żona przytyła... i nie chce mi się...

17.01.12, 11:00
Mam do Was takie pytanie, otóż mam 38 lat, jestem z żoną już długo, ale to nie jest problem. Uczuciowo jest OK, ale nie mam na nią ochoty. Mam na myśli w ogóle. Przytyła sporo po dwójce dzieci i robi na mnie takie wrażenie, jak beczka kiszonej kapusty. Kiedyś ważyła 60kg i była naprawdę bardzo atrakcyjna. Teraz waży ponad 90 kg (o 10 więcej niż ja) a jej twarz straciła kontury.

Mamy dwoje dzieci, które kocham nad wszystko, ale boję się, że to małżeństwo w takim stanie nie pociągnie wiecznie. Nie wychodzę z nią nigdzie i się zawsze wykręcam, bo mi po prostu wstyd.

Gdy widzę na basenie (wyjeżdżam najczęściej sam z dzieciakami) atrakcyjne kobiety (nie mówię wcale o 18-tkach, tylko o dzieciatych kobietach) to szlag mnie trafia...

Potrafię zrozumieć, że ktoś może pomyśleć, że jestem mało wyrozumiały, czy nawet gorzej. Ale co z tego. Nawet gdybym bardzo chciał, to jest wbrew mnie. Nawet czysto fizjologicznie rzecz biorąc - nie działa przy niej hydraulika...

Czy macie/ znacie podobne doświadczenia? Jak sobie z tym radzić
    • mariuszg2 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 11:04
      Nie miałem doświadczeń z Twoją żoną ale z 18 tkami i owszem...przechodzisz kryzys wieky sredniego....ciekawe jakie to stadium? myślałem już o odsysaniu tłuszczu, wygładzaniu zmardszczek o raz zabiegach upiększających ?

      mogę Co polecić kilka klinik ;)
      • g.r.a.f.z.e.r.o Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 12:40
        mariuszg2 napisał:

        > Nie miałem doświadczeń z Twoją żoną ale z 18 tkami i owszem...przechodzisz kryz
        > ys wieky sredniego....ciekawe jakie to stadium? myślałem już o odsysaniu tłusz
        > czu, wygładzaniu zmardszczek o raz zabiegach upiększających ?

        kryzysu wieku średniego NIE PRZECHODZĄ mężczyźni. Wbrew pozorom ten "kryzys" to efekt starzenia się ich partnerek. Jak faceta stać na więcej, a kobieta pod względem urody odpada, to nazywamy to kryzysem wieku średniego. Okrutna prawda, ale tak wygląda.
        • kseniainc Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 12:45
          g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

          > mariuszg2 napisał:
          >
          > > Nie miałem doświadczeń z Twoją żoną ale z 18 tkami i owszem...przechodzis
          > z kryz
          > > ys wieky sredniego....ciekawe jakie to stadium? myślałem już o odsysaniu
          > tłusz
          > > czu, wygładzaniu zmardszczek o raz zabiegach upiększających ?
          >
          > kryzysu wieku średniego NIE PRZECHODZĄ mężczyźni. Wbrew pozorom ten "kryzys" to
          > efekt starzenia się ich partnerek. Jak faceta stać na więcej, a kobieta pod wz
          > ględem urody odpada, to nazywamy to kryzysem wieku średniego. Okrutna prawda, a
          > le tak wygląda.
          >

          Pozwolę się nie zgodzić z Tobą. A jeśli facet nie ma partnerki? Niektórzy robią sobie zestawienie-czego dokonał, a co jeszcze mógłby zrobić. Wtedy zaopatruje się w narty,choć nigdy nie szusował, kupuje motor, choć nie jeżdził już ponad 20 lat i takie tam, nie wspomnę o obcisłych dzinach i siłownia musi być koniecznie mimo, ze zawał grozi;-0
          • g.r.a.f.z.e.r.o Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 13:01

            > Pozwolę się nie zgodzić z Tobą. A jeśli facet nie ma partnerki? Niektórzy robią
            > sobie zestawienie-czego dokonał, a co jeszcze mógłby zrobić. Wtedy zaopatruje
            > się w narty,choć nigdy nie szusował, kupuje motor, choć nie jeżdził już ponad 2
            > 0 lat i takie tam, nie wspomnę o obcisłych dzinach i siłownia musi być konieczn
            > ie mimo, ze zawał grozi;-0

            Jak to było w dowcipie?
            Jeżdżę ferrari po lazurowym wybrzeżu, pływam jachtem, nurkuję i latam na paralotni.
            Nauczyłem się pilotować samoloty. Oprócz tego dmucham młode siksy...
            Widzisz tu jakiś kryzys?
            :D
            • mariuszg2 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 13:51
              g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

              >
              > Jak to było w dowcipie?
              > Jeżdżę ferrari po lazurowym wybrzeżu, pływam jachtem, nurkuję i latam na paralo
              > tni.
              > Nauczyłem się pilotować samoloty. Oprócz tego dmucham młode siksy...
              > Widzisz tu jakiś kryzys?
              > :D
              >

              A w KRLD wieczne szczęście i dobrobyt w blasku Kima
            • kseniainc Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 14:18
              ;-) Lubię kawały i kawalarzy, ale dowcip na brak argumentów mnie nie przekonuje.
              • g.r.a.f.z.e.r.o Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 14:36
                kseniainc napisała:

                > ;-) Lubię kawały i kawalarzy, ale dowcip na brak argumentów mnie nie przekonuj
                > e.

                Ale ów kryzys jest związany z wiekiem partnerki a nie faceta. Gdyby 25latek miał 50 letnią partnerkę to też miałby "kryzys", czyli zmiany by szukał i o młodsze konkurował. A 50 latek z 25 letnią partnerką raczej kryzysu nie zaliczy. Choć może na motorze zacząć jeździć, jeśli i ona lubi.

                Zresztą to nie ma wiele wspólnego z głównym tematem.

                Grubości żony trzeba przeciwdziałać z miejsca, a nie czekać aż dostanie bonusowe 30 kg.
                • luciva Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 30.10.15, 11:49
                  50-latek nie ma kryzysu z 25-latką, bo z pewnością nie jest z nią w związku na przykład 20 lat, hehehe/
                  Wiec działa efekt nowości, ale już dajmy na to za 20 lat 9czyli on 70-latek) kryzys może się pojawić.
      • urko70 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 14:01
        mariuszg2 napisał:

        > myślałem już o odsysaniu tłusz
        > czu, wygładzaniu zmardszczek o raz zabiegach upiększających ?

        A po tym myśleniu przeszedłeś do czynów i wyglądasz jak Krzysio Ibisz?
    • potworski Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 11:11
      Trzeba było przed ślubem wybadać czy wybranka ma tendencje do tycia i waży tyle ile waży dzięki dietom i ograniczeniom, czy też jest naturalnie szczupła.
      • urko70 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 14:27
        potworski napisał:

        > Trzeba było przed ślubem wybadać czy wybranka ma tendencje do tycia i waży tyle
        > ile waży dzięki dietom i ograniczeniom, czy też jest naturalnie szczupła.

        Czasem pewną wiedzę daje obgląd teściowej ale nie zawsze.. nie zawsze.
      • luciva Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 30.10.15, 11:52
        co się dziwić że na świecie taki kryzys związków.
        Jak zona przytyje - do kosza
        zachoruje - do kosza
        będzie miała wypadek i sparalizuje ją - do kosza

        Do autora wątku - wyobraź sobie, ze straciłes dwie reve i jedną nogę, a żona pisze na forum post - strciłam ochotę na męża, źle wygląda, nie ma z niego pozytku.
        Co czujesz i co myslisz, mój drogi?!
        No?>
        Lepiej?

        A teraz zastanów się, bo mądroscią zyciową nie grzeszys - urodziła Ci do cholery dwoje dzieci, więc choćby z szacunku do tego spróbuj ją pozytywnie zmotywować!!! Pozytywnie!

        Masakra, że faceci mają takie podejscie.......
    • spawacz.drewna Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 11:16
      skoncz ogladac pornosy
    • gwiazdka-4 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 11:17
      A rozmawiałeś z nią o tym? To, że po urodzeniu dzieci przytyła to zrozumiałe...ale wszystko można jakoś kontrolować. A może jest chora? Np. niedoczynność tarczycy powoduje, że się tyje. Ja też ją mam ale jestem szczypiorek niestety ( mam 23 lata). Ale lekarz powiedział mi, że ok 40 roku życia zazwyczaj się przybiera. Może warto aby się przebadała. Niech pójdzie to lekarza i poprosi o skierowanie na pobranie krwi na TSH. Bo może się okazać, że to nie jej wina. Ale jeśli jest zdrowa to powinieneś z nią delikatnie o tym porozmawiać- nie mów jej od razu, że Cię nie pociąga ale że to dla jej zdrowia lepiej i ogólnie ... Wtedy można będzie iść do dietetyka po to ażeby diete ułożył jej, może poćwiczy trochę w domu czy na siłowni i spali co nieco;) A co do Twojego pożądania to nie wiem co mam poradzić. Może spróbuj stworzyć atmosferę odpowiednią? Np. zgaś światło i zapal świeczkę, jakaś kolacja itp. tak żeby inne zmysły zaczęły bardziej intensywnie pracować a nie tylko wzrok. Życzę powodzenia.
      • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 11:26
        Hm. Kryzys wieku średniego? Chyba nie... Uprawiam dość aktywnie sport i wyglądam na 33 latka. Tak przynajmniej ludzie, którzy mnie poznają.
        Ale nie o mnie chodzi, tylko o nią...

        Ona ma faktycznie problemy z tarczycą, ale nie robi nic w tym kierunku...

        Co do świeczek, to doceniam sugestię ;)
        • gwiazdka-4 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 11:28
          No skoro ma problemy z tarczycą to powinna koniecznie wybrać się do endykrologa. Może to przez to przybrała aż tyle na wadze.
      • g.r.a.f.z.e.r.o Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 13:02
        >Może spróbuj stworzyć atmosferę odpowiednią? Np. zgaś światło
        > i zapal świeczkę, jakaś kolacja itp. tak żeby inne zmysły zaczęły bardziej int
        > ensywnie pracować a nie tylko wzrok. Życzę powodzenia.

        Po co jak nawet jej nie podniesie...
      • urko70 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 14:32
        gwiazdka-4 napisała:

        > A rozmawiałeś z nią o tym? To, że po urodzeniu dzieci przytyła to zrozumiałe...
        > ale wszystko można jakoś kontrolować.

        A po ciąży zrzucić.

        > A może jest chora? Np. niedoczynność tarczycy powoduje, że się tyje.

        To czemu się nie leczy?


        > Ja też ją mam ale jestem szczypiorek niestety ( mam 23 lata). Ale lekarz powiedział mi, że > ok 40 roku życia zazwyczaj się przybiera.

        23 lata to również inna przemiana materii.


        > Może spróbuj stworzyć atmosferę odpowiednią? Np. zgaś światło
        > i zapal świeczkę, jakaś kolacja itp. tak żeby inne zmysły zaczęły bardziej int
        > ensywnie pracować a nie tylko wzrok.

        Słodka 23trójko, kobieta sama powinna dbać o siebie tak by być atrakctyjna dla mężczyzny. Jeśli nie dba to znaczy że jej nie zalezy na tym i powinna liczyć się z konsekwencjami tegoż.
        To stary mechanizm: po latach zwiazku jedna ze stron zaniedbuje się, druga to widzi, zauwaza, i czuje się przez to ignorowana i przy piereszym lepszym kryzysie jest bardzo podobtna na atrakcyjne osoby trzecie.
    • six_a Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 11:30
      przytyła, bo jej się nie chciało
      z tooooobo:)
      • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 11:43
        Po polsku umiesz pisać?
        • six_a Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 11:45
          a wiesz, że nawet umim, ale mi się nie chce.
          • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 14:27
            nie wiesz, o czym pisze i piszesz o czym nie wiesz. Wejdź może na portal dla nastolatków.
            • six_a Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 14:36
              a spotkamy się tam? :)
              to chętnie.
              • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 14:51
                Gdyby była taka możliwość, dałbym Ci "Like it" - z czysto marketingowego punktu widzenia oczywiście. Lubię takie nieokrzesane "sixy" :P
                • six_a Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 14:56
                  alesz jest lajk pod postem, okulary se trzeba kupić.
                  sękju:)
                  • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 14:59
                    Right :) Ale w pewnym sensie utraciłbym swoją anonimowość, czego wolę uniknąć. Wiesz (a może nie) jak łatwo dziś jest zdobyć informacje...
    • facettt daj pokoj, Dobry czlowieku 17.01.12, 11:59
      komu by sie chcialo ciagle z jedna zona, nawet gdyby nie przytyla ?

      i to oboejtne czy swoja, czy obca...
    • kseniainc Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 12:36
      Niechluj z tej Twojej żony. Z 60kg na 90kg to masakra jakaś.Sama nie jestem bezdzietna i nie wyobrażam sobie jak można się tak zaniedbać.
      Nie dziwię sie więc Tobie.
      • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 14:50
        Hm. Czasem takie forum jest lepsze niż psychiatra i za darmo ;)

        Rozstanie się tez już rozważam od dłuższego czasu. Z resztą ona też. Rozmawiam ze sobą normalnie. Kochamy się też, chociaż jest to taka trochę toksyczna miłość. "You can get addicted to a certain kind of sadness" - jak to przedstawia Gotye, co jest wcale mądrym uzasadnieniem.

        Cóż, ja się nie poddaję. Biegam dalej i chcę zostać w formie jak najdłużej. Ona musi zdecydować. Ostatnio zaczęła robić dietę i na razie twardo się trzyma. Przykro mi za razem, bo wiem, że to już setny raz i zawsze kończy się tak samo, nie dając mi nadziei.

        Jest też tak, że seks to nie wszystko. Oczywiście potrzebuję tego i robię co mogę ;) Wiedząc, że impotentem nie jestem.

        Chodzi mi też o stronę emocjonalną. Nie wiem czy to jest dla niej (dla kobiet?) niezrozumiałe, że u mężczyzn wszystko jest powiązane. Seks (jego ilość), atrakcyjność partnerki i czułość/ troskliwość (kolejność jest raczej istotna), są ze sobą powiązane. Lubię być troskliwy, czuły romantyczny, gdy moja partnerka ma nienaganne libido -> mamy regularnie seks i dba o siebie. Wiem, że u kobiet kolejność jest odwrotnie proporcjonalna, co jest częstym powodem konfliktów damsko-męskich - taki diabelski młyn.
        Czasem łapię się na tym, jak oglądamy jakąś komedię (romantyczną), że tęsknię za takimi emocjonalnymi momentami. Też chciałbym zabrać ją na bal, albo aby kupiła sobie buty na wysokim obcasie (ostatni raz chyba z 12 lat temu), sukienkę i abyśmy we dwoje zrobili coś głupiego, wziąć ją na ręce, znów wypożyczyć Omegę (żaglówkę) i popłynąć na środek jeziora :D
        Ale to odpada z wiadomego powodu.
        Być może to przeżyję, ale nie z nią...

        No, ale zależy mi na waszych refleksjach, bo nie chce mi się wierzyć, że jestem jedyny sam, który tak myśli.
        • malgoskaa79 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 15:20
          Nie wiem jak to się ma z tą kolejnością o której piszesz ale to chyba też zależy od tego jacy jesteśmy, jaki mamy potencjał i ogólnie co w nas drzemie.
          Owsze lubię romantyczność, czułość, mizianie jak to każda kobieta (albo wiekszość) ale ja np. przede wszystkim stawiam na miłość a co za tym idzie i co musi być przynajmniej w moim przypadku - namiętność i to taka dzika, szalona, potem może być mizianie, cóż każdy jest inny...
          • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 15:24
            Masz rację, niejasno się wyraziłem. Ja nie jestem typem stereotypowego romantyka, a już w ogóle nie w seksie! Nie lubię miziania, tylko jazdę bez trzymanki... dirty words i takie tam...

            Miałem raczej na myśli sytuacje poza seksem. Restauracje, jakieś wypady - choćby do hotelu obok na noc :)
            • malgoskaa79 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 15:30
              No właśnie... jazda bez trzymanki. Popieram bo wiem, że nic tak nie kręci.
              A i wypad niezły pomysł hehehheheehhe:)
              • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 15:41
                Kiedyś robiliśmy tak, że ona zakładała mini, bez bielizny i robiliśmy sobie wypad do miasta... Wtedy jeszcze nie było tak z kasą jak jest teraz (taki studencki survival), ale nie brakowało nam odwagi... Czasem wymalowała się wieczorem i ubrała jak dziwka (bez obraz) i robiliśmy wypad wieczorem. Bzykanie w parku na ławce i takie tam. Nawet jak na rolki wyjeżdzaliśmy wieczorem do parku, to nie brakowało emocji...

                Wiem, że tkwi w niej w głębi ta dzika dziewczyna z kiedyś... Ale ja chyba już nie potrafię wzbudzić tych emocji. Staram si na swój sposób. Ćwiczę, biegam, trzymam się w formie... Ale to jest jednak zbyt mało...

                Podchodziłem już różnie do tego. Robiłem jej wyrzuty i byłem niemiły. Próbowałem ją wspierać, dopingować, zachęcać. Mówię o dłuższych, kilkutygodniowych okresach czasu. Próbowałem w ogóle nie zwracać uwagi na jej wygląd. Nic nie pomaga. Kompletnie nic.
                • malgoskaa79 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 16:00
                  Co, do wzbudzania tych emocji, o których piszesz, to myślę, że problem nie tkwi w Tobie tylko w Niej właśnie.
                  Powiem szczerze, że jakby mnie się tak wygląd zmienił diametralnie to z pewnością nie chciałabym być tą jak to ująłeś dziwką z parku czy skądś tam bo po prostu nie czułabym się atrakcyjnie i przez to niekomfortowo. (pomijająć jakąś taką tanią ruską co ją można wydutkać za rogiem za free - taki żart).
                  A swoją drogą jak potrafiła być taką kocicą to znaczy, że taka jest i takie ma predyspozycje i tak lubi i nie sądzę, żeby Jej przeszło, po prostu to drzemie uśpione.
                  I nawet myślę, że chciałby znowu nią być tylko coś jej przeszkadza np. właśnie wygląd.
                  Nie opisujesz dokładnie jak ona siebie postrzega teraz.



