jak dotrzeć do obrażonego faceta?..

14.11.10, 10:54
..który się otoczył jakimś "murem", a powodem było niedogadanie w jednej w sumie błahej sprawie. Oboje mamy też problemy życiowe, ktore jak mam wrażenie nałożyły sie na to wszystko. Nikt tu nie jest całkowicie winny ale mam wrażenie, że on coś źle zinterpretował w moim zachowaniu..ale to tylko moje domnieniania (on twierdzi, że ja się obraziłam i średni jest z nim kontakt). Już nie pierwsza taka sytuacja, ale wcześniej udawało mi się kobiecymi sztuczkami i dyplomacją wybrnąć z sytuacji. Aż to tego feralnego dnia..dzień wcześniej jeszcze wszystko ok., a dzień później bum!. Na parę dni odpuściłam jakikolwiek kontakt, żebyśmy oboje ochłoneli..Nic to nie dało, nadal tkwi w swoim zacięciu, mam wrażenie że jeszcze gorzej obrażony. Nie chcę żeby znajomość się zakończyła, przez jakiś niefortunny zbieg okoliczności..wcześniej nic na to nie wskazywało chociaż było kilka trudnych momentów. Męczy mnie niepewnośc co do ciągu dalszego tego wszystkiego, czy dać jeszcze czas na ochłonięcie, czy.......sama już nie wiem. (Oboje po "przejściach", 30+, związek bardziej "przyjacielski").
    • paulina7171 A po co chcesz do niego docierać? 14.11.10, 11:32
      Skoro to związek, jak piszesz, "przyjacielski"? Może pan spotkał panią w celu związku "jeszcze bardziej przyjacielskiego", tylko nie ma ochoty jasno tego wyartykułować?
      Jeśli nie, to po prostu poolewaj trochę tego gościa. Nie nadskakuj mu za bardzo, pokaż, że masz swoje życie i swoje sprawy. Jak mu zależy na znajomości, sam się odezwie.
      • monia_ka Re: A po co chcesz do niego docierać? 14.11.10, 12:17
        > Skoro to związek, jak piszesz, "przyjacielski"? Może pan spotkał panią w celu z
        > wiązku "jeszcze bardziej przyjacielskiego", tylko nie ma ochoty jasno tego wyar
        > tykułować?

        to raczej (?) wykluczyłam, bo byłyby już wcześniej jakieś symptomy w zachowaniu, albo przypadkowe dziwne sytuacje (nie odebranie tel., nie odpowiedzenie na smsa)..a nie przypominam sobie czegoś takiego.

    • paulina7171 Re: jak dotrzeć do obrażonego faceta?.. 14.11.10, 13:04
      To zrób tak, jak Ci powiedziałam, zapisz się na angielski, idź na babski wieczór z koleżankami. Słowem - pokaż panu, że masz inne zajęcia, dzwoń jak gdyby nigdy nic ("wiesz, właśnie wróciłam z siłowni"). To też będzie dobry test na to, komu bardziej zależało na tej znajomości. Jeśli pan dalej będzie strzelał fochy - to raczej odpuść.
      • ferro2 Re: jak dotrzeć do obrażonego faceta?.. 14.11.10, 13:09
        Nie ma nic gorszego niz strzelajacy fochy facet, a jak to jeszcze kawaler, to tragedia, znajdz innego, szkoda czasu.
        • monia_ka Re: jak dotrzeć do obrażonego faceta?.. 14.11.10, 14:42
          ferro2 napisała:

          > Nie ma nic gorszego niz strzelajacy fochy facet, a jak to jeszcze kawaler, to t
          > ragedia, znajdz innego, szkoda czasu.

          gorzej..facet po nieudanym długoletnim związku i jakimś mniej długoletnim..w przyczyny nie wnikam, bo to nie moja sprawa a i tak całej prawdy jak się domyslam nie poznam.
          • triptical Re: jak dotrzeć do obrażonego faceta?.. 15.11.10, 13:24
            monia_ka napisała:

            > ferro2 napisała:
            >
            > > Nie ma nic gorszego niz strzelajacy fochy facet, a jak to jeszcze kawaler
            > , to t
            > > ragedia, znajdz innego, szkoda czasu.
            >
            > gorzej..facet po nieudanym długoletnim związku i jakimś mniej długoletnim..w pr
            > zyczyny nie wnikam, bo to nie moja sprawa a i tak całej prawdy jak się domyslam
            > nie poznam.

