casimierka
26.03.12, 12:09
Mamy po 28 lat i znamy się półtora roku. Poznaliśmy się na imprezie u znajomych, gdy ja byłam w związku na odległość a on był sam. Od razu wiedział, że kogoś mam i nie próbował mnie podrywać, ale okazało się, że mamy wiele wspólnych zainteresowań i zostaliśmy przyjaciółmi. Spotykaliśmy się prawie co tydzień w różnych okolicznościach - często sami - na wystawę, do kina, na piwo lub wino "pod mostem" a często w gronie znajomych. Gadaliśmy o wszystkim, ja opowiadałam o moim dość skomplikowanych związku a on słuchał, rzadko mówiąc o sobie. Mogłam na niego liczyć. W pewnym momencie ja wyjechałam za granicę do chłopaka a po moim powrocie - 3 miesiące później okazało się, że ma dziewczynę. Przez kolejne miesiące widywaliśmy się rzadziej, ale ciągle świetnie się rozumieliśmy. Choć są razem już prawie 8 miesięcy nie mam jednak jakoś wrażenia wielkiej miłości w tym związku z jego strony- rzadko o niej mówi, bez jakiegoś entuzjazmu, sugerował zainteresowanie innymi dziewczynami przy okazji jakichś imprez. Teraz jest tak: Mnie związek się sypnął (nie wczoraj ale jakieś 3 miesiące temu i to raczej nie kwestia klina) a przez znajomych wiem, że gdy mnie poznał mówił o tym, jak mu się podobam i żałował, że nie jestem sama. Ja myślę o nim coraz cieplej - mamy tyle wspólnego, świetnie się czujemy w swoim towarzystwie, zgadzamy się co do ważnych w życiu kwestii a do tego można na niego liczyć (chyba dorastam skoro to są moje priorytety u mężczyzny) ale nie wyobrażam sobie, żeby próbować odbić go jego dziewczynie. Czy jednak jest opcja, że on z nią jest a ciągle chciałby być ze mną i jak dać mu do zrozumienia, że chciałabym aby nasze relacje się zmieniły? Czy bardziej w porządku będzie nic nie robić i poczekać aż ewentualnie znowu będzie sam i wtedy? A jeżeli to "wtedy" nigdy nie nastąpi? To jak, flirtować czy nie? Ryzykować przyjaźń, czy cieszyć się tym co jest?