DLACZEGO NIEKTÓRZY OJCOWIE NIE KOCHAJĄ SWOICH DZIE

17.04.04, 21:11
JEstem samotna matka (w separacji) mam 2 dzieci, ich ojciec wogóle ich nie
kocha (moim zdaniem) tak to wygląda, wogóle sie nie zajmuje, nie bawi, nic
przy nich ani z nimi nie robi ciagle coś objecuje, i prawie zawsze nie
dotrzymuje słowa. Cierpie widząc jak te maluchy cierpią. Co robić? Czasem
watpie juz, ze są na swiecie odpowiezialni mężczyźni.
ANia
    • patyczako Re: DLACZEGO NIEKTÓRZY OJCOWIE NIE KOCHAJĄ SWOICH 18.04.04, 00:04
      To smutne ale ojciec twoich dzieci jest nieodpowiedzialnym dupkiem ktory mysli
      tylko o sobie i o swoich przyjemnosciach...tylko czemu musza cierpiec jego
      dzieci?
      • Gość: Ela Re: DLACZEGO NIEKTÓRZY OJCOWIE NIE KOCHAJĄ SWOICH IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.04, 00:08
        facet nie kocha swoich dzieci tak jak powinien jak nie ma odpowiedniego zwiazku
        emocjonalnego z kobieta ktora jest ich matką
        szkoda ze urodziłas az dwoje dzieci, chyba wiedzialas ze to nie ten facet juz
        po 1?
        • Gość: Gerard Re: DLACZEGO NIEKTÓRZY OJCOWIE NIE KOCHAJĄ SWOICH IP: 69.156.104.* 18.04.04, 04:35
          Mysle ze facet nieprzyznajacy sie do SWOICH dzieci jest hu...,Co prawda znam
          przypadek co kobieta ma czarne i skosno-okie dzieci ,a bylego meza sciga o
          alimenty mowjac ze to jego dzieci. No ale........ Pozdrawiam
          • majewskaania5 Re: do ELi 18.04.04, 19:05
            Gość portalu: Gerard napisał(a):

            NIe po pierwszym dziecku nie było żle , jak sie dowiedział ze jestem w ciazy z
            drugim to odszedł. Od pół roku jestesmy w separacji / Ale to ze nam nie wyszlo
            to chyba nie znaczy ze wyrzeka sie dzieci? Nie rozumiem? Przeciez to jego
            dzieci i z powietrz sie nie wzieły wtedy cos nas laczyło. Teraz ma mlodsza
            kobiete bez zobowiazan. Studentkę....
            • longinw Re: do ELi 18.04.04, 19:49
              majewskaania5 napisała:

              > Gość portalu: Gerard napisał(a):
              >
              > NIe po pierwszym dziecku nie było żle , jak sie dowiedział ze jestem w ciazy
              z
              >
              > drugim to odszedł. Od pół roku jestesmy w separacji / Ale to ze nam nie
              wyszlo
              > to chyba nie znaczy ze wyrzeka sie dzieci? Nie rozumiem? Przeciez to jego
              > dzieci i z powietrz sie nie wzieły wtedy cos nas laczyło. Teraz ma mlodsza
              > kobiete bez zobowiazan. Studentkę.
              • longinw DO MAJEWSKIEJ 18.04.04, 19:54
                MOZE NIE UFA TOBIE,MOZE MA PODCTAWY KU TEMU I WIE ZE TO NIE JEGO,CZY POMYSLALAS
                O TYM,CHYBA LOGICZNE ZE TYM UPODLILAS GO( o ile tak jest) NO CHYBA ZE JEST
                PRAWDZIWYM HU...,ZA CZYM IDZIE CHORYM I NA UMYSLE. POZDRAWIAM
                • majewskaania5 do longina 18.04.04, 20:06
                  Wie ze to jego dzieci, przynajmniej do tej pory nic na ten temat nie mowil.
                  Moze zrobic badania jak chce sa w 100 % jego. Czy mi nie ufa? W sadzie zarzucil
                  mi ze zabralam mu wolnosc i tyle. Wiec jest wolny ale powinien byc
                  odpowiedzialny za dzieci. Zreszta wie ze byl moim pierwszym i jedynym (jak
                  dotad) i co z tego nie warto bylo. Mamy fajne dzieciaki ale maja przerabane,
                  bardzo go kochaja a on [po prostu je olewa. NIe moge tego zrozumiec, niby mowi
                  ze je kocha ale ta jego milosc konczy sie na mowieniu. Naprawde nie rozumiem go
                  i co gorsza nie wiem co tak naprawde sie stalo - a ON sam chyba tez nie wie...
                  ja dluzej juz tak nie potrafie zyc i nie wiem co robic. Czuje sie okropnie sama
                  ze swoimi problemami.
                  • Gość: konstatacja Re: do longina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.04, 20:29
                    To może nie na forum, ale do psychologa zapraszam (Ciebie) bo zdaje się, że
                    dzieci dalej będą miały przerąbane, jeśli w ten sposób będziesz rozwiązywała
                    ten problem.
                    Może Ty bądź odpowiedzialna za dzieci - takiego Ojca im wybrałaś, teraz i Ty i
                    one przez całe życie będą musiały za to płacić. Jestes odpowiedzialna - więc
                    zechciej nauczyć się od kogoś jak je mądrze wyprowadzić z tego bagienka z
                    najmniejszymi ranami.

                    Dla mnie to jest odpowiedzialność.
                    • andula5 Re: do longina 18.04.04, 20:41
                    • andula5 KONSTANCJO pomysl zanim ocenisz 18.04.04, 20:51


                      > To może nie na forum, ale do psychologa zapraszam (Ciebie) - bylam szkoda
                      czaaswu...........
                      > ten problem.
                      > Może Ty bądź odpowiedzialna za dzieci - takiego Ojca im wybrałaś,
                      Gdybym wiedziala jakim bedzie ojcem i mezem to nigdy bym za niego nie wyszla -
                      nie jestem niestety jasnowidzem....
                      teraz i Ty i > one przez całe życie będą musiały za to płacić. - uwazasz ze my
                      mamy za to płacić?

                      Jestes odpowiedzialna - więc
                      > zechciej nauczyć się od kogoś jak je mądrze wyprowadzić z tego bagienka z
                      > najmniejszymi ranami. - ciekawe od kogo mam sie uczyć?
                      To ja codziennie o 6 rzno prowadzam je do złobka potem biegiem do pracy,
                      pożniej biegiem z pracy, zakupy i po dzieci. W nocy gotuje i tak swiatek
                      piatek. Nie mam nawet godziny dla siebie... A on hula...... Czasem zapyta co
                      śłychac (przez telefon) mnie obchodzi go czy sa chore czy zdrowe czy mamy co
                      jesc... Wszystko na mojej glowie - nie mam nikogo do pomocy i radze sobie jak
                      moge tylko serce mi sie kraje jak widze jak czekaja na niego bo im cos tam
                      objeca i apo raz kolejny nie dotrzymuje słowa... To jest czlowiek ktory widzi
                      tylko siebie - nie wyzjae zadnych wartosci... ale dzieci go kochaja i co ja mam
                      robic?
                      >
                      > Dla mnie to jest odpowiedzialność.
                      Wiesz nie zycze nokomu takiego zycia , to jest pieklo na ziemi.. wiec nie mow
                      mi o odpowiedzialnosci..........
                    • libero3 Re: do longina 19.04.04, 12:37
                      > Może Ty bądź odpowiedzialna za dzieci - takiego Ojca im wybrałaś, teraz i Ty i
                      > one przez całe życie będą musiały za to płacić.

                      Konstatacjo, chyba każdy człowiek jest odpowiedzialny tylko za siebie (lub za
                      kogoś kim się opiekuje). Nie obwiniaj jej.
                      • Gość: Gerard Re: do longina IP: *.sympatico.ca 23.04.04, 13:47
                        LIBERO ma racje.... Pozdrawiam
    • Gość: Shamrock Re: DLACZEGO NIEKTÓRZY OJCOWIE NIE KOCHAJĄ SWOICH IP: 195.218.110.* 23.04.04, 16:41
      Niestety ja tez bylam w takiej sytuacji ale wyszlam za maz za innego mezczyzne
      i nie jestem sama. Ale tak mialam dokladnie jak ty tylko ze z jednym dzieckiem.
      Tez sie zastanawiam do tej pory czemu on taki jest bo problem dalej istneje ale
      juz nie jest taki straszny bo moje dzieckao ma nowego tatusia ktory jest dla
      niego wspanialy i kochajacy i teraz czeka na niego a nie na puste obietnice ze
      przyjdzie i klamstwa biologicznego "ojca". To byla pomylka zeby pozwolic mu
      miec prawa do niego. Poradze ci tylko to abys znalazla naprawde kochajacego
      mezczyzne bo sa tacy ktory zaakceptuje twoaja sytuacje a tamten sie usunie
      zobaczysz! On ma dzieci teraz gdzies ale jak sie pojawi jakis inny to odrazu
      zacznie sie krecic wokol dzieci bo nic mu nie zagraza na razie a ty wtedy
      powiesz "Przykro mi, dzis sie nie mozesz spotkac bo jedziemy na majowke
      rodzinna zadzwonie kiedy wrocimy" Oczywiscie najpierw musisz to ustalic z
      dziecmi czy chca sie z nim widziec ale mysle ze wybiora zabawe z nowym tata a
      nie z nudnym egoista ktory wymusza tylko wizyty. Powodzenia.
    • polinkaa Re: DLACZEGO NIEKTÓRZY OJCOWIE NIE KOCHAJĄ SWOICH 24.04.04, 23:46
      hmmm moi rodzice eyz sie rozwiedli. teraz jestem dorosla. pamietam jak w
      dziecinstwie wszysyc mi powtarzali "tatus cie kocha... ale widzocznie nie mogl"
      itp, nigdy go nie bylo, nigdy nie pamieta o moich urodzinach tylko przy
      przyapdkowym spotkaniu u dziadkow i udaje troskliwego ojca...
      moim zdaniem poprostu badz przy dzieciach daj im odczuwac swoja milosc caly
      czas i zapewnij jak najepiej umiesz bezpieczenstwo i przede wszhtkim rozmwiaj
      rozmawiaj...dzieci rozumieja i wiedza duzo
    • Gość: samotna matka Re: DLACZEGO NIEKTÓRZY OJCOWIE NIE KOCHAJĄ SWOICH IP: *.crowley.pl 30.04.04, 09:07
      Ja mam podobną sytuację- samotnie wychowuję córkę. Jej ojciec nie poczówał sie
      do rzadnych obowiązków nawet gdy byliśmy jeszcze wszyscy razem. Obwiniał mnie o
      uchylanie się od obowiązku macierzyństwa gdy zaczęłam studiować -zaocznie!!! A
      robiłam to dlatego by zapewnić naszemu dziecku lepszą przyszłość. Cokolwiek by
      sie nie stało zawsze winna byłam jego zdaniem ja. On zachowywał się jakby rola
      ojca ograniczała sie do spłodzenia potomka. Dodam, że nie pracował a ja i
      dziecko utrzymywalismy się z zasiłku wychowawczego, którego część i tak nam
      zabierał, bo uważał, że skoro jesteśmy rodziną muszę mu pomagać. Za studia
      płacili moi rodzice. Po pewnym czasie odeszłam od niego. Gdy stracił nadzieję,
      że kiedykolwiek do niego wrócę przestał interesować się dzieckiem. Nie
      zadzwonił nawet w jego urodziny ani w świeta. Gdy spotyka na ulicy kogos z
      mojej rodziny (zawsze we wszystkim mu pomagaliśmy) nawet się nie odzywa. Jego
      rodzina nie odpowiada mi na słowa dzień dobry. Uważają, że to ja zawiniłam.
    • Gość: Zorientowany Re: DLACZEGO NIEKTÓRZY OJCOWIE NIE KOCHAJĄ SWOICH IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.04, 17:54
      Ja też jestem po rozwodzie. Mam piękną córeczkę (5 lat). i musiałem bardzo
      walczyć sądownie żeby matka pozwoliła mi się spotykać z moim dzieckiem! Więc
      mam zupełnie inne doświadczenia niż wy. To nierówna walka. To co przeżyłęm w są
      dzie - tego nie życzę nikomu! Sędzina się mnie pyta: po co się chce Pan
      spotykać z dzieckiem? Ja na to: bo to moja córka i potrzebuje mnie. Sędzina:
      ale dziecko jest małe. Ja: Ale ja jestem już duży!
      Tak to wygląda z punktu widzenia faceta. Teraz jest trochę lepiej bo mam wyrok
      z klauzulą wykonalności. Ale i tak matka jak chce to mi Jej "nie daje". Wtedy,
      nie mam wyjścia i idę na policję - to jedyny sposób.
      Proszę mi wyjaśnijcie: dlaczego matka mojej córeczki jest tak bezmyślna!!
      Dodam: ze swoją córką rozumiem się doskonale, wspaniale się bawimy gdy
      przychodzi weekend. Ona Żadko chce wtedy wracać do matki. Ale zawsze jej to
      wytłumacze. Nigdy przy niej źle nie mówię na matkę.
      Kobiety również bywają straszne (tak naprawdę bardziej kochają siebie niż
      dziecko, dziecko to tylko dowód dla świata: "zobacz, jestem prawdziwą kobietą".
      • Gość: Ethlinn Re: DLACZEGO NIEKTÓRZY OJCOWIE NIE KOCHAJĄ SWOICH IP: *.cbgnet.pl 05.05.04, 00:08
        > Dodam: ze swoją córką rozumiem się doskonale, wspaniale się bawimy gdy
        > przychodzi weekend. Ona Żadko chce wtedy wracać do matki.

        Mnie to specjalnie nie dziwi - jeśli Ty widujesz małą tylko w weekendy, to
        raczej nie bierzesz udzialu w jej codziennym życiu - to nie Ty każesz jej
        posprzątać w pokoju, to nie Ty narzucasz jej codzienne obowiązki, w związku z
        czym kojarzysz się zapewne małej wyłącznie z przyjemnościami - z zabawą, milym
        spędzaniem czasu, itp.

        > Kobiety również bywają straszne

        Oczywiście że tak, to jakim jest się człowiekiem nie zależy od płci.

        (tak naprawdę bardziej kochają siebie niż
        > dziecko, dziecko to tylko dowód dla świata: "zobacz, jestem prawdziwą
        kobietą".

        Jasne, nie ma to jak uogólnić i to do tego wypisywać bzdury. Nie jestem matką,
        ale komuś kto ma czelność naisać to co powyżej, musi brakować choćby
        najmniejszego szacunku dla kobiety; to nie ty urodziłeś Wasze dziecko, tylko
        ONA, i choćby za tenże fakt powinienś być jej wdzięczny (niezlaeżnie od tego
        jak nieprzyjemną może być osobą). Myślę że żaden facet po prostu nie ogarnie
        tego czym jest ciąża i poród (i to co dalej), i tylko tym tłumaczę sobie Twoją
        głupią wypowiedź (konkretnie ostatnie cytowane zdanie).
        • Gość: EmEs Re: DLACZEGO NIEKTÓRZY OJCOWIE NIE KOCHAJĄ SWOICH IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.04, 01:29
          A może to co piszesz jest spowodowane tym że niczego nie zrozumiałaś? Mam
          czelność tak pisać gdyż znam matkę mojego dziecka. I taka jest. Za uogólnienie -
          przepraszam. Natomist jeśli nie potrafisz samodzielnie myśleć i posługujesz
          się stereotypami to zapraszam na strony www przeznaczone dla ojców bez dzieci -
          przeżyjesz szok! Jeśli chodzi o ciążę - masz rację nie nosiłem, nie rodziłem -
          wybacz jakoś nie potrafię. Ale byłem na każde skinienie, odbierałem poród,
          kąpałem, przewijałem, karmiłem itd. Jeśli uważasz, że tylko dlatego że kobieta
          ma macicę jest ważniejsza dla dziecka od ojca, to po prostu nic nie wiesz ani o
          wychowywaniu ani o prawdziwym macieżyństwie!
          Mnie to specjalnie nie dziwi - jeśli Ty widujesz małą tylko w weekendy, to
          > raczej nie bierzesz udzialu w jej codziennym życiu - to nie Ty każesz jej
          > posprzątać w pokoju, to nie Ty narzucasz jej codzienne obowiązki, w związku z
          > czym kojarzysz się zapewne małej wyłącznie z przyjemnościami - z zabawą,
          milym
          > spędzaniem czasu, itp.
          Przepraszam -a jak mają wyglądać te weekendy: jak przedszkole w niedzielę.
          Pomyśl. Mimo że to zabawa: ja nauczyłem ją jeździć na rowerze, sprzątać po
          sobie, teraz uczę wiązać buty(beskutecznie). Ten weeked jest przede wszystkim
          jej więc ona ma z tego skorzystać. A moje zadanie, aby się nie nudziła i nie
          tylko bawiła ale i uczyła. Ostatnio malujemy litery.
          Jej babcia by ci sie spodobała: idziemy ulicą, a moja córka mówi: zobacz tato
          jakieś okropne chłopaki pomalowały ścianę (grafiti) i teraz jest brudna. Skąd
          wiesz że to były chłopakii to okropne? Bo babcia mi powiedziała że wszystkie
          chłopaki są okropne. A dziewczynki dobre. Na szczęście ja umiem rozmawiać z
          dzieckiem tak, żeby samo dochodziło do jakichś wniosków a nie narzucać mu swój
          sposób myślenia. Szczególnie taki. Może tobie mówiła tak babcia?
          • Gość: Ethlinn Re: DLACZEGO NIEKTÓRZY OJCOWIE NIE KOCHAJĄ SWOICH IP: *.cbgnet.pl 05.05.04, 18:41
            jeśli nie potrafisz samodzielnie myśleć i posługujesz
            > się stereotypami to zapraszam na strony www przeznaczone dla ojców bez
            dzieci -
            >
            > przeżyjesz szok!

            Owszem, wchodziłam na tę stronę; owszem przerażające jest to co tam można
            przeczytać, niemniej również przeraża mnie Twoja napastliwość;-) Uwierz, że
            zdecydowana większość kobiet najzupełniej szczerze kocha swoje dzieci; nie
            kryje się za tą miłością żaden spisek ani chęć udowadniania komuś czegokolwiek.
            Sam zresztą przyznasz, że dużo częściej to matki a nie ojcowie zajmują się
            dziećmi; jeśli któraś matka zdecyduje się porzucić swoje dziecko jest za to
            piętnowana, natomiast na porządku dziennym jest to, że facet zostawia swoją
            kobietę na wiadomość że ona jest w ciąży.
            Twój pech (lub raczej własny wybór) żeś trafił na kobietę "złą", ale to nie
            jest powód do tego by umniejszać rolę matki w życiu dziecka, bo na początku
            jego życia jest ono uzależnione od niej, a nie od Ciebie jako faceta. Czy Ci
            sie to podoba czy nie, to ona nosi malucha pod sercem, to ona karmi je później
            własnym mlekiem i choćbyś chciał, nie umniejszysz znaczenia tego faktu.

            > Przepraszam -a jak mają wyglądać te weekendy: jak przedszkole w niedzielę.
            > Pomyśl. Mimo że to zabawa: ja nauczyłem ją jeździć na rowerze, sprzątać po
            > sobie, teraz uczę wiązać buty(beskutecznie). Ten weeked jest przede wszystkim
            > jej więc ona ma z tego skorzystać. A moje zadanie, aby się nie nudziła i nie
            > tylko bawiła ale i uczyła. Ostatnio malujemy litery.

            Ależ ja nie mówię że to coś złego że Twój czas spędzony z małą polega głównie
            na zabawie. Chodzi mi o to, ze zupełnie logiczne jest ze mała moze woleć pobyć
            z Tobą niż z matką, bo podczas gdy matka "ględzi" jej przez cały tydzień a to
            by posprzątała po sobie, a to by odrobiła lekcje, i generalnie nakłada na nia
            obowiązki które mała musi jakoś tam wypełniać przez te 5 dni w tygodniu, czas
            spędzony z Tobą kojarzy jej sie o wiele przyjemniej. To jest po prostu fakt, a
            nie Twoja czy Twojej byłej wina.

            > Jej babcia by ci sie spodobała: idziemy ulicą, a moja córka mówi: zobacz tato
            > jakieś okropne chłopaki pomalowały ścianę (grafiti) i teraz jest brudna. Skąd
            > wiesz że to były chłopakii to okropne? Bo babcia mi powiedziała że wszystkie
            > chłopaki są okropne. A dziewczynki dobre. Na szczęście ja umiem rozmawiać z
            > dzieckiem tak, żeby samo dochodziło do jakichś wniosków a nie narzucać mu
            swój
            > sposób myślenia. Szczególnie taki. Może tobie mówiła tak babcia?

            Mylisz się; nie spodobałaby mi się prawdopodobnie jej babcia jeśli rzeczywiscie
            mówi jej takie rzeczy. No ale widzę, że po jednym moim poście znasz mnie na
            tyle by osądzać jakie mam poglądy i kogo bym polubiła a kogo nie. Ja nie
            miałabym odwagi wydawać opinii na czyjś temat po jednym poście, no ale jeśli
            jesteś tak przenikliwy i poznałeś mnie na wylot to nic tylko pogratulować...
            Nie uważam, że "wszystkie chłopaki są złe", bo tak się składa, że sama mam od 7
            lat super faceta, na studiach również mam samych facetów (oprócz mnie są
            jeszcze tylko 2 dziewczyny) i to naprawdę na poziomie, i generalnie zawsze
            lepiej dogadywao mi się z płcią przeciwną.
            A wracając do meritum sprawy, jakoś nie chce mi się wierzyć że babcia
            powiedziała małej że wszyscy chłopcy są źli (myślę że raczej miała na myśli
            tych konkretnie którzy pomalowali tę ścianę), za to bardzo pasuje mi to do
            Twojej postawy, że większość kobiet to wiedźmy, intrygantki i niezrównoważone
            psychicznie; jeśli się mylę to proszę wyprowadź mnie z błędu. Pozdrawiam
            • Gość: EmEs Re: DLACZEGO NIEKTÓRZY OJCOWIE NIE KOCHAJĄ SWOICH IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.04, 21:03
              > Owszem, wchodziłam na tę stronę; owszem przerażające jest to co tam można
              > przeczytać, niemniej również przeraża mnie Twoja napastliwość;-) Uwierz, że
              > zdecydowana większość kobiet najzupełniej szczerze kocha swoje dzieci;
              Absolutnie się zTobą zgadzam. Nigdzie wcześniej nie napisałem, że jest inaczej.
              Napisałem, ze kobiety potrafią.... Nigdzie nie użyłem słowa = wszystkie czy
              większość! Ja również mam Matkę, i nie mam jej nic do zarzucenia. Tak jak
              przypuszczalnie większości matek na świecie! Przepraszam, gdzie widzisz tę
              napastliwość. W tym, że mój przypadek jest inny niż kilkadziesiąt poprzednich
              postów?
              > Twój pech (lub raczej własny wybór) żeś trafił na kobietę "złą", ale to nie
              > jest powód do tego by umniejszać rolę matki w życiu dziecka, bo na początku
              > jego życia jest ono uzależnione od niej, a nie od Ciebie jako faceta.
              Możesz mi wyjaśnić gdzie umniejszyłem rolę matki? Ależ oczywiście że mam
              świadomość jaka jest rola matki. Proszę nie wmawiaj mi czegoś czego nie
              napisałem! Pisałem, tylko że ojcostwo jest tak samo ważne dla dziecka! I
              niektóre (czy to określenie cię satysfakcjonuje?) kobiety w ogóle tego nie
              dostrzegają. Z bardzo duża szkodą dla dziecka.

              Sam zresztą przyznasz, że dużo częściej to matki a nie ojcowie zajmują się
              > dziećmi;
              Co za przenikliwość! Naturalnie! I absolutnie nie bronię tych facetów! Wręcz
              przeciwnie - facet który zapomina o swoim dziecku nie jest dla mnie mężczyzną!
              Na pewno nie jestem ideałem ojca, ale zainteresowanie własnym dzieckiem to
              minimum jakie rodzic powinien przestrzegać! Mówiąc z własnego doświadczenia:
              dziecko odpłaca ci to 1000 krotnie.

              Babcia powiedziała: to na pewno namalowały jakieś złe chłopaki. Dziecko to
              odbiera: chłopaki są złe. I tak mi to moja córka wyjaśniła. Nie wiem czy
              rozumiesz i znasz sposób pojmowania świata małego dziecka? Jeżeli mówi mu to
              autorytet to moze to traktować jak święte. Bo od nas się uczy. Mimo że moja
              córka jest bardzo zrównoważona jak na swój wiek, matka "trzyma ją bardzo
              krótko". To dziecko może wykazywać się już samodzielnością o jakiej matka nawet
              nie wie. Niekiedy mam wrażenie, że moja córka uwielbia i zarazem boi się swojej
              matki. Ostatnio jej wmówiła, że jej "narzeczony" jest jej 2 tatą. Fakt - córka
              go bardzo lubi i widzę, że mają ze sobą dobry kontakt. To czy ja go lubie to
              inna sprawa. Ale to kolejny dowód na to (w tym przypadku), że matka po
              prostu ... no nie wiem , brak mi słów. To na pewno nie normalne, i ze szkodą
              dla dziecka!
              Ethlinn: czy ty masz dziecko?

              Pzdr
              • Gość: Ethlinn Re: DLACZEGO NIEKTÓRZY OJCOWIE NIE KOCHAJĄ SWOICH IP: *.cbgnet.pl 05.05.04, 23:00
                > Napisałem, ze kobiety potrafią.... Nigdzie nie użyłem słowa = wszystkie czy
                > większość! Ja również mam Matkę, i nie mam jej nic do zarzucenia. Tak jak
                > przypuszczalnie większości matek na świecie! Przepraszam, gdzie widzisz tę
                > napastliwość. W tym, że mój przypadek jest inny niż kilkadziesiąt poprzednich
                > postów?

                Coś mi się zdaje, że omyłkowo uznałam Ciebie i Zorientowanego za tą samą osobę;-
                ) Jeśli Zorientowany i Ty to 2 różne osoby to zwracam honor;-)

                > Możesz mi wyjaśnić gdzie umniejszyłem rolę matki? Ależ oczywiście że mam
                > świadomość jaka jest rola matki. Proszę nie wmawiaj mi czegoś czego nie
                > napisałem! Pisałem, tylko że ojcostwo jest tak samo ważne dla dziecka! I
                > niektóre (czy to określenie cię satysfakcjonuje?) kobiety w ogóle tego nie
                > dostrzegają. Z bardzo duża szkodą dla dziecka.

                J.w.

                Do miejsca w którym piszesz o babci zgadzam sie z Tobą w zasadzie zupełnie.
                Wg mnie tekst "to na pewno namalowały jakieś złe chłopaki" nie jest
                równoznaczny z tym że wszyscy chłopcy są źli. Może to kwestia interpretacji -
                nie wiem -mi nie przyszłoby takie skojarzenie do głowy. Jesli jednak
                rozmawiałeś z córką i wygląda na to że ona tak to odebrała no to rzeczywiście
                tekst babci nie był trafiony. Nie wiem ile lat ma Twoja córka, ale z tego co
                piszesz wynika że jest w wieku w którym generalnie dziewczynki raczej bawią się
                z dziewczynkami a chłopcy są dla nich istotami zgoła innymi i do życia (w
                sensie zabawy) nie niezbędni. Może więc z tego by to wynikało...

                Niekiedy mam wrażenie, że moja córka uwielbia i zarazem boi się swojej
                >
                > matki.

                Możesz napisać coś więcej?

                Ostatnio jej wmówiła, że jej "narzeczony" jest jej 2 tatą. Fakt - córka
                > go bardzo lubi i widzę, że mają ze sobą dobry kontakt. To czy ja go lubie to
                > inna sprawa. Ale to kolejny dowód na to (w tym przypadku), że matka po
                > prostu ... no nie wiem , brak mi słów. To na pewno nie normalne, i ze szkodą
                > dla dziecka!

                No niewątpliwie trudno może być to dziecku ogarnąć... ja też nie ogarniam co to
                znaczy "być 2 tatą". Widocznie Twoja była chciałaby wykopać Cię z życia małej
                organizując jej drugiego tatę - tak to przynajmniej ja odbieram.

                > Ethlinn: czy ty masz dziecko?

                Nie, jak już pisałam nie mam. I w najbliższym czasie raczej mieć nie będę.
                Również pozdrawiam

                • Gość: EmEs Re: DLACZEGO NIEKTÓRZY OJCOWIE NIE KOCHAJĄ SWOICH IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.04, 23:24
                  Ethlin. Przepraszam za pytanie o dziecko, głupio wyszło. W niczym się nie
                  pomyliłaś. EmEs=zorientowany.
                  Moja córka ma 5 lat.

                  Widocznie Twoja była chciałaby wykopać Cię z życia małej
                  > organizując jej drugiego tatę - tak to przynajmniej ja odbieram.

                  Nie. Zły odbiór. Ona nie ze swojego ale mojej córki życia chce mnie wykopać.
                  Ja do jej życia przecież nic nie mogę mieć do powiedzenia i nie chcę. A to duża
                  różnica. Wg mnie to oznacza że emocjonalnie przynajmniej jej macierzyństwo jest
                  wątpliwe.
                  • Gość: Ethlinn Re: DLACZEGO NIEKTÓRZY OJCOWIE NIE KOCHAJĄ SWOICH IP: *.cbgnet.pl 06.05.04, 15:49
                    > Ethlin. Przepraszam za pytanie o dziecko, głupio wyszło.

                    Nie ma sprawy.

                    W niczym się nie
                    > pomyliłaś. EmEs=zorientowany.

                    Czyli jednak;-) Tak czy siak Twój post jako zorientowanego dość mocno różni się
                    od kolejnych, ale tłumaczę to tym że nerwy mogły Cię ponieść.

                    > Nie. Zły odbiór. Ona nie ze swojego ale mojej córki życia chce mnie wykopać.
                    > Ja do jej życia przecież nic nie mogę mieć do powiedzenia i nie chcę. A to
                    duża
                    >
                    > różnica.

                    Dokładnie to miałam na myśli;-): "Widocznie Twoja była chciałaby wykopać Cię z
                    życia małej"

                    Pzdr
    • Gość: ppp Re: DLACZEGO NIEKTÓRZY OJCOWIE NIE KOCHAJĄ SWOICH IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.04, 19:57
      Tak i za to sa odpowiedzialni przeciez wszyscy mezczyzni z ktorych przeciez
      zaden nie kocha wlasnego dziecka. Jezeli jakas matka gwalci wlasnego syna to
      tez wszystkie kobiety sa winne?
      • majewskaania5 ZORIENZTOWANY! 06.05.04, 21:45
        TU andula+ Majewskaania5.
        Przykro mi ze ze Twoja byla utrudnia Ci spotkania z córka, wiiem ze czesto po
        rozwodzie kobiety mszcza sie w ten sposob i wykorzystuja dziecko co jest
        okropne, w mojej sytuacji tak nie jest. Ja widze jak dzieci przepadaja za ojcem
        ale to on nie chce utrzymywac z nimi kontaktu (choc twierdzi ze sie stara ale
        mu nie wychodzi). Chcialabym zeby choc jeden weekend spedzil z dziecmi jak TY
        ze sxwoja córka bo musze przyznac ze jak do tej pory to niczego ich nie
        nauczyl... Nie dawaj sie kiedys dziecko zrozumie i samo oceni... a Twojej bylej
        to mozna wspolczuc tylko....
        NIe jest mi lekko ale gdy czytam wypowiedzi (pewne powyzej)to widze widze ze
        niektorzy mysla stereotypowo, wiadomo ze matki czesvciej opiekuja sie dziecmi i
        biora na siebie wieksza czesc obowiazkow bo. np. mezczyzna nie moze karmic
        piersia... po drugie w naszym prawie jakos tak jest ze matka jest na pierqwszym
        miejscu i ma prawo glowsu (wiem bo bylam pare razy w sadzie) zreszta w szptalu
        po urodzeniu dziecka o jakiekolwiek zabiegi pytaja matke nie ojca... i
        wiekszosc kobiet to potem wykorzystuje co nie jest w porzadku wzgledem ojcow...
        Ja bym byla szczesliwa gdyby mioj byly choc raz wykapal dziecko czy je nakarmil
        nie wspamne o przewijaniu... ciagle slyszalam ze nie potrafi... wiec niestety
        musialam robic to sama - a potem znow uslyszalam ze sobie doskonale radze bez
        niego i kolko sie zamyka. Jesli chodzi o zabawe to jest ok. a jesli chodzi o
        obowiazki to go nie ma i nie bylo. Chcialabym aby mezczyzni - ojcowie wlaczali
        sie w wychowywanie (z calym tego slowa znaczeniem) swoich dzieci. I nie
        rozumiem obecnej sytacji - ma nowa pania - OK. ale dalczego zapominal o swoich
        dzieciach?
        Zorientowany chetnie bym Cie poznala aby wymienic doswiadczenia?
        Pozdr
        • Gość: EmEs Re: ZORIENZTOWANY! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.04, 00:41
          Majewskaania5. Dzięki za inteligentna i wrażliwą wypowiedź.
          wiiem ze czesto po
          > rozwodzie kobiety mszcza sie w ten sposob i wykorzystuja dziecko co jest
          > okropne, w mojej sytuacji tak nie jest.
          Po prostu jesteś normalna i nie patrzysz na wasze dzieci przez pryzmat li tylko
          siebie samej. Skoro twój ex niezbyt wiele robił przy nich i na pewno bardzo Cię
          zranił odchodząc a mimo to umiesz dostrzec że dla dzieci to ważne aby miał z
          nimi kontakt .. to bez 2 zdań "zazdroszczę" mu inteligentnej matki jego dzieci.
          Masz absolutną rację z tym co piszesz o sądach. Oczywiście to duże uogólnienie.
          Ale przeważnie niestety prawdziwe. Przynajmniej z mojego doświadczenia. Dla
          mnie to był koszmar. Musiałem sędzinie tłumaczyć po co dziecku ojciec! Na
          wszystko miała jedną odpowiedź: dziecko jest małe i ma matkę. Czułem się jak
          debil musząc udowadniać że ojciec nie znaczy psychopata i zboczeniec. Już po
          tej sprawie poszedłem do mojej adwokat po poradę(nie reprezentowała mni, bo nie
          miałem kasy. (Przed sprawą się z nią konsultowałem) Opowiedziałem jej wszystko
          i oceniłem że strasznie źle mi sprawa poszła. A ona: myli się pan. Osiągnął pan
          max. Ja myślałem że min. Ona: proszę mi wierzyć, przez ileś lat sama byłam
          sędziną w sądzie rodzinnym. To absolutny max!
          Masz rację, że kobiety biorą na siebie znacznie więcej obowiązków niż faceci.
          Ma to swoje + i -. Taka w pewnym sensie jest rola matki. Ale też facet który
          jest normalny wie że to ciężka "praca" i wie ile sam powinien przy dziecku
          robić. Jasne że nigdy facet nie dorówna kobiecie pod względem uczuć i
          obowiązkowości w stosunku do dziecka. To Ona je nosiła ryzykując własnym życiem
          i to Ona je rodziła. Tego po prostu nie można "zabrać" kobiecie. Ale też ma
          facet do odegrania swoją "rolę" w wychowywaniu i zajmowaniu się własnym
          dzieckiem. I to bardzo ważną dla dziecka. Bardzo mi przykro że cie coś takiego
          spotkało. Twój ex nie jest dla mnie mężczyzną jeśli zapomina o swoich
          dzieciach. Nie najlepiej to też świadczy o jego nowej Pani.
          P.S. zorientowany=EmEs tak mi po prostu wyszło.
          (marexob@autograf.pl)
Pełna wersja