                  • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 16:07
                    Ona, jak to sama opisuje, ma pewien emocjonalny problem z właściwym postrzeganiem siebie samej. "Nie czuje siebie". Wie, że jest nieatrakcyjna, że ma duży brzuch, i wiem, że jej to przeszkadza. A z drugiej strony ma słabości - okres, złe dni, etc. w których potrafi obżerać się słodyczami, czy ciastem.

                    Wiesz, taki znany scenariusz - błędne koło.

                    Ja mam cierpliwość już od 11 lat (bo tyle to trwa) i wmawiam sobie, że da radę... Ale już brakuje mi powoli argumentów wobec samego siebie.
                    • kseniainc Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 16:53
                      Do tanga trzeba dwojga.Jeśli będzie Cię w temacie traktowała jako wroga niestety dalej będzie sobie otyła-taki mechanizm. Pokaż, że masz dużo dobrej woli, może wspólna siłownia?Jak będzie widziała w Tobie sprzymierzeńca łatwiej da się przekonać do działania.
                    • malgoskaa79 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 17:55
                      Wiesz co myślę jednak chociaż Jej przecież nie znam, że po prostu sobie odpuszcza i żyje tak bo chce, bo tak jej wygodnie,bo jej sadełko nie przeszkadza tak naprawdę, a wpierdzielenie lody czy ciacha traktuje jak codzienny rytuał. (żeby jeszcze orgazm od tego był, to bym zrozumiała heheh), żartuję oczywiście.
                      W ten sposób to można wiele rzeczy tłumaczyć dla swojej wygody, w myśl zasady, że i tak zrobię co zechcę.
                      Tym samym znajduje jakieś durne tłumaczenia swojego postępowania.
                      Naprawdę nie rozumiem kobiet, które nie dbają o siebie, tym bardziej, że nie oszukujmy się ale jak to określę "gorzej się starzejemy" od mężczyzn, niestety.

                      Musisz odpowiedzieć sobie na pytanie, czego Ty chcesz, bo widać, że Cię to dręczy i żle Ci z tym. Czy chcesz Jej pomóc, czy Ona tego chce i wtedy coś działać, bo czytając Twoje wypowiedzi, wybiegam w przyszłość i sądzę, że gdybyś trafił na jakąś fajną kobitkę, konkretną, zadbaną to miałbyś duże szanse na to by skończyło się to romansem, tym bardziej, że piszesz, że jesteś zadbany, do tego w fajnym wieku a licho nie śpi.
                      Zastanów się zatem czego byś chciał i myśl też o sobie to podstawa by człowiek był sczęśliwy, z samym sobą też bo inaczej zgnuśniejesz, posiwiejesz a wigorek jescze masz jak widać, szkoda by było gasić taki wulkan hehheheheh Pozdrawiam.
    • malgoskaa79 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 15:11
      Powiem Ci tak, że chociaż jestem kobietą to Cię rozumiem bo
      wiadomo, że mężczyzni są wzrokowcami i wiadomo, że bodźce wzrokowe mają ogromne znaczenie w Waszym przypadku.
      Jako kobieta, matka i żona powiem Ci tak: różnie to bywa, jedne urodzą i tyją, inne nie, jedni mają tak a inni inaczej.
      Też urodziłam dzieci i to aż troje, ale zawsze dążyłam do tego by w miarę możliwości pozbyć się niechcianych oznak tzw. "pociążowych" tzn. zbędnych kilogramów, rozstępów itp.
      Mój mąż nigdy jednak nie dał mi odczuć, że coś "ze mną nie tak" w tych kwestiach ale ja sama widziałam bo mam lustro.
      Więc się brałam za siebie i to ostro, dało radę pogodzić to z zajmowaniem się noworodkiem czy innymi pracami domowymi.
      Motywację zawsze mam jedną jesli chodzi o dbanie o siebie.
      Chcę widzieć błysk w oku u męża ale też podobać się innym facetom.
      I tak jest. I świetnie się z tym czuję i polecam innym kobietom bo warto troszkę czasu poświęcić na zadbanie o siebie i zobaczyc potem te efekty.
      Co, do Twojej żony, ja nie zamierzam nikogo krytykować, wyzywać od grubasów, leni i takie tam.
      Owszem nie pochwalam jak ktoś na własne życzenie i z lenistwa tak się zapuszcza.
      Może masz jakieś dobre układy z jej koleżanką, siostrą czy może macie jakąś wspólną znajomą, której mógłbyś nakreślić temat i która by jakoś delikatnie uwydatniła Twojej żonie,

      że jest taki problem.
      Ty sam lepiej nie próbuj bo napotkasz na focha i tzw. "obrazę Boską".
      Życzę Ci skuteczności i podziałaj w temacie.
    • moniapoz Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 16:45
      trochę mnie dziwi, że 30 kg przytyła a Ty dopiero teraz to zauważyłeś - wcześniej Ci to nie przeszkadzało ?? 30 kg nie tyje się ot tak z dnia na dzień i nawet po ciążach aż tyle nie zostaje z reguły. chora tarczyca na pewno ma tu duży wpływ i nie jestem pewna czy leczenie pomoże Twojej małżonce odzyskać figurę

      ten temat skojarzył mi się z tymi wątkami - poczytaj może coś Ci to da ?
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,131833655,,Ona_tyje_on_milczy_ze_strachu.html?v=2
      forum.gazeta.pl/forum/w,1182,131483787,,jak_rozstaliscie_sie_z_partnerem_.html?v=2

      ------
      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
      • olewka100procent Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 17:50
        dobrze że napisałeś na forum mężyczyzna bo na FK już by cię zjadły :) a tak na poważnie to może fundniesz jej liposukcje ? a jak finansowo nie da rady to może kupicie rowery i zacznijcie wspólnie jeździć
        • moniapoz Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 18:06
          pierwsze co powinien zrobić to pogonić ją do endokrynologa celem przypisania hormonów - bo jak napisał żona ma problemy z tarczycą - rozumiem, że chodzi niedoczynność która objawia się właśnie tyciem, a potem razem biegać, jeździć czy chodzić na siłownię i motywować się do diety
          a jak nie zechce to oznacza, że jej tak wygodnie ....wtedy chyba trzeba się zastanowić co dalej :)
          liposukcja przy niedoczynności moim zdaniem nie pomoże...

          ------
          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
          • kseniainc Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 18:09
            moniapoz napisała:

            > pierwsze co powinien zrobić to pogonić ją do endokrynologa celem przypisania ho
            > rmonów - bo jak napisał żona ma problemy z tarczycą - rozumiem, że chodzi niedo
            > czynność która objawia się właśnie tyciem, a potem razem biegać, jeździć czy ch
            > odzić na siłownię i motywować się do diety
            > a jak nie zechce to oznacza, że jej tak wygodnie ....wtedy chyba trzeba się zas
            > tanowić co dalej :)
            > liposukcja przy niedoczynności moim zdaniem nie pomoże...

            A żona swój rozum chyba ma. Jak wie, ze ma kłopot z tarczycą, to chyba sama powinna wiedzieć, ze lekarza winna odwiedzać.
            • moniapoz Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 18:18
              może i ma, może i nawet była u lekarza - nie wiem
              wiem tylko, że trudno dobrać leki i baaardzo trudno schudnąć przy problemach z tarczycą.
              mam koleżankę, która zawsze była chudzinką tak do drugiej ciąży, potem właśnie problemy z tarczycą spowodowały, że wygląda jak kawał baby - nie jest to genetyka, bo w jej rodzinie mam, babcia - wszyscy chudzinki :)
              tak więc problem nie jest prosty ...a zmienić na lepszy chudszy model i tak kolega może w każdej chwili, toż to najprostsze rozwiązanie :-)

              ------
              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
              • kseniainc Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 18:23
                miniapoz- Gdyby chciał zmienić ot tak, już dawno by to uczynił nie prawdaz? A póki co, sili się facet na wątek o ukochanej.
                • moniapoz Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 18:27
                  toż dokładnie to piszę :-) jak się sili to niech weźmie inne jeszcze dane pod uwagę, że z tarczyca to nie tak prosto...a zmienić na lepszy model zawsze może
                  zresztą nie mam nic przeciwko zmienianiu na lepszy model - czasem ta się dzieje :)

                  ------
                  Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                  Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
      • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 18:59
        Przeczytaj wyżej, to trwa już 11 lat, tylko cierpliwość mi się kończy a nie będę niestety młodszy z wiekiem...
        • moniapoz Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 19:06
          w gruncie rzeczy ja Cię doskonale rozumiem, bo mam tak samo tylko z mężem, tyle, że 11 lat bym się nie katowała....:)

          ------
          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
          • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 19:30
            Skoro tak masz, lub podobnie, to jak do tego podchodzisz? W jaki sposób motywujesz siebie i jego?
            • kseniainc Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 19:36
              Ja nie mam sobie nic do zarzucenia, ani nic nie wiem o tym by mój facet był niezadowolony. Nie strofuj. Usiądź, pogadaj, zaoferuj swoją pomoc w przedsięwzięciu-bez złośliwości.Skutek murowany.
            • moniapoz Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 19:47
              pół serio pół żartem : czytam forum Rozwód i co Dalej oraz Brak Seksu w Małżeństwie :))
              niestety u mnie tak jak u Ciebie nie działa w zasadzie nic, ani prośba ani groźba, choć nie mogę powiedzieć, że się nie starał - dieta Dunkana dała jakiś mały efekt, ale śmiem twierdzić, że tylko ruch jest w stanie pomóc przy dużej nadwadze.
              sama uprawiam sport i sprawia mi to przyjemność. niestety niektórym jest wygodnie nic nie robić....i na to czasem nie ma rady, ale próbować zawalczyć warto - weź też pod uwagę tą tarczycę - to naprawdę jest problem wielki, bardzo utrudniający chudnięcie.

              ------
              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
              • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 21:40
                Wiesz co, tylko jakoś przywykłem chyba do tego widoku, że faceci sobie folgują i nadymany od piwa bebech nie jest postrzegany przez kobiety negatywnie, a może się mylę? Wśród moich znajomych tylko jeden jeszcze nie ma brzucha. Reszta facetów, mniejsze, czy większe, ale ma. Ich kobiety przysięgają że tak właśnie lubią (kiedyś była dyskusja w towarzystwie).

                Jak jest faktycznie, nie wiem. Psychika kobiet jest nie do ogarnięcia. Jak wnętrze ich torebek...
                Spotkałem się z krytyką kobiet, że jestem mało wyrozumiały, że powinienem więcej czasu jej poświęcać, że się za mało angażuję, etc... (tak na marginesie, to mnie do biegania też nikt nie musi animować...). Ale czy to nie jest hipokryzja? Bo te same kobiety rozmawiają między sobą o najnowszych dietach i przyglądają się swoim fałdkom w lustrze. Każdej zależy, aby mieć zgrabny tyłek i aby właśnie ona danego wieczoru przykuwała wzrok innych, kobiet i facetów.

                Wracając więc do facetów, zdaje się, że nasze (szczególnie polskie) społeczeństwo jest w pewnym sensie tak ukształtowane. Kobiety są pod tym względem (średnia wartość) ambitniejsze.


                • greedex5 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 08:57
                  że faceci sobie folgują
                  > i nadymany od piwa bebech nie jest postrzegany przez kobiety negatywnie, a może
                  > się mylę?
                  Mylisz się :) Co prawda to duży minus, który jednak nie dyskwalifikuje. Kobiety tak samo taksują męską figurę jak w drugą stronę. Skoro sam dbam o swoją, nie wiem czemu faceci nie mogą.
                  Eh, skomplikowana ta sprawa z tuszą. Pamiętam mój ojciec dokuczał mamie z tego powodu. Tyle że nie jestem ślepa i ewidentnie podobały mu się babki znacznie bardziej otyłe. Może Twoja żona znalazłaby wielbiciela taka jaka jest? Tyle że generalnie nie jest zdrowe mieć nadwagę. A tarczyca swoje, natomiast ciast nie trzeba jeść. Można nie słodzić herbaty, nie krasić obiadów. Można bez tego żyć.
                • moniapoz Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 09:23
                  > Wiesz co, tylko jakoś przywykłem chyba do tego widoku, że faceci sobie folgują
                  > i nadymany od piwa bebech nie jest postrzegany przez kobiety negatywnie, a może
                  > się mylę? Wśród moich znajomych tylko jeden jeszcze nie ma brzucha. Reszta fac
                  > etów, mniejsze, czy większe, ale ma. Ich kobiety przysięgają że tak właśnie lub
                  > ią (kiedyś była dyskusja w towarzystwie).


                  dla mnie wygląd mężczyzny też jest ważny, oczywiście nie najważniejszy, ale nie chcę być zakłamana mówiąc, że nie ma on w ogóle znaczenia. I nie chodzi o to, żeby On wyglądał jak model z katalogu - w żadnym wypadku - ale też nie może być tak, że wstyd się z nim gdzieś pokazać - są różne rodzaje zaniedbania się, jeżeli jest to +30 kg nadwagi i kupno ubrań w normalnym sklepie zaczyna stanowić problem to może to mocno zniechęcić do wszystkiego.

                  poza tym mam wrażenie, że taka osoba ma mniej energii i chęci, żeby robić w ogóle cokolwiek w życiu, jest taka rozleniwiona życiowo więc przekłada się to na całokształt życia a nie tylko na seks.




                  ------
                  Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                  Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                  • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 09:28
                    > poza tym mam wrażenie, że taka osoba ma mniej energii i chęci, żeby robić w ogó
                    > le cokolwiek w życiu, jest taka rozleniwiona życiowo więc przekłada się to na c
                    > ałokształt życia a nie tylko na seks.

                    Wow! Nawet nie masz pojęcia, jak trafiłaś! Tak jest faktycznie.
        • kseniainc Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 19:16
          stra-ight napisał:

          > Przeczytaj wyżej, to trwa już 11 lat, tylko cierpliwość mi się kończy a nie będ
          > ę niestety młodszy z wiekiem...

          Twoja żona też nie młodnieje, też ją czas posuwa(jakkolwiek by to nie zabrzmiało). Skoro tyle czasu cierpliwość miałeś, daj Wam jeszcze trochę, ale współpracuj. Nastoletnie ciało łatwiej wraca do normy, niż kobiecie po przejściach(porodzie), która już jakiś czas temu ukończyła naście lat.
          • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 17.01.12, 21:51
            Próbuję jej to wyjaśnić od dawna. Nie mamy wpływu na to, że prędzej, czy później pojawią się zmarszczki. Nie mam z tym problemu. Znam mnóstwo kobiet w wieku ok. 50-tki i wszystkie mają zmarszczki, so what? (Ona mówi, że będzie chciała skorzystać ze zdolności chirurga plastycznego. Nie mam z tym problemów, jeżeli będzie chciała. Ale to już jej wola.)

            Gdy porównuję takie już dojrzałe kobiety zauważam, że jest jedna czy dwie sztuki, na których niejeden 30-latek zawiesi oko. Ale co je cechuje? Nie brak zmarszczek, tylko wysportowana (w miarę), szczupła sylwetka.

            A tak na marginesie, to sam miałem problem, aby schudnąć. Biuro, rutyna, komputer, dzieci, brak czasu... Pierw miałem 3 kg za dużo, potem, 6, potem 10..., itd. W sumie przytyłem przez 10 lat 15 kg. Potrzebowałem 9 miesięcy, aby zrzucić te 15 kg... biegając.
            • kseniainc Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 06:06
              Nie za bardzo Ty kładziesz nacisk na te kg?Nie wszyscy muszą być idealni.Ludzie są różni i borykają się z różnymi tendencjami-jedni do tycia inni znów są za szczupli.Zawsze coś. Można korygować, ale by życie było też przyjemnością, a nie tylko obowiązkami i rygorystycznym przestrzeganiem diet po to ,by miescić się rubrykach, czy kanonach uznanych przez większość za piekno trzeba się polubić i nabrać dystansu, którego Tobie brak, a jeszcze żonę strofujesz zamiast ją wesprzeć.
              • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 07:50
                Brakuje mi dystansu? Jestem mało tolerancyjny? Przecież mnie nie znasz.
                • kseniainc Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 08:10
                  Ale Cię czytam.
                  • korelacja_1 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 08:44
                    Trochę wyżej autor napisał, że wspierał żonę. Poza tym, po tym co do tej pory napisał, wygląda na człowieka wyrozumiałego, właśnie z dystansem podchodzącego do zmian w ludzkim ciele. Rzecz w tym, że kocha żonę, chciałby ją znów pożądać. Nie wymaga od niej gwiazdki z nieba, nie wymaga figury modelki i skilikonu w cyckach, nie usiłuje wsadzić ją w formę chudzielca, tylko chce, by kobieta jego życia zadbała o siebie. Pożądanie nie pojawia się na pstryknięcie palcami i nic na to nie poradzimy. On może umierać z miłości do niej, wspierać, nosić na rękach, ale jeśli żona pozostanie przy swojej, nic się nie zmieni
                    • korelacja_1 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 08:46
                      bez śniadania jestem więc zjadłam - przy swojej tuszy miało być :)
                  • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 09:05
                    Interpretujesz raczej.

                    Nie wymagam od niej, aby nosiła rozmiar 36 i miała alabastrowa skórę modelki z Photoshopa. Zadowoliłbym się z rozmiarem 40. To że skóra z wiekiem traci elastyczność, to inna sprawa i nie przeszkadza mi w ogóle.

                    Moja żona nosi obecnie rozmiar 46. Widziałaś kiedyś bieliznę w tym rozmiarze...? (W mniejszych rozmiarach to nawet zwykłe bawełniane majteczki są sexy) To naprawdę działa kontra produktywnie na moją psychikę.

                    Wyobraź sobie faceta, który przychodzi do Ciebie do łóżka, ma boxer-shorts po kolana, okrągły brzuch jakby w 8 miesiącu ciąży, spod którego ledwo widać jego męskość? Działa? Może niezbyt trafiona analogia, ale nie wiem, jak mam to wyrazić.

                    Bardzo chciałbym z nią być (Już zupełnie pomijając dzieci!!!) i być dla niej "tym" facetem. Mam jednak wrażenie, że nie zależy jej na mnie. Inaczej by tego tak nie olewała.
                    • majk.79 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 25.10.15, 20:19
                      Dokładnie mam tak samo :-( moje kochanie po ślubie ważył 67 kg, teraz... 96... I wierzcie mi lub nie - próbowałem wszelakich sposobów od wsparcia po krytykę, kupiłem jej odbitek, wziąłem na siebie więcej obowiązków domowych, aby miała więcej czasu pomimo że ja pracuję po całych dniach... I co? I nic , jak tylko zaczyna się rozmowa o wadze to są niesnaski..
    • shedir1 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 08:56
      Ja Cię rozumiem. Jak by mój mąż tyle przytył to też by mi się z nim niechciało uprawiac seksu, nie mówiąc już o tym żeby mnie pociągał fizycznie taki grubas. Jestem kobietą ale atrakcyjnośc zarówno męska jak i damska ma dla mnie duże znaczenia.
      A może poza endokrynologiem do którego twoja żona powinna się jak najszybciej udac, zapisze się z tobą na siłownię i zacznie się troche ruszac. Dieta dietą ale bez ruchu cięzko schudnąc i miec ciało w dobrej kondycji przy takiej nadwadze. Pogadaj z nią o tym. Siłownia wciąga. Jak sama zacznie się dobrze czuc po dawce wiczeń to będzie chciałą chodzic, a jak jeszcze zobaczy efekty to napewno się wezmie w garśc i schudnie
      • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 09:16
        Nawet nie wiesz, co bym dał, aby zaczęła regularnie cokolwiek robić. Mamy stosunkowo małe dzieci i ona wie, że to dla mnie nie kłopot. Była na siłowni. Dała "w palnik" przez tydzień, że przyjeżdżała do domu wykończona, ale słomiany zapał się skończył po tygodniu, może dwóch...

        Gdy z nią rozmawiam, przedstawiam jej zupełnie racjonalnie moje odczucia i taką pewną bezradność. Powiedziałem jej też, że jej otyłość zagraża nam jako parze. To robi na niej wrażenie chyba tylko na kilka dni...

        Ona czuje się nieatrakcyjnie, więc nie kupuje sobie butów, ciuchów, nie maluje paznokci. Paradoks prawda? Moi kumple narzekają, że ich kobiety ciągle wydają na buty, bieliznę i takie tam... (Chociaż może się chwalą?).

        Trochę takiej kobiecej próżności i kobiecej gracji. Tak sobie to wymarzyłem. ;)
        • shedir1 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 09:26
          Kurcze, cięzka sparwa. Bo jak nie bardzo działa na nią jak jej mówisz prosto w oczy co czujesz to nie wiem co może ją zmotywowac.
          A może ma jakąś koleżankę z którą by chodziła i się dopingowały? To działa.
          Ja od lat trenuje, a moja przyjaciółka tylko siedziała i narzekała, że tyje, a przecież nic takiego nie je. Zaczeła ze mną chodzic na siłownię i dopingowałam ją i się wciągneła i teraz chodzi juz drugi rok. CO prawda woli fitness, ja tylko porządny trening na siłowni i rozdzieliłyśmy się ale ona nadal cwczyi i naprawdę schudła i ładnie wygląda.
          Rozumiem, że czuje się nieatrakcyjnie ale żaby by atrakcyjnym to trzeba coś robi szczególnie po dzieciach i jak już się ma troche lat na karku. Samo nie przyjdzie.
          A ty z nią na siłownie nie pójdziesz? Może tak się zmotywuje?
          • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 09:30
            Razem nie ma za bardzo jak, bo dzieci! - Nie mamy w pobliżu dziadków...
            • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 09:35
              Z koleżankami jest taki problem, że na jej nieszczęście wszystkie otaczające nas kobiety, znajomi, są szczupłe. Z "takimi" więc nie chce wychodzić na fitness.
              • shedir1 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 13:37
                Tak źle i tak niedobrze i zawsze jakaś wymówika. Przykro mi i współczuje ale raczej skazany jestes na grubą żonę. Dopóki nie zrozumie, że nadwaga sama z siebie nie znikinie, ani nie pomogą na to żadne magiczne tabletki nic z tego.
                A jeszcze mam takie pytanko. Sam pisałeś że miałeś nadwagę,zabrałeś się za siebie i dobrze wyglądasz. Jak na to reaguje twoja żona?
            • shedir1 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 09:38
              Rozumiem, mam ten sam problem :)
              To może jakaś koleżnaka? Albo zajęcia z trenerem, on ja będzie motywował a jeszcze jak będzie przystojny to chętnie będzie chodziła ;)
    • anna_sla sorry długie, ale to po to byś zrozumiał 18.01.12, 09:37
      Postaraj się to wszystko przeczytać.. a ja spróbuję Cię nie oceniać, choć będzie to bardzo trudne, bo dla mnie taki temat jest cholernie delikatny i jestem pewna na 100%, że dla Twojej żony też, a Ciebie to najchętniej wystrzeliłabym w kosmos.. no dobra, ale miałam nie oceniać.

      Tak się składa, że ja też mam taki sam staż w otyłości, choć moja historia jest nieco inna i chyba bardziej wyboista. Przytyłam od kuracji hormonalnej. Nie wiem co mi wtedy było, ale tak nagle przestałam miesiączkować w wieku 21 lat, a chciałam mieć jeszcze w tym życiu dzieci. Dostawałam hormony, które miały mi pomóc i oczyścić macicę, która nie oczyszczała się choć do okresu "zbierała", więc ścianki były trochę nie halo. Najpierw zastrzyki, potem doustne. Tyłam w tempie błyskawicznym. W ciągu jednego tygodnia przybrałam 5kg wcale nie opychając się jedzeniem. Wyobraź sobie więc co było po miesiącu, dwóch.. W końcu wylądowaliśmy w klinice leczenia niepłodności, i... od tamtej pory non stop słyszę, schudnij, ćwicz, dieta, jesteś gruba, zrzuć trochę, tu masz za dużo.. No szlag mnie trafiał. Mąż wtedy jeszcze nie mąż robił jazdy, bo zaniedbałam się (tak jakbym kuźwa nic nie robiła tylko wpierdzielała tony pączków dziennie). Były awantury, jatka taka, że szok. Ostatecznie miałam gościa rzucić, ale byliśmy wtedy na terapii u psychologa i tam powstałą kolejna awantura i tu pan psycholog stanął w mojej obronie, wsiadł na mojego nie męża i autentycznie uświadomił mu wiele rzeczy, co tak naprawdę jest ważniejsze w życiu, prawie pranie mózgu :D. Zrozumiał, szkoda tylko, że jak ja mu mówiłam to samo to miał to w d.., a obca osoba do niego dotarła. Wzięliśmy ślub jednak..

      No i się zaczęło. Normalnie nie słucham nikogo, kto po mnie "jeździ", jak mi ktoś powie, że mam schudnąć to perfidnie kupię przy nim pączka i się nim zapcham nawet jeśli nie mam na niego ochoty. Nikt nie będzie mi mówił co mam robić. Z profesorem z kliniki było inaczej, bo to było ważne by mieć dzieci. No to wsiadałam na rowerek i katowałam się. Minimum 50km dziennie, do mamy i z powrotem i jeszcze coś. Woli silnej ZERO! Tylko myśl o dziecku mnie napędzała. Dieta? Nie pamiętam, chyba lżej jadłam, ale bez diametralnych zmian, więc jak był schabowy na obiad to go zjadłam.. niewiele schudłam. Już wtedy widać było, że będzie to ogromny problem. Przestałam myśleć o dziecku, pogodziłam się.. i zaszłam.

      A potem to już z górki... 12kg w ciąży przez 7,5 m-ca, bo tylko tyle trwała ciąża. Potem depresja poporodowa, dziecko "specjalnej troski", rehabilitacja, jazda beretu teściowej, kłótnie rodzinne, awantury o wnusię i przez złą synową/córkę, mąż uciekał z domu, bo nie gotowałam, nie sprzątałam, bo dziecko non stop na mnie wisiało, z depresją nieporadna, więc najlepiej spieprzyć z domu niech się dalej sama morduje w tym barłogu niż coś zrobić.. Zero odchudzania.. tzn. był moment, że próbowałam ćwiczyć, ale córa mi się na brzuchu kładła i nie miałam siły razem z nią. Jak spałą robiłam co innego, dom był usyfiony. Wieczorami padałam razem z nią. 12kg zostało

      Kolejna ciąża.. 7kg na plusie.. po porodzie dziwnym trafem 17kg mniej. No myślałam, że los się do mnie uśmiechnął. Nic bardziej mylnego. Nikt nie sprawdził mi tarczycy. W ciąży nadczynność, po porodzie niedoczynność. Karmiłam piersią, więc musiałam odżywiać się dobrze, tyłam i widziałam to, ale olewałam, bo karmiłam piersią i musiałam. Potem było coraz gorzej. Przerobiłam dziesiątki diet, ćwiczeń, ale takich max na godzinę dziennie, 6 weidera i inne.. Nic się nie zmieniło, zaczęłam podupadać na duchu. Pół roku mordęgi i nic. Od lekarza wyszłam z kolejną dietą, na której tyłam. Złapałam deprechę.. nie robiłam nic, kolejne 10kg wpadło. To już łącznie 30kg w rok. Wtedy poszłam zrobić awanturę na przychodni. I wyszło!! TARCZYCA!! Wszyscy trzęśli dupami, bo mnie dwukrotnie olali, a potem szybko szybko, telefon, wyniki niemal błyskawicznie, endokrynolog niemal błyskawicznie.... a Ty się ku..wa człowieku męcz teraz z tymi cholernymi 30ma kilogramami!!

      Imałam się wszystkiego. Dalej próbowałam dieta, ćwiczenia, wolę coraz silniejszą miałam, chudłam, powoli, jak krew z nosa, ale chudłam, a potem znów pierdut hormony w górę, waga w górę a ja w dół. Zbierając się miesiącami by zacząć od nowa. Z desperacji trułam się meridią (dziś już zakazany lek na odchudzanie), schudłam, fajnie wyglądałam. I pierdut, kolka wątrobowa, helikobakter w dwunastnicy, waga w górę, potem kolejna kolka, szpital, kamica wątroby, operacja, najpierw waga w dół, a potem błyskawicznie w górę. Hormony w górę. Ja po raz kolejny w dół. A wszyscy dookoła "Ania jaka Ty gruba!", wielki ku..wa szok.. Mąż się nade mną litował, mówił mi "zostaw to, nie męcz się" i tylko dlatego miałam motywację. Gdyby powiedział odwrotnie nie robiłabym nic, bo to demotywujące. Znów sięgnęłam po meridię, a w międzyczasie znów się okazało, że trzeba podleczyć na helikobakter. Leki te hamują działanie tyroksyny, a zbyt mało wchłoniętej tyroksyny powoduje tycie, meridia nie przebije się przez hormony. Przytyłam, znów ważyłam 98kg. Przez ponad 3 lata (po drugiej ciąży) realnie nie dotrwałam nigdy nawet do 80kg. I ryczałam potem kolejny rok... nim znów się zebrałam.

      Ale teraz mam dużo więcej siły, wszystkie hormony od roku nie skaczą, dawkę mam odpowiednio podniesioną, helikobakter prawdopodobnie wyleczoną, od przeszło roku nie mam objawów. Kamica wyleczona operacyjnie. Dietę wątrobową trzymam non stop, zdrowotnie, nie dla odchudzania. To co teraz muszę robić, ile muszę ćwiczyć i jaką jakość tych ćwiczeń wykonywać to byłbyś w szoku, że aż tyle trzeba zrobić aby schudnąć choć centymetr w obwodzie. Nie wiem jak długo pociągnę. Stopniowo zwiększam wysiłek i ćwiczenia od 3ch miesięcy, jakiś tam mały efekt widać, na nogach nogawki spodni mi latają w brzuchu wciąż opięte, waga stoi. Zmianę rzekomo widać, ludzie widzą, ale biorę centymetr, biorę wagę i nie ma efektu. A minęły 3 m-ce i tylko kondycję jak na grubasa mam lepszą niż moja 50kilowa koleżanka. Wczoraj zaciągnęła mnie na siłownię, pierwszy raz. Bałam się tej siłowni, bałam się, że wszyscy będą zniesmaczeni moim wyglądem, będą komentować, wytykać palcami, oceniać wzrokiem. Bałam się tego od dłuższego czasu, bo już wcześniej próbowano mnie wyciągać na tą siłownię. Poszłam tylko dlatego, że koleżanka tego potrzebowała, odskoczni, rozwodzi się. Dla drugiego człowieka jestem w stanie zrobić więcej niż dla siebie. I nie żałuję. I będę teraz chodzić, bo jednak klimat jest inny, ale nikt tego nie wie, póki sam się nie przekona, bo żadne zapewnienia nic nie dają... a wiesz o której biegam po mieście by nikt mnie nie widział? Po 22, często o 23 lub o północy, BO SIĘ WSTYDZĘ siebie.


      c.d. niżej, ale już krótko ;)

      • anna_sla c.d. 18.01.12, 09:37
        Po co to piszę?? Aby uświadomić Ci, że tam gdzie rolę odgrywają hormony i tarczyca nie jest łatwo schudnąć, to jest mega wysiłek, i ku...ko długotrwały. Normalnie żadna kobieta nie ma w sobie siły by tak się mordować, szybko się zniechęcają, a do tego marudzący i nie pragnący ich mąż zniechęca jeszcze bardziej, w głowie odzywa się coś takiego, że "nie mam dla kogo". To bardzo skomplikowany proces, jej jest źle, to ona żyje w tym ciele, a nie Ty, codziennie rano wstaje i bije ją lustro, to ją wytykają, komentują, nie wiesz jak bardzo jest w środku zdruzgotana. To ona teraz musi wykonać podwójną lub nawet potrójną robotę by schudnąć tyle co Ty zdrowy człowieku przy o niebo mniejszym wysiłku, a po swoim przykładzie wiem, że nie jest łatwo tak od razu się do tego zmusić. Mi to zajęło 5 LAT (bo tyle minęło od pierwszej próby po drugim porodzie). Niektórym zdrowym kobietom wystarczy po prostu przejść na dietę i one chudną, albo mega stres. Na nas nie działa jakaś tam dieta tylko, a stres? Absolutnie. Zwiększa tylko niedobór magnezu i wpędza w jeszcze większe zmęczenie. Poza tym żadna restrykcyjna dieta nie daje efektów na długo, bo potem wszystko wraca. Nie wraca, jeśli kobieta ma siłę do tego godzinę dziennie ćwiczyć. I nie daj Boże wtedy podskoczą hormony..

        Mój mąż mnie kocha i wciąż pragnie mimo, że dziś ważę 95kg (tylko 3kg w 3m-ce schudłam). I to mi daje siłę do walki, chciałabym by też mógł się "pochwalić" fajną żoną laską. Mówi, że mu nie zależy i tak jest ze mnie dumny i nie dlatego, że cokolwiek robię ze swoim wyglądem, ale dlatego, że JESTEM FAJNA
        • spawacz.drewna Re: c.d. 18.01.12, 11:48
          Rozumiem Ciebie i Twoja frustracja ale cialo czlowieka to nie perpetuum mobile i zachodza w nim procesy biochemiczne. A odchudzanie to proces typowo matematyczny. Ujemny bilans energetyczny musi prowadzic do spadku wagi. Wiem,ze sie Tobie wydaje sie ze jestes ekspertem i probowalas wszystkiego ale redukcje trzeba dostosowac do czlowieka. Wiesz jak sportowcy robia redukcje - przez 5 dni sa na niskiej diecie carbo (choc to ciezko dieta nazwac a raczej sposobem zywienia), cwicza przez ten czas zuzywaja glikogen a potem przez dwa dni "laduja" weglodowanami. Wiec Twoj problem moze byc podobny - czym masz problem? Z napadami glodu - olej weglowodany, insulina nie bedzie skakac i nie bedziesz chodzic glodna. Z powrotem wagi? Tak to jest jak sie jest na restrykcyjnej diecie i uczy organizmu oszczedzac. Z przystopowaniem diety? Organizm sie uczy, on nie jest glupi.
          Nikomu nie wcisniesz kitu, ze nie mozesz schudnac - ujemny bilans energetyczny bedzie powodowal spadek wagi. A im bardziej przewidywalny sposob chudniecia tym wolniej ten proces bedzie przebiegal.
          Na dzien dziejszy zrob by w ciagu tygodnia roznica w dostarczanych kaloriach na tydzien nie byla wieksza niz 1000, cwicz codziennie co najmniej 30 minut ale spokojnie by tetno bylo nie za wysokie i nie jedz weglowodanow przez kilka dni w tygodniu co pomoze walczyc z glodem a jak zauwazysz ze stoi to zmien cos - zjedz wiecej, cwicz wiecej a przede wszystkim przejdz sie do jakiegos sensownego dietetyka by ulozyl Ci diete biorac pod uwage to wszystko co napisalas.
          I nie ch...a waga spadnie to czysto matematyczno-fizyczny problem.
          • spawacz.drewna Re: c.d. 18.01.12, 11:54
            tfu, roznica nie wieksza niz 1000 dziennie, optymalnie 500
          • anna_sla Re: c.d. 18.01.12, 12:42
            nie czuję się ekspertem i wiem, że moje początki odchudzania były takimi jakby podrygami, właściwie to siłowałam się sama ze sobą i wyrabiałam sobie swoją silną wolę.. ale 1000kcal dziennie jadam od przeszło 4 lat. Nie liczę, nie pilnuję, po prostu jem jak jestem głodna, ale to nie znaczy, że od razu wpadam i zjadam dwie kromki chleba. Wpadam i np. zjadam 2 gruszki (których mi nie wolno) albo 3 marchewki lub pół litra maślanki. Chleba, ziemniaków, makaronów i kasz jem niewiele lub prawie wcale. Ja nie tyłam po dietach restrykcyjnych dlatego, że zawsze ćwiczyłam minimum godzinę. Tyłam, bo nie miałam dobrze hormonów dobranych one ciągle skakały przez ponad 3 lata odkąd zdiagnozowano mi chorą tarczycę. Dopiero jak dostałam się przed operacją do porządnego endokrynologa wyregulował mi odpowiednią dawkę. W dodatku leki, któe przyjmowałam wówczas na moje problemy (helikobakter) hamowały mi wchłanianie tyroksyny, przez co znów hormony skakały. No i ostatnie: tyłam, bo zmieniając dietę przekraczałam swoje możliwości, więc jak jadłam 1000 kcal (o czym wtedy nie wiedziałam) a wyszłam z dietą 1200kcal to zaczęłam tyć i dopiero analizując tą dietę 1200kcal wyliczyłam, że jadam mniej i nie byłam tego świadoma. Jadam mniej niż moi 6letni synowie.

            Na pewno popełniłam wiele błędów odchudzając się, nie jestem dietetykiem nie umiem wyliczyć sobie czego i ile zjeść powinnam, jaki puls powinnam mieć przy ćwiczeniach (o czym poinformował mnie wczoraj trener), na pewno popierzyłam sporo ze swoją przemianą materii. Do dietetyka nie pójdę już, miałam już jedną dietę od dietetyka, tyłam na niej. Po miesiącu ją rzuciłam, bo kazano mi jeść więcej niż mogłam. Np. dziś od rana zjadłam jedno malutkie pętko (ok. 10cm długie, no może 2-3cm średnicy) kiełbasy białej, wielką gruszkę i szklankę maślanki i nie jestem głodna. Jak nie jestem głodna nie będę jadła. A dietetyk np. popełnia jeden błąd, każe mi zjeść większe śniadanie, jak zjem większe śniadanie jestem opchana na cały dzień i to najczęściej pcha we mnie nabiał, a ja nabiału nie mogę jeść przez pierwsze 2 godziny po połknięciu tyroksyny, bo inaczej ograniczam jej wchłanianie.
            • anna_sla Re: c.d. 18.01.12, 13:07
              poza tym.. ja mam ogromną oponę na brzuchu po bliźniakach, jak cokolwiek robię ona opada i wisi, ćwicząc waga sie nie zmienia od razu, ponieważ tkanka tłuszczowa "zamienia" się w mięśnie, które ważą więcej, ale zajmują mniej miejsca i tak się dzieje np. na moich udach, łydkach, ramionach, ale w tej oponie wciąż nie widać aż tak dużych zmian. I to mnie zawsze zniechęcało, bo człowiek wypruwa flaki i dupa z tego. Na niestety na te zmiany muszę dłużej poczekać, dlatego teraz co tydzień zwiększam ilość ćwiczeń. Zaczęłam bardzo intensywnie od listopada zwiększać, bo to prawda wcześniej "zbierałam" się z doła kolejny raz. Od roku dopiero nie mam innych problemów zdrowotnych a hormony wyregulowane, widząc tą stabilizację nabrałam pewności, że może tym razem się uda. Dlatego próbuję. W chwili obecnej przebiegam po kilka kilometrów (a długi był okres nim do tego doszłam, bo stawy łatwo przy mojej wadze sobie załatwić) dziennie i robię co najmniej 300 brzuszków (różne układy) i po kilka ćwiczeń z aerobiku. Wczoraj poszłam na siłownię po raz pierwszy, więcej nie ćwiczyłam, bo trener ostrzegł o zakwasach.. nie było żadnych. Dziś zobaczę w jakim stanie stamtąd wyjdę, ale jak wyjdę z takim samym niedosytem to doćwiczę jeszcze w domu..
              • spawacz.drewna Re: c.d. 18.01.12, 13:30
                Jestes pierwszym czlowiekiem ktoremu sie tluszcz w miesnie 'zamienia'. Jesli cwiczysz jak powalona z tetnem powyzej 180 to nie dziwota ze organizm przemienia sie w terminatora. Skora zawsze bedzie problemem i tego nie zrzucisz tylko operacja plastyczna moze pomoc bo to przeciez nie tluszcz. Jak masz z jezorem cwiczyc przez pol godziny z tetnem powyzej 180 to lepiej zrob sobie jakis rowerek przez godzine z tetnem 150. Twoim celem jest zrzucenie wagi a nie nabranie kondycji.
                • anna_sla Re: c.d. 19.01.12, 08:48
                  czasami mam wrażenie jak Was czytam, że tylko szukacie zaczepki, byleby cos wytknąć, jakieś literówki. Jak chcesz mogę Ci podać całą listę moich wad i błędów, będziesz mógł jeździć po całości. Przecież doskonale wiesz o czym piszę..

                  A co do tej skóry to mylisz się. Wczoraj rozmawiałam na ten temat z trenerem i nie masz jednak zielonego pojęcia o sprawie.
                  • korelacja_1 Re: c.d. 19.01.12, 08:53
                    > A co do tej skóry to mylisz się. Wczoraj rozmawiałam na ten temat z trenerem i
                    > nie masz jednak zielonego pojęcia o sprawie.

                    Co trener powiedział, mów, chętnie skorzystam również.
                  • spawacz.drewna Re: c.d. 19.01.12, 09:21
                    Nie wiem czy zauwazysla staram sie Tobie pomoc ale to ty jestes raczej upierdliwa - to nie da rady, na to uczulenie, to nie dziala, tu sie nie znam, tu nie wiem, tego nie bedziesz szukac, do tego sie nie bedziesz zmuszac....Kobieto, spadek wagi to chyba jeden z mniejszych problemow jaki moze miec czlowiek a u Ciebie urasta to do rangi problemu swiatowego. Jak jestes taka cierpietnica to poloz sie krzyzem w kosciele albo idz na kolanach do Czestochowy. I jeszcze szukasz szybkich i prostych rozwiazan.
                    To co napisalem to sensowne rozwiazanie i gwarantuje Ci ze jak sie do tego zastosujesz w caigu roku o 30 kg. Jak to to potem mozesz moja wyplate przez rok pobierac.
                    Jesli idzie o skore to oczywiscie, ze nie wiem ale piszesz tak dramatycznym tonem, ze widzialem spory nadmiar skory nad brzuchem, ktory nie czasem nie mozna usunac inaczej jak operacyjnie. Ale skoro ze trener mowi inaczej (jak?) to widocznie nie jest tak zle i sa inne sposoby. Czyli znowu robisz z siebie ofiare.
                    • anna_sla Re: c.d. 19.01.12, 10:11
                      dlaczego masz mnie za ofiarę? Przecież operuję tylko faktami. Jaki dramatyczny ton? No proszę Cię..

                      Dziękuję za pomoc, ale mam wrażenie, że robisz to w sposób wjeżdżający mi na ambicję. Ja lubię dyskutować, naprawdę, i nie boję się krytyki, bo wiem, że nie jestem ani idealna ani wyuczona w jakimkolwiek temacie na tyle by czuć się górą w rozmowie. Ja po prostu nie cierpię jak się jeździ mi po rajtuzach. Jak chcesz mi coś wytłumaczyć a ja opornie to przyswajam to nie zaczynaj tekstu kolejnego od bezradnego sugerowania, że jestem głupia, bo blokuje mnie to przed dalszą konstruktywną rozmową. Nie wiem dlaczego Wy mężczyźni chcąc nam babom cokolwiek wytłumaczyć (nawet jeśli to opornie idzie) zaczynacie zniżać nasz poziom. Niech Wam będzie, że jesteśmy gorszym gatunkiem, ale po kiego mamy to wiedzieć? Jak każdy lubimy być traktowane na równi... TO BYŁO DRAMATYCZNE!! :D:D

                      No dobra, wróćmy do rozmowy... stosowałam diety zarówno takie gdzie musiałam przeliczać sobie racje wg różnych norm i wg wagi i kalorii i zawartości składników i indeksie glikemicznym i przyznaję szczerze, że nic mnie tak w życiu nie umęczyło jak właśnie to. Żadne nawet najtrudniejsze ćwiczenia nie były tak frustrujące. Ale za to dowiedziałam się na podstawie właśnie wyliczania sobie diety 1200kcal (jaką doktorka kazała mi swego czasu stosować), że ja spożywam mniej. Wcześniej mnie to nie interesowało. W niektórych tych dietach ilość jedzenia była naprawdę spora, a wszystko głównie kumulowało się na śniadaniu. Przyznaję był to okres kiedy dopiero uczyłam się tego łykania 1 tabletki z rana. Po jej połknięciu przez pół godziny nie można jeść i pić. Skręcało mnie z głodu masakrycznie, bo zawsze wcześniej jadałam jakiekolwiek chociaż śniadanie. A potem zaczynał się kołowrotek w domu, bo pracuję w domu z dziećmi (prowadzę coś na zasadzie przedszkola). Zapominałam o śniadaniu całkowicie albo wielokrotnie nie było już kiedy coś chwycić, bo np. trzeba było z dziećmi gdzieś wybiec na dwór. Potrafiłam wrócić po kilku godzinach i nie czuć głodu. Po jakimś czasie tego trybu jak miałam cokolwiek w siebie wcisnąć w ramach śniadanie robiło mi się nie dobrze.. ale kazali to jadłam, ale naprawdę skrawek. Jak kazali więcej to sorki, ale czułam się spuchnięta jak balon, nieszczęśliwa, nieruchawa i co gorsza głodna potem byłam przez cały dzień i non stop mnie ssało. Nie mogłam poradzić sobie z tym głodem. Trwało to kilka miesięcy i stwierdziłam, że tak nie mogę funkcjonować. Ja nie potrzebuję tyle jedzenia. Jem mniej, dużo mniej, może i za mało, ale mam energię do życia, a bez tej energii to mi sie naprawdę niczego nie chce i wołami mnie nie zmusisz. A potem jeszcze mój nowy (wreszcie ktoś porządny) endokrynolog powiedział, że nie mogę spożywać nabiału przez 2 godziny od połknięcia tyroksyny, bo ograniczam jej wchłanianie (i tak na marginesie kazał więcej magnezu brać, o czym nie wiedziałam!).. i miał rację. Wiele moich problemów skończyło się gdy zaczęłam stosować się do jego zaleceń, a po wyleczeniu innych schorzeń, z którymi miałam do czynienia po drodze, wreszcie wszystko się ustabilizowało i wreszcie czuję, że żyję..
                      I nie, nie było w tym żadnego dramatyzmu, nie dopowiadaj sobie :D:D
                  • urko70 Re: c.d. 19.01.12, 10:27
                    Piszesz, że "ćwicząc waga sie nie zmienia od razu, ponieważ tkanka tłuszczowa "zamienia" się w mięśnie" Spawacz dał Ci dobrą radę " za intensywnie ćwiczysz i stąd zamiast spalania budowa mieśni"
                    • anna_sla Re: c.d. 19.01.12, 10:39
                      dokładnie to samo powiedział mi wczoraj trener. Ja o tym nie wiedziałam, a w domu nie mam żadnego pulsometru. W dodatku powiedział, że w moim przypadku nie powinnam biegać (kolana, stawy sobie załatwię) i nie robić brzuszków, bo optycznie sprowadza się to do tego, ze brzuch robi się większy, bo go napinam. Brzuszki powinny robić osoby szczupłe, którą chcą wzmocnić mięśnie brzucha lub "zrobić sobie kaloryfer" :D. Wskazał mi urządzenia, na których powinnam ćwiczyć i zestaw ćwiczeń niewiele mających wspólnego z brzuszkami :)
                      • urko70 Re: c.d. 19.01.12, 10:54
                        anna_sla napisała:

                        > dokładnie to samo powiedział mi wczoraj trener. Ja o tym nie wiedziałam,

                        To czemu pisałaś do spawacza o szukaniu zaczepki?


                        > W dodatku powiedział, że w moim przypadku nie po
                        > winnam biegać (kolana, stawy sobie załatwię) i nie robić brzuszków, bo optyczni
                        > e sprowadza się to do tego, ze brzuch robi się większy, bo go napinam.

                        Co do biegania to oczywista oczywistość co do brzuszków.... hmm, wzmocnienie mięśni brzucha zawsze pomaga w utrzymaniu wnętrzności brzucha w obrębie brzucha, a także w utrzymaniu w dobrej formie kręgosłupa.


                        > Brzuszki
                        > powinny robić osoby szczupłe, którą chcą wzmocnić mięśnie brzucha lub "zrobić
                        > sobie kaloryfer" :D. Wskazał mi urządzenia, na których powinnam ćwiczyć i zesta
                        > w ćwiczeń niewiele mających wspólnego z brzuszkami :)

                        Skoro tak mówi trener to słuchać i stosować a przy okazji może zapytać jak on widzi to powiększanie się brzucha przy wzmacnianiu mięśni brzucha.
                        • anna_sla Re: c.d. 19.01.12, 11:05
                          pisałam, że szuka zaczepki bo zaczepnym tonem pisał ;)

                          Trener mi tłumaczył o co chodzi z tymi brzuszkami, bo samą mnie to zaintrygowało, ale nie umiem Ci tego słowo w słowo powiedzieć (może wysłowić się :D). Generalnie chodzi o to, że skoro mam wielką oponę na brzuchu w momencie robienia brzuszków cała zawartość tego miejsca ulega nie uciśnięciu a wypchnięciu (czy coś w tym stylu), przez co skóra rozciąga się jeszcze bardziej (bo gdzieś to sadełko uciec musi). Poza tym powiedział jeszcze, że jak dla mnie te ćwiczenia są mało owocne, bo musiałabym wykonywać je przez 5 godzin by spalić ok. 600kcal.
                          • urko70 Re: c.d. 19.01.12, 11:19
                            anna_sla napisała:

                            > pisałam, że szuka zaczepki bo zaczepnym tonem pisał ;)

                            Pięknie, dość często spotykam się z sytuacjami kiedy to własnie po konkretnym pytaniu "co ci się niepodobalo w danej wypowiedzi?" jest albo milczenie (bo nie można wskazać konkretnych slow) albo własnie "a bo to byl ton..." taki czy owaki czyli oparcie się na czymś nieuchwytnym.
                            ;(
                            • anna_sla Re: c.d. 19.01.12, 11:34
                              ojej, nooo :D chcesz przykładów?? No to proszę:

                              "Nikomu nie wcisniesz kitu, ze nie mozesz schudnac" - nie cierpię nadinterpretacji

                              "Jestes pierwszym czlowiekiem ktoremu sie tluszcz w miesnie 'zamienia'. Jesli cwiczysz jak powalona..." - to nie zachęca do dalszej dyskusji (wiem, wiem, przesadzam, ze mną trzeba jak z jajkiem..)

                              "a u Ciebie urasta to do rangi problemu swiatowego. Jak jestes taka cierpietnica to poloz sie krzyzem w kosciele albo idz na kolanach do Czestochowy." - to dyskwalifikuje i pokazuje frustrację rozmówcy, zaczyna się poniżanie i udupianie.

                              "Robisz z siebie ofiare." - denerwujące, ale można się tego spodziewać, w słowach pisanych nie słychać tonu, a przekaz bywa nadinterpretowany

                              "gruba anorektyczke to ja jeszcze nie spotkalem." - zawstydzające, to jakieś nieporozumienie, też nie zachęca do dalszej dyskusji

                              "Nie zaslaniaj sie tarczyca, bulimia czy tam czyms innym." - nie znajomość tematu - frustrujące.

                              Mniej więcej tak.. pewnie jakby mi to mówił w realu to najchętniej by mnie pobił albo wytargał "Ty idiotko, przecież do Ciebie mówię, ale jesteś beznadziejna" :D:D:D:D
                              • urko70 Re: c.d. 19.01.12, 12:02
                                Odniosłaś się z tym zarzutem do wypowiedzi, w której i owszem było nienajmilsze jedno zdanie ale cała reszta była dobrymi radami. Stąd moje zdziwienie, że jedno dostrzegasz a inne (imho wartościowsze) pomijasz).
                                • anna_sla Re: c.d. 19.01.12, 13:03
                                  przyznaję, że mam taki durnowaty charakter i nic w nim nie zmieniam, że jedno zdanie przekreślić może cały szereg najwartościowszych rad, pomysłów, mądrości. Kiedy rozmówca nie traktuje mnie poważnie tylko usilnie lub bezradnie próbuje obniżyć mój poziom i robi ze mnie głupca, mi włączają się blokady, z Tobą gadać nie będę, Ciebie słuchać nie będę i to nie dlatego, że racji mieć nie może. Mam swoją godność i nie pozwolę nikomu mnie poniżać bez względu na to jak beznadziejnie trudno do mnie dotrzeć, jak bardzo jestem ograniczona. Ten sam błąd popełniał ostatnio instruktor w stosunku do mnie i wielu dziewczyn, z którymi miałam styczność na kursie prawa jazdy. Aż w końcu powiedziałam mu grzecznie co o tym myślę i choć widzę, że nieraz najchętniej wyrzuciłby mnie z auta to hamuje się i cierpliwie tłumaczy jeszcze raz. Zdecydowanie szybciej zaczęła postępować nauka odkąd traktuje mnie NORMALNIE, bo nie robi mi się bałagan w głowie tylko spokojniej sobie to układam a wracając do domu nie mam ochoty nikogo pogryźć :D:D
                                  • urko70 Re: c.d. 19.01.12, 13:33
                                    anna_sla napisała:

                                    > przyznaję, że mam taki durnowaty charakter i nic w nim nie zmieniam, że jedno z
                                    > danie przekreślić może cały szereg najwartościowszych rad, pomysłów, mądrości.

                                    Czemu nie zmienisz tego w sobie?


                                    > Kiedy rozmówca nie traktuje mnie poważnie tylko usilnie lub bezradnie próbuje o
                                    > bniżyć mój poziom i robi ze mnie głupca, mi włączają się blokady, z Tobą gadać
                                    > nie będę, Ciebie słuchać nie będę i to nie dlatego, że racji mieć nie może.

                                    Nie masz wpływu na to co inni piszą do Ciebie, a przejmować się tym jest sens wtedy kiedy jest w tym racja.


                                    > Mam
                                    > swoją godność i nie pozwolę nikomu mnie poniżać bez względu na to jak beznadzi
                                    > ejnie trudno do mnie dotrzeć, jak bardzo jestem ograniczona.

                                    Nie mozesz skutecznie niepozwolić innym złośliwego, uszczypliwego tonu wypowiedzi pod Twoim adresem.


                                    > Ten sam błąd popeł
                                    > niał ostatnio instruktor w stosunku do mnie i wielu dziewczyn, z którymi miałam
                                    > styczność na kursie prawa jazdy. Aż w końcu powiedziałam mu grzecznie co o tym
                                    > myślę i choć widzę, że nieraz najchętniej wyrzuciłby mnie z auta to hamuje się
                                    > i cierpliwie tłumaczy jeszcze raz. Zdecydowanie szybciej zaczęła postępować na
                                    > uka odkąd traktuje mnie NORMALNIE, bo nie robi mi się bałagan w głowie tylko sp
                                    > okojniej sobie to układam a wracając do domu nie mam ochoty nikogo pogryźć :D:D

                                    Nie wiem jak on się zachowywał, czy był niekulturalny czy po kilkukrotnym powtórzeniu danej rzeczy w końcu tracił cierpliwość. Jeśli to drugie to powiem tak: kierowca powinien byc odporny na stres i jeśli ktoś nie umie nad nim zapanować w sytuacji rozmowy to może mieć spore problemy na drodze w stresującej sytuacji i tym samym spowodować niebezpieczną sytuację.
                                    Wydaje mi się, że nie powinno się dorosłych ludzi traktować jakoś szczególnie łagodnie (grzecznie, kulturalnie ale jeśli po piątym powtórzeniu że najpierw sprzęgło a potem bieg kursantka nadal wrzuca jedynkę bez sprzęgła to należy jej się bura albo kop w tylek na teorię plus badania psychomotoryczne). Ale to tak na marginesie.
                                    • anna_sla Re: c.d. 19.01.12, 13:49
                                      > > przyznaję, że mam taki durnowaty charakter i nic w nim nie zmieniam, że j
                                      > edno z
                                      > > danie przekreślić może cały szereg najwartościowszych rad, pomysłów, mądr
                                      > ości.
                                      >
                                      > Czemu nie zmienisz tego w sobie?

                                      pewnie nie chcę. I tak potem do tego wracam, ale po swojemu. To mój mechanizm obronny, ale to nie jest tak, ze nic z tego nie wyciągam. Ja po prostu nie mogę pozwolić rozmówcy poniżać mnie czy krytykować w sposób niekonstruktywny, domagam się szacunku bez względu na iloraz mojej inteligencji.

                                      > Nie mozesz skutecznie niepozwolić innym złośliwego, uszczypliwego tonu wypowied
                                      > zi pod Twoim adresem.

                                      kropla drąży skałę częstym padaniem. Tak samo i mnie wydrążono, bo popełniałam ten sam błąd.

                                      > Wydaje mi się, że nie powinno się dorosłych ludzi traktować jakoś szczególnie ł
                                      > agodnie

                                      Dlaczego nie? Gdyby wszyscy podchodzili do siebie z szacunkiem oszczędziłoby to wiele nieprzyjemnych sytuacji i nie robilibyśmy jakichś głupich podziałów społecznych.
                                      • urko70 Re: c.d. 19.01.12, 14:28
                                        anna_sla napisała:

                                        > > > przyznaję, że mam taki durnowaty charakter i nic w nim nie zmieniam
                                        > , że j
                                        > > edno z
                                        > > > danie przekreślić może cały szereg najwartościowszych rad, pomysłów
                                        > , mądr
                                        > > ości.
                                        > >
                                        > > Czemu nie zmienisz tego w sobie?
                                        >
                                        > pewnie nie chcę. I tak potem do tego wracam, ale po swojemu. To mój mechanizm o
                                        > bronny, ale to nie jest tak, ze nic z tego nie wyciągam. Ja po prostu nie mogę
                                        > pozwolić rozmówcy poniżać mnie czy krytykować w sposób niekonstruktywny, domaga
                                        > m się szacunku bez względu na iloraz mojej inteligencji.

                                        Nie chcesz czyli wolisz mieć "durnowaty" charakter, nie brzmi to zbyt dobrze.
                                        Nie możesz to "niepozwolić".


                                        > > Nie mozesz skutecznie niepozwolić innym złośliwego, uszczypliwego tonu wy
                                        > > powiedzi pod Twoim adresem.
                                        >
                                        > kropla drąży skałę częstym padaniem. Tak samo i mnie wydrążono, bo popełniałam
                                        > ten sam błąd.

                                        Nie bardzo rozumiem co CIę tam drążyło niemniej stałe popełnianie tego samego błędu również nie brzmi dumnie.


                                        > > Wydaje mi się, że nie powinno się dorosłych ludzi traktować jakoś szczegó
                                        > > lnie łagodnie
                                        >
                                        > Dlaczego nie?

                                        Bo nie są dziećmi.

                                        > Gdyby wszyscy podchodzili do siebie z szacunkiem oszczędziłoby to
                                        > wiele nieprzyjemnych sytuacji i nie robilibyśmy jakichś głupich podziałów społ
                                        > ecznych.

                                        O tym napisałem w nawiasie który razem z zawartością usunęłaś.
                                        • anna_sla Re: c.d. 19.01.12, 19:07
                                          > Nie chcesz czyli wolisz mieć "durnowaty" charakter

                                          chyba tak :D akurat ta wada moja mi nie przeszkadza ;)

                                          > Nie bardzo rozumiem co CIę tam drążyło niemniej stałe popełnianie tego samego b
                                          > łędu również nie brzmi dumnie.

                                          nie traktowałam swoich rozmówców na równi ze sobą. Chyba nawet byłam zarozumiała :D

                                          > > Dlaczego nie?
                                          >
                                          > Bo nie są dziećmi.

                                          ee tam... wszyscy jesteśmy dziećmi tylko niektórzy o tym zapomnieli :D Nie lubię "być" dorosła, albo "czuć" cokolwiek to wszystko znaczy ;)
                                          • urko70 Re: c.d. 20.01.12, 13:42
                                            anna_sla napisała:

                                            > > Nie chcesz czyli wolisz mieć "durnowaty" charakter
                                            >
                                            > chyba tak :D akurat ta wada moja mi nie przeszkadza ;)

                                            Twoja wola, Twój wybór, tylko czy tylko Ty poniesiesz konsekwencje?
                                            Nie, ja nie.

                                            > > > Dlaczego nie?
                                            > >
                                            > > Bo nie są dziećmi.
                                            >
                                            > ee tam... wszyscy jesteśmy dziećmi tylko niektórzy o tym zapomnieli :D Nie lubi
                                            > ę "być" dorosła, albo "czuć" cokolwiek to wszystko znaczy ;)

                                            Otóż właśnie dorośli dojrzali różnią się od dorosłych niedojrzałych zachowujących się jak dzieci.
                                            • kalllka Re: 20.01.12, 14:07

                                              uhym.
                                              dorosli roznia sie tym od dzieci tym, ze sa dorosli.

                                              sa dzieci ktore nasladuja doroslych oraz dorosli, ktorzy zachowuja sie jak dzieci w okreslonym celu.
                                              • urko70 Re: 20.01.12, 14:16
                                                kalllka napisała:

                                                > uhym.
                                                > dorosli roznia sie tym od dzieci tym, ze sa dorosli.
                                                >
                                                > sa dzieci ktore nasladuja doroslych oraz dorosli, ktorzy zachowuja sie jak dzi
                                                > eci w okreslonym celu.

                                                I te dzieci można tak traktować, a dorosłych (imo) nie powinno się.
                                                • anna_sla Re: 21.01.12, 09:38
                                                  nie bądźcie tacy drętwi, życie wystarczająco i bez tego kopie w d... Spokojna rzeczowa rozmowa jeszcze nikomu nie zaszkodziła i nikomu korona z głowy nie spadnie jak porozmawia z drugą osobą, nawet mniej inteligentną jak z równym sobie bez jeżdżenia mu po ambicji i mieszania go z błotem. To się nazywa KULTURA. Większość społeczeństwa ma z tym problem..
                              • spawacz.drewna Re: c.d. 19.01.12, 12:56
                                czasami jak sie komus ostrzej nie powie to nie zrozumie, sorry ale jestem zdanie ze kaleka powiniec wiedziec ze jest kaleka

                                co do Twojego problemu - to Twoj problem, mnie jest obojetne ile wazysz zreszta nie tylko ja ale i kilka innych osob napisalo imo kilka wartosciowych uwaga i zamiast zrobic z tego mix i przedstawic swojemy trenerowi to dyskutujesz i grymasisz, zachowujesz sie jakbys miala poczucie winy i szukasz wytlumaczenia ale nie jestem psychologiem i PEWNIE sie myle

                                anno - spytalas, dostalas odpowiedz, koniec - ja wiem, ze ujemny bilans energetyczny w koncu sprawia ze waga spada ale jak odkrylas jakas metode na niejedzenie i niechudniecie to ja opatentuj i sprzedaj w Afryce

                                podsumowywujac - Twoja waga, Twoj problem ja co mialem napisac napisalem
                                • anna_sla Re: c.d. 19.01.12, 13:13
                                  > czasami jak sie komus ostrzej nie powie to nie zrozumie, sorry ale jestem zdani
                                  > e ze kaleka powiniec wiedziec ze jest kaleka

                                  no to źle sądzisz, bo jak powiesz kalece, że jest kaleką to nie zrobi nic z tym kalectwem. A słowa powinny być albo wyważone i spokojne albo motywujące. Skoro motywować nie chcesz, nie potrafisz to chociaż przedstaw na zasadzie chłodnej kalkulacji nie jeżdżąc po strunach poniżej poziomu.

                                  Chciałeś mnie uświadomić i dzięki Ci za to. Rady cenne, wrócę do nich później, na spokojnie pomijając to co mnie zraziło :) Nie usprawiedliwiam się i też starałam się jak najspokojniej wytłumaczyć jak to naprawdę wyglądało i wygląda. Tarczyca to nie jest tylko tarczyca, jak nadciśnienie nie jest tylko nadciśnieniem, jest to problem, z którym da się żyć, ale nie polega wyłącznie na łykaniu tabletek i wszystko jest ok i to chciałam CI uświadomić. Zarówno z jednym jak i z drugim wiąże się wiele innych małych trybików, które już nie trybią jak u zdrowego człowieka i bagatelizować tego nie można, bo to tylko tarczyca... Wiesz, że o mały włos przez tą tylko tarczycę nie dopuściliby mnie do zdawania na prawo jazdy? Lekarz się zaniepokoił i musiałam mu najpierw udowodnić, że hormony są od dłuższego czasu ustabilizowane, bez tego nie przepuściłby mnie.

                                  Skąd wiesz, że z trenerem nie rozmawiałam? :D

                                  Dobra, bo widzę, że się mocno irytujesz. Nie denerwuj się, dziękuję za wszystko i mimo wszystko miło z Tobą powymieniać się swoimi doświadczeniami i niedoświadczeniami :) miłego dnia :)
                                • anna_sla Re: c.d. 19.01.12, 13:14
                                  dodam tylko, że się nie tłumacze tylko bronię rękami i nogami przed jedzeniem więcej :D
            • spawacz.drewna Re: c.d. 18.01.12, 13:25
              Robisz z siebie ofiare. Znam kilka kobiet z problemami z tarczyca, robia regularnie badania, wala rano tabletke i zyja. Wiec zapomnij o tej tarczycy i zastanow sie co zrobic ze swoim organizmem, ktorego wprowadzilas w stan wojny i oszczedzania poprzez niejedzenie. Wszystko jest na internecie jak nie chcesz isc do dietetyka.
              Na poczatku jedz tyle ile Twoj organizm potrzebuje czyli nie wiem, ze 2k kalorii na pewno. Nie sciemniaj ze nie wiesz ile , bo wszystkie produkty maja wartosc kaloryczna z tylu. Jak nie masz ochoty na jedzenie to jedz najbardziej kaloryczne co moze byc a co mozesz jesc. Nie wierze ze nie uzbierasz - gruba anorektyczke to ja jeszcze nie spotkalem. Po kilku tygodniach waga ci na pewno skoczy ale tak ma byc. Potem lekko zmodyfikuj to wszystko obcinajac kolorie o jakies 500 na dzien. Cwicz spokojnie codzinnie bo liczy sie dlugosc a nie intensywnosc (na internecie tez mozesz sobie znalesc kalkulatory tetna). Potem to mozesz zmodyfikowac - w ciagu roku waga powinna spasc spokojnie o 30 kilogramow (w miare uplywu czasu spadek bedzie coraz mniejszy wiec te 10 kg dodalem). I tyle. Nie zaslaniaj sie tarczyca, bulimia czy tam czyms innym. Niezaleznie do tarczycy minusowe kalorie spowoduja sadek wagi - tarczyca to tylko utrudnia.
              Do widzenia.
              • anna_sla Re: c.d. 19.01.12, 08:44
                nie robię, rzeczywistość była inna, a jak nie znasz problemu z własnej autopsji to przestań się wymądrzać. Przeczytaj jakiekolwiek forum osób z chorobami tarczycy, wszyscy Ci napiszą dwa najważniejsze warianty: grunt to dobry lekarz, bo niestety nie każdy taki jest oraz wyregulowanie odpowiedniej dawki co też jakiś czas trwa. I ja akurat miałam kiepskiego lekarza, więc wybacz, samo łykanie tabletki nie rozwiązywało problemu, bo tabletka była nieodpowiednia. A sa schorzenia i lekarstwa na nie, przez które hormony tarczycy również ulegają rozregulowaniu i Ty o tym też nie wiesz, bo Ciebie to nie spotkało i zapewne nie spotkało Twoich znajomych.

                Nie zasłaniam się niczym, nie lubię dużo jeść, źle się czuję po dużej ilości jedzenia, ale to nie znaczy, że nic nie jem. To tak trudno zrozumieć?
                • spawacz.drewna Re: c.d. 19.01.12, 09:14
                  Nie badz zalosna, napisalem ze znam osoby z ta choroba, nadczynnosc, niedoczynnosc, Hashimoto itd. Zaslaniasz sie swoja choroba i szukasz wymowek - tarczyca tylko utrudnia odchudzanie a fizyki nie przeskoczysz jak dostarczas mniej kalorii niz zuzywasz to spadek wagi bedzie tak czy siak.
                  Teraz juz wiemy jaki jest twoj problem - jestes nieszczesliwa i robisz z siebie ofiare. Kobieto tysiace ludzi mi problem z tarczyca czy z hormonami, nie jestes pierwsza czy ostatnia.
                  • anna_sla Re: c.d. 19.01.12, 10:21
                    dobrze postaram się tym nie przejmować, tłumacze sobie to tym, że nie czytałeś co CI ostatnio napisałam.. i prośba, więcej tego nie rób..
            • yoko0202 spawacz ma rację 18.01.12, 13:54
              dietę masz fatalną, poszperaj po necie, idź do innego dietetyka, zacznij się ruszać


              anna_sla napisała:

              > , po prostu jem jak jestem głodna,
              i metabolizm siada, bo trzeba jeść regularnie

              > Chleba, ziemniaków, makaronów i kasz jem niewiele lub prawie wcale.
              bardzo niedobrze, makarony i kasze to węglowodany i są absolutnie niezbędne, bo dają energię.

              > Ja nie tyłam po dietach restrykcyjnych dlatego, że za
              > wsze ćwiczyłam minimum godzinę.


              Np. dziś od rana zjadłam jedno malutkie pętko (ok. 10cm długie, no
              > może 2-3cm średnicy) kiełbasy białej, wielką gruszkę i szklankę maślanki i nie
              > jestem głodna.
              dramat, kiełbasy to w ogóle nie skomentuję, gruszka to cukier, a maślanka to w większości woda, cukier + znikoma ilość białka

              > Jak nie jestem głodna nie będę jadła.
              to się nie dziw, że nie zrzucasz wag

              > A dietetyk np. popełnia jeden błąd, każe mi zjeść większe śniadanie, jak zjem większe śniadanie jestem opchana na cały dzień
              to tylko na początku, potem organizm się przyzwyczaja i zaczyna normalnie trawić

              > i to najczęściej pcha we mnie nabiał, a ja nabiału nie mogę jeść przez pierwsze 2 godziny po połknięciu tyroksyny, bo inaczej ograniczam jej wchłanianie.
              to zmień nabiał na węgle

              sorry, ale to naprawdę jest prosty rachunek matematyczny - spalasz więcej niż pochłaniasz = gubisz wagę
              • anna_sla Re: spawacz ma rację 19.01.12, 10:35
                może i ma, ale...

                MAŚLANKA
                wartość energetyczna w odniesieniu do 100g produktu wynosi-37kcal, białko-3, 4g. tłuszcz-0, 5g, węglowodany-4, 7g, składniki mineralne; sód-60mg, potas-150mg, -fosfor-80mg, wapń-110mg, magnez-13mg, witaminy B1-0, 04 mg, B2-0, 17mg. Maślanka zawiera wiele cennych składników mineralnych oraz bakterie kwasu mlekowego, które mają duży wpływ na smak tego napoju. Dla osób z nadwagą maślanka jest lepszym rozwiązaniem niż tłuste mleko. Jedyną wadą maślanki jest to, że zawiera mniej witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, przede wszystkim witaminy A.

                GRUSZKA
                Woda, tłuszcze, węglowodany, białka (g/100 gram gruszki):
                Woda: 84,0 g. Tłuszcze: 0,3 g. Białka: 0,5 g. Węglowodany: 13,0 g.
                KJ = 230

                Witaminy (mg/100 gram gruszki):
                B1: 0,03 mg. B2: 0,03 mg. B6: 0,015. C: 7 mg. E: -.
                Karoten: 0,0053 mg

                Minerały (mg/100 gram gruszki):
                Sód: 2,1. Potas: 130,0. Magnez: 7,8. Wapń 10,0. Fosfor: 15,0
                Żelazo: 0,26. Jod: -


                BIAŁA KIEŁBASA (parzona):
                Kalorie: 305 kcal
                Energia: 1276,1 kJ
                Białko: 18 g
                Węglowodany: 0,2 g
                Tłuszcz: 24 g
                Cholesterol: 72,8 mg
                Błonnik: 0,1 g
                Sód: 836 mg
                Potas: 323 mg
                Wapń: 22 mg
                Magnez: 22 mg
                Fosfor: 460 mg
                Żelazo: 2,1 mg
                Cynk: 3,2 mg
                Miedź: 0,2 mg
                Mangan: 0,1 mg
                Fluor: 0,1 mg
                Jod: 5,6 µg
                Witamina A: 18 µg
                Witamina D: 0 µg
                Witamina E: 0,2 mg
                Witamina K: 23,4 µg
                Tiamina: 0,2 mg
                Ryboflawina: 0,2 mg
                Niacyna: 7,8 mg
                Witamina B5: 0,6 mg
                Witamina B6: 0,3 mg
                Biotyna: 0,5 µg
                Witamina B9: 7,4 µg
                Witamina B12: 1,6 µg
                Witamina C: 2,2 mg



                Zobacz jak kiełbasa ma dużo potasu. Białkowego coś należy spożywać (choć robię to może od dupy strony). Poza tym biorąc moje predyspozycje zdrowotne potrzebuję dużo: Wit. z grupy B, wit. D, wapnia, magnezu, potasu i żelaza. Gruszki tak naprawdę mi nie wolno jeść ze względu na jej właściwości kamicotwórcze (tak rzekomo lekarz powiedział) i wzdymające, a mi nie wolno wzdymających produktów (np. kapusty, kalafiora, grochu, fasoli, winogron, arbuza, białego pieczywa itd.). Mimo to jest to obecnie jedyny owoc, który mi smakuje, a owoców i warzyw muszę spożywać dużo, by nie dopuścić do zaparć.
      • stra-ight Re: sorry długie, ale to po to byś zrozumiał 18.01.12, 10:13
        Z pewnością nie widziałaś wcześniejszych wątków, ale ja też schudłem w 9 mies. 15 kg... but who cares. Użalałem się nad sobą? Obwiniałem społeczeństwo, że przytyłem? Czułem się fatalnie i nieatrakcyjnie. Zacząłem biegać. Myślisz, że ktoś mnie motywował, że komuś zależało???

        Wylałaś swoje żale i dalej nic nie rozumiesz!!! Otyłość mojej żony działa na mnie bardzo dotkliwie. Wpływa na psychikę, z powodu czego też cierpi fizjologia. Zrozum to w końcu. JA JĄ KOCHAM, ALE NIE CHCĘ Z NIĄ SYPIAĆ!!!

        I z pewnością masz rację odnośnie zaburzeń w tarczycy, ale ustalmy sobie pewną rzecz. Jeżeli bilans kaloryczny na koniec dnia jest ujemny, to prędzej, czy później musisz schudnąć! Fizyki nie oszukasz. Załóżmy zupełnie hipotetycznie, że przez dwa tygodnie nie masz nic do jedzenia, tylko wodę do picia. Bez względu na zaburzenia hormonalne. Nie schudniesz? I jeszcze raz, to tylko przykład, aby uzasadnić moją tezę (proszę nie stosować bez opieki lekarza)!

        Tarczyca, a właściwie z nią związane zaburzenia, są powszechną wymówką dla otyłości. Dziwi mnie tylko, że większość tych "chorych" kobiet sport uprawiało ostatni raz w szkole średniej, i to jest żałosna prawda.
        • anna_sla Re: sorry długie, ale to po to byś zrozumiał 18.01.12, 12:54
          > Z pewnością nie widziałaś wcześniejszych wątków, ale ja też schudłem w 9 mies.
          > 15 kg... but who cares.

          nie widziałam, ale to nie jest w tej sytuacji ważne.

          Zmartwił mnie ten post. Współczuje Twojej żonie, szczerze. Ona potrzebuje wsparcia, a Ty jej nie chcesz go dać, bo nie o takie wsparcie chodzi o jakim Ty myślisz. Wam mężczyznom wiele rzeczy przychodzi łatwiej, potraficie się szybciej do czegoś zmobilizować, może to zależy od tego, że my za dużo myślimy, Wy tak nie kalkulujecie, nie zastanawiacie się. Szybko ważycie za i przeciw i jazda. A nas trzeba mobilizować, bo same mobilizujemy się dopiero jak osiągniemy dno.

          A skoro piszesz, że uważasz, że tarczyca jest wymówką dla otyłych to życzę Ci z całego serca abyś dostał niedoczynności tarczycy i użerał się z nią do końca życia.. od siebie dodam tylko tyle, że głodówki też głupia próbowałam. Ponad 2 tygodnie. Wiesz ile schudłam? 2kg, to tyle co spadek wody w organizmie, ale nie wiedziałam wtedy, że mam chorą tarczycę. A dietę kopenhaską znasz? To też prawie jak głodówka. Bilans po niej to 1kg, bo też bez tyroksyny. A wiadomo nikt nie wytrzyma bez uszczerbku na zdrowiu na głodówce czy diecie kopenhaskiej dłużej jak 2-3 tygodnie, a ja miałam trójkę małych dzieci w domu, więc miałam dla kogo żyć. Moja pani doktor śmiała się, że tarczyca to taki wredny organ, że przy niedoczynności nawet z powietrza zrobi tłuszcz, a przy nadczynności nawet z 30 pączków dziennie nie zostanie nic. To taki tylko żart, ale bardzo prawdziwy..
          • shedir1 Re: sorry długie, ale to po to byś zrozumiał 18.01.12, 13:52
            Autor napisał, że jego zona ma problemy z tarczycą ale nic z tym nie robi.
            Wiesz, ja jestem kobietą i wcale mu się nie dziwie. Kiedys sama byłam gruba 25kg nadwagi ale zabrałam się za siebie i juz od lat nie mam problemów z dodatkowymi kilogramami i nikt mi w to nie wierzy, ze kiedyś miałam nadwagę. A wiesz dlaczego? bo 4-5 razy w tygodniu jestem na siłowni i zdrowo się odzywiam. Nie mam diety, nie katuje się i pozwalam sobie czasami ale wicze i nie obijam się. Również uważam, że większośc grubasów tylko szuka wymówek, chciałaby ale żeby się samo zrobiło.Wiem, bo przez lata sama też tak robiłam.
            Czasami trzeba się wysilic, a nie tylko biadolic. Teksy, ż emężczyzną łatwiej itd to kolejne wymówki. Również urodziłam dziecko. Nawet w ciązy cwiczyłam kilka razy w tygodniu na siłowni bo po co mam się paśc w ciązy, ciąza to nie wymówka. Diecko urodziłam super zdrowe, kilkanaście miesięcy temu, a figure mam lepszą niż sprzed ciązy ale cwicze i nie obijam się. I jeszcze coś, wyjście na siłownie to nie wszytko. Należy cwiczyc a nie oszukiwac że się cwiczy jak większośc kobiet na siłowni...niestety.
            Autor sam zgubił nadwagę więc wie, ze się da ale trzeba się wysilic. Żonie chyba wydaje się, ze samo zniknie.
            • anna_sla Re: sorry długie, ale to po to byś zrozumiał 18.01.12, 20:00
              ale proszę Cię, nie porównuj wszystkie kobiety do siebie, bo naprawdę spora część kobiet funkcjonuje właśnie w taki sposób jak to opisałam i tego nie zmienisz, one muszą same tego chcieć. Ja cały czas próbowałam, nieudolnie, ale próbowałam i moim zdaniem nie masz prawa wieszać na mnie psów za to, bo nie biadoliłam tylko się wysilałam, na tyle na ile umiałam, na ile miałam siłę. Co z tego, że nieudolnie, wiele kobiet nawet tego nie robi.

              A co do ćwiczenia w ciąży, fajnie, że mogłaś. Ja nie mogłam, mi zabroniono nawet sexu i spacerów, bo mój organizm walczył z tymi ciążami i obie miałam zagrożone, w szpitalu lądowałam kilkakrotnie na podtrzymaniu. Urodziłam same wcześniaki, pierwsze ledwo dociągnięte do połowy 34 tc., drugie i trzecie (bliźniaki) z rozrywającym się brzuchem po poprzedniej cesarce, w bólach jeszcze miesiąc doleżałam do połowy 35tc. Dlatego leżałam i się pasłam jak świnka w obu ciążach. I nie życzę sobie by tego jakkolwiek komentować.

              Autor po prostu przytył, ona przytyła z zupełnie innego powodu i życzę powodzenia w gubieniu tego co hormony zrobiły z organizmem. Trzeba na to WIĘCEJ wysiłku niż przy zwykłym odchudzaniu. Nie każda ma na to siłę i ja to doskonale rozumiem, sama wielokrotnie podupadałam na duchu...
          • stra-ight Re: sorry długie, ale to po to byś zrozumiał 18.01.12, 14:57

            > Zmartwił mnie ten post. Współczuje Twojej żonie, szczerze. Ona potrzebuje wspar
            > cia, a Ty jej nie chcesz go dać

            Czy 11 lat wspierania i jakby nie było wierności, to mało? Czego oczekujesz? Że za nią schudnę?
          • korelacja_1 Re: sorry długie, ale to po to byś zrozumiał 18.01.12, 15:11
            >A nas trzeba mobilizować, bo same mobilizujemy się dopiero jak osiągniemy dno.

            Dlaczego generalizujesz? To czy ktos potrafi się mobilizować czy nie wynika z jego charakteru, a nie płci.

            > A skoro piszesz, że uważasz, że tarczyca jest wymówką dla otyłych to życzę Ci z
            > całego serca abyś dostał niedoczynności tarczycy i użerał się z nią do końca ż
            > ycia..

            Z tego co autor napisał, ale nie pofatygowałaś się specjalnie by przeczytać cały wątek i wszystkie jego wypowiedzi, żona nie leczy się. Gdyby podjęła terapię, z pewnością problem wagi udaloby się likwidować skuteczniej.
            Ale oczywiście, zawsze przecież można złorzeczyć i zwalać winę na wszystkich wokół, atomy w powietrzu, kwaśne deszcze i po problemie nie? Jeśli się czegoś nie chce, szuka się wymówek, jeśli się czegoś chce, szuka się sposobu.
          • urko70 Re: sorry długie, ale to po to byś zrozumiał 18.01.12, 15:13
            anna_sla napisała:

            > Zmartwił mnie ten post. Współczuje Twojej żonie, szczerze.

            Ja tez jej współczuję bo jest na dobrej drodze do spowodowania rozpadu związku.


            > Ona potrzebuje wspar
            > cia, a Ty jej nie chcesz go dać, bo nie o takie wsparcie chodzi o jakim Ty myśl
            > isz.

            On też ma swoje potrzeby i jakoś ona nie przejmuje się nimi. Ale oczywiście posługujesz się tylko JEJ optyką. Szkoda.


            > Wam mężczyznom wiele rzeczy przychodzi łatwiej, potraficie się szybciej do
            > czegoś zmobilizować, może to zależy od tego, że my za dużo myślimy, Wy tak nie
            > kalkulujecie, nie zastanawiacie się. Szybko ważycie za i przeciw i jazda. A na
            > s trzeba mobilizować, bo same mobilizujemy się dopiero jak osiągniemy dno.

            Ano wlasnie, kobiety często nagle zaczynają o siebie dbać, potem okazuje się że niedawno było rozstanie z mężczyzną i trzeba zadbać o siebie żeby nowego przyciągnąć. Szkoda, że wcześniej nie chodizły na basen aerobik czy inne takie tam.

            > A skoro piszesz, że uważasz, że tarczyca jest wymówką dla otyłych to życzę Ci z
            > całego serca abyś dostał niedoczynności tarczycy i użerał się z nią do końca ż
            > ycia.. od siebie dodam tylko tyle, że głodówki też głupia próbowałam. Ponad 2 t
            > ygodnie. Wiesz ile schudłam? 2kg, to tyle co spadek wody w organizmie, ale nie
            > wiedziałam wtedy, że mam chorą tarczycę.

            Głodówka oczyszcza, może powinnaś dłużej.

            > A dietę kopenhaską znasz? To też prawie jak głodówka.

            Tylko na początku. Zaraz potem jest przyzwyczajenie a w polowie to niektóryz nie mogą zjeść wszystkiego.

            > Bilans po niej to 1kg, bo też bez tyroksyny. A wiadomo nikt nie
            > wytrzyma bez uszczerbku na zdrowiu na głodówce czy diecie kopenhaskiej dłużej
            > jak 2-3 tygodnie,

            A powinno się max 13 dni.


            Reasumując, nie rób niemoty z już prawie dojrzałej kobiety. Partnerzy i owszem powinni się wzajemnie wspierać ale żeby facet dopraszał się żeby zaczęła wyglądać atrakcyjniej .... to jakaś pomyłka.
            • anna_sla Re: sorry długie, ale to po to byś zrozumiał 18.01.12, 19:49
              > ale żeby facet dopraszał się żeby zaczęła wyglądać atrakcyjniej .... to jakaś pomyłka.

              rzeczywiście pomyłka.. "kochanie jak schudniesz to się Tobą zainteresuję" jakby ta kobieta nie miała w sobie już nic interesującego. To jest pomyłka. Niech zmieni na inny model a i ona zacznie żyć i wyrwie się spod tej presji..
              • urko70 Re: sorry długie, ale to po to byś zrozumiał 18.01.12, 20:48
                anna_sla napisała:

                > > ale żeby facet dopraszał się żeby zaczęła wyglądać atrakcyjniej .... to j
                > akaś pomyłka.
                >
                > rzeczywiście pomyłka..

                To właśnie rzekłem.

                > "kochanie jak schudniesz to się Tobą zainteresuję"

                Nie. Po prostu jak nie zajmiesz się sobą to oddalimy się od siebie a w konsekwencji związek się rozpadnie.

                > jakbyta kobieta nie miała w sobie już nic interesującego.

                Miała, miała... w końcu mają dwoje dzieci.
                A serio, wiązeł się z zupelnie inną, zupelnie inna mu się podobała, jeśli ktoś oczekuje, że nagle facetowi przestanie podobać się szczupła sylwetka kobiety i zacznei podobać się grubaska to żyje iluzją.
                Kobieta, szczegolnie KOBIETA to tak fizyczność jak i duchowość. Oczekujesz, że nagle on wyrzeknie się fizyczności. A jeśli nie to jeszcze świnią?

                > To jest pomyłka. Niech zm
                > ieni na inny model a i ona zacznie żyć i wyrwie się spod tej presji..

                I tak też się stanie z jej przyczyny.... bo jej się nie chce wziąć za siebie - super. :(
              • korelacja_1 Re: sorry długie, ale to po to byś zrozumiał 18.01.12, 21:21
                > rzeczywiście pomyłka.. "kochanie jak schudniesz to się Tobą zainteresuję"

                Cóż, waga z pewnością nie ma nic do interesowania się życiem, uczuciami, poglądami, zmartwieniami ukochanej osoby, ale czy Ci się to podoba czy nie, zainteresowanie pod kątem seksu nie bierze się z powietrza. Jeśli żona podobała mu się jako względnie szczupła kobieta, to choćbyś 1000 razy temu zaprzeczała, jako gruba podobać się nie będzie i to bynajmniej nie ze złej woli autora.
                • anna_sla Re: sorry długie, ale to po to byś zrozumiał 18.01.12, 21:44
                  wybaczcie, ale ja naprawdę mam inne poglądy w tej materii. Mój mąż jest żywym dowodem na to, że można kochać i pragnąć zarówno szczupłą jak i tą samą ale grubą kobietę. I nie jest to odosobniony przypadek z mojego otoczenia. Wg mnie jest to pewien wyższy poziom dojrzałości i strasznie szanuję tych wszystkich facetów.
                  • urko70 Re: sorry długie, ale to po to byś zrozumiał 18.01.12, 22:07
                    anna_sla napisała:

                    > wybaczcie,

                    Wybaczamy.

                    > ale ja naprawdę mam inne poglądy w tej materii.

                    Masz do nich pełne prawo. Nie masz natomiast prawa zarzucać innym, że są niewporządku bo nie pociąga ich fizycznie zupelnie inna kobieta.

                    > Mój mąż jest żywym d
                    > owodem na to, że można kochać i pragnąć zarówno szczupłą jak i tą samą ale grub
                    > ą kobietę.

                    Bo jak wiadomo kazdy jeden facet jest dokladnie taki sam jak Twoj mąż (zakladając że ejst naprawdę tak jak piszesz).

                    > I nie jest to odosobniony przypadek z mojego otoczenia. Wg mnie jest
                    > to pewien wyższy poziom dojrzałości i strasznie szanuję tych wszystkich facetó
                    > w.

                    No, no no.... nie ma to jak przywalić chłopu że jest mały bo nie podobają mu się wszystkie sylwetki i równocześnie anis łowa nt kobiety która przytyła 30kg i nic z tym nie robi.
                    • anna_sla Re: sorry długie, ale to po to byś zrozumiał 18.01.12, 22:16
                      > No, no no.... nie ma to jak przywalić chłopu że jest mały bo nie podobają mu si
                      > ę wszystkie sylwetki

                      oj tam, oj :D Nie chodzi o podobanie sylwetki jakiejkolwiek kobiety, ale kochanie, akceptowanie zmian następujących w ukochanej kobiecie :). Wierz mi ja wciąż mimo swej wagi jestem pociągająca i sexi :D a ostatnio nawet mężczyźni na ulicy się zaczęli za mną oglądać i nikt nie wie i chyba nie widać, że ważę aż tyle :P. Troszkę zmieniłam najpierw image i to zostało zauważone najpierw, a dopiero teraz widać też jakikolwiek spadek (rewolucją bym tego nie nazwała, ale zawsze ;)) w obwodzie :)
                      • urko70 Re: sorry długie, ale to po to byś zrozumiał 19.01.12, 09:07
                        anna_sla napisała:

                        > > No, no no.... nie ma to jak przywalić chłopu że jest mały bo nie podobają
                        > mu si
                        > > ę wszystkie sylwetki
                        >
                        > oj tam, oj :D Nie chodzi o podobanie sylwetki jakiejkolwiek kobiety, ale kochan
                        > ie, akceptowanie zmian następujących w ukochanej kobiecie :).

                        Chodzi dokładnie o to co wskazałem. Przy danym wzroscie zmian wagi o 30kg wychodzi poza naturalne zmiany zachodzące w orgraniźmie.
                        Pociąg seksualny jest w dużym stopniu warunkowany fizjonomią.


                        > Wierz mi ja wciąż mimo swej wagi jestem pociągająca i sexi :D

                        Różne są gusta ale nie o nich tu piszemy. Jednym podobają się takie, a innym inne kobiety ale jak wielu mężczyznom podobają tak samo: szczupłe i te z istotną nadwagą?


                        > a ostatnio nawet mężczyźni na ulic
                        > y się zaczęli za mną oglądać i nikt nie wie i chyba nie widać, że ważę aż tyle
                        > :P. Troszkę zmieniłam najpierw image i to zostało zauważone najpierw, a dopiero
                        > teraz widać też jakikolwiek spadek (rewolucją bym tego nie nazwała, ale zawsze
                        > ;)) w obwodzie :)

                        Gratulacje dla Ciebie!
                        Jednak tu mowa o zupelnie czymś innym, mowa o tym ze autorowi podoba się sylwetka kobiety z jaką się wiązał a nie sylwetka z 1,5x szersza i on ja widuje nie tylko w ubraniu.
                  • korelacja_1 Re: sorry długie, ale to po to byś zrozumiał 18.01.12, 22:38
                    > Mój mąż jest żywym d
                    > owodem na to, że można kochać i pragnąć zarówno szczupłą jak i tą samą ale grub
                    > ą kobietę

                    Może nie tyle jest przykładem co przypadkiem. Ludzie są różni, to też weź pod uwagę. Jednych podniecają szczupłe, innych grube. Takie jest życie psze Pani
              • stra-ight Re: sorry długie, ale to po to byś zrozumiał 18.01.12, 21:41
                Niech zmieni na inny model a i ona zacznie żyć i wyrwie się spod tej presji...

                Dlaczego się tak upierasz, duma Ci stanęła na przeszkodzie? Właśnie ta cholerna duma i robienie innym, też partnerowi i w efekcie końcowym sobie samej na przekór...

                Ja mu teraz pokażę i przytyję jeszcze 10 kg! Ha!

                Well, miłego tycia...
                • anna_sla Re: sorry długie, ale to po to byś zrozumiał 18.01.12, 21:46
                  i to jest właśnie to czego Ty nie rozumiesz, przykro mi. Dalsza dyskusja nie ma sensu.
    • ursyda Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 10:55
      stra-ight napisał:

      > Nawet czysto fizjologicznie rzecz biorąc - nie działa przy niej hydraulika...
      Czy macie/ znacie podobne doświadczenia? Jak sobie z tym radzić

      Tak, wzywamy innego hydraulika. Może być ten polski.
      • mariuszg2 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 13:06
        Ulcia! wróciłaś?
        • ursyda Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 20.01.12, 20:14
          caly czas jestem:)
    • urko70 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 14:43
      stra-ight napisał:

      > Czy macie/ znacie podobne doświadczenia? Jak sobie z tym radzić

      Rozmowa, przykra, trudna ale rozmowa, w której mowisz że czujesz się lekceważony, mówisz, że czujesz, że żonie nie zalezy na tym aby Ci się podobała. Przyczyny moga byc różne począwszy od obżartswa skończywszy na choprobowych ale coś z tym trzeba zrobić. Tak, trzeba bo wcześniej czy póżniej potrzeby fizjologiczne wezmą górę i weźmiesz się za inną atrakcyjną.

      Jesli nie przeprowadzić tej rozmowy to w przyszłości będziesz mógł to sobie wyrzucać. Jeśli przeprowadzić to jest szansa, ze żona coś zmieni a jeśli nie zmieni to nie będzie mogła mieć ewentualnych argumentów.

      Wszelakich diet jest od groma, dietetyków również sporo, a życie ma się tylko jedno.

      Jeśli pominiesz ww rozmowę i ulegniesz urokowi fajniejszej kobiety to będziesz miał spore wyrzuty sumienia.
      • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 15:07
        Tak... to jest właśnie mój problem. Jeżeli odejdę od niej (znów pomijam kwestię dzieci, która wcale nie jest nieważna), to poznam inną kobietę i z czasem pojawią się (może) nowe/inne problemy. Tak, tego też się obawiam.

        Obawiam się też, że zostanę, ona nie schudnie, a ja jako 70-latek będę myślał o tym, że mogłem coś zrobić a nie zrobiłem. Jak zawsze w życiu, nie ma dobrych, czy złych decyzji. Są tylko ich konsekwencje. Zamkniesz jedne drzwi, otwierasz drugie. Nigdy się nie dowiadując, co byłoby, gdybyś otworzył/otworzyła te inne...

        Cieszę się, że pojawiło się tyle postów, bo mam świadomość, że też innym zależy na wyglądzie - własnym i partnera.
        • urko70 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 15:18
          Nie rozważaj odejścia zanim nie spróbujesz wszystko co możesz aby naprawić to co zepsute, świadomość tego, ze zrobilo się wszystko jest bardzo wazna.

          Świadomość utraconych szans / okazji / lepszego życia też bardzo ważna.

          Ludzie dorosli rozmawiają, nie proszą na kolanach "wyglądaj łądniej" ale jasno komuniką swoje potrzeby oczekiwania etc.
          • mariuszg2 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 15:25
            no wlasnie i streight to rozumie chce znalezc kogos kto bedzie odpowiadal rozumieniu jego problemu...pragmatyzm...
      • mariuszg2 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 15:23
        urko nie filozuj....zycie jest ciekawsze
        • urko70 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 15:28
          mariuszg2 napisał:

          > urko nie filozuj....zycie jest ciekawsze

          Ale rano trzeba spojrzeć w lustro... i chodzi o to aby żyło się ciekawie ale rano można było na siebie patrzeć i niekoniecznie o 5ej zruywać się i wracac do domu.
          ;)
          • mariuszg2 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 15:33
            oj ta zaraz patrzec w lustro.... wszak piekna jestes bez patrzenia :)...
            • urko70 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 15:52
              "Przystojny jestem i dobrze mi z tym" ?
              • mariuszg2 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 16:06
                nieeeee.... spokojnie.... jestem typową męską szowinistyczną świnią...bez odcienia tęczy...
    • masher Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 15:15
      zagospodaruj wam obojgu czas. zapisz was na poczatek na jakas joge. spokojne cwiczenia, luzna atmosfera, poprawi to troche wam ciala i przekona do regularnosci cwiczenia. po jakims czasie wezmiecie sie za jakas wspolna aktywnosc, znajdziecie sobie jakis sport czy zainteresowanie wymagajace ruchu. chocby taki geocaching, czyli lazenie po swiecie z gpsem i zabawa w znajdowanie skrzynek. frajda ze znajdowania, frajda z lazenia, duzo ruchu... trzeba tylko umiejetnie zaczac zmieniac swoj maly swiat. bo wybacz, to ze ci zona sie roztyla to zadna wymowka od niczego. nie poslubiles modelki, nie miales w zapisie ze cale zycie bedzie robila za wieszak. a marudzeniem, kwekaniem i cudaczeniem niczego nie zmienisz ani tez kompletnie nie poprawisz sytuacji :] wiec zajmij sie tematem z glowa a nie od dupy strony i zmien wasz styl i tryb zycia. z siedzacego na ruchomy.
    • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 16:01
      Wiecie co Wam powiem! To byłoby faktycznie coś! Mieć taką żonę, która po prostu wskoczyła by w takie obcisłe spodnie do biegania (w jakich sam biegam :P) i powiedziała - Myszko, zawijaj się w spodenki, śmigamy pobiegać... A jak przybiegniemy, to mnie tak porządnie zerżniesz...
      - Mówisz i masz - odpowiedziałbym...
      • moniapoz Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 16:48
        hehe....no wizja naprawdę piękna :))

        może u Ciebie jest jakaś szansa, że się spełni ? próbuj ! rozmawiaj !
        powodzenia !

        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
    • rubarom Znowu trollujesz? 18.01.12, 20:01
      Tylko teraz uważaj na tzw. szczegóły - no i żeby nic o zarobkach się nie wypsnęło...
    • amanda-lear Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 21:22
      Zaprowadz zone na badanie hormonow. szczegolnie dotyczy to tarczycy. niedoczynnosc wplywa na wage bardzo mocno, ale to nie jedyny problem. Spada wtedy libido, dochodzi apatia a niewlasciwa praca tarczycy moze spowodowac nieodwracalne zmiany w organizmie. Moze wysiasc serce, moze dojsc do depresji. To czy sie z zona chce czy tez nie to drugorzedna sprawa, to czy dzieci beda miec matke jest chyba wazniejsze. A choroba tarczycy to bardzo podstepna i wredna choroba i wbrew pozorom bardzo grozna
      tu masz linki, poczytaj sobie i naklon zone na badania i leczenie.
      forum.gazeta.pl/forum/f,94641,Choroby_tarczycy_i_hashimoto.html
      forum.gazeta.pl/forum/f,24776,Hashimoto_.html
      forum.gazeta.pl/forum/f,24712,Tarczyca_doroslych_i_dzieci.html
      • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 18.01.12, 21:48
        Dziękuję. Temat jednak nie jest mi obcy... Jej też nie. Zna doskonale możliwe skutki. Ale to sprowadza się do tego, że ja musiałbym robić jej terminy i dbać o to, aby tam chodziła... Proszę Cię, to nie tak ma funkcjonować. Ona musi choć trochę chcieć.

        Kiedyś jej powiedziałem wprost, jak nie chcesz dla mnie, to schudnij dla siebie. Może się rozejdziemy, może dla innego faceta będziesz chciała być atrakcyjna - ale zrób coś ze sobą do cholery!

        To było jakiś rok temu...
        • olewka100procent Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 19.01.12, 00:21
          że tak zmienie temat. Ktos tu napisał że autor wyolbrzymia nadwagę żony,i czy nie mógłby wręcz tego zaakceptować . Śmieszy mnie to zawsze, bo to jest tak, jakby facetowi hetero powiedziec że może by jednak się skusił na innego faceta ,,bo on przeciez taki przystojny,,
          • amanda-lear Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 19.01.12, 01:06
            rzecz ujmujac uczciwie ludzie w wiekszosci to wzrokowcy, wiec trudno by wyglad nie mial znaczenia na nasze postrzeganie innych. facet twierdzi ze kocha zone ale nie ma checi by z nia wspolzyc. poza tym przyznal sie ze jakies toksyczne relacje tez tam sa. takze problem jest wieloraki i my tu tego nie rozwiazemy.
          • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 19.01.12, 20:50
            bo to jest tak, jakby facetowi hetero powiedziec że może by jednak się skusił na innego faceta ,,bo on przeciez taki przystojny,,

            He, trafiona analogia! :D
    • czarna.mysza Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 19.01.12, 11:55
      a ja tak ogólnie napiszę z własnego doświadczenia..
      każdy może schudnąć. ja borykam się z tym prolemem od około 10 lat. i praktycznie ciągle się odchudzam. Mam 175cm, obecnie waże 69 (w porywach do 73, ale potem przychodzi opamiętanie). Najwięcej w swoim życiu ważyłam 95 kg!! Po każdym schudnięciu ciężko jest ten efekt utrzymać i wymaga to nieustannej walki ale można! Niestety trzeba się ciągle pilnować i to jest najtrudniejsze, bo samo schudnięcie to jeszcze, ale gorsze nas czeka potem.. Jest mi tym bardziej trudno, że uwielbiam gotować, piec, i robię to podobno rewelacyjnie, no i lubię też jeść ;)Ale musze się pilnować bo taki już mam organizm.. I nie jest prawdą, że nasz facet musi nas akceptować i pożądać jak się roztyjemy.. Nie musi. O związek trzeba walczyć przez cały czas jego trwania a nie tylko na początku. I uo nie chodzi o przybranie kilku kg, czy raz niepomalowane paznokcie, ale jak kobieta przytyje 30 kg i nie chce nic z tym zrobic to jest poważny problem.. Dbajmy o siebie Panie! A nasi faceci będą za nami zawsze szaleli :)

      • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 19.01.12, 20:46
        > O związek trzeba walczyć przez cały czas jego trwania a nie tylko na początku.

        G-Sus. O nic innego, jak o takie nastawienie mi chodzi!

        Dziewczyno, nie wiem kim jesteś i skąd pochodzisz, ale dokładnie tego oczekuję.

        I jak piszesz, nie chodzi mi o jakieś 5, czy 6 kg, jak to w reklamach. Gdyby ona ważyła między 60 a 70 kg, nie siedziałbym tu na forum. Nie musi ważyć jak kiedyś (55 kg przy 170cm)... Niech waży 70kg i mieści się w rozmiar 40 i jest git. Ale ona wazy ponad 90kg i nosi chyba 46...
        • czarna.mysza Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 19.01.12, 22:13
          Porozmawiaj z nią szczerze i spokojnie.. Musi być świadoma czym ta sytuacja może się dla Was skończyć, dla Waszego małżeństwa.. Skoro jest problem, to jakieś rozwiązanie trzeba na niego znaleźć, najlepiej jak rozwiązanie znajdziecie wspólnie.. Ja bym wolała, żeby mój facet powiedział co go gryzie, i zwykle tak robi ;) Może dlatego tak dobrze nam się układa, bo potrafimy powiedzieć sobie o wszystkim i zdrowo podchodzić do problemów, których 99% jesteśmy w stanie rozwiązać.. Tak wiele zależy przecież od nas samych.
          • yoko0202 Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 20.01.12, 00:47
            czarna.mysza napisała:

            > Porozmawiaj z nią szczerze i spokojnie.. Musi być świadoma czym ta sytuacja moż

            ale takich rozmów chyba już trochę było, bo to trwa podobno 11 lat...
            szczerze mówiąc to podziwiam autora
            mój były kiedyś przytył z ok. 100kg (ogólnie był duży i wysoki) do prawie 150... przestał mieścić się w fotel i nie bardzo rozumiał, dlaczego po ok dwóch latach takiej sytuacji między nami nie jest dobrze... [ja od lat ważę ok. 50 kg i zapylam na siłownię i bieganie, więc wyobraź sobie łóżko w takiej sytuacji, no tragikomedia...]. to już nie chodzi o wagę jako taką, tylko o ogólnego niechcieja z drugiej strony i wyraźny sygnał, partner ma nas w doopie.

    • fajnajozia Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 20.01.12, 17:26
      A ja zmieniam image:D Zawsze się pilnowałam, po dzieciach też i teraz już mnie to wkurza. Chcę wyglądać tak, tylko z ciemnymi włosami, te chude pupy są ble i w dodatku idiotyczne diety. Basta!:
      e2.pudelek.pl/p2511/90e85cc9000be9074e3b25f9
      • fajnajozia Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 20.01.12, 17:30
        i z boku:

        1.bp.blogspot.com/-H6XBqXyYuAw/TjvSf_9NRoI/AAAAAAAAAlI/9k022ETWn48/s1600/d90ceede0017cb2c4e3b2603.jpg
      • moniapoz Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 20.01.12, 17:51
        no fajna ta modelka, wcale nie szczupła ale też nie gruba......ona chyba nie waży 90 kg, bo jakieś kształty ma, wcięcia i itp....no i szyję zgrabną :))

        kto zacz ?

        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • fajnajozia Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 20.01.12, 17:57
          to modelka xxl. O wcięcie trzeba zadbać. Trochę ćwiczeń nie zaszkodzi i dla zdrowia. No i kremówka:D Odpowiednie ubranie (wiadomo, że wtedy ciuchy na nastolatkę odpadają), zadbana cera i żyjesz dobrze następne 40 lat:D
          • fajnajozia Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 20.01.12, 18:00
            a to jest modelka vogue: teraz zaczynają lansować kobiety:)
            cekin.pl/modelki/piekno-w-rozmiarze-xxl-219
            • fajnajozia Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 20.01.12, 18:09
              A tu wklejam takie 90kg. Może facet (autor wątku) skąpy jest i nie pozwala zadbać odpowiednio żonie. Tu niestety potrzebnych jest trochę pieniędzy: na dobre ciuchy, dobry makijaż, dobrą pielęgnację ciała. No i dobre buty:D
              bbw.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?534206
              • moniapoz Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 20.01.12, 18:18
                autor napisał, że jego żona nie chce dbać o siebie, on jej nie broni a nawet by chciał :)

                a a propos zdjęć - nie wierzę, że one ważą 90 kg....no chyba, że mają + 180 cm wzrostu, pytanie ile mierzy żona autora wątku
                wzrost ma znacznie i zmienia postać rzeczy - te modelki nie są szczupłe, ale krągłe i to apetycznie :)

                ------
                Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                • fajnajozia Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 20.01.12, 18:26
                  W tym ostatnim linku te modelki przed końcem, mają łatwo 90kg. Oczywiście, że są dobrze sfotografowane. Ale jeśli ma się to wcięcie (o to można powalczyć), zadbane włosy i odpowiednie do figury ciuchy, to można być sexy nawet przy 90 kg. No może to jednak za dużo. Ale chętnie przytyję nawet do 75 i zobaczę jak to jest. No i obowiązkowo wysokie obcasy:D Całe życie na płaskich latałam.
                  • moniapoz Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 20.01.12, 18:39
                    to powodzenia :)
                    ja całe życie na wysokich obcasach bo je uwielbiam, wcięcie w talii mam, a 90 kg czy nawet 75 kg bym nie przeżyła....choćby ze względu na wielki cyc który jest tego konsekwencją :) a ja wole średni :)

                    ale co kto lubi :))

                    ------
                    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                    • moniapoz Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 20.01.12, 18:44
                      i jeszcze jedno - te modeli mają piękne rysy twarzy, a nie każdy w życiu codziennym je ma
                      tak samo jest z Nigella Lawson (tą od gotowania): tyła, tyła....i nadal była piękna
                      teraz się odchudziła i niektórzy mówią, że wygląda gorzej, ale dla mnie jej twarz zawsze była piękna - nie każdy tak ma, niektórzy tyją też mocno na twarzy i maja głowę zlaną z tułowiem dzięki grubej szyi - a to nie jest ładne

                      ------
                      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                      • fajnajozia Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 20.01.12, 18:50
                        nie każdy tak ma, niektórzy tyją też mocno na twarzy i maja głowę zlaną z tułowiem dzięki grubej szyi - a to nie jest ładne

                        No nie jest. Cyc do pasa też nie jest. Czyli wychodzi na to, że każdy musi znać swoją granicę. Generalnie chodzi mi o to, żeby zamiast katowania się dietami, żeby zatrzymać wagę na 60kg, odpuścić i nabrać trochę ciała. Zwłaszcza kobiety po 40 stce. Chude wydają mi się brzydkie. Widać zmarszczki (albo botox:), starają się dorównać młodym dziewczynom, zamiast cieszyć się ze swojej dojrzałości i umiejętnie to eksponować. Pewnie się da. Poeksperymentuję i się odezwę.
                        • moniapoz Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 20.01.12, 19:02
                          sorki, chyba wcześniej się nie rozumiałyśmy ale z takim podejściem jak teraz opisujesz zgadzam się w 100 %
                          40-stka to nie nastolatka :) i ten wiek ma swoje prawa i chudość niestety postarza.
                          odchył w każdą stronę ma więc swoje złe konsekwencje....trzeba próbować testować ale też ćwiczyć choćby po to, żeby to wcięcie w tali mieć :)

                          ------
                          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                          • barbibarbi Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 31.01.12, 11:14
                            > 40-stka to nie nastolatka :) i ten wiek ma swoje prawa i chudość niestety posta
                            > rza.

                            odwrotnie, to otyłość postarza i to znacznie. Przesadna chudość nie wygląda dobrze, ale zwłaszcza wtedy gdy otyła osoba schudnie do rozmiaru 34. Jednak kiedy szczupła sylwetka towarzyszy człowiekowi przez całe życie to nie postarza, zapewniam cię. Ja ważę tyle samo od wielu, wielu lat, zawsze byłam szczupła i pilnuję aby nie przytyć.
                            • moniapoz Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 31.01.12, 13:13
                              tak otyłość postarza i to bardzo, ale zbytnia chudość postarza również.......zwłaszcza twarz kobiety. skąd to wiem - bo swego czasu mocno schudłam, choć nigdy nie byłam jakoś szczególnie wielka (rozmiar 38) i nie wyglądało to dobrze :)
                              tak więc ja pisałam o chudości a nie o szczupłej zdrowej sylwetce.

                              ------
                              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
              • barbibarbi Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 31.01.12, 11:22
                u niestety potrzebnych jest trochę pieniędzy: na dobre c
                > iuchy, dobry makijaż, dobrą pielęgnację ciała. No i dobre buty:D
                >


                no i dobre oświetlenie, filtry fotograficzne, i obróbka graficzna - a o to w codziennym życiu raczej trudno, przyznasz. Chyba że facet będzie patrzył na swoją żonę wyłącznie przez obiektyw ap. fotograficznego i łaził za nią z lampami rozpraszającymi światło aby cellulit nie był widoczny. A nie łatwiej tak po prostu schudnąć? Mnie nie przekonują te fotografie, niech te panie pokażą swoje prywatne zdjęcia z plaży, wtedy pogadamy.
      • stra-ight Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 20.01.12, 19:49
        Hej, ale ta laska na zdjęciu daje rady! Ja też lubię, gdy kobieta ma na czym usiąść i czym oddychać ;) Jak dla mnie jest fajna.
        • olewka100procent Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 20.01.12, 21:41
          ludzie czym wy sie podniecacie, zdjęciami zrobionymi i wypracowanymi w każdym szczególe przez profesjonalistów ? mnie to nie bierze . Tymbardziej że każda tam jest dobrze ustawiona/wypozowana i ma luźne ciuchy , a modelka w obcisłej sukience ma bankowo gorset pod nią, żeby ukryć fałdy . Nie mam nic przeciwko tym kobietom, twarze ładne , no wiadomo makijaż robił do zdjęć zawodowy wizażysta . nie porównujmy ,,zwykłej,, kobiety otyłej do modelki plus size
    • aenes Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 31.01.12, 10:51
      Drogi autorze wątku, nie jesteś szowinistyczną świnią! Wbrew niektórym (szczęśliwie niewielu) opiniom na forum. Z tego, co piszesz bardzo się starałeś przez te 11 lat zmienić sytuacje - prośbą, groźbą, zachętą i zniechętą. Nie wiem z czego wynika taki upór Twojej żony, tym bardziej że nie chodzi tu tylko o kwestie estetyczne (waga), ale też zdrowotne (tarczyca). Niechęć do leczenia się przypomina mi raczej działania rozpuszczonego dziecka. Wiem, że rozmawiałeś już z żoną wielokrotnie, ale mnie nie przychodzi do głowy żadne inne rozwiązanie niż kolejna, krytyczna rozmowa. Zacznij od tarczycy, nie od wagi. Niech idzie do lekarza! Jak powie: nie, to dlaczego nie? Twoja żona ma w gruncie rzeczy szczęście posiadać takiego faceta i musi w końcu się ogarnąć, chociażby dla własnego zdrowia.
    • kate-bush Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 31.01.12, 12:56
      Przeczytałam większośc postów, odpowiedzi i nasuwa mi się taka myśl. Do czego ten świat zmierza... Żona ma problem z wagą... Ok. Czy to jest jej jedyna wada, czy może dba o dom, dzieci, ma inne zalety. Czemu wygląd w dzisiejszych czasach przysłania nam samą wartośc człowieka. Ta pogoń za idealną sylwetką, ta chęc przypodobania się płci odmiennej za wszelką cenę. Pan mąż schudł i jest z tego taki dumny. Oczekuje tego od współmałżonki a ona o zgrozo jest chora i nie chce się jej. Dla niedoinformowanych hormony odpowiadają także za psyche i w tym przypadku za apatię i tzw. niemoc. Takie to proste a jednak jak widac mało czytelne dla Pana małżonka, który chce miec szczupłą żonę i z nią biegac. Sorry ale w przypadku tego Pana kłania się kryzys wieku średniego. Może coś przeoczyłam ale Pan pisze, że dzieci są małe, więc zapewne chorują. Mam pytanie kto wówczas opiekuje się, przejmuje się dziecmi, kto chodzi z nimi do lekarzy? No chyba, że się mylę i mamy tu przykład ojca idealnego tak rzadko spotykanego w dzisiejszym społeczeństwie. Też mam dziecko, mam ciężką stresującą pracę, na zmiany i bardzo chciałabym pójśc na siłownię, miec na to siłę, czas ale nie mam bo mój szanowny małżonek także pracuje i nie mam z kim zostawic dziecka a to przecież jest istota ludzka trochę ważniejsza od moich zaokrągleń. Nie jestem gruba, nie ważę 90 kg, ale chciałabym np wyglądac tak jak przed ciążą a byłam b. szczupła i b. wysportowana, ale to se ne wratil bo nie mam tyle czasu dla siebie ile bym chciała, pozwalającego na udanie się na siłownię czy inny fitness bo jest DZIECKO... Niech sobie Pan wyobrazi, że żona zapada na chorobę np typu nowotwór, traci włosy, piersi. Wątpię z Pana podejściem do kobiety aby Pan był przy swojej żonie w chorobie. W przypadku Pana żony jest najważniejsze ZDROWIE! Moja matka też jest chora na tarczycę i jest niestety gruba. Leczy się w Prywatnej Klinice. Ma komfort nie ma kolejek, zapisów ale różnie bywa z lekarzami i ich zaangażowaniem. Oprócz tarczycy ma astmę. Panu brakuje jedynie miłości do żony bo waga żony to nie wszystko... Taki dzisiejszy świat i takie płytki relacje... Ciekawe co by Pan powiedział gdyby zaczęła tylko sobą sie interesowac tj. nie ma czasu na ugotowanie obiadu, na zrobienie zakupów, na kąpiele codzienne dzieci, na odbieranie, przyprowadzanie ich z przedszkola, szkoły bo ona musi iśc najpierw na siłownię, później na solarium, na basen i nie ma już czasu na męża i dzieci. Tego życzę biednemu odchudzającemu się mężowi, autorowi postu...
      • barbibarbi Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 31.01.12, 13:31
        nie zgadzam się z tobą, też mam wiele obowiązków i dziecko, ale bez przesady poza pierwszymi miesiącami z maluchem potem można znaleźć czas dla siebie. Brak dbałości o siebie w związku dla mnie jest równoznaczne z brakiem szacunku do drugiej osoby. Ja rozumiem, że pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, nie będę mieć żalu do męża gdy wyłysieje, ale gdyby się zapuścił, wyhodował grzyba na paznokciach, przestał chodzić do dentysty czy przytył 30 kilo, to byłby znak że mu na mnie nie zależy. Inną sprawą jest ciężka choroba, wtedy wygląd nie ma znaczenia i nie zostawiłabym faceta dlatego że się zmienił w chorobie. Ale autor wyraźnie pisze że jego żona ma jakieś kłopoty zdrowotne, ale się nie leczy, to jest jej wybór tak samo jak obżeranie się.
        • kate-bush Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 31.01.12, 14:42
          Myślę, że nic nie wiemy na temat tej kobiety a Pan mąż ją nam skutecznie obrzydził. Siebie za to przedstawiając w samych superlatywach... He, he... Pan jest bardzo z siebie dumny, że schudł i w dalszym ciągu nie rozumie, że żona jest chora i dlatego trudno jej schudnąc, plus jej brak samozaparcia. Ok. nie leczy się. Ja mam matkę chorą na tarczycę, więc mogę przypuszczac jakiego pokroju jest to osoba. Hormony mają wpływ na psychike i na apatię, różne dziwne zachowania. Czemu temu panu nagle zaczęła przeszkadzac nadwaga żony po upływie 11 lat, gdy dobija wieku średniego? Wcześniej odpowiadały mu obiadki, dbanie przez nią zapewne o gniazdko domowe. Teraz schudł i oczekuje tego samego po żonie, która jest chora i urodziła mu dzieci!!! Nie on nie jest chory, nie urodził dzieci. Czemu nadwaga żony nie przeszkadzała mu gdy nie był w tzw. wieku średnim i gdy sam był gruby????!!!! Wg. mnie nie ma ratunku dla tego związku bo żona nie pójdzie do lekarza z nieznanego nam powodu, którzy zapewne istnieje ale z którym nie podzieli się z nami Pan mąż bo albo go nie zna albo co jest najpewniejsze nie interesuje go. Pani żona zapewne jest przy kości i ma problem z wagą gdyż ma jakieś problemy natury psychicznej. Nie, nie choroba psychiczna ale potrzebuje pomocy psychologa bo jak widac w ich małżeństwie nie dzieje się dobrze i to od dawna. Ciekawe dlaczego... Pewnie czuje się przy nim super kobietą. Z opisu Pana wynika, iż przedmiotowa żona nie ma żadnych zalet a dla niego liczy się obecnie tylko jej wygląd co w linii prostej prowadzi do znalezienia sobie młodszej partnerki przez Pana męża, która jeszcze nie powiła dzieci i nie ma różnorakich problemów zdrowotnych. A jak widac dla Pana wygląd ma kolosalne znaczenie. Oby nowa, młoda partnerka o idealnej figurze gdy za ok. 10 lat zacznie mu naprawdę szwankowac zdrowie potraktowała go równie przedmiotowo jak on swoją obecną żonę. Powtarzam znamy relację tylko jednej strony. Gwarantuję, że gdybyśmy wysłuchali tej pani sytuacja wyglądała by diametralnie odmiennie. Oj, kryzys wieku średniego a kysz, a kysz...
          • goldie_locks Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 01.02.12, 07:21
            Ale ty wogole przeczytalas jego post? Facet nie czuje pociagu fizycznego do swojej zony. I to nie jest jego widzimisie, tylko niestety, ale powazny problem w malzenstwie. I zapewniam cie, ze dobroc jego zony, to ze mu dala dzieci etc. niczego nie zmieni, jezeli kobieta nie wezmie sie za siebie. Jest to naukowo udowodnione, ze tylko maly procent facetow odczuwa pociag do kobiet otylych. Standardowy facet najwiekszy pociag odczuwa do kobiet szczuplych, i za to mozesz miec pretensje do matki natury. A oto dowod:
            en.wikipedia.org/wiki/File:Fa_attraction.svg
            • goldie_locks Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 01.02.12, 07:25
              Dla wyjasnienia niebieski graf przedstawia preferencje standardowego faceta, a czerwony preferencje tzw. "fat admirers"
            • goldie_locks Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 01.02.12, 07:34
              Przelicz sobie teraz BMI zony, zakladam wzrost sredni 168 cm. BMI z idealnego 20 wzroslo do ponad 30, a to sie przeklada na sredni spadek atrakcyjnosci partnerki z 6/10 do 3/10 czyli o polowe. Przykre, ale prawdziwe, no ale nic, wypada niewdziecznego faceta ukrzyzowac.
              • kiszczynska Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 02.02.12, 21:06
                Boze! Jezlei kobieta ma problemy z tarczycą, to nie schudnie i zadne cwiczenia nie pomoga. Twoja zona MUSI zbadac tarczyce. Po prodzie bardzo duza liczba kobiet ma niedoczynnosc tarczycy. Opuchniecia, przybieranie -nueizasadnione na wadze.
                Przed porodem wystarczylo, zebym nie jadla 1 dzien i waga psadala o kilko, poltora. Wazylam 47 kg. Niestety tarczyca spowdowala, ze przybieram z niczego i w tej chwli bije mi 56 kg..
                Glodowki, sport nie daje nic/nie przynosi wymirnych efektow. To sie leczy.
    • g0d_h1mself Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 29.10.15, 11:13
      Takie jest zycie. Predzej czy pozniej kazdy przytyje, sflaczeje, zrobi sie brzydki i nienormalny. Mozna sie tylko przyzwyczaic. Sa wazniejsze sprawy w zyciu.
    • zgred.polarny Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 08.11.15, 20:20
      Doskonale cię rozumiem:/
      Moja nie dość, że przytyła, to jeszcze się strasznie zestarzała :(
      • six_a Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 21.12.15, 13:21
        to doskonała wiadomość w tym chylącym się ku wykopanemu dołowi roku. nareszcie dorosła do zgreda.
    • adam0v Re: żona przytyła... i nie chce mi się... 04.12.15, 19:00
      kup jej płye z chodawkoska ;p a tak serio, mysle ze twoje przemyslenia to normalka, wiele facetow tak ma
Inne wątki na temat:
Pełna wersja