Dodaj do ulubionych

Co twoje to moje, to moje to moje.

18.07.11, 17:54
Witam,

Zacznę od tego, że od roku jestem z fajną dziewczyną. Zarówno ona jak i ja po trzydziestce. Planowaliśmy wspólne zamieszkanie. Ja posiadam 3 pokojowe mieszkanie po rodzicach bez kredytu, ona kawalerkę również spłaconą. No i ustalilismy, że od września zamieszkamy w moim mieszkaniu. Rzuciłem temat, że jej kawalerke mozna wynając i odkladać z tego na wakacje, albo na cos innego (skoro planujemy razem przyszłość). Dziewczyna temat zbyła totalnie, po czym w sobotę podczas wizyty u jej rodziców jej matka w ogóle nie pytana zaczęła temat. Że podobno powiedziałem, żeby wynając kawalerkę, że ona (jej matka) się na to nie zgadza, że nie wynajmą kawalerki za jakies marne grosze bo to nie ma sensu, że jak ich babcia przyjedzie do nich w odwiedziny to sobie pomieszka w tej kawalerce. I że nie będziemy musieli utrzymywać tej kawalerki (tak jakbym w ogóle miał taki zamiar) tylko oni (jej rodzice) się tym zajmą.

Powiem szczerze, że jestem zły - skoro ja mam mieszkanie i wnoszę je w związek, oczekuję tego samego od drugiej strony, że to co ma też wniesie w związek a nie zostawi swoim rodzicom. Mam wrażenie, że jej matka może szefować z ta kawalerką tylko dlatego, że ja mam mieszkanie. A co by było gdybym ja tez miał kawalerkę a nie docelowe mieszkanie? Czy wtedy też jej matka tak by postawiła sprawę?

Wkurza mnie też fakt, że to jej matka a nie moja dziewczyna wyłuszczyła jasno ich plany co do kawalerki. Moja dziewczyna sciemniała, że da ogłoszenie, już dała, ale sie nie ukazało, bo nie coś tam się wykrzaczyło na serwerze i tym podobne ściemy.

Co o tym myslicie?
Obserwuj wątek
    • themi Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 18:03
      Sensownie byłoby to mieszkanie wynająć, a zgromadzone środki jakoś wykorzystać.
      Z drugiej strony jeśli to rodzicie kupili to mieszkanie, to jakieś tam prawo do zarządzania nim mają.
      A tak w ogóle to warto się wkurzać o takie coś? :) Ciesz się, że masz dziewczynę, że życie Ci się układa i że jest dobrze. Życie szybko ucieka więc czasami szkoda wściekać się i truć :)
      • lemur223 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 18:11
        Wiesz, moje mieszkanie też dostałem od rodziców, a więc w takiej sytuacji od razu rodzi się pytanie - dlaczego to moi rodzice mają dać 3 pokoje a jej rodzice nie chcą dać kawalerki?
        Żebyś mnie dobrze zrozumiał - mniej w tym wszystkim chodzi o pieniądze, a bardziej o postawę, która mam wrażenie - jest roszczeniowa.
        Zresztą postaw sie w mojej sytuacji - nie czułbyś lekkiego podirytowania? W ogóle, że temat wypłynął jest dla mnie chore.
            • ryszard_mis_ochodzki młody na drzewko banany prostować 25.07.11, 11:41
              twoja roszczeniowa postawa jest widoczna w kazdym zdaniu

              jedyne do czego masz racje to pretensje ze o decyzji aby nie wynajmowac kawalerki twojej panienki dowiedziales sie od tesciowej niedoszlej

              natomiast decyzja co do jej wynajmu lub nie w zadnej czesci nie nalezy do ciebie nie musi wogole byc z toba uzgadniana

              natomiast rzeczywiscie powinno ci sie to zakomunikowac wprost zebys nie rozporządzal nie swoja wlasnoscia
              • lia.13 Re: młody na drzewko banany prostować 25.07.11, 21:50
                ogólnie Misiu ochodzki to się z Tobą zgadzam, widze tu jednak pewien istotny roblem w tym wszystkim.
                1. Chłopak zaproponował dziewczynie aby wynająć jej mieszkanie, skoro mieszkają w jego i jej stoi puste
                2. Dziewczyna nic nie rzekła
                3. Dziewczyna nie sprzeciwiła się chłopakowi a skłamała, że próbowała zamieścić ogłoszenie w Internecie, ale się udało z powodu błędu na serwerze
                4. Dziewczyna poleciała omówić temat z matką
                5. Przy wizycie u niedoszłej teściowej poinformowała ona niedoszłego zięcia, że nie zgadza się na wynajem.
                I tu jest moim zdaniem coś nie tak. Jeśli tak ma wyglądać przyszłe ich życie, to ja bym to poważnie przedyskutowała.
            • racetam Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 12:48
              sorry, ale co w niej takiego fajnego? że jeszcze nie zamężna a już sobie rzepkę skrobie?

              skoro ona nie bardzo identyfikuje się z gromadzeniem oszczędności na fajne wspólne cele, i chętnie pomieszka sobie z tobą i reszta to twój problem, to ja bym swoje mieszkanie wynajął sobie gromadził na wydatki, i ew. z nią wynajął mieszkanie.

              masz przedsmak życia w fantastycznym związku z jej rodziną. poznaj swoje miejsce.
        • maparozumu Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 10:19
          przy pierwszym poście przecierałem oczy ze zdumienia, ale tym mnie rozłożyłeś na łopatki; czy ja dobrze czytam 30-letni "mężczyzna" żali się swoim psiapsiółką?; Ty chyba tej swojej dziewczyny szukałeś w urzędzie skrabowym przeglądając pity(jak za biedna to wylot), a może zamiast kawalerki poproś jej rodziców o stado krów w posagu, już wole nie wiedzieć jakby pochodziła z biednego domu, poza tym z tego co widzę/czytam to nie jesteście małżeństwem więc może nie rozporządzaj mieniem które do Ciebie nie należy zamiast tego podziękuj swoim rodzicom że kupili Ci mieszkanie:); ale swoją drogą mieszkanie lepiej wynająć 1000-2000 piechotą nie chodzą; eh jak dzieci:)
          • escobar78 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 11:00
            dobre, ty w ogole wiesz co ten człowiek napisał? Wytłumaczę : 1. On wnosi mieszkanie do związku to i ona powinna 2. oszukała go rzucająć ściemy o ogłoszeniu. 3. Zamiast porozmawiać z partnerem zrobiła to za nią jej mausia.
            wieć nie wiem po co po nim jesdziesz jak po łysej kobykle, czytaj ze zrozumieniem.
            Solidarność jajników ?
            • li_lah Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 13:39
              jakie k.. mieszkanie wnosi? mieszkanie jest na jego rodziców, prawnie on nie ma nic, jest swietnie zabezpieczony, do tego ona nie bedzie tam mieszkac za darmo, kumasz? rownie dobrze mogliby cos wynająć na jedno by wyszlo.
              śmieszy mnie w tym wypadku okreslenie "wnoszę do związku"
              mam nadzieje, ze w razie jakiegos slubu nie przyjdzie do glowy tej dziewczynie sprzedawac swojego mieszkania i kupować w zamian czegos innego, bo wtedy majątek się uwspólni
          • ha-ya Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 11:47
            Moze to ujal jakos niefortunnie ( to wnoszenie mieszkania itp.), ale ja go swietnie rozumiem. Juz widze panie przytulajace misia do swojego mieszkania, nie wymagajace niczego w zmian, pozniej z pokora przyjmujace opierdziel od tesciowej, ze w ogole maja pomysl zagospodarowania cudzej wlasnosci :) Aha, ciekwa jestem czy autor pytal dziewczyne dlaczego takie sprawy zalatwia z mama a nie znim, glupo go oszukuje.
            Oni planuja razem przyszlosc, wiec rozsadne wydaje mi sie oszczedzanie na jakis sensowny ( albo i nie) cel - wydaje mi sie, ze to tez ok w stosunku do partnera.
            Btw. w naszym zwiazku to ja mam mieszkanie w Pl, ktore jest wynajete, ale uzgodnilam z mezem, ze dochod z wynajmu bedzie wplywal na konto naszej corki ( a pozniej to jakos zagospodarujemy). I propozycja wyszla od mnie - wydaje mi sie, ze tak bedzie ok.
        • pinup Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 12:14
          postawa roszczeniowa powiadasz...

          zastanawia mnie skad zalozenie, ze ona na zamieszkaniu z toba SKORZYSTA? w koncu ma gdzie mieszkac i utrzymuje sie sama. nie robisz jej zadnej laski przyjmujac ja pod swoj dach, tym bardziej, ze dzielicie wydatki. czy to problem miec kolo siebie osobe, ktora kochasz? ma sens tylko wtedy, kiedy na tym zarobisz? bo narazie zachowujesz sie jakby cie ta cala sprawa miala nia nie wiadomo ile kosztowac. wspolczuje dziewczynie.

