yeah, nareszcie się wprowadzi! ale...

30.11.11, 16:33
Witam Panowie :) i Panie :)

na imię mi Ewa, mam 26 lat. Od roku spotykam się z kimś o rok młodszym. Jest dojrzałym i odpowiedzialnym mężczyzną. Niestety mieszka ponad 300 km ode mnie i widujemy się raz-dwa razy w miesiącu na kilka dni. To trwa już rok.
Mamy za sobą wspólne wakacje, wyznania miłości, trochę łez, i jak na razie (tfu tfu) obchodzi się bez większych kłótni - raczej staramy się rozmawiać zamiast kłócić. Oczywiście też ze sobą sypiamy ;)
Jest nam razem dobrze w każdym aspekcie i chcielibyśmy razem zamieszkać.
To nastąpiłoby już pewnie jakiś czas temu, gdyby nie fakt, że jego rodzina trochę nam w tym przeszkadza. Niestety nie akceptują mojej niepełnosprawności, z którą on nie ma najmniejszego problemu.

Wszystko wskazuje na to, że wkrótce on zamieszka ze mną i moją mamą.
Na szczęście moja mama nie wtrąca się w nasze życie - nie wymusza na nas żadnych decyzji. Jest raczej osobą, która lubi dużo wiedzieć, ale też nie nalega na wyznania, a ja coraz bardziej odcinam pępowinkę ;) Mama lubi również zrobić nam niespodzianki w postaci: kochani, wstawajcie, bo zrobiłam wam śniadanko...

Piszę tu ponieważ chciałabym poznać Wasze doświadczenia na temat wspólnego mieszkania, sposobów na przetrwanie "okresu dotarcia". Oboje byliśmy wcześniej w związkach, ale nie mieszkaliśmy ze swoimi partnerami, ale teraz chcemy spróbować.

Jak Waszym zdaniem poradzić sobie z taką sytuacją? Na pewno nie będzie łatwo. Trzeba będzie nauczyć się być ze sobą ciągle, nauczyć się swoich nawyków, również wad...
Jego rodzina też na pewno nie odpuści tak szybko.

Czy macie jakieś magiczne sposoby czy rady?

Zapraszam do dyskusji :)
    • mariuszg2 Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 30.11.11, 16:43
      Ewuniu Przesympatyczna,

      Z okazji zbliżających się imienin oraz wspomnienia Pramatki - upadłej bo upadłej - ale zawsze matki pragnę złożyć Ci najserdeczniejsze życzenia szczęśliwego pożycie we troje, oby Twój wybranek cieszył się każda niespodzianka jaką Twoja szanowna Mama wam zrobi łacznie z tym co przyniesie Wam do łóżka...
      • czaroczaroczarodziejka Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 30.11.11, 16:47
        Dziękuję Ci MariuszkuG pięknie ;) ;) ;)

        Na szczęście mama do pokoju nie wchodzi ino puka w drzwi i na śniadanie zaprasza :P

        Mama naprawdę nie jest zła - mój śffagier zawsze powtarza, że woli gadać z teściową niż z żoną :P
        • wersja_robocza Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 30.11.11, 17:06
          A skąd mu przyszedł do głowy pomysł, by z matka mieszkać? Niesamodzielny taki?:>
          • czaroczaroczarodziejka Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 30.11.11, 17:13
            Problem polega na tym, że jak wspomniałam jestem niepełnosprawna.
            Mam przystosowane pod swoje potrzeby mieszkanie.

            Ciężko jest wynająć mieszkanie bez barier architektonicznych. Szczególnie w kwocie dostępnej dla "przeciętnego Polaka"... Po za tym on musi tu najpierw znaleźć pracę.

