benjaminblimchen
22.03.11, 16:50
wszystko zaczęło się pięknie - zakochaliśmy się... ja szalałem za nią jak wariat... ona z resztą za mną też. Wyjechała za granicę, ciągle ze sobą rozmawialiśmy przez skype non stop smsy, pisała i mówiła jak bardzo za mną tęskni. Po jakichś dwóch miesiącach do niej pojechałem na kilka dni. Było dobrze...czułem że to jest to, że jak wróci do Pl będziemy razem, że będziemy spędzać ze sobą każdą wolną chwilę. Po powrocie wróciła do swoich zajęć... Non stop gdzieś pędzi. Od razu po powrocie było dobrze jakieś dwa miesiące, ale od jakiegoś czasu zaczęło się psuć... Stwierdziła, że nie będzie do mnie przyjeżdżać... Bo nie ma na to czasu... Ja uważam, że jakby chciała to by znalazła czas na weekend - mogłaby zrezygnować z zajęć dodatkowych z których i tak nic nie ma (w sensie korzyści materialnych) i do mnie od czasu do czasu przyjechać. Póki co to tylko ja do niej jeżdżę. Zastanawiam się czy to ma dalej sens bo ja swojego miejsca zamieszkania i tak nie zmienie, bo nie moge.
Miałem nadzieję, że jak wróci do kraju to będzie się nam dalej układać i snułem wizję że w niedalekiej przyszłości się jej oświadcze. Teraz ona myśli, żeby wyjechać znów za granicę na wakacje, a później chciałaby wyjechać na 2 lata co najmniej.... Decyzje o tym podejmuje sama, myśli że będę do niej non stop przyjeżdzał, a ja chciałbym jakoś się ustabilizować i to właśnie z nią - jestem, a właściwie byłem tego pewien. Nigdy nie miałem zamiaru popsuć jej własnych planów i marzeń, ale myślałem że będziemy coś wspólnie ustalać, rozmawiać.
Nie wiem czy ja jestem z innej epoki czy co jest ze mną nie tak? Czy może po prostu uczucie z jej strony już wygasło? O nikim wcześniej nie myślałem tak poważnie jak o niej. A teraz widze że ona mnie traktuje jak dodatek do swojego życia - dobrze jak jestem, ale nic wielkiego sie nie stanie jak mnie nie będzie.
Co mi doradzicie? Co z nią robić?