zostać z zona czy nie

    • kajtek03 Re: zostać z zona czy nie 24.07.11, 23:41
      zycze Ci jak najlepiej wiec zrob to, ale pamietaj to jest bilet w jedna strone - nie istnieja powroty
      • babarbasia Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 00:15
        Czytales o "kryzysie wieku sredniego"?Poczytaj!Masz typowe objawy.Mysle,ze wcale nie bylo takie zle twoje dotychczasowe zycie.Dopiero po spotkaniu tej nowe,mlodszej-zaczles wymyslac,czego ci brakuje,czuc sie pokrzywdzonym i niedocenianym.Zycze ci zebys jak najszybcej zrozumial jakimi zaletami byly wady twojej zony t.j.zeby mloda dala ci dobrze w dupe!
    • alekskisiel Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 00:38
      Nienawidzę pisać odpowiedzi na tak głupie pytania. Z jednej strony wiem że nic moje wypociny nie zmienią a dwa mam poczucie że giną w masie innych nic nie zmieniających wypocin. Sam nie wiem dlaczego postanowiłem napisać. Może chcę się dowartościować jaki to ze mnie szlachetny typ...

      Po pierwsze: Ty nie przeżywasz drugiej miłości a jedynie odczuwasz zauroczenie. Terminu „miłość” proszę nie używać w stosunku do tej nowej kobiety bo jest on nieadekwatny. Zauroczenie to stan w którym Twój organizm podpowiada Ci że dana osoba jest najlepszym partnerem genetycznym do prokreacji. Nie oszukujmy się.. jesteśmy zwierzętami z troszkę bardziej rozwiniętym jednym organem. Owa chemia znika bezpowrotnie najpóźniej po 5 latach. W czasie trwania chemii praktycznie nie jesteś w stanie racjonalnie ocenić danego osobnika. Masz przysłowiowe „klapki na oczach” więc nie pierdziel jaka to Ona super hiper extra.

      Miłość to moim zdaniem ZAANGARZOWANIE. Stan w którym mimo prozy życia, szarości dnia i innych gówi** które nie są nam obce, jesteśmy z sobą. Choć natura podpowiada nam inaczej, każe szukać nowych to obiektów które dadzą nam tego narkotyku zwanego „zauroczeniem” czy tam dopaminą.... to dajemy radę. Umiejętność przeprogramowania się z wgranego programu zwanego instynktem czyni nas człowiekiem.

      Sam piszesz że żyjesz 20 lat z żona. Sam piszesz że nie możesz nic zarzucić żonie. Pierze, robi żarcie, pracuje, wychowuję i czasami jeszcze loda zrobi. Stary.. to jest właśnie miłość. Czy masz pewność że z nową przeżyjesz kolejne 20 lat? Że będzie robiła wszystko co poprzednia + uśmiech na ustach + gorący sex + zawsze dobre słowo + ….... Czy jesteś tak bardzo naiwny? Nie ma związków bez problemów. A Twój dotychczasowy nie jest raczej bardzo problemowy. Owszem wypalona jest pewno namiętność i bla bla bla. I nie oszukujmy się, czasy sprzed 20 lat nie powrócą. Ale nie zapominaj że równo 50% winy za ten stan obecny jest w Tobie.

      Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty
      To też nie diabeł rogaty
      Ani miłość kiedy jedno płacze
      A drugie po nim skacze
      Bo miłość to żaden film w żadnym kinie
      Ani róże ani całusy małe duże
      Ale miłość kiedy jedno spada w dół
      Drugie ciągnie je ku górze

      Banalny tekst piosenki ale dokładnie oddaje sens wszystkiego.

      Po drugie: Trzeba było się zastanawiać 20 lat temu nad swoim wyborem. Jak Twoja żona była atrakcyjna i w wieku poborowym. Teraz po urodzeniu dziecka, 20 latach zabijania w Niej „młodzieńczej radości życia” chcesz Jej powiedzieć: „Sory ale jednak się pomyliłem”? Dla mnie takie coś to sku...s****

      Po trzecie: Jesteś facetem. Kobiety maja to do siebie że jak się już zauroczą to nie myślą i leca po trupach. My mamy ten fart że mimo zauroczenia dużo lepiej używamy mózgownicy.\\


      Póki partner nie pastwi się nad Tobą fizycznie i psychicznie. Póki nie ma nadmiaru używek i innych „holik” to kużwa WALCZ. Trza spróbować bo może się to okazać
      i naprawcze i budujące. A jak nie wyjdzie to chociaż sumienie czyste.

      I jedno ostatnie: Pomyśl ile ludzi na świecie nie ma co jeść, ilu żyje w ciągłym zagrożeniu życia. Jak masz złe chwile to zapodaj sobie zdjęcie umierającej dziewczynki a w tle sęp. Pokukaj i pomyśl jakiego masz farta w życiu. Jakim jesteś wybrańcem. I jakie Twoje problemy to pikuś... marny pikuś



      Myślę, że nie wszystko jest brudne na tym zafajdanym świecie i nie wszystko oprócz moczu jest gównem. Są jeszcze piękne sprawy i istnieją jeszcze prawdziwe przyjaźnie. Nawet prawdziwa sztuka istnieje, tylko że wszystko jest zafajdane i nie mamy przejrzystości obrazu. Czasami choćby za ścianą może żyć wielki człowiek, a my nie będziemy o tym wiedzieli i może nawet nie dowiemy się o tym, dopóki któregoś dnia ten człowiek nie umrze. Wtedy okaże się, że był wielki, bo w jego szufladzie znaleziono piękne wiersze. W naszym zafajdanym świecie bardzo często nie możemy dojrzeć kryształów, depczemy je nogami, tratujemy racicami perły jak świnie.

