy lat i po co
      dzieciak ma wiedzieć co to są dni płodne i że nie zajdzie w ciążę
      jak będzie pływać w jednym basenie z chłopakiem...
    • lidka_77 Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 03.08.10, 22:20
      przeczytałam sobie cały wątek i inni mieli lepsze argumenty niż ja,
      ale tak sobie jeszcze myślę, że problem nie polega chyba na tym, że
      szkoły rodzenia są fanaberią, ale raczej na tym, że Ty to
      wartościujesz.
      Są różnego rodzaju fanaberie (podobał mi się przykład z klubami
      fitness), ale wg Ciebie szkoła rodzenia jest jedną z większych,
      bo... z niej osobiście nie korzystasz/nie skorzystasz. Wydaje mi się
      też, że po prostu nie rozumiesz idei szkoły rodzenia. To jedna z
      rzeczy, które oferuje cywilizacja - nie wiem, ale pewnie kiedyś
      kobiety też pytały jak przebiega poród itp., teraz za to są szkoły
      rodzenia - i nie każda kobieta przecież z tego korzysta.

      Ciekawym byłoby przeczytać co jeszcze uważasz za fanaberie.

      to mógłby byc dobry wątek - przyjrzenie się rzeczom, które są, ale
      mogłoby ich nie być, np. taka.. suszarka, przecież rzeczy mogą
      wyschnąć na sznurku za oknem, to nic że zajmuje to więcej czasu ;)
        • kellss Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 11:57
          no, jak diablu tasmanskiemu prostata za pare lat przyrosnie, tez niech do
          urologa nie idzie, tyko sika co 5 minut, fanaberie jakies...drzewiej urologow
          zadnych tam nie bylo, chlopy sikaly gdzie popadnie i tez bylo....

          do pracy z buta - samochod, phi, tez mi cos...

          wczesniej ktos przytomnie zauwazyl, ze i dentystow nie bylo, kowal rwal i tez
          bylo...
        • lia.13 Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 14:03
          dokładnie. a już najlepszy był jego argument, że skoro na porodówkach kobiecie
          asystują położna i lekarz, to kto asystowwał przy porodzie położnej i lekarza?
          LOL :D, tak jak by 30-50 lat temu nie było lekarzy czy położnych ;)
          • trans.sib Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 15:33
            lia.13 napisała:

            > dokładnie. a już najlepszy był jego argument, że skoro na
            porodówkach kobiecie
            > asystują położna i lekarz, to kto asystowwał przy porodzie położnej
            i lekarza?
            > LOL :D, tak jak by 30-50 lat temu nie było lekarzy czy położnych ;)

            Gratuluję. W nagrodę za inteligencję kup sobie lizaka.
    • titta Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 11:42
      Kilkadziesiat lat temu kobiety rodzily w domach - sila rzeczy w
      towarzystwie innych kobiet, ktore porody mialy za soba. Kobiet,
      ktorym ufaly.
      Co wiecej zazwyczaj same byly juz swiadkami porodu, albo
      przynajmniej mialy do czynienia z noworodkiem i to nie jednym
      (mlodsze rodzenstwo, lub dzieci starszego rodzenstwa).
      Porownaj sobie taka sytuacje z dzisiejszymi czasami, gdzy wszystko
      jest tak strasznie "odczlowieczone".
    • ankh_morkpork Snucie refleksji lepiej zostaw inteligentniejszym 05.08.10, 11:53
      Jakbyś miał przed sobą zadanie wypchnięcia z własnego ciała obiektu wagi ponad 4 kilogramy, to chciałbyś o tym najpierw z kimś porozmawiać, dowiedzieć się, jak to wygląda i przebiega, czy po prostu poszedłbyś na żywioł?

      Kilkadziesiąt lat temu kobiety rodziły najczęściej w domu, w otoczeniu innych, starszych, doświadczonych kobiet - matek, ciotek, sióstr. Miały ich pomoc i wsparcie. Wcześniej często widziały jak inne kobiety rodzą. Nie potrzebowały szkoły rodzenia - miały ją pod ręką.

