bramasole2
10.09.10, 22:54
Drodzy mężczyźni,
w moim życiu wydarzyło się coś co totalnie mną potrząsnęło, poszło jak lawina, zawirowało...
W moim małżeństwie nie działo się dobrze - mąż chorobliwie zazdrosny, apodyktyczny, agresywny...tak w skrócie...(małym skrócie, bo przeżyłam horror).Rok temu nosiłam się z separacją aż w końcu dojrzałam do rozwodu - mamy 4 letniego synka. Tydzień po złożeniu pozwu poznałam faceta w pracy...pracował od paru miesięcy, na jednej z imprez poprosił mnie do tańca, potem był sms, telefony. Wiedział, jaka jest sytuacja u mnie, on tkwił (jak mówił) w nieudanym związku małżeńskim, rozchodziło się o jego pasję, sport - nie chcę wnikać w szczegóły. Na początku go spławiałam, mówiłam że mam rodzinę, że buduję dom...itd. Jednak rozmowami dobrnęliśmy do momentu pierwszego spotkania, dalej poszło lawinowo. Namiętność, porozumienie...poczucie, że to druga połowa. Facet ma 37 lat. Po 4 tygodniach wyprowadził się od żony (ma 2 dzieci), następnie złożył pozew. Żona dowiedziała się o wszystkim...mój mąż wynajął detektywów (pracuje w służbach i ma znajomości)...Problemy się nawarstwiały. Mój mąż był w kontakcie z jego żoną...
Nasza relacja mimo wszystko rozwijała się, były deklaracje z jego strony, wspólne plany....i nagle w 1 tydzień zadzwonił i telefonicznie wszystko zakończył.Wytłumaczcie mi jak to jest? Czy Wam słowa przychodzą łatwiej i nie mają dla Was znaczenia? Czy po zdobyciu kobiety opadają emocje...? Nie należę do naiwnych kobiet....kochliwych...Zaufałam...Jak to możliwe...z kilkunastu telefonów dziennie, setek sms-ów, cudownego seksu, w tydzień nie zostało nic???!!!
Zachodzę w głowę i nic nie rozumiem... Rozsądek podpowiada"Niedojrzały kretyn, zapomnij o nim"...to jednak nie takie proste. Teraz, kiedy potrzebowałam wsparcia - bo przeprowadzka...bo właściwie jestem sama w tym potwornym wielki mieście....Ach...co za życie!