denzelowski Re: wpadłem w pułapkę... 12.07.11, 20:13 Osobom, które czują pewien niedosyt i chciałyby pogłębić nieco swoją wiedzę o uwodzeniu i płci przeciwnej polecam kursy uwodzenia prowadzone przez Wyższą Szkołę Uwodzenia, Wywierania Wpływu i Rozwoju Wewnętrznego (www.wyzszaszkolauwodzenia.pl). Byłem u nich na szkoleniu i mam o nich bardzo dobrą opinię, podobnie zresztą jak reszta uczestników. Mają świetnie przygotowaną kadrę prowadzącą zajęcia, są oni doświadczeni i posiadają głęboką wiedzę, którą dzielą się z uczestnikami ;) mnie nauczyli wiele sposobów uwodzenia kobiet i w pozytywny sposób zwracania na siebie ich uwagi. Przełamałem moją nieśmiałość i potrafię porozmawiać z każdą kobietą ;) naprawdę warto skorzystać, każdemu mógłby się przydać taki kurs :) Odpowiedz Link Zgłoś
alt1122 Re: wpadłem w pułapkę... 12.07.11, 20:37 Chlopie, wiej poki jeszcze mozesz! Odpowiedz Link Zgłoś
e-droczek Re: wpadłem w pułapkę... 12.07.11, 20:40 O zonk - Ty tak piszesz i nie wiesz, że powinieneś ją rzucić? Znajdziesz sobie lepszą, mówię Ci. Odpowiedz Link Zgłoś
brombralam Prorokuję 12.07.11, 21:20 A ja uważam że nasz Autor tę leniwą nieruchawa roszczeniową fleję poślubi, bo jest to zasada stara jak świat, że przyzwoite chłopaki wybierają sobie na żony właśnie tego typu laski. Taki fenomen w naturze. Odpowiedz Link Zgłoś
sylvester86 Re: wpadłem w pułapkę... 14.07.11, 01:00 Zerwij zaręczyny... proste! puki nie jesteś jeszcze po ślubie, podziękuj i tyle, ja tak zrobiłem :P Odpowiedz Link Zgłoś
biba7 Re: wpadłem w pułapkę... 14.07.11, 01:25 Laska ci mowi znajdx sobie kochanke mam to gdzies i ty myslisz , ze ona cie kocha oprócz tego ze ma zryty beret ogranicza twoje kontakty z ludxmi i nie pasuje jej to i tamto. normalni ldzie rozmawiaj ze soba , maja szacunek do sibie , wspólnie rozwiazuja problemy a tu tego nie widac , jesli to prawda to wszystko jest postawione na głowie a ona ciebie nie szanuje po prostu i sie nie zmieni , tacy ludzie nie szanuja nikogo.zawsze musi yc po ich mysli , to nie sa ludzie do zycia popatrz na prezesa pisu , moze gdyby nie róznica wieku to by sie dogadali. Odpowiedz Link Zgłoś
black-sandra Re: wpadłem w pułapkę... 14.07.11, 01:30 Jak to mawiała moja psorka z liceum - " wierutna bzdura " - to nie żaden związek to więzienie o zaostrzonym rygorze . Odpowiedz Link Zgłoś
inka650 Re: wpadłem w pułapkę... 14.07.11, 09:10 To ja się pytam jak Ty się w niej zakochałes? Nie macie wspólneggo hobby, inaczej podchodzicie do praktycznych rzeczy, nie macie wspolnych znajomych, seks jest kiepski. Wydaje mi sie ze nawet jesli teraz sie dogadacie to i tak po pewnym czasie po slubie wyjdzie szydlo z worka i tango od nowa. Odpowiedz Link Zgłoś
trustnbd Re: wpadłem w pułapkę... 14.07.11, 14:36 Poczytaj mój wątek kawałek wyżej i wiej zanim pojawi się dziecko. Niestety rozumiem Cię tak bardzo:( Odpowiedz Link Zgłoś
westdream Re: wpadłem w pułapkę... 14.07.11, 17:07 Jesteś tzw. dobrym misiem, nie chcesz krzywdzić ludzi i chciałbyś być fair w stosunku do innych? Nawet kosztem siebie samego. Nawet pomimo faktu, że zdajesz sobie z tego sprawę i tak nic z tym nie robisz? Tłumaczenia są dwa, albo ona bardzo Ci się podoba, albo strach przed samotnością i dużą zmianą w twoim życiu paraliżuje twoje decyzje. Masz tzw. charakter dawcy, czyli witamy w klubie;) Zapewne bardzo szybko po zakończeniu jednego związku wpadasz w drugi. Twoje związku zwykle trwają długo. Musisz sobie zdać sprawę z mechanizmów jakie działają na kobiety. Kiedyś strasznie się zakochałem, robiłem dla swojej ówczesnej wybranki różny dziwne rzeczy. Palenie napisów "kocham" w parku, całe mieszkanie w kwiatach, napis nad autostradą. Cuda wianki. Była dla mnie całym światem. Tylko problem był taki, że im więcej dawałem z siebie tym mniej miłości dostawałem. Będąc ze mną spotykała się z innymi. Czułem się pomiatany i upokorzony tym wszystkim. Tym bardziej było to przykre, że ja mam dużo powodzenie