          uwierz mi, ze dla kogos, kto jest niezalezny, wprowadzenie sie do czyjegos mieszkania i porzucenie swojego kata (pomimo wszystkich zalet mieszkania razem) to wielkie poswiecenie. teoria jest piekna, ale w praktyce roznie to bywa, szczegolnie kiedy nie ma ani wspolwlasnosci, ani slubu. ona nie bedzie juz u siebie, tylko u ciebie, co wynika zreszta jasno z Twojego nastawienia do calej sprawy. a bycie u KOGOS, a nie u siebie, to wielka roznica. to ona ryzykuje w tym zwiazku idac pod TWOJ dach i wywracajac wszystko do gory nogami (pakowanie, przeprowadzka, zmiany adresu - brutalna rzeczywistosc).

          jak dla mnie to ty masz tu postawe roszczeniowa. znasz realia rynku nieruchomosci? wiesz jak trudno znalezc dobrego najemce? ja z wynajmem swojej kawalerki mialam tyle problemow, ze dawno z tego zrezygnowalam. problemy z lokatorami, zniszczenia itd. zakladam, ze skoro ona tam mieszka, to nie jest to mieszkanie w standardzie "pod wynajem" i nie dziwie sie, ze ani ona ani rodzice nie chca tam wpuscic lokatorow. ale co ciebie to obchodzi? nie ty tam inwestowales, ale za to zarobilbys chetnie.

          ZENADA.


          lemur223 napisał:

          > Wiesz, moje mieszkanie też dostałem od rodziców, a więc w takiej sytuacji od ra
          > zu rodzi się pytanie - dlaczego to moi rodzice mają dać 3 pokoje a jej rodzice
          > nie chcą dać kawalerki?
          > Żebyś mnie dobrze zrozumiał - mniej w tym wszystkim chodzi o pieniądze, a bardz
          > iej o postawę, która mam wrażenie - jest roszczeniowa.
          > Zresztą postaw sie w mojej sytuacji - nie czułbyś lekkiego podirytowania? W ogó
          > le, że temat wypłynął jest dla mnie chore.
      • sonix24 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 12:33
        Lemur. Sensownie by było napisać że prosisz o głos głównie mężczyzn oraz obiektywne kobiety, zaś mizoandryczkom dziękujesz. Tak dla nadania powagi twojemu wątkowi. Bo na każdym forum aż roi się od mizoandrycznych ujadaczek.
        themi napisała:

        > Sensownie byłoby...
      • curvaturadiculo Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 20:04
        Och, jakie to piękne. Kobiety wnoszą siebie, a mężczyźni wnoszą kasę.
        Czyli kobieta jest ekwiwalentem kasy.
        Prawda jakie to mądre i sprawiedliwe?

        Ciekawe czemu ona się tak nie cieszy tylko tym, że go ma?
        Przecież mogliby zamieszkać u niej a w jego mieszkaniu zamieszkałaby jego babcia,
        lub wujek, jak przyjedzie.
      • lemur223 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 18:15
        A widzisz, może finansowo lepiej bysmy na tym wyszli, ale nie mam takich oczekiwań, możemy mieszkać u mnie.
        Natomiast wydaje mi się naturalna sprawą, że to co mamy przed związkiem wnosimy w związek. Oboje jesteśmy po trzydziestce, czegos tam się dorobilismy (ja z wydatną pomocą rodziców). I postawa, mieszkamy u ciebie, ale kawalerka zostaje do dyspozycji moich rodziców, budzi mój niepokój, bo kojarzy mi się z postawą roszczeniową, a to już jest bardzo niebezpieczne w związku.
    • cyklista6 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 18:09
      Ja tam jestem stary pierdziel, bo mam 45 lat i ogólnie dość konserwatywne nastawienie do życia. Ale wiem, że pieniądze są najczęstszą przyczyną kłótni, szczególnie w rodzinie.

      Nie będę Ci pisał, co sądzę o mieszkaniach w Waszej sytuacji - to jest Wasza sprawa. Ja tylko wiem, że trzeba być lojalnym - i poważny związek oznacza lojalność przede wszystkim wobec siebie, a nie wobec mamy i taty. Dlatego jeżeli coś ustaliliście między sobą (ale czy naprawdę ustaliliście razem, czy tylko Tobie się tak wydawało?), to obowiązkiej jej jest forsować to stanowisko ze swoimi rodzicami. I analogicznie - to Ty jesteś odpowiedzialny za negocjacje ze swoją rodziną w dowolnych ale konfliktujących sprawach.

      Myślę, że podświadomie najbardziej Cię ubodło właśnie to, że Twoja dziewczyna nie zachowała się lojalnie. Może to dobra okazja, aby obgadać to na spokojnie, między sobą.
      • black-sandra Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 18:46
        Jeżeli mieszkanie jest dziewczyny to ma prawo zrobic z nim co chce i postawa rodziców jest tutaj zupełnie nie na miejscu . Musisz sie tutaj dogadac z dziewczyna jakos bo jeżeli teraz rodzice zaczynaja ingerowac w Wasze ustalenia to pomysl co bedzie potem .
        • cyklista6 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 21.07.11, 14:48
          Nie zaglądałem do tego wątku kilka dni, widzę że się rozwinął.

          Skoro pytasz o moje zdanie - uważam, że wchodząc w związek trzeba spalić mosty. Nie można się asekurować "a jak nie wyjdzie to mam drogę zapasową", bo wtedy na starcie skreślam ten związek. Albo się weń wierzy i wchodzi na 100%, albo się nie wchodzi. Uważam, że rodzina Twojej dziewczyny wysyła Ci sygnał, że nie traktuje Twojej obecności u jej boku jako coś trwałego tylko chce Cię "przeczekać".

          Jeżeli nawet Twoja dziewczyna (jak rozumiem, przyszła żona) nie chce się do Ciebie wprowadzić bo będzie to odczuwać jako Twoje miejsce a nie Wasze wspólne miejsce, to lepiej abyście sprzedali oba Wasze mieszkania i kupili jedno większe, które będzie już wspólne.

          Natomiast co robić dalej, to już Twoja sprawa, może warto na razie przeczekać a nie kłócić się z przyszłą teściową. Chyba lepiej dogadać się z dziewczyną co do tego, jak rozwiązywać konflikty z rodziną.
      • zeberdee24 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 21:49
        Gość wnosi możliwość wspólnego zamieszkania w jego mieszkaniu, czyli pewną korzyść i oczekuje że kobieta też wniesie pewną równorzędną korzyść ze swojej strony skoro ma taką możliwość. A jak myślimy tak sztywno w kategoriach 'dysponowania swoją własnością', to facet powinien kazać płacić jej za wynajem.
              • zeberdee24 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 10:29
                No - czyli chcą przyoszczędzić swoje pieniądze które musieliby wydać na wynajęcie mieszkania dla babci, tudzież poprawić swój komfort życia jeżeli mieszkają z babcią, bo trafił się frajer który już 'rozwiązał' kwestię mieszkaniową ich córki. Bardzo to sprytne.
                        • eugeniusz_1982 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 19:14
                          Celowo napisałem odwrotnie.
                          Odnoszę wrażenie że dzisiejsze dziewczyny szukają kogoś kto im zapewni byt na jakimś tam poziomie by mogli na swoje zarobione pieniądze kupić kolejna sukienkę parę butów i dalej wybijać z faceta resztę nerwów w okresie przed miesiączkowym.
                          Ja wychodzę z prostego założenia, albo dziewczyna jest uległa wobec partnera ale wtedy to facet powinien ja utrzymać, albo jest partnerem życiowym. Niestety częściej spotykam mieszaninę tych 2 typów, - wszystkie wady połączone i mizerna ilość zalet.

                          Może i jestem dziwny ale wole gdy kobieta jest w stanie zarobić i wspólnie poprowadzić budżet rodziny ku lepszemu jutro niż taką co krzyczy, Zdzichu dawaj kasę a potem spadaj na drzewo. (abstrakcja). Życie taka zabawna rzecz dzisiaj ty a jutro ciebie i rozsądnie jest by zamiast wydawać wszystko co się zarabia na kapeluszy to część sensownie zainwestować.

                          Inwestycja to nie zawsze Lokata, czasem najlepsza inwestycja może okazać się wspólny obiad - czy kolacja a może wyjazd nad morze czy góry.

