Ratować małżeństwo? Czy to ja mam problem?

    • mirtillo25 Re: Ratować małżeństwo? Czy to ja mam problem? 15.11.12, 20:48
      Ten remont mieszkania czy obowiązki domowe to dla mnie z d*py problem. W każdym razie nie wystarczający do rozwodu. Jedni chcą meble z IKEI a inni bawią się w stolarza i robią własne meble. Nie napisałeś nic, że żona robi Ci z tego powodu awantury. Czyli taka najgorsza nie jest. Moim zdaniem Ty również masz problem. Wolisz coś zrobić sam niż dać komuś, żeby to schrzanił. Ja też tam mam, dlatego często wyręczam kogoś. A nie było tak, że kilka razy skrytykowałeś żonę, że zrobiła coś źle? Ja to widzę po moim mężu czy po sobie. Skrytykowałam jego kuchnię i już nie chce gotować. Stwierdził, że ja na pewno lepiej to zrobię i nie trzeba będzie wyrzucać jedzenia do śmieci. Jak zatem widzisz - sama się do tego przyczyniłam.
      Jeśli w małżeństwie jest kiepsko, wina leży zwykle po środku. Twoja żona może jest nieporadnym dzieckiem, ale czy Ty pozwalasz jej popełniać błędy? Być może sam (nieświadomie) przejąłeś większość obowiązków, a żona (z wygody) nie zbuntowała się. I tak tkwicie w tym od lat. Ale tak jak napisałam na początku - taki problem to żaden problem.

      Według mnie najbardziej niepokojąca jest sytuacja w łóżku i rzekome zdrady Twojej żony. Można mieć okresy braku chęci na seks (stres, problemy, choroba), ale obojętność wobec siebie na wyjeździe w góry to już przesada. Być może Twoja żona przestała Cię kochać, ale boi się odejść i przekreślić spory kawałek swojego życia? A może rozczarowała się małżeństwem? Porozmawiajcie ze sobą szczerze. Żaden terapeuta i żadna odpowiedź na forum, nie da Ci tego, co szczera rozmowa z żoną.
    • mabiwy dzisiaj nie jestem cierpliwy 16.11.12, 23:05
      nie czytałem, co do samego ratowania.. kiedyś myślałem, że jeśli o małżeństwo/związek trzeba walczyć to jakby spóźniony zapłon i musztarda po obiedzie. Dzisiaj wydaje mi się, że warto, bo każdy może zgłupieć, wyizolować się, czuć się zaniedbanym .. itd. Rzecz w tym, żeby odszukać początkową fascynację i podeprzeć ją intymną, wynikającą ze wspólnych doświadczeń - przyjaźnią. Może się udać.
      Gwarancji nie ma.
    • corgan1 i jaki był ciąg dalszy tej historii? 29.03.13, 21:53
      coś się wyklarowało?
    • uszatypuchatek Re: Ratować małżeństwo? Czy to ja mam problem? 30.03.13, 00:59
      Jezuu aż tyle, proponuje limit znaków i słów wprowadzić na forum.
      • corgan1 ale ten limit nie będzie dotyczył pań? 30.03.13, 10:13
        tylko facetów? No to dobrze, bo kobiety piszą na forach bardzo dużo i zakładają mnóstwo tematów. Bez tego czułyby się źle.
    • bidaazpiszczy Re: Ratować małżeństwo? Czy to ja mam problem? 03.04.13, 16:19
      zdecydowanie masz problem, bo inaczej nie pojawilby sie Twoj post.
      Wszyscy zalecaja szczere rozmowy z malzonka. nawet wspolna terapie.
      obiektywnie takie rozwiazanie wydaje sie najsensowniejsze. czy to jednak jest wyjscie dla Was? tego, poza Toba samym, nie wie nikt.

      powiedz mi czy Ty masz jakies hobby? czy Twoja zona ma jakies zainteresowania? czy mieliscie kiedykolwiek na przestrzeni tych razem spedzonych nastu lat jakis wspolny punkt zaczepienia?
      moze wyda Ci sie to banalne, ale ja osobiscie wierze, ze kazdemu potrzebna jest jakas odskocznia od codziennosci. jezeli jej nie ma, to ta codziennosc zaczyna nas przytlaczac.
      wydaje mi sie, ze tak wlasnie wpedziliscie sie w ten slepy zaulek.
      bo kazde z Was spelnialo tylko swoja funkcje- lepiej badz gorzej.

      dla mnie najistotniejsze w moim malzenstwie jest to, ze pozostalismy soba, a jednoczesnie wzbogacilismy siebie nawzajem. ja podzielilam sie z mezem moimi pasjami- czesciowo zarazajac go , to samo uczynil on.
      wyobraz sobie, jakim bogactwem mozemy sie teraz dzielic z naszymi dziecmi!

      mysle, ze nie powinienes podejmowac decyzji sam, bo przeciez oboje zdecydowaliscie zyc razem. nawet jesli szczere analizy i rozmowy nie poprawia/naprawia Twego wspolzycia- to jednak nalezaloby te decyzje podjac wspolnie.

      Powodzenia.x

Inne wątki na temat:
Pełna wersja