i tak i nie

14.08.10, 10:16
Witajcie.
Zarzuciłam temat a innym forum ale niestety bez odzewu.
Historia miłości sprzed laty, pierwszej, młodzieńczej, mocnej i długotrwałej.
I moja ucieczka po kilku latach, zaraz po zaręczynach. Jego złamane nadzieje i
ślub po kilku latach z inną.
Po nastu latach absolutnego milczenia on odnajduje mnie na nk.
Od pierwszego kontaktu po rozstaniu minęło już ponad dwa lata i po pierwszym
szoku i nawrocie, praktycznie wszystko się poukładało - mi w głowie i w sercu,
jemu też.
Okazał się (tak to widzę) sensownym facetem, który jest wobec żony fair i mimo
jakiegośtam sentymentu do mnie, niczego mi nigdy nie obiecywał ani niczego nie
wyznawał. Okazał się mężczyzną o całkiem prostym kręgosłupie, z zasadami i
żelazną konsekwencją w życiowo obranej drodze.
Więc w czym rzecz?
Nie wiem, co zrobić z tą znajomością. W ciągu tych dwóch lat widzieliśmy się
dwa razy, jest dość regularne gg, czasem jakiś sms, tel. Ostatnio widzieliśmy
się zupełnie niedawno (jego inicjatywa) i było conajmniej.... dziwnie.
Sztywno, z dystansem. Gdyby nie moja mała latorośl rozładowująca sytuację,
byłoby o wiele gorzej. Z dzieckiem znajdował kontakt wyśmienity, bawił się,
zajmował, opiekował, a widział je po raz pierwszy.
Po spotkaniu wyraźnie określił, że nasze światy się zdecydowanie rozminęły a
my już nie jesteśmy sobie bliscy jak kiedyś (tutaj trudno się nie zgodzić). I
że on nie potrafiłby (po tym co
zrobiłam, czyli odeszłam od niego) już do mnie się zbliżyć, na stopie
koleżeńskiej chociażby. I że lepiej nie mieszać tych światów, bo tak jest
lepiej i bezpieczniej.
Krótko mówiąc, kontakt tak ale na jego warunkach, czytaj: dystans i bez kija
nie podchodź.
Czuję się trochę jak małpa z zoo, którą ktoś ogląda przez szybę. Lubię go i
spokojnie mogłabym kontynuować tę znajomość w neutralnej atmosferze. Lecz nie
podoba mi się takie trzymanie na smyczy z kija, bym za blisko nie podeszła...
Bo co? Nie kokietuję, nie robię słodkich oczu, nie flirtuję.
Po co zatem w ogóle on podtrzymuje tę znajomość i szuka kontaktu, jeśli tak
bardzo chce się dystansować?
Mogę mu zapewnić mega dystans - niech wraca do swojego świata, którego broni
przede mną jak niepodległości. Bo obijam się o peryferia jego życia, a on,
przykładny ojciec i mąż, jak nikt nie widzi (czyli żony nie ma w pobliżu)
zapuszcza żurawia do mojego świata w bliżej nieokreślonym celu. Bo o romansie
mowy nie ma, tutaj obopólna pełne zgoda.
Deklaruje, że jest szczęśliwy, w co akurat wierzę, bo na swój sposób naprawdę
jest.
Nie podoba mi się tylko ta jego dziecinna konspira i podejście do mnie. Z
jednej strony "dwa różne światy i niech tak zostanie" z drugiej deklaracja, że
"kolejne spotkanie do rozważenia".
Dla mnie ta znajomość jest wartościowa o tyle, że dziś, w dobie karuzeli
wszelkich znajomków i znajomych królika, ktoś, z kim się człowiek praktycznie
wychowywał, bardzo mocno zżył, jest cenny i niesie ze sobą jakąś wartość i
stałość.
Chętnie poczytam wypowiedzi męskiej części forum...
    • pogoda.1 Re: i tak i nie 14.08.10, 10:44
      U mnie jest podobnie, z pewną różnicą. Ja nie byłem od dawna w
      prawdziwym związku. Przelotne znajomości często bez miłości. Tu bęc
      stara miłość z liceum z podobnym bagażem doświadczeń. Tylko szkoda,
      że odezwała się jak straciła pracę. Zaproponowała wspólne życie
      jednak odmówiłem. Nadal mnie ciągnie do niej, ale jak przypomnę
      sobie, że przed mną więcej facetów niż ja partnerek i sypiał z nimi
      to mnie krew zalewa.Olej gościa i tyle. To najlepsze, ale trudne (sam
      cię rozumiem) albo daj mu ultimatum jest z tobą, albo z żoną i nigdy
      się nie spotykacie.
      • maracooja Re: i tak i nie 14.08.10, 11:00
        Ale ja nie oczekuję aby ze mną był!
        Sama też jestem w związku.
        Rzecz wyłącznie w tym, że albo jest naturalnie albo nie ma wcale.
        Nie wpycham mu się do domu, nie wypytuję o żonę (którą zresztą znam, zawsze się
        w nim podkochiwała), bo zbywa mnie bardzo zdawkowo, kiedy w ogóle do jego życia
        nawiązuję. To jest idiotyczne, bo nic nie chcę mu zabrać, nie wodzę na pokuszenie.
        On przy mnie nie zachowuje się naturalnie. Na naturalność stać go jedynie na
        odległość ale i tu za wylewny nie jest, taka natura.
        A trzyma się tej naszej znajomości jak pijany płotu.
        Niech mnie ktoś oświeci, proszę.
        • pogoda.1 Re: i tak i nie 16.08.10, 07:53
          Widać wszystkiego nie przeczytałaś. Piszę jasno postaw mu ultimatum
          rozwód i jest z tobą, albo niech daje sobie spokój. Nie baw się z nim w
          podchody tylko przedstaw jasno sytuację, albo przyjaciel (pardą teraz
          nie ma przyjaciół tylko koledzy) albo niech spada.
          • rybka.11 Re: i tak i nie 16.08.10, 08:22
            pogoda.1 napisał:

