leszekkotlerski
24.11.10, 14:11
Hej, mam nadzieję, że uda mi się wyrazić precyzyjnie :). To co zamieszczam poniżej tyczy się związków, a nie sytuacji w urzędzie, lub z inna kobietą, która nas ani ziębi, ani parzy, podobnie jak i w drugą stronę.
Jestem ciekaw, czy Wy też tak macie, że ilekroć próbujecie coś wyjaśnić z kobietą do końca, używając argumentacji logicznej, to kobieta na końcu mówi, że mówicie innymi językami, i rozmowa nie ma sensu. Przecież krew człeka może zalać, bo nijak nie da się żadnej rozmowy wówczas przeprowadzić. Jeśli argumentujesz na chłodno, starasz się ująć sedno problemu, to wówczas jesteś zimny drań, kimś kto nie rozumie jej uczuć, kimś kto nie rozumie co ma do powiedzenia, tylko się czepia, a gdy się zdenerwujesz, i zaczniesz podnosić głos, to z awanturnikiem nie będzie rozmawiała. Co najlepsze, nawet gdy jej dwa zdania sobie wyraźnie przeczą, to jedyne co ma do powiedzenia to to, że mówimy innymi językami i ma dość tych ciągłych argumentacji, a dana rozmowa to tylko wierzchołek góry lodowej nierozwiązanych sytuacji hehe. I zaczyna się rozmowa o wszystkim innym, ale nie możesz argumentować, bo po jakie licho, skoro skończy się podobnie jak poprzednia rozmowa. I czasem się już zastanawiam, czy ja może jakiś jebnięty jestem.
Zazwyczaj idzie w zaparte tak długo, jak się da, czasem nawet wtedy kiedy widzi, że gada już niedorzeczności. Wówczas ma kilka sposobów, by niewygodna rozmowę uciąć i przejść na inny tor rozmowy, rozmawiając przykładowo o naszych ogólnych problemach, nazywaniu ich, ale nie chce rozmawiać już o tym, co było konkretne w danym momencie.
Ja wiem, że kobiety i mężczyźni pewne rzeczy inaczej werbalizują, ale jest coś takiego jak prawda i fałsz, nieważne jakim językiem mówisz.