      Maciej Maleńczuk
    • 1kobieta Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 02:41
      nie będę oceniać, ale mam kilka przemyśleń, jako żona, która doświadczyła i przeżyła kryzys wieku średniego swojego męża - to było "zauroczenie" i ucieczka od nudnego życia małżeńskiego,czuł się niedoceniony
      Szkoda, że nie doceniał tego, co otrzymywał
      pomyśl
      1. dziecko ma 18 lat, czyli jest pełnoletnie, a nie dorosłe, jeszcze długo będzie potrzebował rodziców i ich wsparcia, a chłopiec szczególnie ojca
      a Ty być może będziesz zajęty dzieckiem kobiety, którą kochasz
      2. kobieta do której chcesz odejść jest w nieudanym związku i jest w trakcie rozwodu, więc potrzebuje ciebie "bratniej duszy" i wsparcia faceta - nie musi zmagać się z tym sama (coś o tych sytuacjach wiem z obserwacji otoczenia)
      obyś nie wpakował się "z deszczu pod rynnę", ale ONA Cię docenia
      3. żona powinna się "pozbierać" jak większość zdradzonych kobiet
      4. żona po 40-tce - A cóż to takiego czterdzieści lat, tym bardziej dla atrakcyjnej kobiety?
      Nie wiem czy wiesz, ale ŻYCIE KOBIETY ZACZYNA się po 40-tce, kiedy już dzieci dorosną, mają w końcu czas dla siebie
      • kalabaga Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 07:36
        > 1. dziecko ma 18 lat, czyli jest pełnoletnie, a nie dorosłe, jeszcze długo będz
        > ie potrzebował rodziców i ich wsparcia, a chłopiec szczególnie ojca
        Dziecko tego nie straci, teraz i tak jest więcej z ojcem. To już dorosły facet.

        > 2. kobieta do której chcesz odejść jest w nieudanym związku i jest w trakcie ro
        > zwodu, więc potrzebuje ciebie "bratniej duszy" i wsparcia faceta
        Może tak być i wtedy drobiazgi się nie liczą, ludzie są super dopasowani ;-)

        > obyś nie wpakował się "z deszczu pod rynnę"
        Mi też tak mówili znajomy, gdy po rozwodzie znalazłem sobie kobietę z dziećmi. Że niby po co mi to? Fajnie jest i nie żałuję decyzji.

        > 3. żona powinna się "pozbierać" jak większość zdradzonych kobiet
        > 4. żona po 40-tce - A cóż to takiego czterdzieści lat, tym bardziej dla atrakcy
        > jnej kobiety?
        To są argumenty za rozstaniem się. Szkoda się męczyć razem, jeśli nikomu to nic nie dawało, kawał życia jeszcze przed nimi. Teraz żonie będzie źle, ale potem pewno znajdzie kogoś, z kim będzie naprawdę szczęśliwa. Szkoda, że się nie rozstali bez drugiej pani na boku, byłoby sympatyczniej.
        Do zdrady doszło i trzeba się rozstać, nie można udawać, że niczego nie było. Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy młodsza pani mówi jednak "nie", a pan wraca do żony, jakby romansu nie było. Mleko się wylało, trzeba ponieść konsekwencje, choćby się miało żyć samemu do końca życia.
      • jutka61 Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 20:07
        no coz szczescie trzeba lapac (kiedys zdradzana zona teraz kobieta wolna po rozwodzie z partnerem nie wolnym a jak powiedziala moja dorosla corcia mamo zacznij zyc dla siebie i mysl o sobie nikt nie myslal kiedys o tobie
    • tinnman zostań z żoną 25.07.11, 07:54
      Jesteśmy w podobnym wieku i też mam 20 lat stażu. Moja rada: zostań z żoną. Możesz miec krótkotrwały romans z młodszą, wal ją ile wlezie. Żona nie daje ci wszystkiego, nie robi ci orala itd. A z kochanką masz wszystko. więc korzystaj, a za rok wrócisz grzecznie do żonki i się z nią zestarzejesz. Przecież o to ci chodziło 20 lat temu.
      • kalabaga Re: zostań z żoną 25.07.11, 08:02
        > Moja rada: zostań z żoną. Możesz miec krótkotrwały romans z młodszą, wal ją ile wlezie.
        Też mi rada. Wtedy obie kobiety krzywdzi i ciekawe czy nie plułby w lustro na swój widok.
    • apolog Zostań z żoną 25.07.11, 08:14
      To tylko chwilowe beztroski ezauroczenie, a zona to instytucja, a nie romans.
    • jola5033 Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 08:20
      20 przezytych wspólnie lat nie da się tak wykreślić..........
    • keti3 Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 08:43
      To troszke chore pytac obcych ludzi na forum czy masz zostawic po 20 latach małzenstwa zone i zwiazac sie z babka, z którą krecisz romans... To Twoje zycie, wiec powinienes zadecydowac sam. Chyba, ze szukasz potwiedzenia słusznosci podjetej juz decyzji lub swego rodzaju usprawiedliwienia dla niej. To, co czujesz do żony to juz na pewno nie jest miłosc tylko przywiązanie okraszone obficie litościa dla jej wieku i bycia niwidzialną dla innych facetów. Druga babeczka Cie "'porwała" i przezywasz 17. młodość, ale czy to tez jest miłosć, czy jedynie zafascynowanie dla którego warto podejmowac drastyczne kroki? Chyba jako Pan w wieku 40+ jestes w stanie odpowiedziec sobie na to pytanie.
    • ateofi Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 09:10
      > po 20 latach małżeństwa pojawiła się cudowna kobieta. W zasadzie nie mam zonie wiele do zarzucenia, ale nigdy od niej nie usłyszałem kilku prostych słów typu kocham Cię, przepraszam, proszę... Nigdy też nie odnależliśmy wspólnych zainteresowań - ja jestem dość aktywny a ona domatorka. Nie mamy wspólnych znajomych, z którymi spędzalibyśmy wolny czas - ona w zasadzie nie akceptuje zadnej pary z kręgu moich znajmoych. I nagle pojawia się kobieta, z którą można konie kraść, która kocha. Wreszcie czuję że ktoś mnie potrzebuje i interesuje się mną. W zasadzie przed nią nie mam żadnych tajemnic, a zony się chyba boję. Dziecko ma 18 lat. Zona jest kobietą atrakcyjną ale martwie się że gdybym ją opuścił zostanie sama z uwagi na swoj wiek po 40 i charakter (wiem ile trzeba było się starać o jej względy 20 lat temu). Mam dla niej wielki szacunek. No i jakoś trudno tak przekreślić te 20 lat w zasadzie udanego małżenstwa. Ale czuję że z tą drugą byłbym w pełni szczęsliwy - ona walczy o mnie jak może i wykazuje wiele cierpliwości w oczekiwaniu na mnie. Jak sądzicie , co powinienem zrobić?>
      ------------------------
      Szczerze mówiąc, trochę dziwne są Twoje zarzuty do żony pisane dopiero po 20 latach. Rozumiem, że gdy brałeś z nią ślub wiedziałeś, że jest domatorką oraz że macie mało wspólnych zainteresowań. Czy w trackie narzeczeństwa też nie mówiła "kocham Cię", jeśli tak to dlaczego się z nią ożeniłeś? Wpadka była? Poza tym, czy wtedy też nie akceptowała Twoich znajomych? Czy rozmawiałeś z żoną o Twoich odczuciach? Jeśli rozmowy nie pomogą, to może warto zastanowić się nad separacją, bo bycie z żoną z litości nie jest OK.
      Z kolei nowa "wielka miłość" tak strasznie walczy o żonatego mężczyznę?!! Innymi slowy próbuje rozbić cudze małżeństwo, a to jest bardzo wyrachowane z jej strony, więc tutaj radzę uważać.
    • fieldsofgold RADA 25.07.11, 09:29
      Branimir, a tak serio po twoich postach nie widac abys byl zadnym piotrusiem panem, mysle, ze powazny z ciebie facet, po prostu doszedles do sciany. Mysle, ze sam wiesz najlepiej co czujesz i potrafisz ocenic czy naprawde kochasz czy to tylko zauroczenie, czy rzeczywiscie ta nowa kobieta jest dla ciebie po prostu lepsza niz zona. Dam ci tylko jedna rade z perspektywy kobiety: jesli powaznie myslisz o nowym zwiazku to nie przeciagaj tej struny, bo mozesz stracic te kobiete. Pokaz ze jestes facetem i podejmij meska decyzje. Zastanawiajac sie i przeciagajac te sprawe krzywdzisz dwie osoby. Oklamujesz zone, a kochance kazesz czekac. Wiem, ze to trudne, ale sam narozrabiales wiec sam musisz posprzatac.
      • fuzzystone Re: RADA 25.07.11, 09:48
        fieldsofgold napisała chyba jeden z najbardziej sensownych postów. Sam wiesz najlepiej, co powinieneś zrobić - przyłączam się także do jej sugestii, że jeśli nie chcesz stracić tej drugiej kobiety to nie igraj z nią zbyt długo - wiecznie na Ciebie czekać nie będzie, opcja trójkąta na dłuższą metę sprowadzi cały Twój związek (także z żoną) do poziomu rynsztoka.
        Nie przejmuj się także złotymi myślami niektórych świętoszków i gromami rzucanymi na Ciebie zwłaszcza przez kobiety - rzecz jasna moja (jestem kobietą) płeć nie zdradza, nie rzuca a jeśli odchodzi to zawsze ze wzniosłych pobudek, nie to co te zdziecinniałe samce myślące penisem :D
        Takie pytanie: jaka jest różnica wieku pomiędzy Tobą a Twoją drugą panią?
    • druga.marilyn.monroe Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 09:32
      Jebnuty jesteś Branimirze. I tu nie chodzi o to, że chcesz zostwić żonę dla młodszej...
      To by było na tyle.
      • lollaaa Antygona w parze z Konradem W. 25.07.11, 10:10
        Ciekawy temat, wygląda na inspirującą prowokację - otwierającą puszkę pandory...

