queen_killer
05.09.10, 01:48
Cześć, ciekaw byłbym waszej rady.
Najpierw parę słów wprowadzenia. Przez sześć lat tkwiłem w wyjątkowo nieudanym związku. Ciągłe narzekania, kłótnie, pretensje odizolowanie od znajomych (pani zazdrosna mizantropka), w łóżku skamieniały las. Tkwiłem w tym, bo początkowo byłem zakochany, potem wierzyłem, że uda się ten związek uratować (trochę pozytywów w nim było skądinąd), w końcu trudno mi było przełamać szantaż emocjonalny mojej byłej, prowadzony umiejętnie zgodnie z linią "Czy wiesz, jaką świnią będziesz, jeśli mnie porzucisz?".
Kiedy się w końcu wyrwałem, miałem konkretny plan. Najpierw nowe mieszkanie, zmiana środowiska itp. Potem co najmniej rok wesołego życia kawalera - wolność, imprezki, przypadkowe związki krótkotrwałe. A potem dopiero szukanie prawdziwej miłości.
Dodam, że przed tym nieudanym związkiem był inny, który rozpadł się z kolei nie z mojego wyboru. Razem około 10 lat wierności, stabilizacji i dyscypliny bez szaleństw. Naprawdę uważałem, że zasłużyłem na to, żeby trochę pobyć niegrzecznym chłopcem.
Niestety, los spłatał mi figla. Spotkałem Ją dosłownie kilka dni po odzyskaniu wolności. Po kilku miesiącach mogę powiedzieć, że to naprawdę wspaniały związek. Porozumienie, cudowne spędzanie czasu razem, mnóstwo znajomych, w łóżku totalny odlot.
Powinienem być szczęśliwy a jednak w głębi coś mnie gryzie. Co z moją z trudem odzyskaną wolnością? Co ze swobodą? Co z kawalerskim życiem? Wszystko na śmietnik? Ona ma konkretne dzieciowo-stabilizacyjne plany i chyba naprawdę byłaby z niej dobra matka dla moich dzieci. Ale oddawać się w niewolę, nawet słodką, kiedy nie muszę? Kiedy powoli (jestem w połowie lat 30-stych) mija czas w którym mogę pożyć sobie nieodpowiedzialnie? Gdybym poznał Ją rok później, sprawa byłaby dla mnie jasna, ale teraz jasna nie jest.
Co mi radzicie?