lunaa20
07.07.11, 10:52
Hej, mam 22 lata. W związku jestem od prawie 2. Mieszkamy razem od 10 miesięcy. Nie chce tutaj wyjść na kobietę, która za wszelką cenę chce usidlić faceta i zaciągnąć go do ołtarza.. Sadze, że nawet ja jeszcze nie do końca dojrzałam do takiej decyzji. Sęk w tym, że on mnie kocha, a ja jego.. wielokrotnie mi mówił, że wiąże ze mną przyszłość, że gdyby tylko mógł coś zrobić.. to już dawno bylibyśmy małżeństwem.. No ale według niego wszystko teraz kosztuje, nie mamy warunków, mieszkamy z rodzicami, ja nie pracuję (jeszcze), on niewiele zarabia, ciężko teraz zrezygnować z pracy i szukać lepszej jak się ma kredyt itd.. Niby logiczne. Jego rodzice troszkę naciskają na ślub, troszkę nie zadowala ich to, że już razem mieszkamy bez ślubu, ale idą nam na rękę bez wielkich wypomnień. Jest jeszcze jedno, on ma hobby... jeśli o nie chodzi to nie ma granicy wydawania pieniędzy (ale na ułożenie życia pieniędzy nie ma). Nie wiem jak mam myśleć o takim podejściu? Mówi się, że mówiąc w ten sposób, że (nie ma) nigdy nie wyprawimy ślubu, nie ustatkujemy się, bo tak się żyje w Polsce, takie czasy, że na nic nas nie będzie stać z moją praca na pewno też nie. Nasi rodzice mówią, że to złe podejście bo większość ludzi nie ma, ale potrafi jakoś wszystko zorganizować. Nie wiem co mnie czeka... Na jego hobby średnio idzie ok 200-300 zł miesięcznie (chociaż różnie). Może on się boi czegoś? Wiele razy mi mówił, że nawet w pracy rozmawia z kumplami, że chciałby już dawno wziąć ten ślub (oni mnie znają) ale nie ma jak. Może to jakiś strach przed rezygnacją ze swoich pasji?
W Polsce wcale się sytuacja nie polepsza, wiec ślubu nie będzie, bo zawsze będą te same powody. Traktuje mnie poważnie, ja jego, no ale sama nic nie zrobie, jak już znajdę tą prace i będę chciała na cokolwiek składać.
Może to co napisałam wygląda tak jakbym naciskała, ale jak mówie, mi sie nie spieszy, wylacznie chodzi mi tylko o jego podejscie do sprawy. Pozdrawiam.