      Nic wiesz o prawach kobiet i emancypacji. Idź i poasystuj przy porodzie swojej żony, jeśli w ogóle ją masz. Niektóre faceciki mają dużo do powiedzenia o tym, jak kobieta powinna rodzić, ale mdleją na samą myśl o tym, żeby POPATRZEĆ, jak takie rodzenie wygląda.

      Skoro sam nigdy rodzić nie będziesz, nie mas prawa gdakać i oceniać, czy to, czego kobiety potrzebują przed porodem, ma sens, czy nie.
    • pruszynkaaa Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 11:54
      Są różne szkoły rodzenia, z różnym nastawieniem. My akurat
      chodziliśmy do warszawskiej, opłaconej przez miasto. Bardzo sobie
      chwalimy, zwłaszcza mój mąż.
      Na spotkaniach były poruszane zagadnienia natury psychologicznej -
      jak poród widzi kobieta, jak to widzi mężczyzna. Powiem szczerze, że
      o wielu sprawach nawet nie pomyślałam. Po rozmowach z mężem okazało
      się, że rzeczywiście wiedza była trafna, że rzeczywiście postrzeganie
      spraw różni się znacząco.
      Bylo także spotkanie poświęcone pielęgnacji noworodka i laktacji. Dla
      nas to była bezcenna wiedza, ponieważ obie babcie mieszkają daleko,
      więc maleństwem od początku musieliśmy się opiekować sami. W tych
      czasach, kiedy dzietność spada i kobiety nie mają aż tak dużej
      styczności z dziećmi, to po prostu ktoś (czyli np. szkoły rodzenia),
      muszą tym młodym matkom pokazać wszystko od "a" do"z".
      Nie mieliśmy tematow związanych z oddychaniem itp. ponieważ zostało
      na samym początku wytłumaczone nam, że to podpowie nam sama natura i
      będziemy wiedziały co, jak i kiedy. A jeśli nie, to w końcu są
      położne od tego.
      Ja bardzo dużo wyniosłam z tej szkoły. Przede wszystkim zdrowe
      podejście do mojego stanu i do dziecka.
      Pozdrawiam.
      • onevittoria Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 12:32
        Zgadzam się z przedmówczynią. Także uczestniczyłam w bezpłatnej szkole rodzenia.
        Nie mam doświadczenia w opiece nad dziećmi, co więcej dużo wydawałoby się
        banalnych problemów, dla mnie było wielką niewiadomą.
        Po szkole mniej się obawiam opieki nad maluszkiem, dowiedziałam się wielu
        istotnych rzeczy związanych zarówno z przygotowaniami przed narodzinami dziecka
        oraz organizacją tego wszystkiego już "po".
        Obie babcie daleko, my z mężem jesteśmy w obcym mieście sami i samodzielnie
        będziemy musieli sobie radzić.
        Dawniej, o czym pisze autor wątku, razem mieszkały rodziny wielopokoleniowe i
        stąd kobiety czerpały wiedzę, głównie praktyczną odnośnie porodów i opieki nad
        dziećmi. Obecnie relacje te zanikają i niby skąd młode matki mają czerpać
        wiedzę? I właśnie dla osób w takiej sytuacji jak ja, szkoły rodzenia są
        merytorycznym wsparciem.
        Wątkodawca musi być totalnym dyletantem skoro uważa, że w szkole rodzenia uczysz
        się rodzić....
      • trans.sib Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 15:36
        pruszynkaaa napisała:

        > Są różne szkoły rodzenia, z różnym nastawieniem. My akurat
        > chodziliśmy do warszawskiej, opłaconej przez miasto. Bardzo sobie
        > chwalimy, zwłaszcza mój mąż.
        > Na spotkaniach były poruszane zagadnienia natury psychologicznej -
        > jak poród widzi kobieta, jak to widzi mężczyzna. Powiem szczerze,
        że
        > o wielu sprawach nawet nie pomyślałam. Po rozmowach z mężem okazało
        > się, że rzeczywiście wiedza była trafna, że rzeczywiście
        postrzeganie
        > spraw różni się znacząco.

