motyl_emanuel1
07.10.11, 22:47
Jestem ciągle zdenerwowana tym co się dzisiaj wydarzyło. Zawsze brzydziłam się przemocą, nie głosiłam feministycznych tekstów, starałam się rozwiązywać z klasą trudne sytuacje. Do dzisiejszego popołudnia. Czekałam z przyjaciółką na przystanku, rozmawiałyśmy cicho o ostatnim filmie Almodovara etc ;) Sielankę przerwał "kolega z klasy" ( jestem w 3 lo), który nabuzowany podszedł do nas i zaczął nas wyzywać od najgorszych. O ile zaczął mówić w miarę spokojnie to po parunastu sek w ogóle nie panował nad emocjami: krzyczał, wyzywał. Chciałam odejść, bo uznałam, że ze zdenerwowanym chamem się nie dogadam, ale on silnie złapał mnie za nadgarstek i rzucił (!) mi 50 zł. Zrobiło mi się bardzo przykro, strzeliłam go z całej siły w twarz i z furią podarłam banknot. Myślę, że syt. ma związek z moją odmową pójścia z kolegą na imprezę ( zaproponowaną smsowo(!)) Co o tym sądzicie? Powinnam go przeprosić, bo w sumie niekogo nie można bić? Usprawiedliwiam się tym, że to on zaczął awanturę.