cocojuice
27.06.11, 08:53
Mam wspanialego narzeczonego. Zadbany, wysportowany, samodzielny, rozpieszcza mnie jak moze, obdarowuje prezentami, daje duzo czulosci. Mieszkamy razem, staramy sie o dziecko.
Niestety jest pracocholikiem i czesto wazniejsze sa mu pieniadze, praca i obowiazki niz rodzina.
Wiem, ze teraz ktos sie bedzie czepial : masz wszystko, a jeszcze marudzisz.
A wiec tak - zawsze mialam kompleks dotyczacy malego biustu. Narzeczony nie zastanawiajac sie, uznal ze w dzisiejszych czasach mozna miec wszystko i podarowal mi pieniazki na operacje powiekszenia tego biustu. Ale pod warunkiem, ze ja pojade na to sama, z kolezanka, ciocia, kuzynka... kimkolwiek. On placi za to, ale nie moze zrobic nic wiecej. Ma duzo pracy. Tydzien przed ta operacja zdalam sobie sprawe z tego, ze albo robie to sama, albo tylko z nim. Nie chce pomocy i wsparcia zadnej cioci ani kolezanki i oznajmilam mu to. On na to - ze nie zuci dla mnie wszystkiego bo ma wazne obowiazki. Dla mnie to brzmi zimno. Nie mam wrazenia ze mnie nie kocha. Nie w tym problem. Widze to wrecz codziennie i czuje sie adorowana i kochana. Ale dlaczego dla niego praca i pieniadze sa wazniejsze od wsparcia bliskich ? Czy to normalne, czy ja wydziwiam...?