        Też uwielbiam jak różni współcześnie szamani, zwani np. psychologami
        mówią mi, co myślę.
          • pandzik Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 22:11
            Postrzeganie świata przez płeć! HAHAHAHAAAA!
            Cudowne... Od razu wiesz, za co zapłaciłaś! Czuje się dobrze wydany pieniądz.
            Tak, jakby nie można było po prostu szczerze z mężem porozmawiać - nie, trzeba
            IŚĆ DO SZKOŁY, gdzie nam to wszystko ładnie wytłumaczą...
              • trans.sib Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 23:11
                pruszynkaaa napisała:

                > Pisałam przecież, że za szkołe nie zapłaciłam nic. Szkoła była
                > refundowana przez miasto.
                > Czasami nie jesteśmy nawet świadomi, że 2 strona myśli w inny sposób
                > niż my. Warto skorzystać z czyjeś rady i doświadczenia...

                To jeszcze gorzej, bo ja zapłaciłem za twoją szkołę w podatkach.
                  • trans.sib Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 23:32
                    sootball napisała:

                    > zrób prosty test. Opowiedz komuś, najlepiej (ale niekoniecznie)
                    kobiecie, jakąś
                    > historię. Najlepiej ze swojego życia. Potem poproś, zeby ta osoba
                    opowiedziała
                    > ci to swoimi słowami.
                    > Zdziwisz się.

                    Po co mam słuchać czyichś historii? Jestem na tyle inteligentny i
                    wrażliwy, że potrafię rozwinąć w sobie na tyle empatii, aby wyobrazić
                    sobie co myśli osoba płci przeciwnej. Niestety (albo i stety) ta
                    zdolność w połączeniu z moją przychylnością wobec racjonalizmu i
                    pragmatyzmu, powoduje, że bardzo często postrzegam myślenie kobiet
                    jak zwyczajnie głupie. Typowo emocjonalne (jak u zwierzęcia) bez
                    krztyny analitycznego punktu widzenia.
                    • ritsuko Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 06.08.10, 09:10
                      trans.sib napisał:
                      > Po co mam słuchać czyichś historii? Jestem na tyle
                      inteligentny i
                      > wrażliwy, że potrafię rozwinąć w sobie na tyle empatii, aby
                      wyobrazić
                      > sobie co myśli osoba płci przeciwnej.

                      Po przeczytaniu Twoich tekstów z tego tematu to ja się zastanawiam
                      czy jesteś na tyle inteligentny, żeby "rozpakować" banana i wrażliwy
                      na tyle, żeby nie powtórzyć tego własnej partnerce jak już
                      podrośniesz i jakaś Cię zechce :)
                  • pruszynkaaa Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 07.08.10, 22:13
                    sootball napisała:

                    > zrób prosty test. Opowiedz komuś, najlepiej (ale niekoniecznie)
                    kobiecie, jakąś
                    > historię. Najlepiej ze swojego życia. Potem poproś, zeby ta osoba
                    opowiedziała
                    > ci to swoimi słowami.
                    > Zdziwisz się.

                    Właśnie tego typu ćwiczenia byly na szkole rodzenia :)
                    Oj, naprawdę było można się zdziwić :)
    • ona_kontrowersyjna Kiedyś to w ogóle zycie proste było... 05.08.10, 11:56
      ... kiedyś nad wieloma rzeczami nikt się nie zastanawiał, w
      szczególności dotyczącymi kobiet, które "nie miały praw" i wyboru
      życiowego, więc rodziły. Cudowne to czasy były, prawda...

      Ty masz chyba problem że żyjesz w dzisiejszych czasach. Tamte by ci
      bardziej odpowiadały, nie musiałbyś się liczyć z kobietami. A dziś,
      proszę... szkół rodzenia im się zachciewa, a przecież rodzić umieją
      z natury, w końcu to kobiety. A nie, pardon, napisałeś "dzieci się
      rodziły" - same.

      "Mogą poczuć że są w centrum uwagi" - a to nie jest przypadkiem i
      Twoja cecha? Twój post brzmi jak post dupka i bubka, zamkniętego w
      swoim męskim światku. I oby żadna kobieta Twojego dziecka nie
      musiała rodzić.

    • ice_ice Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 12:10
      Co takiego?
      Szkoły rodzenia istniały w Polsce od dawna,
      pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82odzimierz_Fija%C5%82kowski poczytaj tu sobie
      o jego pomysłodawcy. Nie, żeby jego pozostałe poglądy mi się podobały, ale to
      dowód, że to żaden nowy wymysł.

      Ideą ich jest to, aby pomóc kobietom przygotować się do porodu, uświadomić,
      czego się mogą spodziewać, czego oczekiwać i co mogą robić, żeby pomóc samym
      sobie w ciężkiej chwili. Kiedyś tę rolę pełni częściowo internet - tu kobiety
      mogą się spotkać, pogadać, doradzić itd.
    • magdalena.b Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 12:16
      To ja prawie na siłę zaciągnęłam swojego męża do szkoły rodzenia, nie
      dlatego, żeby była mi specjalnie potrzebna (czy dla nauki "rodzenia", czy
      do pielegnacji noworodka), ale właśnie żeby wyszedł z tego mniemania, że
      poród jest tylko dla kobiet i że ona sama sobie poradzi.
      Z mojego- kobiecego punktu widzenia- jak przyszłe mamy chcą (z
      jakiegokolwiek powodu) to niech chodzą, jak nie, to tez położne dadzą
      sobie radę.
      Ale jak obserwowałam mężczyzn (w tym własnego)- to szkoła rodzenia była
      bardzo pomocna- w rozszerzeniu wiedzy o kobiecie, porodzie, dziecku i
      roli mężczyzny w tym wszystkim.
    • inka200 Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 12:19
      Ja się wam dziwię, że chce się wam odpowiadać na tą jawną
      prowokację... ja jakoś nie lubię dyskusji o oczywistych
      oczywistościach..to strata czasu... a do twórcy wątku- podchodzenie
      do tematu porodu metodą logicznego myślenia, świadczy o totalnym
      braku doświadczenia w tej kwestii ;)
      • kasia_zn2010 znieczulenie.isgreat.org 05.08.10, 13:10
        Szkoła rodzenia to często jedyna okazja w PL, żeby sie czegokolwiek dowiedzieć
        na temat znieczulenia zewnątrzoponowego porodu. Polecam wspanialy serwis
        edukacyjny dotyczacy tego zagadnienia; to dla tych mam, które nie załapia sie na
        szkoly rodzenia: znieczulenie.isgreat.org
    • dorrie Re: Przemyślenia o szkołach rodzenia 05.08.10, 12:35
      Jak coś ma w nazwie "szkoła" to na pewno musi "uczyć" kogoś kto na pewno "nie
      umie".
      Ten kretyński wywód że jak kobiety były ciemne to "umiały" urodzić, a teraz maja
      fanaberie, emancypacje i takie tam... Szkoła rodzenie nie uczy rodzić!!! I
      napewno Ministerstwo Edukacji nie sprawuje nad nimi pieczy, co więcej nie ma
      ocen i dyplomów..To takie spotkanie przyszłych matek, ojców i osób fachowych,
      kompetentnych (przynajmniej mam taką nadzieje , ale w praktyce jest różnie)..A
      że nazywa się "szkoła" to taki zwyczaj językowy, troszkę chwyt markentigowy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka