mala.stara
26.09.10, 16:41
sytuacja jest taka: kolega z pracy. około 40. ja 26. flirt. on sam zaczyna większość rozmów, uśmiecha się, zagląda w oczy. jednym słowem - klasyka flirciarska. trwa to już 2 miesiące, chcę żeby sprawa poszła dalej. on najwyraźniej boi się jakiegoś radykalniejszego kroku i myślę, że ja muszę to zrobić. powiedzcie więc prosto - jak powinno się nakłonić faceta do wspólnego wyjścia na kawę (nie chodzi o seks, choć, oczywiście, nie jest on wykluczony) tak, żeby nie poczuł się zaatakowany? żeby myślał, że wciąż ma kontrolę, a ja nie wyszła na desperatkę? najważniejsze - żeby go nie spłoszyć? jakie są wasze doświadczenia w tej materii? czy może w ogóle nie lubicie jak kobieta robi pierwszy krok?