aleatoria
19.08.11, 19:51
Żeby nie przeciągać, przejdę od razu do rzeczy. Pytanie właściwie jest dwuczęściowe:
1) Co sądzicie, drodzy panowie, o dziewczynie, która dzwoni i proponuje ni z tego ni z owego wspólne wyjście? Czy powinno się przyjąć, że jeśli mężczyzna ma numer telefonu i jest zainteresowany, to sam zadzwoni? I czy w takim razie wykazywanie inicjatywy przez dziewczynę jest niedopuszczalne i z miejsca ją skreśla? Czy może czasem jest wręcz wskazane, bo mężczyznom brakuje odwagi, albo zwyczajnie nie odbierają subtelnych sygnałów wysyłanych przez dziewczynę, wreszcie - nie myślą o danej samicy jako o potencjalnej partnerce, ale randka z jej inicjatywy może to zmienić?
2) A teraz konkretna sytuacja, dotycząca mężczyzny, który bardzo mnie interesuje. Zdarzało nam się już razem jeść lunch albo chodzić razem na spacery czy koncerty, ale wszystko to było na stopie przyjacielskiej, ja miałam chłopaka, on miał dziewczynę, traktowaliśmy wszystko na luzie i było bardzo fajnie. Teraz oboje jesteśmy bez pary i sytuacja trochę się pokomplikowała - nie widujemy się zbyt często, więc trudno mi orzec, czy uważa mnie za przyjaciółkę, czy jest szansa na coś więcej. Jest w stosunku do mnie bardzo uprzejmy i troskliwy i nawet (teraz dochodzimy do sedna) zaprosił mnie już gdzieś dwa razy, niby niezobowiązująco i może dlatego że byłam akurat pod ręką (chociaż atrakcyjnych koleżanek mu nie brakuje), ale ja z bólem serca musiałam odmówić, bo miałam inne sprawy. Wymyśliłam, że w ramach rewanżu ja go teraz gdzieś zaproszę (wcale nie było mi łatwo, bo nigdy do tej pory nie podrywałam facetów). Odpowiedź brzmiała "bardzo chętnie, ale teraz jestem zajęty". Liczyłam na to, że kiedy nie będzie już zajęty to sam się odezwie, ale minęło trochę czasu i nic z tego. Myślicie że wypada drugi raz go gdzieś zaprosić, czy to będzie narzucanie się, bezczelność, brak taktu, jeszcze co innego? Jestem na swoje nieszczęście bardzo przewrażliwiona na tym punkcie, dlatego proszę o szczere odpowiedzi.