francesca197
25.08.10, 19:00
Od 3 miesiecy nie mieszkam razem z męzem. Mamy 2-letniego syna.
wyprowadziłam się. Sytuacja wygląda nastepująco: on chce rozwou, alt
to ja mam złozyć pozew, nie daje kasy na zycie, bo co ja sobie k...
myslę ( to jego słowa), jak da kase na buty czy badabie lekarskie to
musze miec paragon ( bo nie lubli jak ktos go w h...a robi), podczas
rozmowy słysze wylgaryzmy itd itp. Próbowałam ratowac zwiazek dla
dziecka. Jego słowa: nie będe sie naginał, nie chce zadnych
ograniczen ( chodzi owyjscia towarzyskie, suto zakrapianie wódką),
ty ze mną nie dasz rady etc. Kilka razy podnióśl na mnie reke, raz
pchnął, zniszczycl kilka rzeczy. Grozi mi, ze jak sie z nim nie
dogadam, nie bedzie placil alimentow.
moze chaotycznie napisałam, ale juz nie moge psych tego zniesc...
Skąd w nim tyle agresji?? Przeciez to jesgo dziecko? dodam, ze juz
raz sie rozwiódl. Była żona wniosła sprawe do sądu.
I dlaczego chce abym ja złozyła pozew do sądu?