                          P.S. skarpety i gacie pierze pralka suszy suszarka a nie kobieta, a sprzątać można na zmianę a dzieci wychowuje się razem. - pozbawiam argumentów typu kto ci gacie będzie prał.
                          • cojestdoktorku Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 20:12
                            tak, ale Ty widac nie :)
                            uznaje za naturalne że będzie więcej na ich życie wydawał bo więcej zarabia, sam również utrzymuje samochód
                            chciał w zamian prawa do decydowania o ich wspólnym (w momencie wspólnego życia) majątku
                            przeliczył się
                            bo prawda jest taka że laska nawet jeśli go kocha, to bardziej kocha rodziców (nic w tym złego ale to fakt) w zwiazku z tym z nimi jest bardziej szczera niż z nim
                            a jego rodzice ciagną "do siebie" - to też w sumie normalne, bo oni go przeciez nie kochają a córkę tak, on dla nich jest tym który ma zapewnić córce wygodne życie i "strzał w nos" nalezy się im
                            lemur też oczywiście umie liczyć, nie jest ślepo zakochany i dla niego w jakiś tam sposób to tez jest jakiś kontrakt a nie tylko miłośc i związek
                            ale nic w tym złego, ma trzeźwe spojrzenie i może poczuł się ja frajer a jak frajer nikt się dac traktować nie chce :)
              • eugeniusz_1982 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 13:59
                Autor akurat oczekuje że skoro razem zamieszkają to z "nieruchomości" będzie pożytek wspólny, czyli wspólne wakacje czy coś jeszcze. Kobieta wprowadza się do jego mieszkania.

                Wiec co w tym dziwnego. Chcieliście równo uprawnień, przyszedł kapitalizm i dal równouprawnienia.

                A tak na marginesie, kobieta coś kręci. Ja bym się zastanowił przez ślubem z taką kobietą (chyba raczej rodziną).

                Albo wchodzi się w związek bez reszty albo wcale. Wynajmowanie kawalerki mogło by się przyczynić do stabilizacji finansów przyszłej rodzinny w razie W. Przecież te środki pochodziły by z rzeczy trwalej, a gdyby coś się nie ułożyło to zawsze ma gdzie wrócić. Chyba że (bez urazy dla uczciwych kobiet) kobieta coś przekręciła, by zrobić leprze wrażenie na facecie, albo jest uległa wobec swojej rodziny. - Żadna z wyżej wymienionych cech nie zadziała dobrze na nerwy faceta (moje prywatne zdanie).

                P.S. odnoszę wrażenie że nie liczne grono ludzi myśli o zabezpieczeniu domowego budżetu na przyszlość.
                        • eugeniusz_1982 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 14:04
                          Skoro Mumia zakłada odejście a facet piszę o przyszłej żonie (chyba że coś pomyliłem), to ryzyko jest minimalne. Jak każe się wyprowadzić to z pieniędzy z kawalerki + może mały dodatek można podnająć jakieś inne mieszkanie by przeczekać wyprowadzkę lokatorów, albo się zwrócić do rodziny. Jeśli zaś zakładać sytuacje - spadaj babo do siebie, to taki związek nie ma żadnego sensu i pytanie się nasuwa, po co to kontynuować, albo jak to zmienić.
                          • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 17:27
                            > Skoro Mumia zakłada odejście a facet piszę o przyszłej żonie (chyba że coś pomyliłem)

                            Pomyliles. Facet nie pisze o przyszlej zonie tylko o "dziewczynie".
                            A jak ta "dziewczyna" zorientuje sie co to za sepidlo to ucieknie w te pedy (chyba, ze sama jest taka sama - wtedy beda sie zrec o kazda zlotowke).
                            • eugeniusz_1982 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 19:32
                              Wiesz (pozwolę per ty nie wiem ile pan/pani ma lat).

                              Później jak przeczytałem większość odpowiedzi to inaczej popatrzyłem na sprawę.

                              Zakładałem że facet chce zamieszkać z co najmniej narzeczoną. Oboje maja ponad 30 lat.
                              Jedno i drugie ma mieszkanie - czyli potencjalny przychód. stopa zwrotu z wynajmu mieszkania to 5..8% wartości mieszkania. Oczywiście są okresy pustostanu, oczywiście są okresy dewastacji. Wiec trzeba mieszkanie ubezpieczyć - (są odpowiednie ubezpieczenia), Odnośnie umów na wyprowadzkę - musi być odpowiednie zaświadczenie że w razie W maja gdzie mieszkać - prościej pozbyć się nie płacących lokatorów. -
                              Nie wiem w jakim mieście oni mieszkają wiec ciężko powiedzieć co i jak.

                              Dla mnie naturalne jest że 2 osoby w związku starają się by żyło się lepiej.
                              Czemu spotykam się z oburzeniem kobiet typu facet powinien "mnie"(kobietę) utrzymać,
                              No dobra a co ta święta panna da w zamian?

                              Może zabrzmi to dziwnie dla większości forumowicze-k ale Ok facet utrzymuje - co się stanie jeśli będzie chory, straci pracę, albo co kol-wiek dalej. To co wtedy? teraz puki zdrowy i młody to jeszcze jako tako poradzi sobie a co później?- Szukać innego kto zapewni byt na tym poziomie albo innym by móc się wypowiadać jakie to jesteście święte i że swoja wypłatę chcecie dla siebie. Nie wydaje się wam to cholernie podobne do hmm najstarszego zawodu dziejów? Tyle że facet może wybrać i tamta nie zrobi mu afery jeśli pójdzie do innej.

                              Nie wiem, może ja jestem dziwnie wychowany, może dziwnie podchodzę do sprawy ale wieszać wszystko na jednego człowieka nie ma sensu..
                              • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 20:17
                                > Czemu spotykam się z oburzeniem kobiet typu facet powinien "mnie"(kobietę) utrzymać

                                Nie wiem gdzie sie spotykasz i dlaczego generalizujesz. Ja moge Ci powiedziec, ze sa mezczyzni, ktorzy marza o tym, zeby kobieta byla zdana tylko na nich. Jesli bedzie uzalezniona (w im wiekszym stopniu tym lepiej) to nie bedzie jej latwo odejsc i bedzie musiala zniesc wiele.
                                Byly na F. Kobieta wypowiedzi na ten temat i wielu mezczyzn widzi zwiazek/malzenstwo tak, ze to oni pracuja na czynsz, wyzywienie rodziny a kobieta na swoje potrzeby. Taki uklad zdaje sie dowartosciowuje mezczyzne (tak jak niektorym panom glupio kiedy to kobieta placi za siebie w kawiarni).
                                W zwiazkach typu partnerskiego (nie chodzi o konkubinat) obie strony uczesnicza w utrzymaniu rodziny - na ogol dochody laduja we wspolnym worku i decyzje co do ich rozdysponowania sa podejmowane wspolnie.
                                Wazne, zeby sie w tej sprawie dogadac tak, aby obie strony byly zadowolone, nikt nie czul sie poszkodowany, wykorzystywany i nikt nie czul sie nieswojo.
                                Sytuacja, gdy tylko 1 osoba w rodzinie pracuje jest ryzykowna i jest dla tej osoby b. obciazajaca (gl. chodzi o odpowiedzialnosc), wiec kobiety, ktore nie chca pracowac sa krotkowzroczne.
    • mysza285 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 20:25
      Pierwsza rzecz- mieszkanie jest jej? spłacone czy stoi na rodziców czy inną osobe z rodziny? Jeśli jej - rodzice nie maja prawa decydowac i należy porozmawiac z dziewczyna o ewentualnym wtrącaniu sie rodiców w Wasz związek i omówic kwestie lojalności...szczerze jak dojrzali ludzie, bo moze dziewczyna nie wie o co kaman.
      Druga rzecz- Ty swoje mieszkanie nie wnosisz jak ktos zauwazył pozwalasz jej mieszkać dziewczyna w kazdej chwili moze isc za drzwi- oj różnie bywa z tymi związkami i planami:-) Bedzieci o Twoje mieszkanie dbać, a z wynajmami wiem z doświadczenia, ze różnie bywa- po latach wynajmu trzeba czasem generalny remont zrobic....i tu moze chodzic o to, ze poniesiono jakies nakłady na mieszkanie urzadzono je i nie chce rodzina aby zostało zwyczajnie przez byle kogo zdewastowane. Jest mozliwośc kaucjo od wynajmujacych, odłozonia częsci na ewentualne podreperowanie mieszkania- jak planujecie przyszłośc można opchnąc oba miszkania i kupic jeszcze cos innego współnego....najzdrowzy układ.
      Ludzie rózni mysla,moze dziewczyna sie boi ze pieniadze za wynajem wydaci a wr. problemów wróci na zdewastowana chate- ja do swojego wynajmowanego komuś mieszkania musiałam sie włamywac zeby wejsc bo wynajamujaca - pani redaktor gazety niby rozsadna kobieta dała dyla do Niemiec i zapomniała rachunków opłacic...nie wspomne co piesek narobił w mieszkaniu....
      Nie nam tu osądzac a zapytaj dziewczyne o co chodzi czy ma watpliwosci co do wynajmu i dlaczego- grunt szczera rozmowa bez tego nie ma związku- dobrej komunikacji i umiejetnosci kompromisów i rozwiązywania wspólnie problemów.
      Ja odniosłam z Twoich wypowiedzi, ze to Ty masz roszczeniowe podejście bo Ty aż 3 pokoje wnosisz(!? użyczasz tymczasowo na dłużej lub na stałe...) a ona nędznej kawalerki nie chce poświęcic.

