jo_k_2
05.10.10, 14:27
Prosze o porade w trudnej dla mnie sytuacji. To juz nawet nie o racje chodzi tylko czy moje oczekiwania sa nienormalne???
Od poczatku: po ekcesach alkoholowych mojego meza i klotniach, ktorych nie moglam juz zniesc,zdecydowalam sie wyjechac na 2 tygodnie do rodzicow,bedac w 9tyg. ciazy i zabierajac ze soba naszego 2letniego synka.
Niestety po przyjezdzie do kraju(mieszkamy za granica) wyladowalam w szpitalu z krwawieniem i zagrozeniem poronienia. Moj maz przyjechal jak tylko mogl najszybciej. Pobyl ze mna w szpitalu i zdecydowalismy, ze on pojedzie do swojego brata do centralnej Polski na weekend, zabierze naszego syna ze soba. Bylo mi troche przykro, ale faktycznie moze dla odciazenia mojej mamy, biegajacej w stersie miedzy szpitalem, domem a zajmowaniem sie naszym synem bylo to najlepsze rozwiazanie, moze tez, ze moj maz nie chcial za bardzo pozostawac w moim rodzinnym domu kiedy mnie tam nie ma. ok, moge to zrozumiec, nie robilam wiec z tego zadnego problemu. po paru dniach wyszlam ze szpitala, maz wrocil z wizyty u brata, nie mogl zostac zbyt dlugo w Polsce, tak ze wlasciwie calkowity pobyt jego w Polsce zawezal sie tylko do paru dni. w dzien jego wyjazdu rano, (wieczorem mial odlot), oswiadczyl mi, ze wybiera sie z rodzicami na narty. zawzalo...no dla mnie pomysl z kosmosu, ze zamiast pobyc ze mna w tym tak ciezkim i stresujacym okresie ktos wogole mogl wpasc na tak chory pomysl. No wlasnie czy chory? Wywiazala sie wielka klotnia z zaangazowaniem rodzicow meza i moich po przeciwnych biegunach oczywiscie, ze jak moge miec mu to za zle, ze on chce pojechac na narty!!! Czy faktycznie nie mialam racji oczekujac od meza bycia przy moim boku i wsparcia jak wiadomo bylo ze tymczasowo wrocic z nim za granice nie moge a borykam sie z tak bolesnymi przezyciami. Teoretycznie maz i jego rodzice twierdza,ze nie pozwolilam wyjechac mezowi na dwie godziny, w praktyce sam dojazd od nas w Beskidy zajmuje zima od godzinki do poltorej w jedna strone! Dlaczego pisze tego maila, teraz prawie pol roku po calym wydarzeniu zostala mi ta sytuacja znowu przez meza i jego mame wypomniana, ze wtedy nie mialam racji. Najbardziej boli mnie to, ze po wielkiej tragedii jaka przezylismy/przezylam, bo niestety poronilam i to ciaze dosc zaawansowana, bo juz w 18tyg, wyciagane mi sa rzeczy, ktorych ja w zaistnialaej sytuacji na miejscu meze bym sie wstydzila. Czy to ja jestem nienormalna? Najbardziej boli mnie fakt nie samego niestosownego pomyslu w zaistnialej sytuacji, ale ignorancja mojej potrzeby bycia w tej trudnej sytuacji z czlowiekiem, ktory w koncu byl ojcem tego dziecka. prosze o Wasze opinie na ten temat, bo juz sama sie pogubilam, co powinno byc priorytetem w zyciu dwojga ludzi.