sor_ry
18.10.10, 09:06
Cześć,
Mam taki problem. Trudno napisać, żeby doskonale dać wyraz tego, co czuję. Może tak... Jak wiadomo mieszkając razem ma się wiele wspólnych problemów, które ze swej natury nie muszą być nieprzyjemne, jak np. organizowanie dziecku pokoju, czy jakiegoś własnego kąta, kiedy już osiągnie wiek zaawansowanego przedszkolaka, .. jakieś prace w domu wymagające pomyślenia: czy lepiej coś przesunąć tu czy tam, żeby zrobić miejsce na dodatkowy mebel, kiedy pojechać do jednych znajomych czy krewnych a kiedy do innych.
Dla mojego Męża każda rozmowa o takich sprawach jest o niewłaściwej porze i zawsze przeszkadza, a do tego, i to jest najgorsze - po co o tym rozmawiać i psuć sobie np. wieczór, kiedy "to" [czyli jakieś omawiane przedsięwzięcie] i tak z góry wiadomo, że się nie uda. Zawsze jestem pozytywnie nastawiona do różnych rozmów, jeśli ciągną za sobą zmiany, to również zmian. Nie robię też niczego na siłę. Dziecko nasze jest na tyle duże, że powoli zaczyna myśleć o kąciku dla niego, żeby uczył się porządku i nie rozwalał zabawek po dużym pokoju (ilekroć Mąż się o nie potyka, tyle razy klnie, a więc przeszkadzają Mu)... myślę więc, że to dobry moment, żeby zacząć myśleć o pokoju dla Niego. Nie, żeby Go zaraz wypychać, czy izolować, zresztą to nie jest istota sprawy, tylko przykład. Istotą jest to, jak poradzić sobie z tym czarnowidztwem. I jak mój Małżonek może się przekonać o tym, że nie tylko to, co On wymyśli jest warte zastanowienia, ale także inni mają pomysły, nad którymi można się zastanowić nie skazując ich z góry na niepowodzenie.
Macie jakieś doświadczenia? Proszę, jeśli ktoś zetknął się z podobnym problemem...