      Pewnie ekonomiczniej jest wynając wolne mieszkanie i korzystac z dodatkowych środków niz aby stało ale moze jest jakies właśnie ale dla Twojej dziewczyny czy jej rodziców którzy wypruli sire z pieniedzy zeby np. spłacic kredyt dziewczynie czy wyremontowac chate...nie wiem rozmowa.

      Dwa podpowiem,z e przed wspólnym zamieszkaniem omówcie kwestie wspólnych opłat i utzrymania....bo skoro z mieszkaniem jest problem to i tu moze pojawic sie problem a dziewczyna pewnie mniej zarabia :-) Taka mała dygresja:-)
    • moonogamistka Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 20:55
      Jak to jej rodzice kupili kawalerke, to jak nie jest asertywna, to moze byc ciezko.
      Zastanow sie w ogole, czy jej rodzice nie wtracaja sie w Wasze zycie, czy ona nie traktuje ich jak wyrocznie, czy potrafi samodzielnie podejmowac decyzje, bo moze byc ciezko.
      • jasda Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 13:14
        Dużo różnych głosów w tej sprawie słyszę ale mnie tylko jedno by przeszkadzało. nie kwestie pieniędzy ale jak to ktoś zauważył waszych stosunków. jeśli faktycznie mieszkanie jest formalnie jej. Ona to powinna z tobą ustalić znaczy powinniście to razem ustalić. Może nie powinieneś jej mówić co za zrobić ze swoim mieszkaniem ale ona to powinna z tobą uzgodnić, a nie lecieć do mamusi i to teściowa Ci takie informacje przekazała. Nie ważne jak bardzo mamusia wam w domu będzie rządzić to odbyło się wyraźnie z inicjatywy twojej dziewczyny bo gdyby ona tego mamusi nie przekazała to teściowa nawet by nie wiedziała że taka sprawa wynikła. i najbardziej martwiło by mnie to że ona nie miała odwagi Ci tego powiedzieć sama w 4 oczy. tylko mamusią się wysłużyła. to w długim terminie jest naprawdę niepokojące.
    • seth.destructor Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 21:07
      Chyba boli cię to, że to nie TY, a jej rodzice wymyślili, jakie ma być przeznaczenie tego mieszkania. Konflikt interesów, bo oboje UZURPUJECIE sobie prawo do rozporządzania tym mieszkaniem, podczas gdy decyzja powinna należeć do twojej dziewczyny i jeśli ona by zachciała, by stało ono puste, to tobie nic do tego.
      • lia.13 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 22:19
        oczywiście, że własnie TO go boli. Co w tym dziwnego? Przecież właśnie w TYM jest problem. Dziewczyna powinna była wprost powiedzieć mu, że nie podziela jego poglądu i nie chce wynajmować swojej kawalerki, a tymczasem jemu najpierw nic nie powiedziała, później kluczyła, że zamieści ogłoszenie o wynajmie (czyli zgadza się z nim), a następnie poleciała do matki, która to ogłosiła Panu, że nic z tego. Czy TAKIE ZACHOWANIE tej dziewczyny to nie jest dla Ciebie problem? Czy by podjęła taką czy inną decyzję, osobiście uważam, że powinna ją podjąć sama i osobiście w rozmowie z nim mu zakomunikować. Takie jej zachowanie nie najlepiej służy ich związkowi. Zdecydowanie nie jest to zachowanie osoby powyżej 30-letniej.
    • altz Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 22:46
      Widzę, że pomijacie ważną kwestię.
      Mieszkania są waszymi własnościami, niech Ci do głowy nie przyjdzie sprzedawać i kupować coś wspólnego, bo się przejedziesz na tym.
      Może faktycznie jest problem z babcią? Kawalerka mogłaby być rozwiązaniem problemów z babcią, a babcia pewno już wiekowa. Być może babcia zamieszka na stałe? Będzie miała wnuczkę niedaleko, jakąś opiekę, to jest bardzo dobre rozwiązanie i nieuciążliwe dla wszystkich.
    • brak.polskich.liter O ja pierdykam 18.07.11, 22:54
      Gdyby mi malzonek wycial taki numer (z mamuska, postawieniem mnie przed faktem dokonanym i kompletnym zlekcewazeniem wczesniejszych WSPOLNYCH ustalen), dostalabym szewskiej pasji. Qrde, probowalam sobie wyobrazic wlasna reakcje... Auc.

      Z drugiej strony - czyja jest ta kawalerka? Kto bral kredyt i kto jest wlascicielem (tzn. kto figuruje w akcie notarialnym)? To dosc istotna kwestia. Zachowanie dziewczyny jest nizej kreta, slusznie jestes wkurzony. Ale - jesli kawalerka nalezy de facto do jej rodzicow - reakcje matki daloby sie jakos zrozumiec.

      Co nie zmienia faktu, ze po takiej akcji powaznie zastanowilabym sie nad kontynuacja planow wspolnego zamieszkania i uwazniej przyjrzala sie ukochanej pod katem przydatnosci na partnerke zyciowa.
      Tak w ogole to pierwsza sytuacja, kiedy Big Mama pokazala, kto tu trzyma power, czy tez dziewcze zwyklo sluchac mamusi i wykazywac gietki kregoslup juz wczesniej? Przyjrzyj sie uwaznie rodzinie dziewczyny i ukladom tam panujacym.
      • curvaturadiculo Re: O ja pierdykam 25.07.11, 20:44
        Dlaczego on ma mieć posag, a ona nie?

        Skoro ona chce być bezposażna to on też może.
        Mogą mieć rozdzielność majątkową.
        On swoje mieszkanie wynajmie lub sprzeda i pieniądze z wynajmu lub sprzedaży będą jego, na jego koncie.
        Wspólnego mieszkania moga się dorobić po ślubie, ze zgodnej i ciężkiej pracy.
    • lemur223 Wyjaśniam 18.07.11, 23:09
      Powiem szczerze, że pierwszy raz szukam rady na necie, bo nie chce w sprawę wtajemniczać swoich znajomych i zależy mi na opinii ludzi bezstronnych, ale mam wrażenie, że zostałem źle zrozumiany, więc postaram się to wyjaśnić.

      1. Moje mieszkanie dostałem od rodziców, kosztowało ich to mnostwo wyrzeczeń, żeby postawić dom i zatrzymać mieszkanie, ale się udało. Właścicielami mieszkania są moi rodzice (w księdze wieczystej)
      2. Podkreślam jeszcze raz - mniej chodzi o pieniądze, a bardziej o postawę. Czy jej matka snułaby takie plany w stosunku do tej kawalerki, gdyby nie wiedziała, że dziewczyna przychodzi do mnie mieszkać? Innymi słowy - to że mogą snuć plany w temacie kawalerki pośrednio zawdzięczają moim rodzicom, którzy wyrzeczeniami zapewnili mi mieszkanie? Gdyby dziewczyna trafiła chłopa bez własnego lokum sytuacja dla nich juz nie byłaby tak komfortowa, prawda?
      3. Czy w związku z tym, że planujemy razem wspólną przyszłość, nie wydaje wam się dziwne, że dziewczyna wchodzi w 3 pokojowe mieszkanie, a swoją własność ceduje na rodzinkę i jednocześnie jej mama oznajmia mi, żebym nie liczył nawet na złotówkę z tej kawalerki.
      4. Kawalerka jest mojej dziewczyny. Mieszkanie jest moje. Tak zostanie nawet jak weżmiemy ślub. Oczywiście można tu odczuwać pewien dyskomfort, ale sytuacja i tak jest o niebo lepsza niż kredyt na 30 lat we frankach ;)
      5. Nie jestem liczykrupą, dusigroszem ani nic w tym stylu. Wychodzę natomiast z założenia, że mam mieszkanie i samochód i moja partnerka może z tego korzystac do woli (mimo, że w papierach samochód, np jest mój) i oczekuję tego samego od drugiej strony. Masz kawalerke? Ok, jesteśmy razem, mieszkamy w moich 3 pokojach a kawalerka jest do naszej dyspozycji.
      czy to jest złe podejscie?