            Nie wygonię mamy z domu bo wprowadza się do mnie chłopak, zresztą on by się na to nie zgodził.
            Była natomiast już rozmowa, z inicjatywy mamy zresztą, że jeśli nadal będzie nam się dobrze układać i będziemy pewni, że nadal chcemy być razem, dzielić ze sobą życie - to ona się od nas wyprowadzi. Choć wątpię, że on się na to zgodzi.
            • wersja_robocza Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 30.11.11, 17:20
              Ok, teraz rozumiem. ;)
              Ty sobie sama nie radzisz?Pytam, bo nie wiem, co oznacza u ciebie niepełnosprawność.
              Poza tym czy to oznacza, że już na wieki wieków będziecie mieszkać we troje?
              Jeśli całej waszej trójce to nie przeszkadza to... nie znajduję problemu o ile, ty z chłopakiem będziecie odrębnym bytem, a mama odrębnym. Aczkolwiek ja wolałabym bez rodziców.
              • czaroczaroczarodziejka Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 30.11.11, 17:29
                Tak całkiem sama sobie nie poradzę.
                Nie na wieki wieków - tak jak napisałam - może mama się wyprowadzi, a może my? Tego nie wiem. Też chciałabym mieć własny dom. I nie chodzi o to, że jestem uzależniona od pomocy mamy. Po prostu potrzebuję pomocy kogokolwiek i on to wie. Zresztą od pewnego czasu kiedy on przyjeżdżał, moja mama wyjeżdżała na mini wakacje i musieliśmy radzić sobie sami.

                Na pewno moja mama nie będzie się wtrącała w nasze życie. Nie będzie nam niczego narzucała, nie będzie kazała podejmować żadnych decyzji itd. To naprawdę nie taki typ.

                Celem wątku było bardziej poznanie sugestii na przetrwanie pierwszego okresu wspólnego mieszkania. Wiadomo, że kiedy jest się ze sobą codziennie razem, przez długi okres czasu - zaczynają się pojawiać jakieś tam problemy - akceptacja nawyków, wad itd
                A ten okres będziemy musieli spędzić z mamą, zresztą podczas samotnego mieszkania, bez niej, i tak pewnie pojawiłby się tego typu problemy.

                Uważacie, że lepiej jest próbować przywyknąć do wad drugiej strony? Czy jasno mówić, że się nam coś nie podoba?
                Próbować zmieniać samego siebie żeby tej drugiej stronie było łatwiej czy raczej żyć zgodnie z zasadą - jeśli kocha to taką jaką jesteś?

                Wiem, że faceci inaczej radzą sobie ze stresem. Co bardziej Wam pomaga? Wysłuchanie, czy pozostawienie w Waszej 'jaskini przemyśleń'?

                • mariuszg2 Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 30.11.11, 17:39
                  Pytanie jest zbyt teoretyczne i ogólne...ważne że próbujesz...nie ma nic bardziej pouczającego niż życiowe doświadczenie....sama zobaczysz jak to jest...każdy ma inaczej....

                  jesli chodzi o moje doświadczenia...jako mężczyzny...jak byłem w wieku Twojego faceta....ze stresem radziłem sobie nazwijmy to fizycznie....teraz dłoni używam jedynie do podniesienia kieliszka do ust...to dopiero mnie rozluźnia!
                • wersja_robocza Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 30.11.11, 17:42
                  > Uważacie, że lepiej jest próbować przywyknąć do wad drugiej strony? Czy jasno m
                  > ówić, że się nam coś nie podoba?
                  > Próbować zmieniać samego siebie żeby tej drugiej stronie było łatwiej czy racz
                  > ej żyć zgodnie z zasadą - jeśli kocha to taką jaką jesteś

                  Są rzeczy, które trzeba u siebie zaakceptować. Jak np. to, ze ktoś woli spędzić wieczór w domu i nie przerobisz kogoś takiego w wodzireja. Natomiast jest masa nawyków, które przy chęciach i konsekwencji można zmienić. Jedna osoba drugiej nie zmieni, przy oporze tej drugiej. To musi wypływać z chęci ulepszenia związku albo zrobienia czegoś dla partnera.
                  I ostatnia rzecz: miłość nie oznacza zgody na wszystko. Miłość to też granice.
                  • mariuszg2 Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 30.11.11, 17:50
                    > Są rzeczy, które trzeba u siebie zaakceptować. Jak np. to, ze ktoś woli spędzić
                    > wieczór w domu i nie przerobisz kogoś takiego w wodzireja. Natomiast jest masa
                    > nawyków, które przy chęciach i konsekwencji można zmienić. Jedna osoba drugiej
                    > nie zmieni, przy oporze tej drugiej. To musi wypływać z chęci ulepszenia związ
                    > ku albo zrobienia czegoś dla partnera.
                    > I ostatnia rzecz: miłość nie oznacza zgody na wszystko. Miłość to też granice.

