kawoosia
14.01.12, 01:20
drugi już raz mi to zrobił, chociaż taka ostatnia nie jestem, znam swoją wartość i brzydka nie jestem (wiek? a co tam, 30 latek). On po prostu jest nonszalancki względem kobiet, same mu się narzucają, biednemu.
Albo wynoszę się od niego, tak, z dwiema córeczkami, albo dzwonię do laski żądając wyjaśnień (co ułatwiłoby decyzję), albo znajduję sobie również kolegę, z którym można pójść na kawę, pogadać, pożalić się....? dając mu, biedakowi, odczuć wagę swoich działań, które podtapiają, mimo wszystko, fundament zwany zaufaniem. Gdzie znaleźć kolegę/ kumpla/towarzysza, który bez zobowiązań jakowoż żadnych, podniósłby wartość kobiety upokorzonej.