      Uff rozpisałem się...
      • mumia_ramzesa Re: Wyjaśniam 18.07.11, 23:22
        Jestes sknera, bo liczyles na $ z wynajmu, a jak sie okazalo ze ich nie bedzie to masz niebotyczne problemy, az trzeba sie pytac na forum.
        Ona bedzie mieszkac nawet nie u Ciebie tylko w mieszkaniu Twoich rodzicow, wiec de facto oni moga kazac jej sie wynosic jak im cos odbije.
        "Co twoje to moje, to moje to moje" - Freudowska pomylka?
        • lemur223 Re: Wyjaśniam 18.07.11, 23:27
          Jesteś złośliwa i zupełnie nie rozumiem dlaczego. oczywiście do żadnego z pytań się nie odniosłaś.
          Mam niestety to przykre wrażenie, że to jej rodzina jest skapa i liczy własne pieniadze i koncertowo wykorzstuje sytuacje posiadania przeze mnie mieszkania. Owszem, mieszkanie jest moich rodziców, ale co to zmienia? Jestem jedynakiem, a nawet jakby było na mnie to co by to zmieniło? Po ślubie w dalszym ciagu byłoby moje, podobnie jak jej kawalerka - absolutnie nie chce być jej posiadaczem. Chodzi o to w jaki sposób korzystamy z dóbr, które posiadamy będąc we wspólnym związku.
          • mumia_ramzesa Re: Wyjaśniam 19.07.11, 10:45
            Wiesz ile piep...nia jest z wynajmowaniem komus mieszkania? Mozecie nie znalezc najemcy od razu, nie miec dochodow z tego przez 12 mies./rok, moga wam zdemolowac mieszkanie a nawet okrasc, jesli nie bedziecie wystarczajaco ostrozni. Mozecie tez nie moc pozbyc sie najemcy mimo tego, ze nie placi.
            To wszystko z doswiadczen moich znajomych.

            > Owszem, mieszkanie jest moich rodziców, ale co to zmienia? Jestem jedynakiem, a
            > nawet jakby było na mnie to co by to zmieniło?

            Zmieniloby to, ze Ty bys mogl nim dysponowac. W obecnej sytuacji Twoi rodzice moga sprzedac lub wynajac komus to mieszkanie i Ty nie masz nic do gadania.
          • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 19.07.11, 12:45
            A czy nie możecie po ślubie sprzedac Twojego mieszkania i jej kawalerki i kupic sobie większe ale już WSPÓLNE mieszkanie, a nie takie cyrki, że jej mieszkanie stanowi jej wałsnośc a Twoje mieszkanie stanowi Twoją własnosc, a ona przychodzi do Ciebie mieszkac jako gosc i ma oczywiscie w razie czego swoją kawalerkę...gdyby doszło kiedys do rozwodu... Moim zdaniem nie tak nalezy wspólne życie zaczynac... Ja bym nie poszła na taki układ, wolałabym chyba 30 letni kredyt we frankach ale na WŁASNE I WSPÓLNE mieszkanie, a nie takie szopki....
            • duchess85 Re: Wyjaśniam 19.07.11, 12:56
              > czynac... Ja bym nie poszła na taki układ, wolałabym chyba 30 letni kredyt we
              > frankach ale na WŁASNE I WSPÓLNE mieszkanie, a nie takie szopki....

              Nie obraź się, ale biorąc pod uwagę sytuację autora i jego dziewczyny oraz sytuację na rynku, głupia jesteś...
              • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 19.07.11, 20:11
                Nie, jestem po prostu doświadczona, w przeciwieństwie do Ciebie, a mieszkanie 3 pokojowe nie jest bynajmniej najbardziej rozwojowe dla małżeństwa zazwyczaj z 2 dzieci (bo tak to w Polsce często wygląda), w takiej sytuacji prawie zawsze utyskuje się na brak jednego dodatkowego pokoju...więc 4 pokoje są zdecydowanie lepsze niz 3, jeśli ktoś może sobie na ne pozwolic...Rozumiem, ze pijesz do kredytu we frankach też...i ostatnich zawirowań z tym związanych... to rozumiem...
                • duchess85 Re: Wyjaśniam 19.07.11, 21:28
                  Przepraszam, jeśli Cię uraziłam. Chodziło mi o to, że ładowanie się w kredyt jeśli się ma dwa mieszkania bez kredytu jest dla mnie bez sensu. Masz rację oczywiście, mówiąc o rozwojowości, ale z tego co widzę, to autor i jego dziewczyna na razie nie planują dzieci, więc może niech najpierw sami się dogadają w jednym z tych mieszkań, które mają :)
                  • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 19.07.11, 23:23
                    Nie , nie uraziłas mnie. Jasne, ze to jest bez sensu. Ale mi chodzi o to, że autor nie widzi problemów w tym co ja np. widzę, tj. że zaczynają wspólne życie nie na swoim wspólnym, tylko na majątku dzielonym już na wstępie na Twoje i moje (odrębna włąsnośc każdego z nich, a w przypadku autora jeszcze własnośc jego rodziców), a to nie tak powinno byc. Skoro mają 2 mieszkania, mogą oba sprzedac i kupic inne, ale już na WSPÓŁWŁASNOŚC, a nie twoje i moje... Takie podejście może rodzic w przyszłości problemy, szczególnie, gdy po 15 latach wspólnego życia i wspólnego utrzymywania i remontowania mieszkania należącego formalnie do męża, gdy się np. żona mężowi znudzi, mąż będzie mógł żonie powiedziec, a teraz ci dziękuję i wyprowadzaj się do swojej kawalerki, o ile wtedy jeszcze ta kawalerka dalej będzie należała do żony. Takie zagrożenia wynikają wlasnie z takiego podejścia i wchodzenia w życie z odrębnymi majątkami. Dlatego też napisałam, gdybym miała mieszkac w mieszkaniu stanowiącym odrębną włąsnosc mojego meża to wolałabym wziąc z mężem kredyt i pracowac na mieszkanie, które stanowi naszą wspólną własnośc.... W przypadku rozwodu mąz nie będzie mógł żonie powiedziec po kilkunastu latach, a teraz wyprowadz się z MOJEGO mieszkania, bo takie mieszkanie stanowi własnoc żony i męża razem...
                    • lemur223 Re: Wyjaśniam 20.07.11, 00:10
                      Trudno odmówic Ci racji, pewnie nie ma sytuacji idealnych, ale...
                      Z dwoch sytuacji - kredycik na 30 lat we frankach czy nawet złotówkach, biorąc pod uwage to co się dzieje w kraju (drożyzna, niepewność pracy, ryzyko walutowe, itp) lepsza chyba jest ta nasza sytuacja - chociaż oczywiście nieidealna.

                      I przy okazji - w moim mieszkaniu jest wszystko nowe, totalnie wyremontowane i zrobione. Remont skonczylem pól roku przed poznaniem dziewczyny. Nowa kuchnia z pełnym wyposażeniem, nowa łazienka, nowa terakota, klepka, meble.
                      Wprowadza sie na gotowe, nawet przysłowiowego telewizora nie trzeba kupować bo też kupiłem.
                      • altz Re: Wyjaśniam 20.07.11, 07:33
                        > Wprowadza sie na gotowe, nawet przysłowiowego telewizora nie trzeba kupować bo
                        > też kupiłem.
                        Ma to swoje plusy, a ma też i minusy. Jeśli się kobieta wprowadzi, to i tak będzie mieszkać, jak u kogoś, bo ona nie dołożyła ręki do niczego. Musi się coś samemu zrobić, żeby sobie przestrzeń uporządkować po swojemu. Tak więc, lepsze by było puste mieszkanie, niż wyposażone.
                        Wczoraj zaszliśmy z moją do sklepu pokazać mebel, spodobał się i dobrze, nie kupiłbym, gdyby było inaczej, chociaż to ja płacę.
                        Ważne jest, żeby każdy się czuł, że on również podejmuje decyzje.
                      • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 20.07.11, 11:07
                        Nie przejmuj się to Twoje nowe mieszkanie i tak będziesz musiał generalnie remontowac za jakies 10 lat, a czas płynie szybko... Rozumiem, że wówczas równiez pokryjesz wszystkie koszty z tym związane...bez udziału Twojej wówczas żony...i bez marudzenia, że to Ty za wszystko musisz płacic, skoro ona tez tego używa... To jest właśnie chore... Ta dziewczyna chcąc się w jakiś sposób zabezpieczyc i nie wkładac swoich włąsnych pieniędzy (przez całe życie) w Twoją odrębną własnośc będzie musiała albo zbierac na wszystkie rzeczy które finansowo pokryje w Twoim mieszkaniu imienne rachunki wystawione na nią, albo o ile jest głupia wkładac swoje pieniądze latami w coś co do niej nie należy i zapewne znając życie nigdy nie będzie należało...bo już Ty i Twoi rodzice się o to zatroszczycie zapewne, aby żona (czytaj:matka jest tylko jedna, a żon można miec wiele...) nie przejęła Twojego odrębnego majątku. Powiem Ci, że nieźle kryjesz, ale głównie swoje cztery litery. Jest to układ rzeczywiście bardzo wygodny, ale głównie dla Ciebie. Ja na miejscu tej dziewczyny nie poszłabym na taki układ, z uwagi na to co napisałam. Dla mnie mieszkanie NIE WE WŁASNYM (FORMALNIE) DOMu/mieszkaniu JEST ZWYCZAJNYM DYSKOMFORTEM...

                        Poza tym, tak ciągle w tym poście podkreślasz, że kwestia pieniędzy się dla Ciebie nie liczy, że chodzi tylko o nielojalnośc itp. dot. kwestii tego co zrobic z kawalerką, a ja mam zdecydowanie odmienne wrażenie, po tym co czytam, jak dla mnie jesteś typem osoby kontrolującej, z którą b. ciężko się jej zapewne będzie żyło, a kwestia pieniedzy i zabezpieczania wałsnej dupy to dla Ciebie PRIORYTET. Więc przestań cgrzanic i wciskac kity, że jest inaczej. Utworzenie z Tobą związku małżeńskiego opartego na partnerskich zasadach i poszanowaniu praw obu stron związku wydaje mi się byc NIEREALNE...
                      • duchess85 Re: Wyjaśniam 20.07.11, 18:17
                        Ja będę miała podobną sytuację (tyle, że mieszkania oba z kredytem ;-)) Będziemy mieszkać u chłopaka, bo mieszkanie większe. Wszystko zrobione idealnie, ja się wprowadzam, jak to nazwałeś, na gotowe, ale ustaliliśmy, że pieniądze z wynajmu MOJEGO mieszkania idą na NASZE potrzeby, bo przecież przez to, że mieszkamy u niego, wszystko się zużywa itp. Jeszcze nie ustaliliśmy jak to zrobimy, ale w razie czego jestem gotowa mu nawet część przelewać na konto.
                        • lamia.reno.x Re: Wyjaśniam 20.07.11, 19:13
                          lemur - po prostu rzyg
                          w pierwszym poście niby ok przedstawiłeś całą sytuacje, ale dlaej w kółko jedno pytanie CZY JAK JA BYM NIE MIAL TEGO PRZEBOSKIEGO MIESZKANIA TO DALI BY BABCI KAWALERKE???
                          rzyg
                          rzyg
                          rzyg
                          mądra dziewczyna
                          zaprzeczasz że chodzi o kase
                          a wyraznie widać że TYLKO o kase
                          • lisek_k Oczy szeroko otwarte 26.07.11, 00:10
                            Zaproponowałeś wynajem OK to pierwsze co się nasuwa przy nadmiarze mieszkań,ale chyba nie dopytałeś kto ewentualnie za nie zapłacił i i kto nim tak naprawdę rozporządza,ale uważaj i się przyglądaj relacją ukochana-mamusia bo być może dziewczynka po 30 a wszyściutko konsultuje z mamusią w której widzi adwokata swoich spraw a to rokuje nie najlepiej.A po za tym pochwalam twoje podejście do sprawy.
                          • marcin.3000 Re: Wyjaśniam 26.07.11, 15:10
                            > rzyg
                            > rzyg
                            > rzyg
                            > mądra dziewczyna
                            > zaprzeczasz że chodzi o kase
                            > a wyraznie widać że TYLKO o kase

                            no tak, podobnie jak jego teściom chodzi o kasę. Jak nie, to niech kupią babci kawalerkę. Chłopak myślał, że ma posażną dziewczynę, a tu się okazuje, ze posagu brak. Co innego, gdyby od razu wiedział, ze dziewczyna nic nie ma.

                            statystyki rozpadu małżeństw są takie, że szkoda czasu na scalanie majątku, a później znowu rozdzielanie. Szczególnie jak chłopak ma mieszkanie, a dziewczyna ma brak kawalerki. Co tu scalać. Widać, że dziewczyna gra na rozwód i przejęcie części majątku ;)
                            • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 26.07.11, 15:43
                              stan faktyczny jest taki, że chłopak to na razie nic nie ma, mieszkanie mają jego rodzice, użyczyli mu tylko do mieszkania, a dziewczyna ma własną (formalnie) kawalerkę...więc nie pisz bzdur...
                              • ssdd1975b Re: Wyjaśniam 26.07.11, 15:52
                                @ zuzi,

                                czepiasz sie - faktycznie mieszkanie nie jest jego (jeszcze) - ale z drugiej strony prawdopodobienstwo ze bedzie jego + jeszcze dom po rodzicach jest dosc wysokie... :) ale tak naprawde nie chodzi przeciez o mieszkanie, kase ani inne materialne pierdoly - chodzi o to ze on czuje sie oszukany przez nia na temat tego ogloszenia w gazecie + wtracenie sie matki w to wszystko...

                                na jego miejscu powiedzialbym pannie do widzenia i tyle...ale to ja...
                                • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 26.07.11, 17:05
                                  A ja nieco inaczej odbieram te wszystkie Jego wypociny na forum...i te Jego teksty o wnoszeniu do związku...jak na razie to on wnosi ale siebie głównie...reszta to chwilowo mrzonki :))) A co do dziewczyny, to fakt, mało charakterna osoba z niej i pod wpływem mamusi...ale to nie jest jakas tragedia, jeśli ją kocha to wyjaśni jej o co chodzi, co mu się w jej zachowaniu nie podoba, i w kwestii kawalerki też się dogadają jak sądzę, to żaden problem, tylko trzeba dobrej woli z obu stron i mnóstwa rozmów, a nie domyślania się i rzucania foch...Chyba że mamusia dziewczyny nie zamierza odpuścic w kwestii kawalerki i wówczas powstaje pytanie, czy w związku z tym ma zamiar dalej kontynuowac ten związek czy też olac mamusie i kawalerkę i życ z dziewczyną dalej... bez tego typu obciążeń materialnych (problemowa kawalerka) i mentalnych (problemowa teściowa)...? No chyba, ze od razu zamierza skłócic dziewczynę z jej rodziną i od tego zacyznac wspólne życie. Warto by było najpierw dziewczynę poprosic o to, aby szczerze mu wyjasniła o co chodzi z tą kawalerką?
                                  • ssdd1975b Re: Wyjaśniam 26.07.11, 17:14
                                    no tutaj sie z Toba zgadzam - ale oni ewe dwojke jacys dziwni sa co do komunikacji miedzy soba...

                                    sadze ze bez bolesnego odciecia pepowiny to nie da sie tgeo wyprostowac do konca...

                                    CO do jego tlumaczen, to tez zaplatal sie - ale zrzucam to na to ze pewnie pisal wkurzony na cala sytuacje

                                    zreszta co tu mozna mowic o zwiazku jakimkolwiek bez mieszkania ze soba? przeciez chodzenie razem do kina, restauracji i lozka to nie to samo co zycie ze soba...

                                    a tesciowa no coz, ja mam taka matke i wiem jak to meczace bywa czasami - ale ja postawilem sie jej w wieku 19stu lat i od tamtego czasu trzymam ja na dystans, a jak widze ze cos maci mi w zwiazku to mam z nia powazna rozmowe, jak nie pomaga to zerwanie stosunkow na pare tygodni rozwiazuje problem... :) "reset systemu myslenia" u mamy zawsze pomaga :)
                          • duchess85 Re: Wyjaśniam 21.07.11, 22:11
                            To do mnie było? Nie wiem komu Ty dajesz d..y i czy robisz to za friko czy nie, ale ja mówię o normalnej relacji, w której jedna ze stron coś daje i druga też. Przykład: chłopak udostępnia mi swoje mieszkanie, dzięki czemu ja mogę wynająć swoje i mieć z tego zysk. Gdyby sytuacja była odwrotna, ja też oczekiwałabym części pieniędzy z wynajmu jego mieszkania. Niekoniecznie do ręki, że tak powiem, ale na przykład w postaci pokrycia części naszych wspólnych wydatków albo np. odłożenia na wspólne wakacje.
                      • sanczo_pansa_13 Re: Wyjaśniam 25.07.11, 22:36
                        Gaadaniee.. Jak sprzedajesz 2 mieszkania to masz kwotę A+B na zakup jednego większego bez obciążenia kredytowego ;) Możecie też wziąć kredyt na nowe mieszkanie a kwotę A+B zainwestować w dowolnie przez Was wybrany sposób. Zważywszy na to, że pewnie będzie to kilkaset tys. PLN daje to niezły start i jeżeli się obędzie bez żadnych zawirowań przy spłacie kredytu to emeryturę macie zapewnioną ;) Procent składany zawsze lepiej zadziała od wysokiej kwoty startowej niż od 0 :)
                        • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 25.07.11, 23:56
                          Ale żeby tak zrobic, to najpierw nalezy uregulowac kwestie formalne mieszkania którym dysponuje lemur, jest to obecnie mieszkanie jego rodziców, więc najpierw nalezy mieszkanie na niego przepisac np. darowizną, następnie aby było po równo można sprzedac kawalerkę (która jest własnością dziewczyny) i mieszkanie lemura i złożyc się DOKŁADNIE PO RÓWNO, na nowe mieszkanie, tj. kasa X ze sprzedaży kawalerki i dokładnie taka sama kasa x ze sprzedaży mieszkania lemura, reszta kasy z 3 pokoi niech trafi na konto lemura. Równo? Równo, oboje mieszkają u siebie? u siebie, oboje pracują na swoje ? tak, nikt nie czuje się poszkodowany? raczej nie, bo nie ma do tego podstaw, nikt nie broni swojego odrębnego majątku przed zakusami małżonka? No nikt, lemur rozporządza pozostałą częścią kasy na koncie sam, rodziny i ich zapędy do dyrygowania ich życiem mają z głowy?...tak, są na swoim i sami się utrzymują...
                          • sanczo_pansa_13 Re: Wyjaśniam 26.07.11, 00:35
                            No właśnie - ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie aby tak zrobić :) Jak już tak bardzo skrupulatnie to nawet po równo tak jak piszesz. Ale nie w tym problem. Kasa jest ważna lecz nie najważniejsza. Ja najpierw rozwiązałbym kwestię rozmowy i sposobu jej odbycia, ustalił wspólnie zasady na przyszłość a potem zastanawiał się co zrobić z mieszkaniami :) Od przybytku głowa jednak czasami boli :) W tej sytuacji najbardziej skłaniam się do rozwiązania takiego:

                            1. Jedna strona związku mieszka u drugiej i partycypuje w kosztach - czynsz, media, itd.
                            2. Jak jest decyzja o ślubie tuż przed lub krótko po sprzedać oba mieszkania i kupić coś wspólnego większego na kredyt a gotówkę zainwestować.
                    • rybakus Zysk dla faceta? 25.07.11, 12:16
                      Typowe myślenie kobiet. Facet ma swoje duże odremontowane mieszkanie a kobieta zafajdaną kawalerkę i "Hej kochanie zróbmy to jako wspólne!". I to Twoje tłumaczenie że jakby związek się nie powiódł nie można nikogo wyrzucić. Dzieci rozwód i facet zostaje z niczym. Normalnie na miejscu autora bym w to wszedł, same plusy.
                      • zuzi.1 Re: Zysk dla faceta? 26.07.11, 00:03
                        I dlatego właśnie lepiej jest nie kupowac dzieciom mieszkań jeżeli nas na to stac, tylko dac im kase w gotówce, tak aby razem ze współmałżonkiem mogli się złozyc na WSPÓLNE mieszkanie...Czasem jak widac wcale nie jest lepiej, gdy dziecko ma już mieszkanie przed ślubem, bo wówczas zamiast skupiac się na budowie i wzmocnieniu związku i miłości do partnera, skupia się na OBRONIE ODRĘBNEGO MAJĄTKU, WYPRACOWANEGO PRZEZ RODZICÓW, w ramch lojalności do tych rodziców a małżonka traktuje jak potencjalnego pasożyta i złodzieja, który chce odebrac ciężlo wypracowany przez rodziców majątek. I to jest niestety niedobre dla związku... Jeżeli nie ma takiej możliwości, żeby się złożyc na wspólne, to wówczas lepiej wziąc wspólny kredyt i go spłacac razem...
                    • mandolinka.bramborova Re: Wyjaśniam 25.07.11, 19:11
                      W przypadku rozwodu mąz nie będzie mógł żonie powiedziec po ki
                      > lkunastu latach, a teraz wyprowadz się z MOJEGO mieszkania, bo takie mieszkanie
                      > stanowi własnoc żony i męża razem...

                      Ale za to po latach życia we wspólnym mieszkaniu może się okazać, że po orzeczeniu rozwodu oboje muszą się gnieździć, bo żadne np. nie ma pieniędzy, by spłacić drugie, albo żadne nie wykazuje woli, by opuścić mieszkanie. Ja bym wolała iść do swojej kawalerki, jakby mi mąż wystawił walizki za drzwi, niż żyć z nim mimo rozwodu i np. spotykać jego nową partnerkę.
                      • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 26.07.11, 00:09
                        O ile wówczas ta kawalerka byłaby jeszcze Twoją własnością, bo w czasie tych kilkunastu lat mieszknia w męża mieszkaniu mogłoby się okazac, że nie warto wynajmowac kawalerki, tylko lepiej ją sprzedac i przeznaczyc na cos innego, ale wówczas ta kawalerka weszłaby do majątku wspólnego, a nie odrębnego żony, i wtedy w razie rozwodu gdzie ta żona miałaby się przeprowadzic, skoro mieszkała x lat w mieszkaniu męża...i to mąż jest jego właścicielem? a o swoje mieszkanie nie zadbała, no bo miała gdzie mieszkac....życie płata różne niespodzianki i trzeba byc na nie przygotowanym...
              • curvaturadiculo Re: Wyjaśniam 25.07.11, 20:56
                Głupi to jest ten, kto próbuje budować związek na chorych podstawach i gierkach zmierzających do
                ogrania partnera i zapewnienia sobie przewagi taktycznej na początku związku.
                Takie gierki wyjdą później na wierzch z przykrym z reguły skutkiem.

                Oczywiście później taki gracz "nie wie o co mu/jej chodziło", biedaczek.
          • ksingu Re: Wyjaśniam 25.07.11, 14:29
            Jeżeli Twoi rodzice przepiszą Ci mieszkanie przed ślubem - będzie Twoje.. jeśli po ślubie - będzie i Twoje i Twojej wybranki..
            • corepl Re: Wyjaśniam 25.07.11, 18:46
              gó... prawda za przeproszeniem:P
              tak czy siak jako darowizna wejdzie do JEGO odrębnego majątku - no chyba że rodzice zaznaczą inaczej, ale wtedy to będzie się wiązać z koniecznością zapłaty podatku od darowizny, bo synowa jest w ich 1 grupie podatkowej, a syn w grupie 0 (która jest zwolniona z podatku)
            • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 26.07.11, 00:12
              Nieprawda, jeżeli mieszkanie rodzice przepiszą tylko na syna np. darowizną, takie mieszkanie stanowi własnośc tylko syna, a nie wspólną włąsnośc syna i jego małżonki...
          • lia.13 Re: Wyjaśniam 25.07.11, 22:30
            lemur223 napisał:
            > O wszem, mieszkanie jest moich rodziców, ale co to zmienia? Jestem jedynakiem, a
            > nawet jakby było na mnie to co by to zmieniło? Po ślubie w dalszym ciagu byłoby
            > moje, podobnie jak jej kawalerka - absolutnie nie chce być jej posiadaczem.

            Tak trochę out of topic, kwestia własności mieszkania zmienia tyle, że po ślubie, w przypadku jej śmierci, ty odziedziczysz po niej jej kawalerkę, a ona mieszkania Twoich rodziców na wypadek Twojej śmierci nie odziedziczy. Nawet żyjąc 30 lat razem, Twoi rodzice mogliby pokazać jej drzwi, bo by "nie lubili synowej".
        • sibeliuss Re: Wyjaśniam 19.07.11, 10:09
          mumia_ramzesa napisała:

          > Jestes sknera, bo liczyles na $ z wynajmu,

          Jesteś albo głupia i bogata, albo tylko to pierwsze. Żaden pieniądz nie śmierdzi, bo polepsza komfort życia.
      • brak.polskich.liter Kilka spraw 19.07.11, 00:19
        Tzw. second thoughts.

        O wynajeciu kawalerki zdecydowaliscie wspolnie? Cy to przypadkiem nie bylo tak, ze TY zdecydowales, a ona zaczela kluczyc i stosowac spychotechnike? Matka sama zaczela temat? Czy moze bylo tak, ze panna, majaca - jak widac - problemy z asertywnoscia i z komunikacja - poprosila matke o wsparcie, bo sama nie jest pomyslem zachwycona (oglednie mowiac), a nie umie/nie chce Ci sie postawic?

        Dookresliles, ze wlascicielka kawalerki jest dziewczyna. Ergo - tylko ona ma prawo decydowac, co ma zamiar zrobic ze swoim mieszkaniem. I wyglada na to, ze zdecydowala - oddac decyzje swojej matce. Coz...

        Piszesz o "swoim mieszkaniu", o dzieleniu zasobow, etc. Ale wychodzi na to, ze "Twoje" mieszkanie niezupelnie jest Twoje (najpierw pisales, ze Twoje i ze dostales od rodzicow, potem, ze jednak nie Twoje, bo w ksiegach wieczystych widnieja nazwiska rodzicow...). Wiec rozpoczynajac dyskusje o wlasnosci, dzieleniu, prawach do ... stoisz na sliskim gruncie.

        Zeby nie bylo - postawa dziewczyny (z tego, jak ja opisales) mi sie nie podoba, mam dzika alergie na kluczenie, brak przejrzystosci i jednostronne lamanie umow. Sytuacja, w ktorej moj luby chowalby sie za plecami matki/ojca, kiedy powinien mi cos przekazac spowodowalaby wlaczenie sie alarmu. Tym niemniej zastanowilabym sie, dlaczego tak sie zachowuje i co za tym stoi.

        Ostatnia sprawa - poczytaj sobie KRiO. Na nieznajomosc prawa (jak dziala wspolnota majatkowa, co NIE wchodzi w jej sklad, etc) juz ktos zwrocil Ci uwage. Warto sie doinformowac, zeby potem nie plesc trzy po trzy.
        • lemur223 Re: Kilka spraw 19.07.11, 00:30
          Dziękuję za wyważony post.

          Piszę szczerze jak jest - mieszkanie jest moje (rodzice mają dom), w ksiedze wieczystej figuruja oni, nie przyszło nam do głowy, żeby to zmieniać, jestem jedynakiem więc i tak wszystko po nich dziedzicze. Nie rozumiem co to ma za znaczenie w całej sytuacji, skoro ja nie chce być właścicielem jej kawalerki, nie mam takich oczekiwań czy pragnień.

          Co do kwestii prawnych, to wszystko co sie nabyło przed ślubem nie wchodzi w majatek wspólny, a więc jej mieszkanie bedzie jej i super.

          Chodzi tylko i wyłącznie o jedna kwestią. Skoro jesteście takimi formalistami - korzystamy z mieszkania moich rodziców, które de facto jest i będzie moje. I moi rodzice nie wtracają się to, to nasza decyzja, nasza sprawa, a ja jestem dorosły chłop (tak mówią). Jej kawalerka została rozdysponowana do inncyh celów, bo moi rodzice dali mieszkanie.
          czy to jest w porządku?
          • brak.polskich.liter Re: Kilka spraw 19.07.11, 00:48
            "Zostala rozdysponowana"?
            Niezupelnie. Jedyna osoba, ktora miala tu prawo decyzji, jest Twoja luba. Nie jest ubezwlasnowolniona, jest pelnoletnia i jest prawowita wlascicielka swojej wlasnej chalupy, zgadza sie?
            Jesli tak - to ONA zdecydowala tak a nie inaczej. Rany, dorosla baba, a zachowuje sie, jak mala dziewczynka, jak wynika z opisu. Niezaleznie od tego, czym sie kierowala - lekiem przed konfrontacja z Toba, lekiem przed sprzeciwieniem sie matce, kalkulacja, wdupiemaniem, czy czyms jeszcze innym - zdecydowana ona.
            I pretensje (IMO dosc zasadne) kieruj do niej.
            Ale poza pretensjami, potraktowalabym caly incydent jak sygnal ostrzegawczy.
          • mumia_ramzesa Re: Kilka spraw 19.07.11, 10:58
            > Co do kwestii prawnych, to wszystko co sie nabyło przed ślubem nie wchodzi w ma
            > jatek wspólny, a więc jej mieszkanie bedzie jej i super.

            Po pierwsze nie bylo nic o slubie tylko o wspolnym zamieszkaniu.
            Po drugie i najwazniejsze: to jest JEJ mieszkanie i tylko ona ma prawo nim dysponowac. Tymczasem Ty wymysliles wynajem. Nie ustaliliscie tego, bo ona sie do tego pomyslu nie odniosla. Jej rodzice pewnie sie kieruja troska o nia a nie jakimis niecnymi celami, ktore im zarzucasz.
            • mumia_ramzesa Re: Kilka spraw 19.07.11, 11:01
              Uzupelnienie:
              ...to jest JEJ mieszkanie i tylko ona ma prawo nim dysponowac. Nim jak tez srodkami uzyskanymi z ew. wynajmu
              Tymczasem Ty wymysliles wynajem i sposob zagospodarowania $ otrzymanych od najemcy. Gdyby to wyszlo od niej to sytuacja bylaby zgola inna.
              • gustaff_ll Re: Kilka spraw 25.07.11, 13:01
                Cóż mumio_ramzeza, nie masz racji, ale nie dziwi mnie to zważywszy na a ton twoich wcześniejszych wypowiedzi(nieco agresywny, unikający odpowiedzi na pytania zadane w pierwszym poście, zakładający złą wolę autora).

                W myśl art. 31 § 2 i 33 pkt 2 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego dochody z osobistego majątku każdego z małżonków zasilają ich majątek wspólny. Nie masz więc racji mówiąc, że $ z wynajmu może dysponować jedynie partnerka lemura223(oczywiście po ślubie, do tego momentu takie pieniądze stanowiłyby jej majątek osobisty).

                Lemur:
                Po pierwsze porozmawiaj ze swoją partnerką. Moim zdaniem w grę wchodzą dwie możliwości:
                1. Twoja partnerka jest, mimo wieku, niesamodzielna i każdą decyzję tego kalibru konsultować musi/chce ze swoimi rodzicami. W takim wypadku masz duży problem i albo to z nią omówisz i postawicie swoim rodzicom jasne granice(co wymagałoby od niej dojrzałości emocjonalnej) albo będziesz męczył się całe życie. Taką relację lepiej chyba czym prędzej zakończyć, ale to już moje zdanie.
                2. Próbowałeś narzucić jej rozwiązanie, które wyraźnie jej 'nie leżało'. W takim wypadku brak jej asertywności i odwagi, by to z Tobą(a nie z rodzicami) to omówić i wolała to załatwić przez rodziców. To też kłopot, ale z tym da się żyć pod warunkiem, że jej rodzice nie poproszeni przez nią sami z siebie nie wykazują tendencji do wtrącania się w wasze sprawy.
                Wtedy może uda wam się wypracować jakieś wspólne i przede wszystkim wasze własne stanowisko.
                W przeciwnym wypadku patrz pkt. 1.

                Wszystko powyższe napisałem biorąc za dobrą monetę twoją wypowiedź, że twoi rodzice nie wtrącają się do waszego życia.

                Pozdrawiam
                • mumia_ramzesa Re: Kilka spraw 25.07.11, 16:11
                  Po pierwsze bez wycieczek osobistych!
                  Po drugie: w ktorym miejscu bylo cokolwiek o slubie? Moze trzymajmy sie faktow. Kobieta ma zamieszkac (tylko zamieszkac, nie wziac z nim slub) z Autorem.
                  Po trzecie: to czy dochody z najmu zasila majatek wspolny zalezy od ustalen. W przypadku ustalenia rozdzielnosci majatkowej beda nalezaly tylko do wlascicielki mieszkania.
                  A teraz przyznaj, ze to Ty nie masz racji i grzecznie przepros!
                  • gustaff_ll Re: Kilka spraw 25.07.11, 19:51
                    Jakże oczekiwany 'słuszny gniew' tylko potwierdza moją tezę o zawartości merytorycznej twoich wypowiedzi - ponownie post pozbawiony treści, za to wyrażający święte oburzenie ponieważ odważyłem się podważyć twój punkt widzenia.
                    To nie są osobiste wycieczki, tylko zwykłe obserwacje, podobne zresztą do obserwacji kilku innych osób. Słusznie ktoś zauważył, że niedaleko ci w twoich postach do mizoandrii.

                    Owszem, była mowa o ślubie w kilku postach lemura, w których mówi o przyszłości, również o małżeństwie - proponuję ponowną lekturę całości wątku.

                    Co do art. 31 § 2 i 33 pkt 2 KRiO nie jest to kwestia ustaleń, tylko co do zasady dochody zasilają majątek wspólny. Można owszem ustalić inną formę, np. w postaci intercyzy, ale jest to wyjątek, zasada jest taka jak wspomniałem. Przed ślubem to inna sprawa i wtedy kasa należy do właściciela mieszkania.

                    Abstrahując - czytając wątek w dalszej części dochodzę do wniosku, że lemur nie jest tak święty, jak się przedstawił na początku. Nie zmienia to faktu, że ty atakowałaś go zanim jeszcze w późniejszych postach sam się nieco skompromitował.

                    Pozdrawiam i polecam nieco większy dystans. Nie każda krytyka to atak
                • ssdd1975b Re: Kilka spraw 25.07.11, 17:45
                  @ mumia...

                  ale ja Ci powiem szczerze - o ile reprezentujesz takie samo podejscie w zyciu codziennym jak na codzien - to ja sklaniam sie za tym, ze musialabys byc bogata coby ktos z Toba chcial zyc... :) ale to znow to moje osobiste zdanie...- moze ktos lubi takie kobiety... :)
      • ssdd1975b Re: Wyjaśniam 22.07.11, 18:06
        @lamur

        nie jestes sknera nia duszygroszem - masz bardzo racjonalne podejscie i trzymaj sie tego...

        pogadaj z dziewczyna i dogadaj sie z nia...mi zajelo dosc duzo czasu zeby wyprostowac sytuacje rodzinna i uwolnic sie od nadopiekunczej matki (tyle ze ja wtedy mialem 19lat - a nie 30+), ale Twoja dziewczynie moze byc trudniej bo jednak ma swoje lata i jak do tej pory zabraklo jej "kregoslupa" to i szanse ze znajdzie odwage na to sa marne...

        Jak sie nie uda jej namowic do postawienia matce,to lepiej