blueiza77
26.11.10, 23:21
Wjasnie przed chwila skonczylam czytac watek gdzie facet na forum "kobieta"pytal jak bezbolesnie sie rozstac i pomyslam, ze moze dla odmiany ja poradze sie na forum "mezczyzna":) Otoz bylam w zwiazku, ponad rok mieszkalismy razem. Jednak facet po pol roku tego mieszkania stwierdzil ze to nie to i ze mozemy zostac tylko przyjaciolmi. Poza tym planuje wyjazd za granice i w swoich planach mnie nie uwzglednia. Wyjazd mial nastapic we wrzesniu. Przyjelam do wiadomosci. Poniewaz decyzja o wspolnym zamieszkaniu byla zwiazana z moim wyjazdem z Polski i zmiana pracy, to nie moglam wyprowadzic sie z dnia na dzien, ale zaczelam szukac pracy z miezkaniem. Po jakims miesiacu udalo mi sie znalezc i kiedy mu o tym powiedzialam stwierdzil, wcale nie musze sie tak na juz wyprowadzac, ze ten wlasciciel hotelu co mi zaoferowal prace to podejrzany itp. Ok, zrezygnowalam z tej pracy i zostalismy razem. Generalnie bylo miedzy nami calkiem niezle w tym czasie, ale tylko pod warunkiem, ze to na razie. Nastepnie pojawila sie inna oferta pracy z mieszkaniem i sytuacja sie powtorzyla, tzn tym razem ja nie specjalnie sie chcialam wyniesc do tego miejsca. Tym bardziej, ze on zdecydowal sie przesunac wyjazd na luty przyszlego roku, a pozniej z kolei na jesien przyszlego roku. Ale od jakis dwoch miesiecy zaczelo sie pogarszac miedzy nami, coraz czestsze pozne powroty do domu (piwo w pubie prawie codziennie po pracy) i coraz czesciej zaczlam slyszec, ze on potrzebuje wiecej przestreni (nie jestem zdecydowanie typem kobiety bluszcza chociaz ze zrozumialych wzgledow mam tu mniej znajomych niz w Polsce) i nie moge miec pretensji i zachowywac sie jak zona. Oprocz tego praktycznie przestalismy tak naprawde ze soba rozmawiac oprocz zwykych codziennej wymiany kilku slow, wciaz sypialismy w jednym lozku, ale seks byl coraz rzadszy. W koncu po ponad miesiacu takiej sytuacji powiedzialm mu, ze nie chce tak zyc i ze jak on ma zamiar to jchyba jednak musze sie wyprowadzic. Wtedy powiedzial, ze nie chce tak zyc. Wiec zostalam;) Ale przez dwa tygodnie nic sie nie zmianilo wiec jednak w koncu zdecydowalam sie na wyprowadzke. Nie bylo mi latwo, bo mimo wszystko ciagle cos do niego czuje, ale nie moglam zniesc jak oddalamy sie od siebie. Biorac jednak pod uwage jego wczesiejsze deklaracje, ze zostaniemy przyjaciolmi, napisalam do niego krotkiego maila, typu co slychac po tygodniu od wyprowadzki, i do tej pory milczy. Wyglada na to, ze to ja zrobilam mu jakas krzywde chyba. A przeciez to on mi powtarzal, ze nie pasujemy do siebie. Nie wiem co o tym myslec i czy probowac robic cos z tym czy dac sobie spokoj. Czasem mi sie wydawalo, ze jak miedzy nami zaczynalo byc naprawde fajnie to on za kazdym razem po jakims czasie musial to popsuc jakby bal sie tego ze za bardzo sie zaanagazuje albo co, nie wiem naprawde