        Dylemat, który pociąga za sobą konsekwencje negatywne i pozytywne.
        Szczęście uzależniać od relacji z drugim człowiekiem?
        Szukać szczęścia?
        Są inne interesujące wartości pozostające w świecie wartości - np. dobro, piękno, prawda...

        Moim zdaniem warto zanurzać się i doświadczać, niezależnie od konsekwencji. Jak ktoś np. zanurza się i odurza, to może nawet umrzeć, jak ostatnio ta piosenkarka.

        Bycie ze zdobytą żoną, która jest piękna niczym wypchany pingwin można przetrwać, ale po co? Być z "kobietą którą kocham" też można. Ja bym wybrała według kryterium kulinarnego. Zrobiłabym konkurs na pierwsze i drugie danie oraz deser. Potem konkurs na prasowanie koszuli. Konkurs higieniczny (uszy, paznokcie, włosy, owłosienie). Potem konkurs na porządek w szafie. Punktacja od 1 do 10. Wygrywa kobieta, która zdobędzie najwięcej punktów. Regulamin konkursu - uczestniczki musza wiedzieć, że biora w nim udział. Najważniejszy konkurs punktowany najwyżej - konkurs uśmiechu i humoru. Od 0 do 100 punktów.

        Można też pobyć samemu, by zorientować się kim się jest. Tak z pięć lat samotności....

        Inni ludzie (także rodzina) - kontekst, który zawsze adaptuje się do nowych okoliczności. Niektórzy czują się zranieni, ale to ci czują się zranieni, którzy pragną innych kontrolować i wpływać na ich życie.

        Zatem do dzieła...czas na konkurs...
    • ktos-66 Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 09:59
      czytam i wydaje mi się , że to o mnie... ten sam problem, te same dylematy... wszytkie obelgi które można tu przeczytać, to wypowiedzi sfrustrowanych nic nie wiedzących... przecież nikt nie jest w stanie wiedzieć wszystkiego o nas, o naszych uczuciach... nic nie może powiedzieć o 20 latach , które przeżyliśmy, o tym jak zyjemy teraz... mogą napisać jakieś slogany... że kryzys wieku średniego, że facetowi odbiło... a przecież każdy człowiek chciałby być szczęsliwy, a nie zawsze jest... a ma poczucie odpowiedzialności, obowiązku... bo dobro dziecka... ale całego życia nie da się tak przeżyć... stąd dylematy, stąd rozterki...
    • kniazwitold Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 10:28
      Odpowedz sobie sam - czy wolisz byc lojalny wobec obecnej zony i nieszczesliwy, bo masz swiadomosc, ze z ta nowa kobieta moglo by byc cudownie, czy wolisz byc lojalny wobec siebie i tego co ty czujesz?

      Moim zdaniem kazdy zwiazek kiedys siw wypala i trwanie w nim nie ma zupelnie sensu, bo taki nieboszczyk nikogo juz nie rozwija i do niczego nie inspiruje a jedynie jest ucieczka od strachu przed nowym i nieznanym w starą, bezpieczną, niezbyt lubianą redlinkę umysłową która wydaje się bezpieczniejsza od nieznanego.

      Największym ludzkim lękiem jest lęk przed samotnością i dlatego takie powodzenie mają związki "na zawsze" bo daja ułudę, że ludzie już "nigdy" nie bedą "sami".
      • a.bc jestes bezjajecznym facetem.... 25.07.11, 10:54
        20 lat temu wybrałes byle co, teraz tez pewnie bedziesz miał byle co....
        Kompletnie nie wiesz czego chcesz w zyciu, i zanim podejmiesz decyzję to lepiej zrób uczciwy bilans.