                    Wersja...wzruszyłaś mną....piszesz normalnie jakbyś była jednak i mimo wszystko ostateczna... Ty mnie jednak tu zwodzisz jak i autorkę wątku..przyznaj się...
                    • wersja_robocza Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 30.11.11, 17:55
                      Nie, co Ty. Doskonała nie jestem. To ostateczna wersja i tej się będę trzymać.:>
                      • mariuszg2 Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 30.11.11, 18:04
                        wersja_robocza napisała:

                        > Nie, co Ty. Doskonała nie jestem. To ostateczna wersja i tej się będę trzymać.:
                        > >
                        Nikt nie jest doskonały....A nie możesz się tak po prostu puścić?
                        • wersja_robocza Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 30.11.11, 18:06
                          Nie.Puszczałam się jak byłam mała.:>
                          • mariuszg2 Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 30.11.11, 18:30
                            to rozumiem dlaczego dążysz do doskonałości...tak nisko upadłaś...
                • asmok6 Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 02.12.11, 11:03
                  czaroczaroczarodziejka napisała:

                  > Uważacie, że lepiej jest próbować przywyknąć do wad drugiej strony? Czy jasno m
                  > ówić, że się nam coś nie podoba?

                  Mówić, ale nie całą listę na raz i nie uparcie i mimo mówienia spróbowac przywyknąć.

                  > Próbować zmieniać samego siebie żeby tej drugiej stronie było łatwiej czy racz
                  > ej żyć zgodnie z zasadą - jeśli kocha to taką jaką jesteś?

                  Zła zasada, on nie wie jaka jesteś, dopiero się będzie dowiadywał i może się okazać ża akurat takiej to nie kocha :)
                  Ogólnie - jeśli możesz przywyknąć to próbuj przywyknąć, ale jeśli coś ma wywoływać ciągle twoją frustrację i ku twemu zaskoczeniu okazuje się dla Ciebie dużym problemem - nie przywykaj tylko próbój zmieć.
                  Potrzebne są kompromisy - w obie strony. Im więcej da się zaakceptować tym lepiej, ale wszsytkiego się niestety nie da, niektóre rzeczy będą dla Ciebie nienegocjowalne i jeśli postarasz się przywyknąć do takich to będziesz nieszczęśliwa.
                  Tak czy inaczej dotarcie w końcu się udaje, chociaż niektóre drobiazgi zostają niedogadane na lata. Wtedy ważne żeby podchodzić do nich z dystansem raczej jak do irytującej anegdotki.

                  > Wiem, że faceci inaczej radzą sobie ze stresem. Co bardziej Wam pomaga? Wysłuch
                  > anie, czy pozostawienie w Waszej 'jaskini przemyśleń'?

                  Hmm, chyba nie jestem reprezentatywny, lepiej zeby on moich metod antystresowych nie stosowal :)
              • mariuszg2 Do wersji 30.11.11, 17:30
                Wersja..czemu jesteś robocza? aż mnie korci żeby Cię przerobić na ostateczną...
                • wersja_robocza Re: Do wersji 30.11.11, 17:38
                  mariuszg2 napisał:

                  > Wersja..czemu jesteś robocza? aż mnie korci żeby Cię przerobić na ostateczną...