u kobiet, ale poza jedną nie widziałem świata. Aż w pewnym momencie przez zupełny przypadek oznajmiłem, że potrzebuje 2 tygodnie czasu tylko dla siebie. Chodziło o egzaminy. Ona to odczytała jako chęć rozstania, zupełnie inaczej niż mnie się wydawało, że to przekazałem. Aby było komiczniej, od tego momentu jej postępowanie zmieniło się diametralnie. Nagle zaczęło jej zależeć, konkurenci nie byli już ważni itd. Oczywiście mój charakter nie zmienił się całkowicie, nadal dawałem całego siebie i po 4latach w końcu się rozstaliśmy. Popełniłem za dużo błędów wcześniej, dałem sobie wejść na głowę i nawet pomimo jej zmiany, nie miało to przyszłości. Ona miała mnie zakodowanego jako takie fajnego misia, osoba na której można zawsze polegać etc. Po tym wszystkim postanowiłem sobie, że już nigdy nie pozwolę na wejście sobie na głowę. Z przykrością stwierdzam, że taka manipulacja działa. W następnym długim związku jestem przez kobietę postrzegany jako uparciuch (co nie jest do końca prawdą), mam swojej zdanie i swoje wymagania. Oczywiście nadal wewnętrznie jestem dobrym misiem, ale cały czas się kontroluję i od czasu do czasu przerywam sielankę jakimś fochem. Dobrze przeczytałeś, fochem z mojej strony, bo doprowadziłem do sytuacji w której osobą, która się obraża w związku jestem ewentualnie ja. Dziewczyna jest bardzo zakochana, spotykamy się już 3 lata. Czasami aż mi głupio, że ona chce tyle dla mnie zrobić. Kłóci się to z moim wewnętrzną potrzebą sprawiedliwości, ale nie posuwam się do wykorzystywanie jej, więc jest chyba ok. Facet idealny dla kobiety to nie dobry miś czy troglodyta okładający kobietę z rana. To jest miks postawy samca alfa z dobrym misiem. Im wcześniej zdasz sobie z tego sprawę tym zdrowiej dla Ciebie. Co do twojego obecnego związku, pie... konwenanse. Boisz się o to co z nią będzie. Pomyśl co będzie z Tobą. Jak wspomniałem wcześniej, jesteś dawcą i takie rozterki są naturalne dla tego typu charakteru (mojego również). Masz tendencje do wtapiania się w potrzeby drugiego człowieka. Musisz sobie tylko zdać z nich sprawę i nauczyć się to kontrolować. Nie widzę szansy na szczęście w przyszłości, jeśli chodzi o twój związek. Natomiast możesz zrobić coś dla siebie. Postaw się. Spróbuj akcentować swoje potrzeby. Wróć do swoich znajomych. Pokaż, że ona nie jest twoim cały światem. Obraziła się, to zostaw, aż jej przejdzie. Nie masz obowiązku za każdym razem za nią latać i przepraszać. Jeśli zrobisz tak jak powiedziałem, a ona nie jest kompletną kretynką ( nie może być, skoro się z nią spotykasz) to zauważysz zmianę w jej zachowaniu. Tylko pamiętaj, że ona Cię i tak już dawno sklasyfikowała jako fajnego misia:) Powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
mieux przewrotnie 14.07.11, 20:30 E tam, to jest jakaś pijacka parka. Facet się wkurzył, że brudno, a ponieważ niczego palcem nie tknie, to czeka aż ona posprząta. Jej się po prostu odechciało. Kobieta kolesi nie znosi, bo próbuje faceta odciągnąć od wódy, a ten to uważa za izolowanie. Ona pracuje, wydaje na różne potrzeby a ten by chciał, aby mu oddawała na zamroczone hobby. I nie dziwota, że seksu jej się odechciało. Też mi przyjemność. Piłowanie przez godzinę z zerowym efektem. Sorry, wersję tej kobiety też należało przedstawić, a możliwe, że jest inna od wersji autora wątku. Zresztą, przestał się odzywać, czyli pokazał jej jak jest okropna i że wszyscy o niej źle napisali. Kobieta teraz sprząta po nim, znosi nocne wypady, oddaje pieniądze na jego hobby wysokoprocentowe i wszyscy happy. Odpowiedz Link Zgłoś
eijawanoko Re: wpadłem w pułapkę... 14.07.11, 20:41 > zaczynając od spraw mniej fundamentalnych: a kończąc na seksie :))) a raczej jego braku! :) o przekładanych/odwoływanych ślubach każdy słyszał i przynajmniej raz był na taki zaproszony ;)) przełóż. albo odwołaj. przecież ta baba to jakieś jedno wielkie zaprzeczenie kobiecości... Odpowiedz Link Zgłoś