      • altz Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 11:02
        Tak jest, święta racja. To jest tylko lojalność wobec żony, a nie miłość. Tak samo można mieszkać z dziadkiem czy ciotką.
    • makatka33 Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 10:58
      Jesteś dupa a nie facet. I nie dlatego, że chcesz odejść od żony, ale dlatego, że nie potrafisz podjąć decyzji sam i pytasz sie o to na forum. Czy pierwszy raz czytasz forum? Przecież tutaj zawsze obrzucą Cię błotem - nieważne co bys chciał zrobić.
      Patrząc z perspektywy kobiety - wolałabym, aby mąż powiedział mi o wszystkim szczerze. Łatwiej to znieść niż gdzieś od kogoś dowiedzieć sie, że jest się zdradzanym. Uważam, że mamy prawo do szczęścia. Niekoniecznie odejscie od zony będzie zniszczeniem jej szczęścia. Dla mnie jest to troche dziwne, ze kobieta kochajaca nie potrafi dostrzec, ze z jej mężczyzna jest cos nie tak. Przecież jeżeli zna Cie lat dwadzieścia kilka, to powinna zauważyć coś. Skoro nie widzi, znaczy to, że zbytnio sie Tobą nie zajmuje. Odejscie do tej drugiej jest obarczone sporym ryzykiem. Ale takim samym ryzykiem obarczony jest każdy zwiazek - nawet ten małzenski. Nigdy nie wiemy, jak to bedzie.
      Odnośnie syna - znam wiele osób z rozbitych małzenstw, które mają świetne stosunki z obydwojgiem rodziców. Nie znam nikogo, kto odwróciłby się od rodzica po rozwodzie.
      • lavinia5 Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 11:03
        ja znam, dzieci, zwłaszcza te prawie dorosłe nigdy nie wybaczają zdrady rodzicom, widzą ból, łzy, zamiennik w swoim wieku i to wystarczy, bo powiedzieć - nienawidzę Cię ...
        • makatka33 Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 11:08
          Bo czym innym jest zdradzanie i tkwienie w zwiazku, a czym innym kulturalne odejscie.
          • lavinia5 Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 11:19
            ale do tego potrzebna jest odwaga to, co czyni z chłopca mężczyznę - odpowiedzialność
            • makatka33 Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 11:34
              Zdecydowanie tak :)
          • ckm1 Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 11:59
            > Bo czym innym jest zdradzanie i tkwienie w zwiazku, a czym innym kulturalne ode
            > jscie.

            Jak tak sobie obserwuję otoczenie to stwierdzam, że mało kiedy "kulturalne odejście małżonków" jest możliwe z udziałem osób trzecich czyli kochanek i kochanków, w takich sytuacjach dochodzi do silnych emocji, szczególnie ze strony porzuconej pojawia się uczucie szoku, rozgoryczenia, żalu, a następnie szarpanina w sądzie jako akt zemsty, więc trudno mówić o kulturalnym odejściu.
            "Kulturalne odejście" jest oczywiście jak najbardziej możliwe tylko powinny być spełnione warunki czyli gdy decyzja zostaje podjęta racjonalnie przez samych małżonków i po ich wspólnych wnioskach, że np. nie pasują do siebie bez udziału osób trzecich i bez dylematu pt. zostawiam ją/jego dla kogoś innego. I w tym drugim przypadku jest faktycznie duża szansa na kulturalne odejście ale też i na dobre relacje z ex.
        • altz Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 11:31
          lavinia5 napisała:

          > ja znam, dzieci, zwłaszcza te prawie dorosłe nigdy nie wybaczają zdrady rodzico
          > m, widzą ból, łzy, zamiennik w swoim wieku i to wystarczy, bo powiedzieć - nien
          > awidzę Cię ...

          Ja znam kilkadziesiąt takich sytuacji. "Dzieci" w tym wieku widzą dużo więcej, niż nam się wydaje. To, że ktoś odszedł do kogoś innego, to jest dla nich do zaakceptowania, nie akceptują całego bałaganu przy rozstaniu, jakiś wojen, nieprzyjaznej atmosfery w domu, braku swojego miejsca i wciągania ich przez rodziców w konflikt. Często mają zrozumienie dla podjętej decyzji. 18 lat, to nie 13. W takim wieku czasami ma się już własne dzieci i własne problemy.
          • lavinia5 Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 11:51
            nie zgadzam się, bardzo młodzi ludzie mają idealne wyobrażenie o miłości, tam nie ma miejsca na cierpienie i ból bliskich, na KŁAMSTWO, są wręcz uczuleni na oszustwo, krętactwo, wygodnictwo i to jest piękne, dopóki oczywiście ktoś, kto był wyrocznią, uczył jeździć na rowerze, pokazał, jak wiązać węzły żeglarskie, tego nie zniszczy, wtedy jakoś gwałtwonie dorastają i muszą szybko podjąć decyzję. Zwykle stają za słabszym, pokrzywdzonym, to też urok i przywilej młodości. Ich emocje są nieporównanie silniejsze, stąd reakcje gwałtowne
            • altz Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 14:44
              lavinia5 napisała:

              > nie zgadzam się, bardzo młodzi ludzie mają idealne wyobrażenie o miłości, tam n
              > ie ma miejsca na cierpienie i ból bliskich, na KŁAMSTWO, są wręcz uczuleni na o
              > szustwo, krętactwo, wygodnictwo...
              Masz rację, dlatego akceptują rozstanie, bo widzieli wcześniej, że przez lata było nie tak, jak być powinno.
              Mają tylko problem z nowym partnerem/partnerką, zaczyna się walka o wpływy, o ile rodzice nie są na tyle rozsądni, że potrafią jakoś ułożyć relacje.
    • zabakuma Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 11:41
      Nie wiem dlaczego ludzie tu skupili się na tym, że żona jest po 40 i w tym wieku nie ma już życia. Ja raczej wyniosłam z tego, że jest to trudny wiek na zaczynanie nowego życia, zwłaszcza gdy jest się zostawioną - bo o tym przecież mowa, i ma "nietowarzyskie" usposobienie. Zastanawiam się czy Pan szuka usprawiedliwienia, chce lepiej wypaść we własnym mniemaniu czy faktycznie Pana wątpliwości spowodowane są szacunkiem do żony i wspólnie przeżytych lat. Jeśli ma Pan zostać z żoną w poczuciu wielkiego poświęcenia, litości nad nią to... nie wiem, ja nie chciałabym tego. Ale wiem, że są kobiety, które potrafią wybaczyć i zdradę byle tylko mężczyzna z nimi został. I powód jest nie ważny -trwać, trwać w tym co znają. Może to co macie dla niej jest szczęściem i w tym wymiarze, z inną kobietą zbuduje Pan szczęście na gruzach jej świata. Ciężka sprawa, udźwignie ją Pan? Nie osadzam, życzę powodzenia, czeka Pana droga przez krainę w odcieniach szarości, brak tu granic czarno-bialych. Jak zawsze gdy kładziemy na szali szczęście własne i innych.
    • tarotegipski Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 11:44
      Witaj. To że z szacunkiem mówisz o swojej żonie to wielki plus i widać, że nie chcesz nikogo skrzywdzić i nie jest to chwilowy kaprys rozpuszczonego faceta, a chęć bycia szczęśliwym, do czego masz pełne prawo jak każdy. Każdy też ma swoją egzystencję i swoje życie. Tak zwaną "Karmę". I męczyć się, oszukiwać- w końcu to oszustwo i narastająca toksyka, co za tym pójdzie postępująca, która może doprowadzić do patologii - w imię prowizorycznego dobra żony, która niezbyt stara się o pielęgnowanie związku. Bo jak doskonale wiesz do tanga trzeba dwojga. A o związek należy dbać jak o ogród życia. A tu ilość chwastów robi się nie do zniesienia, przez co w imię Szczęścia pojawił się nowy ogród, gdzie być może ktoś zasługuje na Ciebie, o ile Ty jesteś gotów poświęcić swoje serce, jeśli swoim doświadczeniem doskonale rozpoznajesz intencję tej drugiej kobiety. Nie można kosztem swoim tkwić w czymś, co się nie sprawdziło, co już jest na poziomie rozpadu. Właśnie czym później tym gorzej. Żona musi nauczyć sobie radzić. A charakter? No proszę Cię, to jest Jej osobista sprawa czy chce coś z tym zrobić, czy nie. Ona także ma prawo do szczęścia, ale jak widać tutaj też nie bardzo jest, gdyż nie szukałbyś, a Jej starania i emanacja prawdziwych uczuć synchronizowały by się z Twoimi. Prawdziwa Miłość wyższa - nie ta zwierzęca pełna namiętności i krótkotrwałej fascynacji, nie zna rozstania, cierpienia, obłudy zdrady itp. jak podkreśliłem Twoja żona też ma prawo być szczęśliwa, ale nie kosztem innych. O ile jest w tym wypalonym także to trzeba podkreślić przez siebie samą związku. Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień... Ale tkwiąc w tym dłużej to nie wiem czy większej krzywdy sobie nie wyrządzacie wzajemnie. Dziecko masz już dorosłe, pewnie że może to przeżyć, ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie kontaktu z Nim. Ja to często powtarzam osobom, gdy przeżywają rozstanie Rodziców - słuchaj, od dziś masz więcej domów do odwiedzenia, nie tracisz Rodziców absolutnie, tracisz tylko brzydkie ich zachowania wobec siebie, masz ich dalej w lepszym świetle...o ile dane dziecko nie tkwi w patologii, tam to tłumaczenie nie zdaje egzaminu, a raczej należy je ratować w innym sposób. To nie pogrzeb, dorosłe dziecko i tak ma swoje sprawy i nie potrzebuje niańczenia, a jedynie zobowiązań i bardzo pożądanej przyjaźni u Rodziców, oraz wsparcia w ciężkich chwilach, czasem doradztwa.. Dorosłość także polega na zrozumieniu zwłaszcza każdego z rodziców. Teraz tylko ważne zadanie dla Ciebie: Poukładać to wszystko, podjąć odpowiednią decyzję, odpowiednio wyjaśnić dziecku o sytuacji, na tym etapie nie wszystko, wyjaśniaj etapami, nie musisz od razu ze satysfakcją mówić o swoim nowym związku, nie poruszaj tego tematu w ogóle, albo jak będziesz musiał to jak najmniej. I uważaj bo kobiety nie lubią się dzielić mężczyznami, przynajmniej te europejskie słowiańskiego pochodzenia... obyś też nie przegapił tej swojej Miłości, bo prócz tego kobiety bywają niecierpliwe i nie będą czekać w nieskończoność. I nie pal mostów, nawet jak bardzo pewny jesteś tej drugiej, pamiętaj niebezpiecznie jest myśleć, że coś trwa wiecznie....rozsądek, głos serca, szczęście i męskie zdecydowanie - niech one Cię prowadzą!!!! pozdrawiam - Tarocista Radosław
    • robmar2007 Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 12:33
      Wielu (tu) odsądziło faceta od czci i wiary i nie wczytało sie dokładnie w to, co napisał. Napisał, że "żonie nie ma wiele do zarzucenia" a spotkał "cudowną" kobietę. Oznacza to, że po prostu dwadzieścia lat temu zdecydował się na małżeństwo mając mniej przesłanek na szczęście niż dziś! Mówiąc dosadniej: widzi, że źle wybrał:)
      Sam odszedłem od żony po 10 latach. Rozumiem branimira, choć będę go przestrzegał.
      Po pierwsze, nie możesz zastanawiać się co się będzie działo z twoją żoną, gdy od niej odejdziesz. Lepiej zastanów się, co się będzie działo z Tobą. Po drugie, nie mów o przekreślaniu 20 lat małżeństwa, ale raczej o przekreślaniu swojego dalszego życia. Jesli ktoś zastanawia się nad tym, że żona nie dała mu szczęścia w życiu, musi z wielką odwagą zawalczyć o to szczęście.
      A walka zawsze jest trudna, bo toczymy ją wewnętrznie:)
      Ludzie używają różnych argumentów broniąc małżeństwa za wszelką cenę. Prawda jest jednak taka, że małżeństwo nie jest wartością samą w sobie, bo to tylko instytucja prawna. Liczy się w życiu tylko szczęście, miłość, przyjaźń i wartości, ale te wartości to właśnie szacunek żony lub męża (np. dla naszych znajomych lub zainteresowań), pozytywny język i przekazywane nim emocje (jeśli są złe lub obojętne, to już dostateczny sygnał), wspólny światopogląd i jeszcze kilka innych rzeczy. Jeśli ktoś Ci mówi o wspólnym dorobku materialnym, o życiu, o przebytych trudach, o przywiązaniu lub skutkach samotności, to jest to ktoś, kto nie rozumie, że gdy staną się one przeszłością w naszej świadomości, tracą pozytywny wpływ na nasze życie.
      Ja osobiście też zdałem sobie w pewnym momencie sprawę, że kobieta z któą mnie wiele łączy sprawia, że coraz więcej mnie z nią dzieli. Oczywiście trzecia osoba wyostrza ogląd sytuacji (nie może to być z pewnością kochanka) i pomaga w podejmowaniu decyzji, jednak decyzję musimy podjąć sami, na 100% samodzielnie, wtedy będzie ona właściwa. Życie jest tylko jedno!!!
      Pozdrawiam i życzę powodzenia
    • teodor23 Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 12:36
      Typowe dla mężczyzny w Twoim wieku - kryzys wieku średniego. To nie ma nic wspólnego z tym, że Twoja żona mniej do Ciebie pasuje.
      • lavinia5 Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 13:45
        masz rację, dodatkowo tutaj sednem sprawy jest to, że okłamuje żonę, nie daje jej szansy na reakcję
        Niestety czeka go poważna rozmowa z nią i osobna z synem. Ta druga czeka jak hiena i osacza go, cóż facet zaplątał się i nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji, zwłaszcza, że ta druga nie pozwoli mu odejść, bo przecież rozwodzi się, ma małe dziecko i oczekuje stabilizacji w postaci zasobnego portfela. Ciekawe, na ile on sobie zdaje sprawę z tego, nie sądzę, żeby o tym pomyślał
        • fieldsofgold Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 13:49
          "Ta druga czeka jak hi
          > ena i osacza go, cóż facet zaplątał się i nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji
          > , zwłaszcza, że ta druga nie pozwoli mu odejść, bo przecież rozwodzi się, ma ma
          > łe dziecko i oczekuje stabilizacji w postaci zasobnego portfela. "

          a te informacje skad masz?
          • lavinia5 Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 13:52
            sam napisał wcześniej, że ta druga się rozwodzi i walczy o niego, jak lwica
      • amidala1 druga strona medalu 25.07.11, 13:56
        zabawne, ale jakbym czytał tu własną historię, z tym, że ja w roli tej nieświadomej żony
        mniejsza o Twoją decyzję
        szkoda, że nikt nie pomyśli, z Tobą włącznie, jak to wygląda z punktu widzenia żony?
        ex (bo już 3 lata po rozwodzie) ciągle mi powtarzał, że jesteśmy takim fajnym małżeństwem,
        a jak przyszło co do czego (nowa kobieta, mężatka 2 dzieci) to 22 lata wspólnego życia nie miały żadnego znaczenia - nawet na tyle, żeby ze mną porozmawiać i powiedzieć, że coś jest nie tak, żeby dać mi szansę na cokolwiek.
        wszystko odbyło się poza mną, tak jak tu, ktoś inny zdecydował i zakomunikował mi w samą Wigilię, że mi bardzo dziękuje, byłam fantastyczna itp ale...
        nie bardzo mogę zrozumieć dlaczego nie okazał mi choć odrobiny szacunku przywilejem rozmowy, tylko ogłoszeniem decyzji?
        rozumiem, że drogi ludzkie czasem rozchodzą rozchodzą się
        jednakże jest olbrzymią różnicą, jeśli po prostu mężczyzna odchodzi z powodu przekonań, zmainy celów itp, a odchodzi do innej kobiety
        to są dwa różne komunikaty
        no i niestety nasze 19 letnie dziecko nie zaakceptowało tego (nie, nie mieszałam się do kontaktów między nimi).
        Nie chodzi o radę czy ocenę, ale o to, że zawsze istnieje ta druga strona i ona nie jest tylko papierowa - opisana przez Ciebie. To kobieta, która Tobie coś w życiu z siebie dała i zasługuje na szacunek, bez względu na Twoją decyzję, do samego końca.
        • lavinia5 Re: druga strona medalu 25.07.11, 14:10
          To jest to. "... kobieta, która Tobie coś w życiu z siebie dała, zasługuje na szacunek, bez względu na Twoją decyzję, do samego końca". Jestem na tym forum, chociaż już dawno znudziła mnie ta jałowa dyskusja, wyłącznie po to, żeby po raz setny facetowi przypomnieć, że MUSI porozmawiać z żoną i z synem, im się to należy, niezależnie od tego, jak bardzo chłop jest zakochany, zapatrzony w młodość, szansę itp., ogłupiony i co tam chcecie jeszcze. Tylko tyle, niech uczciwie porozmawia z żoną, ale wygląda na to, że to tchórz, czeka, może ją tramwaj przejedzie i sytuacja sama się rozwiąże ...
          • black.nowa Re: druga strona medalu 25.07.11, 14:31
            Popieram,to samo napisałam.
            Podstawą w związku jest rozmowa i to o wszystkim,wiadomo że nie każdy z nas jest wylewny,że jeden potrafi wyrzucić swoje frustracje wprost,drugi kumuluje to w sobie.Ale nawet jeśli tak jest,to sami musimy odszukać najpierw winę w sobie...by doszukiwać się współwinowajcy w drugim.Kategoryczne są i wręcz niedopuszczalne w związku tzw."ciche dni"na co to i komu potrzebne?...złość się kumuluje,odtrącamy wspólne łóżko na bok...przecież tak karzemy siebie nawzajem...a nie jak nam sie wydaje,ze to najlepsza kara dla partnera-"a niech pokutuje"-..to zobaczy,sam przyjdzie"....wręcz przeciwnie to już krok od poszukania sobie "kogoś" ...kto zrozumie...przytuli....
            bo tamta/tamten jest inna/inny.....lepsza,rozumie mnie i w ogóle....-GUZIK PRAWDA!!
            Wina leży pośrodku=ZAWSZE
            Dlatego ludzie....ROZMAWIAJMY ZE SOBĄ- o tym że nie tylko jest nam dobrze,ale i o tym co boli....czego nam brak...czego pragniemy i oczekujemy...przytulajmy się i częściej używajmy słowa KOCHAM...to małe słowo-a jakże wielkie
            • branimir Re: druga strona medalu 25.07.11, 15:54
              No to muszę uzupełnić: prawie trzy lata, w okresie prawdziwej beztroski, bo i bez problemów finansowych i dziecko już dośc duże żona zwróciła mi uwagę że coś się psuje, że nie chodzimy razem na zakupy (bo nigdy nic innego żeśmy razem nie robili...) itp. Byłem zszokowany, ale obiecałem poprawę. I na prawdę starałem się - przynajmniej w soim odczuciu. Mało tego - zakochałem się w niej do szaleństwa, niemal tak jak przed ślubem. To był cudowny okres przerywany co kilka tygodni pytaniem czy coś w końcu zmienię. Nie wiem co robiłem źle, bo jeśli Bóg w ogóle istnieje to tylko po to żeby świadczyć jak bardzo się starałem. Jak już wspomniałem w tym okresie miałem kilka sukcesów zawodowych, sportowych itp. które były bardzo ważne dla mnie, a które moja żona wyśmiewała, traktowała to jako dziecinadę, dodając pytanie kiedy zaczniemy razem chodzić na zakupy. Zaczeło się wszystko psuć - we mnie coś pękło. Dużo na ten temat rozmawialiśmy i mówiłem o wszystkich moich odczuciach - chyba po raz pierwszy w życiu . Wcześniej nigdy nie mówiłem bo się bałem - tak - bałem się że ją urażę. Uwagi, które mimochodem mówiłem były kwitowane hasłem: jak ci się nie podoba to sobie znajdź inną. Były wizity u psychologa, które spowodowały, że odważniej mówiłem o co mi chodzi. Żona proponowała rozwód, ale ja nie chciałem - uznałem że nie powinniśmy tego zmieniać tylko już tak egzystować. I dopiero wtedy pojawiła się ONA.
              • black.nowa Re: druga strona medalu 25.07.11, 16:04
                ....."Uwagi, które mimochodem mówiłem były kwitowane hasłem: jak ci się nie podoba to sobie znajdź inną."
                ...Trzeba było od razu tak pisać.>>
                Ostatnie słowa zmieniają całą postać rzeczy.
                Jestem rozczarowana,bo już nie wiem czy piszesz prawdę czy się na siłę usprawiedliwiasz.
                • branimir Re: druga strona medalu 25.07.11, 20:31
                  akurat te słowa przez lata traktowałem jako żartobliwe i niegroźne
              • black.nowa Re: druga strona medalu 25.07.11, 16:38
                wiesz co??
                Odejdź od tej swojej żony i pozwól jej wreszcie żyć.
                To nie ona potrzebuje Ciebie,ale Ty ją.
                Jest silną kobietą -da sobie rady,a wiesz dlaczego?
                Dlatego że już od dawna daje sobie doskonale rady bez Ciebie i wcale bym się nie zdziwiła
                gdybyś dowiedział się ze to ona pierwsza już dawno przyprawiła Ci rogi.
                Nie masz silnej woli.Tobą od zawsze musi kierować kobieta i to ona za Ciebie musi podejmować życiowe decyzje.
                A najlepszą decyzją dla niej będzie życie bez Ciebie.....
                ..........masakra jakaś.......brrrrrrrrr..........
              • chaber555 Re: druga strona medalu 19.08.11, 19:05
                Branimir, blagam Cie odejdz od swojej zony i zerwij ze swoja kochanka. Zamieszkaj sam i zyj sam dla siebie, po okolo roku bedziesz gotowy, jak sadze, na nowy zwiazek.