            ferro ma rację.
            Mężczyzna się nie obraża. To jest jedna z wielu różnic pomiędzy mężczyzną a nie-kobietą.
            Olej to prosty sikiem i tyle.
      • monia_ka Re: jak dotrzeć do obrażonego faceta?.. 14.11.10, 14:41
        Tak kiedyś już zrobiłam..jak prawie już nastąpił rozłam. Pozapisywałam się na różne bzdury, odwiedzałam wszystkich znajomych, nie zawsze "mogłam" tel. odebrać...podziałało, że zaczął być zazdrosny, ostatnie tygodnie były bez zarzutu. Teraz jednak przez skórę czuję, ze to nadęcie się grubszego kalibru..tak jak wspomniałam trochę niefortunnych rzeczy się nałożyło i obawiam sie, że odbiło się to już definitywnie na tej znajomości...
    • paulina7171 W sumie mało danych... 14.11.10, 15:08
      wcześniej udawało mi się kobiecymi sztuczkami i dyplomacją wybrnąć z sytuacji
      Mówiąc po polsku:
      "Zawsze ja pierwsza wyciągałam rękę do zgody, nawet wtedy, gdy wina była ewidentnie po jego stronie".
      Nie chcę wyrokować, bo podajesz zbyt mało danych, ale mam wrażenie, że bilans przemawia na Twoją niekorzyść. Innymi słowy - częsciej Ty zabiegałaś o niego niż on o Ciebie, no i rozleniwiłas faceta. Przyzwyczaił się, że ma Cię na pstryknięcie palcami i że zawsze jesteś pod ręką.
      • monia_ka Re: W sumie mało danych... 14.11.10, 15:24
        > Nie chcę wyrokować, bo podajesz zbyt mało danych, ale mam wrażenie, że bilans p
        > rzemawia na Twoją niekorzyść. Innymi słowy - częsciej Ty zabiegałaś o niego niż
        > on o Ciebie, no i rozleniwiłas faceta. Przyzwyczaił się, że ma Cię na pstrykni
        > ęcie palcami i że zawsze jesteś pod ręką.

        po sytuacjach konfliktowych faktycznie ja zagadywałam w wiekszosci pierwsza (czasem używałam pretekstu....np. drobna pomoc w czymś) i w zasadzie szybciutko się "odblokowywał". Na codzień gdy jest ok, bilans chyba wygląda inaczej..ja nie zagaduje, nie dzwonie..on to robi (robił:(..
        Szkoda mi tą znajomość przekreślać..chwilami się psuje, ale generalnie ten facet bardzo ale to bardzo mi pasuje..

        • paulina7171 Czy on jest żonaty? 14.11.10, 15:42
          Tak mi się skojarzyło.
          Bo Twoje posty są tak oględne, jakbyś się bała, że zostaniesz zidentyfikowana przez niego lub Waszych znajomych, którzy czytają to forum.
          • monia_ka Re: Czy on jest żonaty? 14.11.10, 15:46
            masz dobre wyczucie..to ja nie jestem jeszcze do końca wolna (w separacji)
            • paulina7171 No i wszystko w temacie. 14.11.10, 16:07
              Słuchaj, ja nie należę do kółka różańcowego, więc oszczędzę Ci moralizowania, jakie to trójkąty są "be". Zresztą Ty masz tego świadomość. Daruj, ale teraz ja tego gościa doskonale rozumiem. My, kobiety, odsądzamy od czci i wiary żonatych facetów, którzy bajerują inne kobiety tekstami, jak to żony ich "nie rozumieją" i jak ich małżeństwa się "nie układają". Nie dziw się facetowi, że się chce z tego wymiksować (na to wygląda), bo można się wpakować w taki kanał, że szkoda gadać. Jedyna rada, to "pozamiatać" sprawy z mężem i z czystym kontem próbowac układac sobie życie od nowa.
              Innej drogi nie ma.
    • dzieciatko_je_zus Re: jak dotrzeć do obrażonego faceta?.. 15.11.10, 15:47
      Najlepiej dobrym seksem.
      • ferro2 Re: jak dotrzeć do obrażonego faceta?.. 15.11.10, 21:31

        • coelka Re: jak dotrzeć do obrażonego faceta?.. 15.11.10, 22:06
          Ja bym olała i przeczekala kilka dni a nie docierac. Pozatym facet szczelający focha to porazka , moja najlepsza kumpela miala takiego, potrafił sie 3 dni do niej o cos nie odzywać. Przy okazji był tez obrazony na wszystkich jej znajomych co wyraźnie pokazywal jak sie na piwo do niej wpadało, wchodzil nie odzywając sie do nikogo , jak ktoś do niego cos zagadał, to sie patrzył i nie odzywal, jak sie pytaliśmy co sie stalo mowiła ze ma focha, skończyło sie rozstaniem. A jak gdzies z nia wyszłam to on potrafił, rzucac , klawiatura i takie tam bo facet mial słabe nerwy, zachowywał sie wręcz idealnie jak tu pisza panowie o kobietach , z kims takim na dłuzej sie nie da.
    • marripossa Re: jak dotrzeć do obrażonego faceta?.. 16.11.10, 21:12
      A to na pewno facet, a nie jakas głupiutka, obrażalska gimnazjalistka?
Pełna wersja