                  Bo ciągle się doskonalę.:>
                  • mariuszg2 Re: Do wersji 30.11.11, 17:44
                    zacne działanie...to się chwali... jak myślisz ile Ci jeszcze brakuje? jak byś potrzebowała wsparcia czy też instruktażu wiesz gdzie mnie szukać...... niech moc będzie z Tobą...rycerze Dżedaj są wszędzie
                    • wersja_robocza Re: Do wersji 30.11.11, 17:46
                      Bądź tu mądry i powiedz, gdzie jest doskonałość?:P
                      • mariuszg2 Re: Do wersji 30.11.11, 17:57
                        wersja_robocza napisała:

                        > Bądź tu mądry i powiedz, gdzie jest doskonałość?:P

                        Tego nie wyrażą słowa! To trzeba przeżyć....chcesz :P?
                        • wersja_robocza Re: Do wersji 30.11.11, 17:59
                          Co Ty mi proponujesz? Jakieś manowce czy co?:>
                          • mariuszg2 Re: Do wersji 30.11.11, 18:13
                            wersja_robocza napisała:

                            > Co Ty mi proponujesz? Jakieś manowce czy co?:>

                            Oj tam zaraz Ci tu jakieś manowce na myśli....no chyba że te poetyckie "cudne manowce, piękne manowce"... "gdzie gryka jak śnieg biała, gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała"...

                            otóż nie śmiem Ci zatem nic proponowac publicznie.....tak bezpieczniej....ale jakbyć chciała skosztować owocu z drzewa...zapytaj Ewy...ona Ci powie jak smakuje ;)
                            • wersja_robocza Re: Do wersji 30.11.11, 18:18
                              Tak, oczywiście.:>
                • maly.jasio i bys tego pozalowal... 01.12.11, 17:01
                  mariuszg2 napisał:
                  Wersja..czemu jesteś robocza? aż mnie korci żeby Cię przerobić na ostateczną...

                  I bys tego mocno pozalowal...
                  ja mialem juz taka wersje robocza.
                  i dopoki byla to wersja robocza - to byla i robotna
                  a jak nierozwaznie przerobilem ja na wersje ostateczna, to jak usiadla na kanapie
                  i zaczela, ogladajac TiVi, pazury pilowac, tak do tej pory nie moze sie od tej kanapy oderwac.
                  • mariuszg2 Re: i bys tego pozalowal... 01.12.11, 18:34
                    sprzedaj ją na allegro razem z kanapą i problem z głowy
            • mariuszg2 Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 30.11.11, 17:23
              przychodzi mi na myśl :"no jak ja mogę matkę przejechać skoro matka siedzi z tyłu"
    • khadroma Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 30.11.11, 17:16
      Ueee tam, komu by sie chcialo dyskutowac o takich pierdołach. ;)
      • wersja_robocza Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 30.11.11, 17:45
        Na fm tylko kobietom. No i jednemu Maryjuszowi.:D
    • maly.jasio i po hollere Ci facet na stale w chalupie ? 30.11.11, 18:00
      taki tylko nabrudzi i smierdzace skarpetki pod lozko rzuca :)
      • czaroczaroczarodziejka Re: i po hollere Ci facet na stale w chalupie ? 30.11.11, 18:05
        chcę się przekonać na własnej skórze ;)
      • mariuszg2 Re: i po hollere Ci facet na stale w chalupie ? 30.11.11, 18:16
        Jasiu? Napijesz się ze mną? Twoje zdrowie! Ciach
        • 19winner84 Re: i po hollere Ci facet na stale w chalupie ? 30.11.11, 22:14
          żeby jej zimno w nocy nie było
        • maly.jasio Re: i po hollere Ci facet na stale w chalupie ? 01.12.11, 16:55
          mariuszg2 napisał:
          Jasiu? Napijesz się ze mną? Twoje zdrowie! Ciach

          To zawsze, tylko musze poczekac az Szanowna wyjdzie na zakupy, bo jakby to zobaczyla,
          to znowu mi wodeczke wyleje do zlewu :)
          • mariuszg2 Re: i po hollere Ci facet na stale w chalupie ? 01.12.11, 18:48
            maly.jasio napisał:

            > mariuszg2 napisał:
            > Jasiu? Napijesz się ze mną? Twoje zdrowie! Ciach
            >
            > To zawsze, tylko musze poczekac az Szanowna wyjdzie na zakupy, bo jakby to zoba
            > czyla,
            > to znowu mi wodeczke wyleje do zlewu :)