            >albo przyjaciel (pardą teraz
            > nie ma przyjaciół tylko koledzy) albo niech spada.
            __________________________________
            ale życie nie jest albo tylko czarne, albo tylko białe - czasem taki wybór jest
            niemożliwy....
            • ckm1 Re: i tak i nie 16.08.10, 20:03
              Możliwy - niemożliwy ale konieczny.
    • gyubal_wahazar Re: i tak i nie 14.08.10, 12:53
      To ten rodzaj heroizmu romantycznego który mnie przerasta. Gdyby płci
      bohaterów tej historii były zamienione, łatwiej byłoby mi złożyć rozwój
      akcji na karb uroczej kobiecej niekonsekwencji, a tak zmuszony jestem rzucić
      ręcznik
      • maracooja Re: i tak i nie 14.08.10, 12:58
        :DDD
        • kapitan.nemo.live Re: i tak i nie 14.08.10, 18:16
          Myślę, że On tej miłości nie przetrawił jeszcze. Ożenił się z kobietą, która
          Jego kochała, ale ciągnie Go do kobiety, którą sam kochał. Może bawiąc się z
          Twoim dzieckiem, wyobraża sobie że to On mógłby być jego ojcem.Może chce abyś
          właśnie pocierpiała, tak jak On sam kiedyś cierpiał. Układ myślę że chory, warto
          go jednak przerwać, może powinnaś mu powiedzieć, że jednak nie wchodzi się dwa
          razy do tej samej rzeki.
    • july_flower Re: i tak i nie 14.08.10, 23:57
      Ja tez uwazam, ze takie znajomosci sa cenne. Jest to osoba z ktora duzo
      przezylas, wiele was kiedys laczylo. Wlasnie dlatego ja tez czasami spotykam sie
      z moim bylym. Po prostu zeby porozmawiac i pobyc z kims kto mnie zna na wylot.
      Ja generalnie uwazam, ze najwazniejsze w zyciu sa ludzie, nie tylko rodzina, ale
      tez ludzie z ktorymi nawiazalismy jakies blizsze relacje, ktorzy sa dla nas
      cenni w ten czy inny sposob. Twoim bylym chyba jednak kieruja inne powody,
      podejrzewam, ze cos go jeszcze do ciebie ciagnie i nie bardzo wie jak sobie z
      tym poradzic, tak jakby sprawdzal swoje uczucia. Moim zdaniem taka jego
      manifestacja, ze nie potrafilby sie juz do ciebie zblizyc itd. to oznaka
      slabosci i obawy, ze moglby cos do ciebie znowu poczuc.
    • z_malej_litery Re: i tak i nie 15.08.10, 11:44
      rzeczywiście, być może Ciebie kocha, a bojąc się tego i jednocześnie
      pragnąc choćby minimalnego kontaktu, chce go utrzymać.

      ale to trochę niebezpieczne, można nawet niechcący wyrządzić komuś
      krzywdę.

      może jednak odejdź z jego życia już tak definitywnie? dla jego i
      własnego spokoju?

      (sorry, ja nie męska część działu :D)
      • pol_krzaka Re: i tak i nie 15.08.10, 18:31
        Ale dobrze prawisz. Taki kontakt dla niego jest trudny, wciąż się stresuje, jest
        sztywny. I faktycznie bardzo łatwo wyrządzić krzywdę. Odrobina przyzwoitości
        wymaga by po ucieczce od kogoś i złamaniu mu serca nie próbować robić z tego
        neutralnej znajomości i przyjaźni.
        • purpurowa50 Re: i tak i nie 15.08.10, 18:47
          pol_krzaka napisał:

          > Ale dobrze prawisz. Taki kontakt dla niego jest trudny, wciąż się
          stresuje, jes
          > t
          > sztywny. I faktycznie bardzo łatwo wyrządzić krzywdę. Odrobina
          przyzwoitości
          > wymaga by po ucieczce od kogoś i złamaniu mu serca nie próbować
          robić z tego
          > neutralnej znajomości i przyjaźni.

          Tak, zawsze można brnąć w przyszłośc, nie zamykając przeszłości, a
          rany będą się goić do starości... Powodzenia
    • znj2 Re: i tak i nie 15.08.10, 18:03
      Tak czasem bywa. Mnie też to spotkało. Natomiast na regularne
      spotkania nie mam ochoty i na przyjaźń także. To już trochę obca
      osoba. Tym bardziej, że pamięć zaciera nawet fajne chwile.
      Tamta dziewczyna z młodych lat, nie jest tą która jest. Czas
      wszystko zmienia. I niech tak zostanie!
    • yulija Re: i tak i nie 15.08.10, 19:05
      a ja w ogóle nie widzę problemu... znajomości zaczynają się i kończą... i tyle...
      Wyobrażamy sobie "coś tam" o "kimś tam" a życie weryfikuje nasze wyobrażenia..
      Cała sztuka w tym żeby nie szukać tego czego wcale się znaleźć nie chce!
    • karakorum_hindukusz Re: i tak i nie 16.08.10, 12:16
      Ja jestem zdania, że jeśli uczucie definitywnie się skończyło i obydwu stronom przeszło to nie szuka się kontaktu, nawet na stopie koleżeńskiej.
      Mam kilku takich delikwentów, których kiedyś darzyłam uczuciem mniejszym lub większym, skończyło się i od tamtego czasu się nie widzieliśmy. Koniec, kropka. Jasne, przez pierwsze tygodnie czy miesiące bywało ciężko, zdarzały się jakieś rozmowy na gg czy smsy, ale życie poszło dalej, każdy żył już w swoim świecie i kontakt się naturalnie urywał.
      Ani razu mi nie przyszło na myśl, żeby się do nich odzywać po latach, czy proponować spotkanie, nawet jeśli już dodawali mnie, czy ja ich do znajomych na naszej klasie (że tak użyję tego nowoczesnego wyznacznika "pozostawania w kontakcie":P). Fakt faktem, nieraz sama z czystej ciekawości odszukiwałam ich na nk i podglądałam ich konta, czy wysyłałam zaproszenia do znajomych lub tez jakoś zupełnie lakonicznie odpisywałam na ich pytania "co słychać?", ale z chwilą wylogowania się zapominałam o sprawie i wracałam do mojego świata i mojego życia.
      Z drugiej strony, mam delikwenta, do którego już nie raz odzywałam się po latach i proponowałam spotkanie, zwyczajnie z tego względu, że mi go brak. Mimo że nasze drogi się rozminęły i różne rzeczy uniemożliwiające nam powrót między nami zaszły, nadal go kocham i potrzebuję chociażby minimalnego kontaktu z nim, żeby czuć, że żyję.
      Skoro on szuka z Tobą kontaktu widać, że mu nie przeszło...
      Jeśli się kochało prawdziwie - nigdy nie przestaje się kogoś kochać. Po prostu przyzywczaja się do jego braku...
    • skarpetka_szara Re: i tak i nie 16.08.10, 18:56
      czy ty na KAZDYM forum bedziesz wklejac te bezsensowne watki???

      Daruj sobie...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja