k7a7r7o7
09.12.10, 18:37
no i sie chyba przeliczylam. albo trafila kosa na kamien...
krotko i tresciwie: znamy sie od 5 lat, bylismy dobrymi znajomymi, kazde w swoich zwiazkach, chociaz on nigdy, zartem-nie-zartem, nie ukrywal, ze mu sie podobam. zwiazki sie pokonczyly, teraz oboje jestesmy singlami no i tak jakos wyszlo...wyladowalismy w lozku. i drugi raz. i trzeci. i kolejny.
niby jasne, bo przekazal mi, ze on bardzo by chcial zwiazku, ale szuka "tej jedynej" no i luz, ja nia nie jestem i calkiem OK, niezobowiazujacy seks mi odpowiadal. Tyle ze te nasze spotkania coraz mniej seksu mialy, a coraz wiecej jego przytulania sie, calowania, glaskania po wlosach, patrzenia w oczy, aluzji, zartow, sugestii, wspolnego jedzenia przed telewizorem... i nadal on twardo, ze nic, ze szuka tej swojej jedynej. zaczelismy esemesowac po nocach (mimo ze widujemy sie bardzo, bardzo czesto, kilka razy w tygodniu z powodow zawodowych i chyba nie powinien czuc jakiegos niedoboru mojej osoby...), on sugestie, aluzje ze jestem fantastyczna, seksowna, zaczal mi sie zwierzac i generalnie czuje sie jak jego dziewczyna - ale nia nie jestem i ewidentnie nie bede.
Moja przyjaciolka podsumowala to jasno: "po cholere on wklada tyle wysilku w uwodzenie kobiety, ktora juz uwiodl kilka razy i bez problemu mozez nia sypiac ot tak, skoro on jej nie chce wcale uwiesc?"
No wlasnie...