            Oooo mój drogi na Twoim miejscu postawiłbym Szanownej następujące zarzuty:

            1. niegospodarność - takie marnotrawstwo ! zgroza!...i to w dobie kryzysu!!!
            2. Brak świadomości ekologicznej - przecież jak to co pijesz dostanie się kanalizacją do biooczyszczalni to wszystkie pożytecczne ekobakterie zabije
            3. znęcanie się nad zwiarzętami - patrz pkt 2. miliony uśmierconych bakterii...Jessssu!!!
            4. morderstwo z premedytacją - patrz pkt 2 i 3
            5. narażenie na niebezpieczeństwo milionów mieszkańców korzystających z tego co biooczyszczalnia produkuje
            6. brak kultury - z pewnością uśmeircone bakterie tworzyły bogate kultury...

            chyba obaj mamy świadomość tego co Szanownej grozi za powyższe...

            mówię CI Kolego - wystaw ją na allegro....

            no chyba, że korzystajac z kanapy z przytwierdzoną Szanowną udzielasz jej swoistego immunitetu ;) co jestem w stanie zrozumieć...
    • kaiwido Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 01.12.11, 15:43
      Jak wszystko razem zaplanujecie i każdy włoży swój kamyczek do przygotowania mieszkania do wspólnego zamieszkania to napewno się uda. Pozrdawiam i powodzenia.
      Mi pierwsze zamieszkanie totalnie nie wyszło, nie była to po prostu osoba i wyszła różnica charakteru.
    • lubicielka Magiczny sposób 01.12.11, 18:37
      tak, znam magiczny sposób: WYNAJĄĆ WŁASNE MIESZKANIE.
      • czaroczaroczarodziejka Re: Magiczny sposób 01.12.11, 20:32
        widzę, że nie czytasz uważnie, a przynajmniej nie posty autora wątku - nie mogę wynająć mieszkania - to po 1

        po 2 nie chodzi o obecność mamy, jakbyśmy mięli mieszkać sami to też zadałabym takie pytanie...
    • asmok6 Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 02.12.11, 10:53
      czaroczaroczarodziejka napisała:

      [ ... ]
      >
      > Piszę tu ponieważ chciałabym poznać Wasze doświadczenia na temat wspólnego mies
      > zkania, sposobów na przetrwanie "okresu dotarcia". Oboje byliśmy wcześniej w zw
      > iązkach, ale nie mieszkaliśmy ze swoimi partnerami, ale teraz chcemy spróbować.
      >
      > Jak Waszym zdaniem poradzić sobie z taką sytuacją? Na pewno nie będzie łatwo. T
      > rzeba będzie nauczyć się być ze sobą ciągle, nauczyć się swoich nawyków, równie
      > ż wad...
      > Jego rodzina też na pewno nie odpuści tak szybko.
      >
      > Czy macie jakieś magiczne sposoby czy rady?