kiniak0000 Re: wpadłem w pułapkę... 14.07.11, 22:35 Jak dla mnie sytuacja jest jasna - powinieneś od niej odejść bo nie umrzesz śmiercią naturalną za kilkadziesiąt lat, a udusisz się w tym związku lub popadniesz w zaburzenia psychiczne. Biorąc pod uwagę to co napisałeś uważam, że to nie kobieta to monstrum;) a tak poważnie to brak swobody będzie się pogłębiał, i pogłębiał, a lepiej nie będzie, bo albo się rozstaniecie albo każdy wasz dzień będzie się zaczynał kłótnią i kończył kłótnią. Póki jeszcze masz czas to daj dyla, bo świetlana przyszłość Cię z nią nie czeka. Mimo tego, że mówi się, że małżeństwo jest sztuką kompromisu - to ja czuję, że jedyną osobą idącą na kompromis w tym związku byłbyś Ty jeden. Potrzebujesz swobody, zrozumienia i WOLNOŚCI, a jak sam widzisz ona Ci tego nie może zagwarantować, więc nie ma sensu pompować tego związku na siłę, bo ewidentnie nie macie przyszłości. Ale jeśli jesteś bardzo do niej przywiązany to może przydałoby się z nią tak od serca porozmawiać o waszych uczuciach, oczekiwaniach i planach; lub też pójść do specjalisty, który by uświadomił jej w jakiej pozycji jesteś stawiany przez nią, czasem dopiero osoby trzecie są w stanie nam uświadomić wagę naszych błędów, błędów z których nie zdajemy sobie sprawy. Tak czy inaczej, musisz się zastanowić, czy kochasz ją na tyle by borykać się z jej bądź co bądź dominującą osobowością, walczyć z jej irytującymi cechami i zachowaniami. Wyrazy współczucia. saturator33 napisał: > ...swojego pantoflarstwa. > > od kilku lat jestem w związku, który zaczął się po rozpadzie mojego poprzednieg > o związku. mieszkamy razem, zaręczyliśmy się, przez długi myślałem o przyszłośc > i z tą osobą. jednak, im bliżej do ślubu, tym bardziej zauważam niepokojące zmi > any w zachowaniu mojej narzeczonej. > > zaczynając od spraw mniej fundamentalnych: > > rzecz pierwsza, niezbyt istotna, a jednak irytująca to kwestia podejścia do por > ządku w mieszkaniu. jestem przyzwyczajony do czystości, schludności i odkładani > a rzeczy na ich miejsce. moja narzeczona - najwyraźniej nie, bo w zasadzie cały > czas muszę po niej sprzątać, żeby mnie nie trafiał szlag, jak wchodzę do domu. > prośby i tłumaczenie nie pomagają. co najwyżej kończą się awanturą. > > sprawa druga - praca i model spędzania wolnego czasu. jestem przyzwyczajony do > ciężkiej pracy, ale też dobrego wypoczynku po pracy. ona - owszem, pracuje, ale > mam wrażenie, że na pół gwizdka - tylko po to, żebym się nie miał do czego prz > yczepić. zarabia ok. 10x mniej ode mnie, co przekłada się na praktycznie totaln > y brak wsparcia w utrzymaniu domu. spędzanie wolnego czasu polega na siedzeniu > przed telewizorem... oczywiście jeśli nie jestem wtedy przy niej - foch albo aw > antura. > > sprawa trzecia, chyba dla mnie najbardziej dotkliwa - ograniczanie moich hobby > i kontaktów ze znajomymi. ona nie toleruje większości moich znajomych, a szczeg > ólnie tych niesztampowych, odstających od średniej. sytuacja wzbierała od kilku > lat, aż postawiła ultimatum (!!), że muszę przestać się spotykać z konkretnymi > osobami. bynajmniej nie chodzi tu o imprezy, czy picie piwa. dotyczy to nawet > wspólnego uprawiania sportu z tymi osobami. podobna sytuacja tyczy się mojego h > obby. jak jestem w domu, cały wolny czas mam spędzać z nią. jak tylko zajmuję s > ię pracą zawodową, albo swoimi hobby - foch. nawet jeśli chcę popracować w nocy > i nie kładę się z nią o tej samej porze - foch. > > co gorsza, ostatnio nawet nie ma już seksu. zresztą, nawet jak był, to był bard > zo kiepskiej jakości. niedawno stwierdziła, że jeśli mam ochotę na seks, to mam > sobie znaleźć kochankę, bo ona nie będzie robić niczego wbrew sobie. > > zdaje sobie sprawę z tego, że to jest moja wina, że dałem sobie wejść na głowę. > szukam możliwie rozsądnego rozwiązania tego problemu. data ślubu się zbliża ni > euchronnie, a ja tak dalej nie chcę żyć. czy tylko rozstanie wchodzi w grę? Odpowiedz Link Zgłoś