    • rypalski Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 16:08
      chlopie ... tu nie ma na co odpowiadac ... ty juz podjales decyzje walac ta druga ... a poniewaz nie masz silnego charakteru potrzebujesz innych by cie poparli ?
    • rubarom Prymitywny troll!!! - już się plącze w szczegółach 25.07.11, 16:22
      i prowokacja jednocześnie - już zaczynają się sprzeczności i charakterystyczne plątanie szczegółów.
      Fruwa taki jeden po forach, ten mi go idealnie przypomina...
    • lilly_extreme Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 17:57
      zostaw żonę :) nie ma się nad czym zastanawiać. a po kilku latach wspólnego mieszkania- kiedy na co dzień będziecie mieli do czynienia za swoimi słabszymi dniami, rzucaniem skarpet na podłogę, maseczkami na twarzy itd- dojdziesz do wniosku, że niewiele się dziewczyny miedzy sobą różnią. łatwo być cudowną kumpelką, gdy spotyakcie się od czasu do czasu czy nawet co dzień, ale nie mieszkacie wspólnie. Zyj pełnią życia :P
      • jerzy-1234 Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 18:58
        Musze sie wtrącic, choc bardzo rzadko zabieram głos w takich forach, ale ostatnio często czytuje, bo sam przechodzę piekiełko rozstania.

        Ale powiem cos na co chyba nikt tutaj nie zwrócił uwagi. Mam juz spore doswiadczenie i obserwuje uważnie zycie wokół. Naturalnie to jest tylko forum, wiec te wypowiedzi trzeba traktować z pewnym dystansem.

        Otoz mnie w tym wszystkim BARDZo niepokoi ta nowa kobieta. Tam pali sie kilka lamp ostrzegawczych. PO pierwsze bardzo bym sie obawiał kobiety ktora tak szybko sie rozwodzi majac małe dziecko (no powiedzmy moze jest uzasadnienie choc to niepokojace), ale jeszcze gorsze - ze natychmiast pakuje sie w czyjaś rodzine i czyjes małzenstwo!
        Ja bym sie dłuuuuuuuuugo przygladał i zastanawiał. Jesli ktos ma tak mało skrupułów w tak delikatnych sprawach, szybko wychodzi z małzenstwa i szybko chce sie zapakowac w nowe kosztem czyjegos (jednak, moze 2 osob) dramatu to ja bym sie bał takiej osoby.
        Znam kilka kobiet które by NIGDY nie rozbijały czyichs rodzin, dla zasady. Naprawde są takie i sa tacy faceci. Sam sie mocno zakochałem bedac w malzenstwie ale nIGDY nie pomyslalem zeby zostawic własna zone i male dziecko i zajmowac sie obcym bachorem.

        Na koniec uwaga zasadnicza. MOze uprawiam utopię, ale uwazam ze prawdziwy FACET tym sie rozni od mnostwa miernot ze ma ZASADY. NIemal wosjkowe zasady. NIEKWESTINOWALNE zasady. Na forach rozwodwoych ujawnia sie koszmarny obraz facetow co to porzucaja rodziny dla nowy lasek, po prostu wymiotowac sie chce. POmijam jeden wyjatej - jesli jest w zwiazku zle, bardzo zle, to powinno sie rozstac, ale po PROBACH naprawiania, z szacunkiem dla zostawianej osoby (bardzo to trudne ale po tym poznaje sie tez CZLOWIEKA przez duze C) i NIE BEZPOSREDNIO do nowej/nowego partnera. Czlowiek powinien najpierw odejsc a pozniej sie wiazac. Co wiecej - podejmowanie decyzji kiedy glowa juz slabo pracuje jest szalenie ryzykowne. Teraz ta nowa jawi sie jako anioł a była jako nieciekawy i nudny twór.
        Na mojego nosa - rozpatrywalbym zwiazek z zona, czy ma sens, ale PRZEDE WSZYSTKIM obawiałbym sie tej nowej uroczej i nieskazitelnej. Ja tam widze ogromne ryzyko, ze dostaniesz w dupe i pierwszy pojdziesz do odstrzału jak sie pojawi znowu ktos.

        Ale jak mowilem to tylko forum

        • altz Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 19:36
          jerzy-1234 napisał:
          > Otoz mnie w tym wszystkim BARDZo niepokoi ta nowa kobieta.
          ....
          > Sam sie mocno zakochałem bedac w malzenstwie ale nIGDY nie pomyslalem zeby zostawic
          > własna zone i male dziecko i zajmowac sie obcym bachorem.
          A mnie bardzo niepokoją osoby, które o nieznanych dzieciach mówią, że to są bachory.
          • jerzy-1234 Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 19:55
            bachory to zartobliwie powiedziane, nie badzmy az tak nadeci
            • altz Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 21:32
              jerzy-1234 napisał:

              > bachory to zartobliwie powiedziane, nie badzmy az tak nadeci
              Bachor - pogardliwie, z niechęcią o małym dziecku; dawniej: o zaniedbanym dziecku chłopskim, także o dziecku żydowskim
              (Słownik wyrazów obcych PWN)
              więc dla mnie to nie jest żart.

              Było minęło, reszty tekstu się nie czepiam, więc to różne zrozumienie żartu. ;-)
              • tyshia01 Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 22:44
                altz napisał:
                > więc dla mnie to nie jest żart.
                > Bachor - pogardliwie,

                Wyluzuj, cudzym bachorem zajmie się autor wątku

                ksiegarnia.pwn.pl/produkt/46014/zadnych-bachorow-40-powodow-by-nie-miec-dzieci.html
                • altz Re: zostać z zona czy nie 26.07.11, 10:58
                  tyshia01 napisał:
                  > Wyluzuj, cudzym bachorem zajmie się autor wątku
                  Obrażasz mnie i jeszcze piszesz, żebym wyluzował.
        • allegropajew Re: zostać z zona czy nie 27.07.11, 10:52
          Tiaaaaa.....

          Wiele osób jest w stanie podjąć wysiłek tylko w imię czegoś
    • mowie_prawde Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 18:47
      Tamta chce budować dom od początku czy właśnie tego chcesz ???
    • wenecka_maska Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 18:52
      Cierpisz na chorobe wieku sredniego,starzejesz się i wydaje Ci sie ze przy mlodej poczujesz sie mlodo,a zona jak zepsuta zabawka do lamusa,a teraz pomysl za 10 lat ona poszuka mlodszego bo kolo 30tki kobiety najbardziej sa rozbudzone seksualnie i co?czy dasz rade byc jak mlody bóg,Zastanow sie to nie zadna milosc tylko zwykle zauroczenie i sex nic wiecej a ona czuje poprostu kase ot co,a na boku ma mlodego ,bo ty mógłbyś byc jej ojcem.
    • mj69 Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 19:11
      Jakie to ma znaczenie, skoro Ziemi zagraża zagłada i w sumie wygląda na to, że trzeba po prostu korzystać z każdej okazji: linkaturs.com/news0041.php
    • jes-ien Re: zostać z zona czy nie 25.07.11, 19:53
      W zasadzie nie mam zonie wiele do zarzucenia, ale nigdy od niej nie usłyszałem kilku prostych słów typu kocham Cię, przepraszam, proszę...

      Nie wyobrażam sobie, by miłość istniała bez tych kilku niezwykłych słów...

      Zona jest kobietą atrakcyjną ale martwie się że gdybym ją opuścił zostanie sama z uwagi na swoj wiek po 40 i charakter (wiem ile trzeba było się starać
      o jej względy 20 lat temu)


      Czy, Ty sam, chciałbyś by ktoś był z Tobą z litości, choćby dyktowanej przyjaźnią?
      A może ona ma podobne odczucia, może czuje, że coś w swoim życiu ją ominęło, może nawet wie, ale nic z tym nie robi. 40 lat plus atrakcyjność, to nic strasznego. Gorsze jest 30 i małe dziecko. :-)

      Ale czuję że z tą drugą byłbym w pełni szczęsliwy

      Hmm, zdajesz sobie sprawę, że to uczucie nie musi być bynajmniej, tak długotrwałe jak teraźniejsze małżeństwo?
      Pewnie po 20 latach małżeństwa jesteś przyzwyczajony do fizyczności drugiej osoby w życiu. Stać Cię na samotność, potrafiłbyś w niej nie utonąć, hmm? Nie życzę, tylko nasuwam więcej pytań wartych przemyślenia ;-)


      Wyjedź na 'wakacje' - sam, i nie wracaj z nich dopóki nie zdecydujesz czego chcesz, a jak już dojdziesz do tego, nie oglądaj się na nikogo. Jeśli zdecydujesz się zostawić żonę, dopilnuj jedynie, by porozmawiać o tym z dzieckiem - szczerze, to bardzo istotne.
    • kaffeebohne Piszac takiego posta juz podjales decyzje. 25.07.11, 21:18
      Juz przez sam fakt, ze zastanawiasz sie nad zostawieniem zony i piszesz do obcych ludzi by uslyszec ze taka decyzja jest sluszna oznacza, ze tak na prawde na 100% wiesz, ze chcesz byc z ta druga tylko masz moralniaka.
      Zatem powiem co chcesz uslyszec - odejdz od zony.
      Dlaczego? Zasluguje, tak jak Ty, na to by byc z kim, kto ja bedzie naprawde kochal.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja