zprowansji
12.05.11, 00:30
Nie wiem, czy dobre forum. Na eksperckim mało postów, a u Was jakoś żywo:).
Problem jest seks w małżeństwie.
Kiedy poznawałam swojego przyszłego męża wiedziałam, że nie jest za dobry w "te klocki". Ja też jakoś super doświadczona nie byłam, wielu rzeczy o sobie nie wiedziałam. Seks wydawał mi się wtedy sprawą co najwyżej drugorzędną. Miałam nadzieję, że razem będziemy się w tej kwestii rozwijać.
Od tamtego czasu minęły 4 lata, a ja widzę (nie wydaje mi się), że mój mąż się cofa. Okazało się, że ja całkiem dużo tego seksu potrzebuję i że nie wystarczy 5 minut pod kołdrą i nawet orgazm osiągany w takim wypadku nie wystarczy.
Nie ma u nas w ogóle atmosfery, namiętności, a ja już nie mam pomysłów, jak męża uświadamiać. Jemu wydaje się, że jak mnie po razie pocałuje w ucho, szyję, cycka, potem trochę po udzie, to ja już jestem super nakręcona. Fakt, że ciężko nie ma, bo ja właściwie całymi dniami mokra chodzę, ale to zupełnie nie z powodu tego, co on ze mną robi.
Mówiłam mu wiele razy, czego od niego potrzebuję, jak ma to robić i gdzie. Pokazywałam zdjęcia, filmiki, schematy, obrazki i nic:(.
Mówię mu tu masz pornola, zobacz sobie, jak oni to robią (może nie najlepszy materiał szkoleniowy, ale innego nie mam). Mąż ogląda i mówi, że nie może na to patrzeć, bo ta laska robi miny, jakby...(nie nadaje się na forum). Ja mu mówię nie patrz na laskę, ale na kolesia. Na tym filmiku miał zobaczyć, że kobietę można np. spokojnie chwycić za biodro, że np. jej się tego biodra nie urwie. Mąż rozumny jest, więc myślę sobie, teraz skumał. Ale nic...Potem się go pytam, czemu mnie za to biodro nie zapał, a on: ZAPOMNIAŁEM.
Albo znalazłam filmiki z tantry na necie, pokazuje mężowi. Laska się produkuje o sferze emocjonalnej, o rozgrzewaniu się nawzajem, a on mi mówi: daj na bzykanko, bo ten wstęp nudny...
Postanowił się postarać i za punkt honoru postawił sobie, odnaleźć magiczny pkt. G. Ale dla mnie to tak, jakby ktoś skakał ze spadochronu bez przygotowania. Nie znalazł, a ja wiem, że go mam. Ale już pal licho ten pkt. G.
Kolejnym problemem jest to, że ja potrzebuję być zdominowana...Mój mąż chyba też. Co niestety nie wchodzi w ogóle w grę, bo dla mnie facet uległy=facet aseksualny. Chcę, żeby mnie zabolało, a moje "ała" dla męża jest sygnałem, że coś źle zrobił. Pytam się go, czy widzi różnicę między "ała" a "nie rób tak, bo to boli". Widzi, ale nadal na każde "ała" się wycofuje.
Znajomi dookoła zdradzają się nagminnie, a mąż chwali się swoją gorącą żonką. Że on nie musi niczego poza domem szukać, że ma seksi żonkę, która się przebiera, rozbiera i jeszcze dobrze loda robi.
Tu nie chodzi o to, że mąż nie uznaje moich potrzeb. On po prostu tego całego seksu nie ma we krwi.
Ogólnie jest dobrym mężem i ojcem.
W sumie pytanie moje nie jest o to, jak i co jeszcze mogę zmienić, bo już nie mam nadziei.
Pytanie moje jest takie: ile miesięcy, lat stan dużego pobudzenia seksualnego może trwać i jak sobie pomóc, żeby skończyło się szybciej? Chcę spakować swoje libido do szafy, a najlepiej do sejfu. Kocham mojego męża i zdradzić go nie mogę, a przez swoje żądze nie jestem z nim szczęśliwa.