      Twoja mama nieco utrudni sytuację. Tobie się wydaje że nie jest problemem, ale macie wspólne nawyki i coś co dla Ciebie jest niezauważalne będzie dla niego problemem. Na dodatek problemem którego nie zrozumiesz bo podświadomie będziesz uważać że robi go sztucznie.
      Facet będzie miał ciężkie zadanie, będzie się musiał przyzwyczaić do nawyków dwóch osób a nie do jednej.
      Oczywiście zaczniecie się kłócić, to naturalne. Odkryjecie pewne drobiazgi które przy wspólnym mieszkaniu stają się istotne. Jakieś głupie nawyki, a to deska klozetowa, a to pora prysznicu nie ta, a to ciuchy w zlych miejscach. Niby nic, ale kilkukrotne powtórzenie że coś przeszkadza i kolejna próba "pokojowego" ustalenia pewnych zasad zacznie irytować. Pokojowe się nieudadzą bo to są nawyki, cięzko się pozbyć drobnych przyzwyczajeń. To będzie działało oczywiście w obie strony. Więc tak czy inaczej dojdzie do kłótni.
      I tutaj dochodzi kolejny problem z mamą. Mimowolnie będzie stroną. A to niedobrze. Macie sobie wypracować wspólne rozwiązania, dotrzeć się razem. Dodatkowa osoba zakłóci ten problem.
      Rady?
      Hmm. Nigdy, przenigdy nie używaj w sprzeczce argumentu "to moje mieszkanie więc ja ustalam zasady". On jest na gorszej pozycji przeprowadzając się do Ciebie.
      Nigdy nie skarż się mamie, staraj się ją jak najbardziej izolować od waszych problemów, w żadnym wypadku nie powinna zostać stroną. Jeśli ktoś taki, patrzący z zewnątrz będzie wam potrzebny to znajdźcie wspólnych przyjaciół i ich zamęczajcie problemami.
      Jego rodzina - no cóż, oni będą daleko a ty blisko, jesteś kobietą, kobiety potrafią omotać, dasz radę :)
      Nie zamykajcie się na świat. To fajne, być ciągle razem i tego właśnie będziecie chcieli, ale pewnego dnia odkryjecie że potrzebujecie zmienić otoczenie i odkryjecie że życie towarzyskie wam umarło i jesteście na siebie skazani. Więc mimo tego że nie będzie się chciało utrzymujcie kontakty z innymi ludźmi, wychodźcie na miasto itd.
      Z tego samego gatunku - utrzymujcie też niezależnych znajomych, nie tylko wspólnych.
      To potrzebne żeby poza wspólnym życiem pielęgnować też osobne, osoba która nie będzie miała własnego życia w momencie kłótni nie będzie miała dokąd pójść. Poczuje się ograniczona i zniewolona przez tą drugą. Problem w tym że takie uczucie dyskomfortu zaczyna gnębić bezobjawowo. Gdy zacznie się już uzewnętrzniać i zaczniecie naprawiać to już bedzie zaawansowane.
      Dlatego lepiej przeciwdziałać i czasem nawet się zmusić do kontaktów z innymi ludźmi.
      I wystarczy tego pisania :)
    • pluszsz Dobry sposób 02.12.11, 14:28
      Ja z kolei mieszkałem chwilę z teściową i również pomocna teściowa dość często wpadała po coś - raczej zupełnie nieświadoma, że za często. Przyzwyczajona była, że jest w swoim domu. To się skończyło, gdy zobaczyła za dużo ...
      Kochajcie się bez ograniczeń i o każdej porze, a mamusia się zorientuje, ze macie swoje życie i prywatność :)
    • iwona334 mlodosc chmurna i durna... 02.12.11, 19:05
      wszystkie sie ciesza, ze nareszcie sie wYprowadzil, a ta odwrotnie...
    • nerri Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 04.12.11, 20:56
      Byłam w podobnej sytuacji (tzn bardziej na miejscu Twojego chłopaka).
      Związek na odległość(200km), a mój P. niepełnosprawny(nie wiem na czym polega Twoja, mój mąż jeździ na wózku)
      I wiem jedno...gdyby przyszło nam do głowy zamieszkać z jego rodzicami(czytaj nadopiekuńczymi rodzicami chorego dziecka, dla nich dziecka bez względu na wiek) sypnełoby sie to bardzo szybko.
      Mieszkanie wynajeliśmy, niespecjalnie mieliśmy wybór, mieszkanie było na 7 piętrze, winda była za wąska, wózek trzeba było składać...masakra, ale dało się;)Nie wyobrażam sobie docierania sie w obecności któryś rodziców, zwłaszcza, że nie przebywacie ze sobą na co dzień i na dobrą sprawę dopiero będziecie sie poznawać.
      • ali-ja Re: yeah, nareszcie się wprowadzi! ale... 04.12.11, 23:07
        miejmy nadzieje, ze mama sie wyprowadzi tak szybko jak sie da :> a tak serio - ciesz sie dziewczyno, ze masz taka szanse :) jak nie wypali, trudno. ale ciesz sie tym, co masz :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja