Dodaj do ulubionych

Żyć czy nie żyć, takie zadaje sobie pytanie.

IP: *.dyn.optonline.net 17.07.04, 07:25

15 września 1990 roku.....

Z pracy wyszedłem wcześniej niż normalnie.
Po wejściu do domu zorientowałem się ze cos jest nie tak bo usłyszałem w
sypialni straszne zamieszanie. Oni wiedzieli ze to ja i zdali sobie sprawę ze
nie maja z tej sytuacji żadnego wyjścia. Wszedłem do sypialni gdzie znalazłem
wystraszonego faceta i jeszcze bardziej przerażoną żonę. Bez słowa wyszedłem
z domu i od trzech dni mieszkam w hotelu. Żona dzwoni do pracy ale do dzisiaj
nie wymieniłem z nią ani jednego słowa. Nie mam zamiaru wracać, nie ma
zamiaru nie wracać, nie ma żadnych zamiarów. Po prostu tylko jestem. Bez
celu.

15 września 1990 roku był początkiem mojego końca? Ślub.
Mariusz

Obserwuj wątek
    • Gość: Mariusz Kronika pustki. IP: *.dyn.optonline.net 17.07.04, 07:40
      Właśnie sobie uświadomiłem ze jutro niema pracy...Weekend. Dziwne jak w życiu
      wszystko się zmienia. W zeszłym tygodniu nie mogłem się weekendu doczekać a
      dzisiaj jestem nim przerażony. Mam cztery ściany, telewizor łazienkę i szafę.
      Wszystko jest nagle takie dziwne...nic mi się nie chce i wcale mi to nie
      przeszkadza.
      Ale mam jedno pocieszenie. Do poniedziałku nie musze się myc:-)

      Mariusz
      Dziwne mam imię...takie niedorosłe:-(
    • Gość: Mariusz Czary mary... IP: *.dyn.optonline.net 17.07.04, 08:17
      Dawno, dawno temu, jako młody chłopak byłem raz w cyrku. Pamiętam jakby to było
      wczoraj jak magik przy pomocy zwykłej piły uciął kobietę w pol. Oczom własnym
      nie wierzyłem kiedy pod koniec seansu kobieta ta na własnych nogach wyszła za
      kurtynę.

      Dzisiaj wiem ze była to tylko iluzja i zastanawiam się czy czas spędzony w
      cyrku był czasem zmarnowanym?

      Jest już późno.
      Idę zamknąć oczy.
      Mariusz
      • libressa Re: Czary mary... 17.07.04, 08:59
        ...nasze życie to iluzja, zdarzaja sie rzeczy niewyobrażalne,
        i te wyobrażalne,ktore nigdy nie zaistnieja.
        :)
        ---
        Naturalność to bardzo trudna do utrzymania poza.
    • gomory Re: Żyć czy nie żyć, takie zadaje sobie pytanie. 17.07.04, 10:18
      Marne to pocieszenie ze ktos Ci wspolczuje, no ale zawsze. Ja Tobie wspolczuje.
      Co nie zmienia faktu ze swiat toczy sie dalej, a w przeszlosc wpatruja sie
      tylko przegrani. Coz, kazdy jest inny - ja na Twoim miejscu pewny bylbym tego
      ze nie ma mowy o powrocie (u Ciebie rzecz jasna moze byc inaczej). Raczej
      zaczalbym sobie przypominac jaka dziewczyna chciala usiasc mi na kolanach w
      czasie ostatniej imprezy ;). Moze zbyt dawno nie byles na zadnej imprezie ;)?
      Jak mawiaja stare babki w trepkach: "tego kwiatu to pol swiatu". Jak troche
      ochloniesz, to najwyzej mozesz przemyslec dlaczego tak sie stalo, i jak wyrwac
      z rozwodu najwiecej dla siebie (chyba ze umiesz przebaczac).
    • Gość: eddie Re: Żyć czy nie żyć, takie zadaje sobie pytanie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.04, 11:28
      Zyc, stary, zyc....
      Zycie towartosc sama w sobie i go sobie nie odbierzesz dlatego, ze ktos ci je
      uslowal zmarnowac.
      Rok temu zostalam zdradzona. Wybaczylam. Powiedzialam tylko: jeszcze jedno
      klamstwo i z nami koniec. Wysluchalam przysieg i blagan o zaufanie.
      Wczoraj dowiedzialam sie o kolejnym klamstwie. Nie zdrada. Moze nawet gorzej...
      Zazyle towarzyskie kontakty z osoba, ktora bezpodstawnie mnie obrzucila obelgami
      i wymowila mi dom. Tak zwana przyjaciolka mojego (kogo? nie wiem, jak to juz
      okreslic...), ktora uznala, ze niejestem dla niego odpowiednia partnerka i dala
      temu wyraz.
      Zostajac stracilabym resztke szacunku dla siebie. Zostac nie moge, bo jego juz
      nie szanuje.
      Zmarnowalam kolejny rok, dajac kredyt zaufania bydleciu.
      Jutro ma odebrac ode mnie swoje rzeczy.

      Bede zyla.
      Nie wiem jak, ale bede.

      Wyjdzz tego hotelu na powietrze. Dokadkolwiek.






    • Gość: well..:( Re: Żyć czy nie żyć, takie zadaje sobie pytanie. IP: *.bielsko.dialog.net.pl 17.07.04, 13:20
      ja bardzo współczuję.
      1. Przeczekac w hotelu ten szok bo pustka ustąpi i pojawi się chęć do powzięcia
      zamiarów jakichś.
      2. Pracować ile sie da.
      3. Poczekać co zrobi żona.
      4. Mozna przyjąć ze wszystko jest iluzją. 14 lat - jezeli dobrze sie bawiles,
      tak potraktuj - jako fajny okres w zyciu, a nie jako cos czego nie bylo.

      pozdrawiam i zycze mocnego snu:)
    • Gość: Mariusz Chce być zły! IP: *.dyn.optonline.net 17.07.04, 16:36

      Chce być zły, wquw...ony, chce zionąc nienawiścią. A nie mogę.
      Chce mięć potrzebę zemsty ale tego tez nie czuje.

      Parę lat temu czytałem w gazecie o mężu który tak jak ja przyłapał swoja żonę
      na zdradzie, (to się nawet stało w tym samym stanie w którym ja mieszkam:-)).
      Doszło do rozwodu i jak to w rozwodach bywa, wszystko dzieli się na pól.
      Człowiek ten miał swoje przedsiębiorstwo budowlane i zanim doszło do dzielenia
      się majątkiem zburzył spychaczem swój własny dwu milionowy dom i postawił przed
      zburzonym domem wielki napis: Kochanie weź swoja polowe.

      Czytając to parę lat temu, kiedy życie moje toczyło się normalnym trybem,
      człowiek ten był moim bohaterem. Pomyślałem wtedy ze dzięki Bogu nigdy mnie
      taki los nie spotka ale GDYBY...chciałbym mieć jego sile na podobny czyn
      poetyckiej sprawiedliwości. Los tak sprawił ze ja tez mam dostęp do ciężkiego
      sprzętu i mam możliwość ale po prostu mi się nie chce, niech sobie żyje w
      spokoju. Zawiodłeś mnie bohaterze:-(

      Zawsze myślałem ze zemsta pomaga zagoić rany a tu nagle w 42 roku życia okazuje
      się ze nie wiele rozumie.
      Faceta tez mogę zrujnować.....OOOOO! tego wam jeszcze chyba nie powiedziałem.
      Ja go znam, jest/byl ??? dobrym przyjacielem i zawodowo jest zupełnie ode mnie
      zależny. Mogę go zupełnie zrujnować ale po co? Ma żonę i dwójkę dzieci. Hmmmm
      czy mam to jego żonie powiedzieć???...o tym jeszcze nie myślałem...Ale po co?

      Za dużo mam do przemyślenia a myśli są na razie za szybkie. Tak się zastanawiam
      ze nasze myśli są chyba najszybsza rzeczą na świecie. W parę sekund można
      przeżyć cos w pamięci co w realu trwało godziny, tygodnie a nawet lata.

      Jak się wqu....wic???

      Mariusz
      • libressa Re: Chce być zły! 17.07.04, 17:01
        ...zlosc ,gniew to naturalna reakcja i bardzo dobrze,
        najgorzej nie miec żadnych uczuc, obojetnosc zabija wroga ,
        ale i nas, moze nawet szybciej.
        :)
        Libressa
        ---
        Naturalność to bardzo trudna do utrzymania poza.
      • Gość: eddie Re: Chce być zły! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.04, 17:28
        ta obojetnosc to reakcja obronna czlowieka w szoku, nic wiecej. nie niepokoj sie
        tym, ze nic nie czujesz.
        cholera, poczujesz potem, kiedy szok zblednie - zreszta nie wiadomo kiedy, bo
        kazdy reaguje po swojemu. ale pociecha...
        pomysl z domem jest uroczo ironiczny, ale nie do masowego kopiowania. powtorka
        bylaby juz tylko kalka.

        nie jestem silna.
        nie zastalam tej swojej pary in flagranti, nie mialam obrazu przed oczyma.
        zdrada mnie zabolala mniej niz swiadomosc, ze bylam oklamywana. bez zaufania nie
        umiem zyc.

        byl taki moment, ze chcialam sie ciac. zabraklo mi w nocy papierosow, switalo
        juz, ptaki zaczely sie drzec. wyszlam szukac fajek, przewietrzylam glowe.
        wrocilam do domu i popatrzylam na swoje ksiazki, na cenne dla mnie drobiazgi...
        i oprzytomnialam.

        zycie to cos wiecej, niz zycie z kims.

        wylogowuje sie z rozmowy, bo zajrzalam tu dzis spontanicznie i spontanicznie tez
        mi sie ulalo na wlasne tematy prywatne.

        pozbierasz sie, Monsieur Hotelowy.
        posklejani, podrutowani, poplamieni funkcjonujemy dalej, czasem nawet dziarsko.
        kazdy ma taki swoj "plaszcz zwyciestwa", pelen dziur i lat, wspomnien po ranach
        i bliznach. obys swoj nosil z duma.

        nieco patetycznie, ale zyczliwie
        eddie



          • Gość: Mariusz Re: Chce być zły! IP: *.dyn.optonline.net 17.07.04, 20:12
            Depresja mówisz?
            Nie wiem, nigdy jej nie miałem ale zawsze myślałem ze depresja to odczucie
            bólu, załamania i tak dalej. Mi jednak jakoś wszystko wisi. Siedzę sobie w
            hotelu i z boku przyglądam się własnemu życiu.
            Rachunek mnie tez nie przygnębi bo przynajmniej z tym nie mam kłopotów.
            Zastanawiałem się właśnie co robią ludzie którzy nie maja środków i nagle
            znajdują się w takiej samej sytuacji? OKROPNOSC:-(
            Dzięki za słowa pocieszenia
            Mariusz
            • Gość: Depresja Re: Chce być zły! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.04, 21:09
              > Depresja mówisz?
              > Nie wiem, nigdy jej nie miałem ale zawsze myślałem ze depresja to odczucie
              > bólu, załamania i tak dalej. Mi jednak jakoś wszystko wisi. Siedzę sobie w
              > hotelu i z boku przyglądam się własnemu życiu.

              No to masz typowe objawy depresji. Znieczulica, brak chęci do czegokolwiek i
              energii do życia, a może raczej motywacji. To dopiero kilka dni, więc trudno
              wyrokować, czy rozwinie się z tego depresja. Wiele zależy od tego, jaki masz
              temperament. Spróbuje zająć głowę czymś innym i nie myśleć o swojej sytuacji.
              Masz przyjaciół? Najlepiej swoich, a nie wspólnych w tej sytuacji...
            • Gość: depresja Re: Z diagnozą depresji to trochę się pośpieszyła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.04, 09:15
              Gość portalu: Marta napisał(a):

              > Z tą diagnozą to trochę się pośpieszyłaś!!!!
              > Strata niesie z sobą uczucie pustki. Można zobojętnieć na wiele spraw. Może
              > nie chcieć się wstawać z łóżka, może nie chcieć się jeść, czytać, oglądać TV.
              > Może nie chcieć się nic.
              >
              > Można to różnie nazywać, ale nie depresją!!!!!!

              Pospieszyłas się ze swoja opinią. Czy oprócz kobiecych pisemek i tanich
              romansideł przeczytałaś kiedykolwiek jakiś poważny artykuł na temat depresji?
              Najwyraźniej nie, a szkoda.
    • Gość: Mariusz Wytropiła mnie dranica. IP: *.dyn.optonline.net 17.07.04, 20:03
      Wyszedłem rano na śniadanie a po powrocie w drzwiach znalazłem list.
      Popełniłam błąd, nie wiem co się ze mną stało, nie wiem dlaczego, musze z tobą
      porozmawiać, błagam zadzwoń.
      A ja nadal nie mam ochoty na rozmowę i nie zadzwoniłem.
      Nie widzę żadnego sensu w rozmowie.
      Bez żadnej wątpliwości, chyba nie:-)
      Mariusz

    • Gość: Depresja Odpowiedź na tytułowe pytanie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.04, 21:24
      Żyć! Zdecydowanie żyć! Nie ty pierwszy, chłopie, i nie ostatni zostałeś
      zdradzony. Pewnie wolałbyś, żeby cię to nigdy nie spotkało, ale trudno, już się
      stało. Znalazłeś się w nowej sytuacji. Życie jest jak gra, raz się w nim
      wiedzie lepiej, raz gorzej. A ty chcesz odejść od stołu, bo po 14 latach dobrej
      passy nagle dostałeś słabe karty. Nie rozczulaj się nad sobą. Ludzi spotykają
      większe tragedie, niż zdrada żony i nie hamletyzują. Zaciskają zęby i grają
      dalej.
    • Gość: leff Re: nie dramatyzuj IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.04, 23:03
      chłopie , nie bądź miękki
      to na pewno sytuacja kryzysowa ,ale do rozwiązania
      jak nie chcesz już z nia byc - powiedz "pa"
      to ona jest w gorszej sytuacji od Ciebie , Ty masz ster w ręku
      wybór należy do Ciebie
      czytając Twoje posty wiem jedno - z nią życia mieć nie bedziesz
      czas goi rany ,ale dla ciebie juz nie w tym związku,
      kobitek samotnych jest od groma
      musisz odreagować - jakieś wczasy , sanatorium , kur(w)acja,
      wieczorki piwne z kolegami - życie masz jedno , świat jest piękny,
      tylko spojrzyj na niego pod innym kątem

      poradzisz sobie , take it easy
    • Gość: Mariusz Zaczynam myśleć na trzeźwo IP: *.dyn.optonline.net 17.07.04, 23:55

      1. Zdecydowanie nie będę z żona rozmawiać bo dalej nie wiem po co?.
      2. Wydaje mi się ze jak wszystko się we mnie uspokoi to będę miął tendencje
      żeby ja i jego zniszczyć. Na to sobie nie mogę pozwolić....a byłoby to takie
      proste. Ona jest matka mojego syna i wystawienie jej pod rynnę nie wchodzi w
      grę.
      3. Dom nasz niech sobie zatrzyma, ja go nie chce. I tak będzie go musiała
      sprzedać bo na utrzymanie nie będzie jej stać. Ale po sprzedaży, z głowa na
      karku może sobie życie ustawić.
      4. Byłemu przyjacielowi, którego z żona w łóżku znalazłem, podziękuje za
      otwarcie mi oczu. Nie będę się nad nim mścił, nic nie powiem jego żonie.
      5. Co będzie ze mną? Nie wiem, szkoda tego czego nie będzie. Miłość tylo letnia
      ma rożne twarze a przed nami było jeszcze tyle nowego. Szkoda świąt których
      razem z synem już nie będziemy spędzać, szkoda wnuków którymi razem nie
      będziemy się już cieszyć. Szkoda wspólnych wakacji, szkoda wspólnego się
      starzenia.

      Zaczynam myśleć na trzeźwo.
      Jestem pewny, tak mi sie wydaje:-)
      Mariusz



      • so_so Re: Zaczynam myśleć na trzeźwo 18.07.04, 01:15
        okrutny jesteś, Panie Główny Rozgrywający. Jedna pomyłka na przeciw 14 latom.
        Gdybym miala wybierać, to wolalabym zeby mój mąż przespał sie z kims innym -
        WHOEVER - niz to, zeby NIE ODEZWAL sie juz do mnie do końca życia.
          • so_so ok:błąd 18.07.04, 01:33
            podobniez kazdy ma prawo do błędu. Niektórzy drugi raz sie go nie popełnią. A
            tak w ogóle, ciekawe dlaczego w analogicznej sytuacji kobiety zachowują się
            zuuupełnie inaczej. Mężczyźni też.
            • Gość: Mariusz Re: ok:błąd IP: *.dyn.optonline.net 18.07.04, 03:46
              "A tak w ogóle, ciekawe dlaczego w analogicznej sytuacji kobiety zachowują się
              zuuupełnie inaczej. Mężczyźni też."

              Hhmm, jak inaczej? Zresztą nie ważne. Załóżmy ze zachowuje się dziwnie. Czy
              myślisz ze robię to celowo? Uczuciami tak jak prawdą się nie kieruje, one po
              prostu są. Tylko kłamstwo wymaga kultywacji, prawda jak uczucie po prostu jest.

              pzdr
              Mariusz
              • Gość: Znak Zorro! Re: ok:błąd IP: *.presfast.com.au / 202.7.93.* 18.07.04, 04:25
                Na czlowieka zyjacego nagle w osobistym piekle myslisz bardzo logicznie. Pierd--
                --------ol zone i z nia nie rozmawiaj. Jak napisales w najlepszym przypaku
                bedzie tylko gorzej. A jak ci powie ze w ostatnich 10 latach przeleciala
                wszystkich sasiadow? Nie rozmwiaj z nia bo zobaczysz ze cie namowi do powrotu.
                Jestes teraz za slaby i zobaczysz ze jesli sie z nia spotkasz to ona do tego
                cie namowi. Potem bedziesz sie przy nie budzil w nocy myslac ilu facetow w tym
                luzku juz spalo. Daj sobie z nia spokoj.


              • so_so Re: ok:błąd 19.07.04, 00:22
                jak inaczej? hmm.. kobieta, która odkryła ze zostala zdradzona na ogól walczy o
                męża, całą nienawiść kieruje na tą drugą kobietę. Walczy za wszelką cenę i
                często w mało elegancki sposób. Poczytaj sobie forum;).. Twoje reakcja naprawde
                imponuje.
                • Gość: Mariusz Powiem...hehe! IP: *.dyn.optonline.net 19.07.04, 00:43
                  A myślisz ze nie ma różnicy miedzy kobietami i mężczyznami? Mylisz ze nie ma
                  różnicy reakcji na takie wydarzenie miedzy Józkiem i Waldkiem? Wiesz która
                  reakcja jest lepsza? Dla kogo? Dlaczego?

                  Chyba wydaje ci się ze w życiu wszystko się kalkuluje i logicznie stawie się
                  krok po kroku. Lewa, prawa, lewa, prawa.
                  Tak niestety nie jest. Dlatego ludzie mordują innych ludzi, dlatego żony
                  zdradzają mężów, dlatego mąż nie chce po zdradzie do żony się odezwać. To co
                  czujesz w sercu nie ma nic wspólnego z logika.

                  Dla mnie kobieta która kieruje cala nienawiść na kobietę z którą mąż ja
                  zdradził jest po prostu głupia, To nie kobiety wina. Kobiet jest pełno. Jakby
                  nie była ta to byłaby inna. Problem jest z mężem i dla mnie taka kobieta jest
                  za głupia żeby to zrozumieć. Ta kobieta nie stanęła przed ołtarzem i
                  przysięgła wierność. Jej mąż to przysięgał.
                  • so_so Re: Powiem...OK! 19.07.04, 01:42
                    ja nie napisalam nigdzie, ze nie ma różnicy - tylko, ze intryguje mnie, ze w
                    takiej sytuacji różnice TEZ sie ujawniają i tak jaskrawo. Akurat wiem ze to co
                    czujesz w sercu nie ma nic wspólnego z logiką. Tylko zobacz sam, wierność
                    przysiedze i konsekwencja wyboru to jest domena logiki i konsekwencji wyboru. I
                    przysięgi i te sprawy tez. A czasami serce chce inaczej.
              • Gość: anek Re: ok:błąd IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 15:21
                > Uczuciami tak jak prawdą się nie kieruje, one po
                > prostu są.

                ciekawe, ze kiedy kobieta tak mowi, to nie moze to byc argumentem w dyskusji..

                Zraniono Cie straszliwie, mowisz , ze przekreslila zdrada... Ale Ty tez
                przkreslasz 14 lat wspolnego zycia, zdrada jest tez wtedy kiedy tak czlowiek
                straszliwie i zajadle sie odsuwa i wychladza. Narazie zdradzila ona, a teraz
                chcez zdradzic Ty.. poczekaj z decyzjami, odparuj, uspokoj sie.. wiesz na czym
                polega wiernosc? ano na tym, ze jak Cie juz zdradza to Ty dalej jestes ok i
                myslisz o wybaczeniu.. jesli tego w Tobie nie ma to jest tylko samcza duma, a
                to nie milosc.. myli Ci sie kilka emocji.. zastanow sie czy kochales..
                kochasz..
            • gomory Re: ok:błąd 18.07.04, 09:16
              > tak w ogóle, ciekawe dlaczego w analogicznej sytuacji kobiety zachowują się
              > zuuupełnie inaczej. Mężczyźni też.

              Dobre, zadalas pytanie od razu z odpowiedzia :-). Jak widac m. i k. roznia sie
              nie tylko depilacja nog ;).
        • Gość: Mariusz Re: Zaczynam myśleć na trzeźwo IP: *.dyn.optonline.net 18.07.04, 03:12
          ‘okrutny jesteś’
          Czy naprawdę czytając moje posty masz wrażenie ze robię to z okrucieństwa?
          Ja naprawdę nie mogę sobie wyobrazić ani celu ani przebiegu takiej rozmowy.
          W najlepszym wypadku powie ze mnie kocha i popełniła błąd, błagając mnie o
          przebaczenie i cierpienie będzie jeszcze gorsze bo znam siebie i wiem ze żyć z
          nią już nie mogę.
          Bez względu co mi powie będzie gorzej niż jest teraz.
          Pzdr
          Mariusz


      • Gość: leff Re: Zaczynam myśleć na trzeźwo IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.04, 01:27
        no , już lepiej gadasz
        domu bym nie oddawał , można kupić babie mieszkanko-kawalerke
        niech sie parzy z kochasiem do woli,
        jak ją nie stać na utrzymanie syna , sąd Tobie może go oddać pod opiekę
        i tu masz szansę życia z synem ,
        pkt 4 - super - masz goscia w kieszeni ,już je Ci z ręki
        pkt 5 mozesz przeżyc z inną , lepszą kobietą , powoli dojdziesz do takiej
        langsam langsam ...

        • Gość: Mariusz Re: Zaczynam myśleć na trzeźwo IP: *.dyn.optonline.net 18.07.04, 03:26
          no , już lepiej gadasz
          domu bym nie oddawał , można kupić babie mieszkanko-kawalerke
          niech sie parzy z kochasiem do woli,

          >>>>>>Dom można sprzedać i się kasa podzielić ale mi na kasie nie zależy i dam
          sobie rade.



          jak ją nie stać na utrzymanie syna

          >>>>>Dzięki Bogu nie mamy takich komplikacji. Syn nasz ma już 20 lat,(tak jest
          dzieckiem przedślubnym:-)), i w tym roku kończy studia. W zasadzie nie mieszka
          już z nami od czterech lat.




          , sąd Tobie może go oddać pod opiekę
          i tu masz szansę życia z synem ,
          pkt 4 - super - masz goscia w kieszeni ,już je Ci z ręki

          >>>>Naprawdę na razie nie czuje nic w stosunku do niego. Nie jestem na niego
          zły, on mi wisi i nie mam zamiaru rujnować życia jego rodzinie. Ma wspaniałą
          żonę i jeszcze lepsze dzieci.



          pkt 5 mozesz przeżyc z inną , lepszą kobietą , powoli dojdziesz do takiej
          langsam langsam ...

          >>>To nie takie proste. Logicznie myśląc masz racje ale logika nie ma nic
          wspólnego z uczuciami, potrzebami i fobiami.

          Mariusz



      • Gość: kawaler Re: Zaczynam myśleć na trzeźwo IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 18.07.04, 15:49
        Gość portalu: Mariusz napisał(a):

        > ma rożne twarze a przed nami było jeszcze tyle nowego. Szkoda świąt których
        > razem z synem już nie będziemy spędzać, szkoda wnuków którymi razem nie
        > będziemy się już cieszyć. Szkoda wspólnych wakacji, szkoda wspólnego się
        > starzenia.

        Wiesz, na wszystko mozna spojrzec z drugiej strony, tej jasniejszej. Zamiast
        zalowac, co jest takie ludzie, egoistyczne, bo stracilismy cos, co nam
        przynosila radosc, pomysl co zyskales. Byles 14 lat z kobieta, z ktora na pewno
        spedziles cudowne dni. Pomysl, sa ludzie, ktorzy maja tyle lat co Ty i nie
        mieli tyle szczescia co Ty, nigdy nie bylo im dane zaznac wspolnego szczescia i
        jakby znalazl sie ktos, kto chcialby byc z nimi tylko przez rok, jeden rok to
        na pewno by sie zgodzili. Ciesz sie tym co Ci sie przytrafilo a nie ze sie
        skonczylo (moze jeszcze sie nie skonczylo).
    • kammera Brawo Mariusz! 18.07.04, 05:30
      Trzymaj sie. Te kobiety ktore oburzaja sie na Twoja reakcje pewnie same byly
      zdradzajacymi zonami. A ta Twoja zdrzdzala Ci podczas gdy Ty zarabiales na jej
      dobrobyt. Im wczesniej sie jej pozbedziesz tym lepiej! Tym latwiej bedzie Tobie
      spotkac kobiete na poziomie. Nie ma zadnego wytlumaczenia na zdrade, a jezeli
      ktos mowi ze ona miala powod, to dlaczego nie rozmawiala o tym przed zdrada?

      Poza tym depresji nie masz! Jestes w szoku po tym zdarzeniu i kazdy normalny
      czlowiek tez by byl. Badz twardy, pusc ja niech sama na siebie zarobi, nie badz
      krowa dojna dziwki.
      • jarrrek Re: Brawo Mariusz! 18.07.04, 10:03
        ciekawe bylo to jej okreslenie ze "zrobila blad". Dopiero zorientowala sie ze
        to blad bo ja odkryles? Ale na 100% by ten blad kontynuowala gdyby sie nie
        wydalo.
      • Gość: Mariusz Re: Brawo Mariusz! IP: *.dyn.optonline.net 18.07.04, 16:00
        Ze mną jest chyba lepiej bo zaczynam cos czuć i to cos jest takim
        skrzyżowaniem smutku i oburzenia.
        Żona moja, zresztą ja tez, miała b. dobre życie. Finansowo nie mięliśmy żadnych
        kłopotów. Od 10 lat nie pracuje poza utrzymaniem domu i wychowaniem syna, co
        jest tez ciężką praca. Miała nawet pomoc w postaci kobiety która dwa razy w
        tygodniu sprzątała dom i prała. Nie wspomnę już wakacji, nurkowanie, narty,
        wycieczki motorowe itd. Dla niej naprawdę wszystko się skończyło, przynajmniej
        ze mną.

        Wszystko mi się powoli w głowie układa i mam jako taki plan. Mój dobry kolega
        ma dom który wynajmuje i tak się akurat składa ze ktoś się właśnie wyprowadził
        i stoi pusty. Na razie go w środku maluje ale za tydzień, po małym remoncie tam
        się przeprowadza.

        Poprzednio myślałem ze po prostu zostawię żonie nasz dom. Ale chyba nie
        przemyślałem tego do końca. Dom ma jeszcze mały “mortgage”,(nie wiem jak się to
        po polsku nazywa-jestem już 31 na obczyźnie i wiem ze mój polski pozostawia
        wiele do życzenie:-(), jakieś $40,000 i inne bieżące opłaty z którymi ona nie
        da sobie rady. A jak rady sobie nie da to zrujnuje mój kredyt i ja poniosę tego
        konsekwencje. Jutro zadzwonię do adwokata i poproszę go żeby skierował
        wszystkie rachunki do mnie do pracy aż do sprzedaży domu. Potem zobaczymy..
        albo się pieniędzmi podzielimy albo jej to wszystko po prostu dam. To będzie
        zależało od tego jak ona się będzie do tego momentu zachowywać.

        Jedna rzecz mnie gnębi, może ktoś ma jakiś pomysł. Co powiedzieć synowi? Chyba
        nie powiem mu ze rozchodzę się z jego matka która on kocha i która jego kocha
        ponieważ mamusie przyłapałem w łóżku z kolega???
        Może po prostu powiedzieć ze mamy pewne problemy i zostawić żonie ciężar
        wytłumaczenia? Z tym naprawdę nie wiem co zrobić????? Macie jakiś pomysł?

        Mariusz
        • gomory Re: Brawo Mariusz! 18.07.04, 16:12
          O ile uwazam ze generalnie nie powinno sie oszukiwac dzieci, to jednak sfera
          seksualna jest specyficzna. Rozwod powinien byc w mysl zasady "nie mozemy juz
          byc dalej razem", z dziecka nie mozna robic powiernika problemow osob
          doroslych. Nie mozna go traktowac jak doroslego, bo nim nie jest. Oczywiscie
          zakladam ze "dziecko" nie ma 20 lat ;). Po prostu powiedz ze sie rozstajecie i
          tyle, doszlo miedzy Wami do nieporozumienia ktore jest nie do zlikwidowania i
          tak bedzie najlepiej. Podkresl ze jego kochasz nadal itd.
          • Gość: kelly Drogi Mariuszu, odezwij się! Co słychać? IP: *.chello.pl 27.07.04, 16:50
            Jesteśmy z tobą, napisz jak ci się układa...rozmawiałeś z synem a może z żoną
            też jednak? Ja na twoim miejscu jednak zapytałabym o przyczynę, byc może jak
            się dowiesz i usłyszysz jej skruchę i prośby o wybaczenie, zmiękniesz...bo,
            wiesz, czasami to człowiek sam nie wie co robi a potem bardzo tego żałuje.
            Ważne jest czy nadal ją kochasz, (i czy ona ciebie), bo jesli tak, to nie można
            przekreślić tych 14 lat tym co sie wydarzyło...zresztą, zrobisz i tak jak
            zechcesz...czekam na ciebie, odezwij się!

            P.S. Moim zdaniem szczera rozmowa jest po prostu konieczna. Jnaczej sobie
            rozejścia (jeżeli takowe zakładasz) nie wyobrażam, wszystko trzeba sobie przed
            tem wyjaśnić, byś mógł przeprowadzić bilans tego związku i zacząć od
            nowa...powodzenia!
      • Gość: Mariusz Re: Żyć czy nie żyć, takie zadaje sobie pytanie. IP: *.dyn.optonline.net 19.07.04, 00:55
        Wiem ze jest prawie dorosłym człowiekiem ale naprawdę nie wiem co zrobić.
        Mięliśmy wspaniałą rodzinę w której syn kochał matkę, był najlepszym kolega
        ojca i ojciec był jego dobrym kolega. Boje się ze jak mu powiem co się naprawdę
        stało on zmieni stosunek w w kierunku swojej matki. To by było tragedia. Jego
        matka naprawdę popełniła poważny błąd ale dlaczego on ma ponieść tego
        konsekwencje. Niech kocha matkę jak ja do tej pory kochal.

        Nie wiem co zrobic???

        Mariusz
        • zla_baba Re: Żyć czy nie żyć, takie zadaje sobie pytanie. 27.07.04, 13:27
          Jego matka popełniła błąd...

          Nie idzie sie do łózka z kims z ulicy, na takie zblizenie trzeba czasu, musieli
          cos kombinowac od jakiegos czasu, tym bardziej było to zblizenie planowane- Ty
          byles w pracy, miales o niczym nie wiedziec.Twoja zona jest dorosła i powinna
          poniesc konsekwencje. Ja bym zrobila tak jak Ty, z tym ze nie przejmowałabym
          sie jej losem-miala wszystko-było jej zle, to niech sobie teraz radzi sama.
          A jesli chodzi o Waszego syna, nie powiesz mu wszystkiego, mozesz miec przez to
          problemy, syn uzna wersje mamy, i Ty wyjdziesz na potwora. Dzieci sie nie da
          oszukac, nawet nie próbuj- dowie sie napewno wszystkiego- lepiej zeby od Ciebie
          a nie od obcych ludzi. Dla niego to tez bedzie szok, ale powinien znac prawde.
          pozdrawiam ciepło, zycze powodzenia i wiary w ludzi, gosia
    • Gość: Mariusz Znowu chmury. IP: *.dyn.optonline.net 19.07.04, 01:20

      Nie jest ciekawie. Może to mówi pól butelki Johnny Walker, która po obiedzie
      wypiłem, ale myśli mam ponure.

      Chce być pierwszy.

      Wracając kiedyś z pracy siedziałem w niesamowitym korku. Okazało się ze jakiś
      samochód stal z otwartymi drzwiami na środku mostu który pozwalał mi
      przekroczenie najszerszej rzeki tuz przed wejściem do Atlantyku. Na drugi dzień
      przeczytałem ze jakiś biedak zatrzymał samochód i popełnił samobójstwo skacząc
      do rzeki. Ciała nigdy nie znaleźli.

      Tak się składa ze ja sam zbudowałem ten most. Gdybym skoczył z niego byłbym
      chyba pierwszym samobójca który skoczył z mostu który sam zbudował :-)


      Chce byc pierwszy.
      A może to tylko Johnny Walker?
      Ide sie przejechac.

      • so_so Re: Znowu chmury. 19.07.04, 01:46
        a gdyby ciala nie znaleźli, to co?? Mógłbyś wcale nie być pierwszy i wszystko
        na nic. Moze zbuduj jakis jeszcze fajniejszy most, taki piękny, ze nikomu by
        sie nie chcialo z niego skakac, bo szkoda by bylo juz nie móc go podziwiać -
        tego przyszłego fajnego mostu oczywiscie.
        • gapka Re: Znowu chmury. 19.07.04, 02:40
          Mariusz, masz zycie przed soba. jestes dobrze ustawiony, dojrzaly mezczyzna.
          Zobaczysz ile chetnych na Ciebie pojdzie. Mozesz miec dobra mloda kobiete i
          wiele innych w swoim wieku. To ona bedzie na lodzie - kobieta ponad 40 to nie
          ma juz takiego wziecia, w przeciwienstwie do mezczyzny.

          A swoja droga glupia ze majac takie zycie, tak sie zachowala.
      • p-iotr Re: Znowu chmury. 19.07.04, 16:58
        Hej Mariusz!

        Johny Walker to mydlo. Nie nalezy mu wierzyc.

        Samobojstwo tez nie jest rozwiazaniem - bedziesz mial potem cholerne wyrzuty
        sumienia. ;)

        Moim zdaniem to dobrze ze nie robisz awantur, ze nie chcesz nikogo zniszczyc
        (zony, czy tego faceta) - to nie ma sensu. Trzeba miec w zyciu klase. W kazdej
        sytuacji.

        Jezeli chcesz sie rozwiesc (a pewnie to zrobisz), to nie musisz jej zostawiac
        calego domu - po co jej to? Pewnie skonczy sie tak ze go sprzedasz i juz.

        Synowi nie podawaj prawdziwej przyczyny. Facet jest dorosly i zrozumie, ze
        moglo Wam w zyciu nie wyjsc. Jezeli jest inteligentny to pewnie dostrzeze jakis
        zwiazek przyczynowo-skutkowy (bo przeciez jakis na pewno jest).

        Daj sobie na razie spokoj z kobietami. I na razie z praca tez. Wez pare tygodni
        urlopu. Zrob cos naprawde pojechanego. Naucz sie serfowac, albo latac
        szybowcem. Albo pojedz do Peru czy Wenezueli i pomoz jakiemus misjonarzowi w
        budowie szkoly dla dzieci indianskich (dam Ci kontakt jesli chcesz). Albo
        zobacz czy UNICEF nie potrzebuje wolontariuszy.

        To Ci sie pomoze odnalezc. Odswiezyc umysl. Potem wrocisz. Albo nie.
        Jedno jest pewne - popatrzysz na wszystko z innej perspektywy.

        pzdr.
    • mikajanka zdrada nie zna słowa przepraszam 27.07.04, 15:08
      Takie jest moje skromne zdanie. Każdy, decydując się na związek, robi to mniej
      lub bardziej świadomie. różnie w życiu bywa, różnie się ukłąda, ale mimo
      wszystko, obie strony, partner i partnerka, powinni znac swoje miejsce. Jeśli
      pojawiają się kłopoty, nalezy o nich rozmawiać i wspólnie je rozwiązywać, to
      nie powód do zdrady. Człowiek z natury jest taki, że jeśli nie ma problemów to
      je sobie stworzy. Nie, zdrada nie zna słowa przepraszam i już. Jeśli pomyliło
      się partnerkę, albo partnera, wychodzi na to, że dane słowo nie ma zadnego
      znaczenia ani wartości. Jak po tem takiej osobie zaufać? zaufanie to fundament
      każdej relacji. A przez głupotę dorosłych cierpią ich dzieci. I nie tylko.
      Pozdrawiam w ten deszczowy dzień.
        • mikajanka Re: Amen! Nic dodac nic ujac! nt 27.07.04, 16:40
          Głupie w tym wszystkim jest to, że każdemu może się zdarzyć. Tak jak w
          powiedzeniu "zarzekała się żaba błota..". Do czternastoletniego związku, nie
          wazne, jak dobrze sytułowanego, może wkraść się nuda. Coraz niższe poczucie
          własnej atrakcyjności, brak tego czegoś, co było na samym początku, brak
          energii i zwariowania. Ubzdurało mi się, że zdrada [jednorazowa]to tak, jak z
          seksem na pierwszej randce dla kogoś o żelaznych zasadach, kto tak wcześniej
          się nie zachowywał. I nagle łamie zasadę. Głupie, ale tak jakos mi się
          skojarzyło. Mówi się, że szanujaca się kobieta nie pójdzie z mężczyzną na
          pierwszym spotkaniu do łóżka, to samo się tyczy szanujących się mężatek- nie
          zdradzą. I analogicznie do mężczyzn. Prawda jest taka, że nie znasz dnia, ani
          godziny. Life.
          • agnie_szka9 Re: Amen! Nic dodac nic ujac! nt 28.07.04, 09:41
            jak by nie było, zdrady nie pochwalam. nie wiem jakbym zachowała się na miejscu
            Mariusza. Ale podobno zawsze wina leży po środku. Skoro żona miała
            kochanka...to znaczy, że czegoś brakowało w ich małżeństwie. Czy on tego
            wcześniej nie zauważył? NIe próbował naprawić i przywrócić ogień i namiętnośc?
            NIe twierdzę, że żona zachowała się w porządku. zabawiała się w małżeńskiem
            łożu z innym mężczyzną...to cios poniżej pasa i tego się nie wybacza.Ale może
            wcześniej próbowała dać znać w jakiś sposób, że coś jest nie tak? No, szkoda
            że Mariusz sie nie odezwie juz do nas...nie poznamy powodów działania jego
            żony. Hmmm...ale z drugiej strony zachował sie bardzo szlachetnie...usunął sie
            w cień, zostawiając żonie wszystko na co pracował całe życie... dom, pieniądze,
            syna, kochanka...i poczucie winy.
            • Gość: Zdradzony mąż Re: Amen! Nic dodac nic ujac! nt IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 28.07.04, 22:42

              Dziwię się wam, kobiety. Dziwne jakieś jesteście.

              >> Skoro żona miała kochanka...to znaczy, że czegoś brakowało w ich
              małżeństwie. Czy on tego wcześniej nie zauważył? NIe próbował naprawić i
              przywrócić ogień i namiętnośc?
              >> Ale może wcześniej próbowała dać znać w jakiś sposób, że coś jest nie tak?

              "próbowała dać znać w jakiś sposób"??!!! Do cholery a gdzie związek oparty na
              szacunku i zaufaniu? Jak jest jakiś problem to się o tym mówi. Wprost. A nie
              znajduje sobie innego faceta! Jestem zdegustowany i nie mogę czytać tych głupot.

              To samo Libressa w którymś z poprzednich postów. Czepiasz się chłopa i
              sugerujesz że to jego wina, a to przecież ona zdradziła. Nie usprawiedliwiaj
              tej dziwki (chyba mogę ją tak okreslić?) Sorry, ale piszes tak, jakbyś sama
              zdradziła swojego faceta, bo nie domyślił się, czego chcesz...

              Pozdrawiam Mariusza. Cóż stary - tak to już jest w życiu, trzeba mieć to na
              uwadze, że głupich i pustych kobiet, które nie szanują ani siebie, ani swojego
              partnera i nie myślą tą częścią ciała co trzeba - jest cała masa.
              • agnie_szka9 Re: Amen! Nic dodac nic ujac! nt 30.07.04, 12:49
                oj, jestem niesprawiedliwy. przeczytaj jeszcze raz co napisałam. przeciez
                dokładnie i wyraźnie napisałam, ze nie pochwalam tego, co zrobiła żona! ale
                czasami mężczyźni zachowują się tak, jakby nie zależało juz im na niczym. Mają
                żonę, dzieci, wyprane, wyprasowane, obiad podany, posprzątane. Żona czysta,
                pachnąca, zadbana...a oni...? w kapciach, przed telewizorem, zmęczeni...Może w
                tym przypadku tak było...może żona nalegała żeby wyjechali, wyszli do teatru,
                do kina, na kolację...może potrzebowała ciepła, czułości i czegoś nowego. może
                próbowała rozmawiać z mężem na ten temat, ale on nie widział żadnego
                problemu....nie można oceniać ludzi, nie znając ich. nie wiemy, jak wyglądało
                ich małżeństwo.

                I jeszcze raz do "zdradzonego męża" - nie oburzaj się tak, czytaj dokładnie.
                POTĘPIŁAM zachowanie małżonki - i to w dodatku w małżeńskim łożu! i już.
                • Gość: Zdradzony mąż Re: Amen! Nic dodac nic ujac! nt IP: *.prokom.pl 30.07.04, 13:26
                  Witam,

                  rozumiem Cię doskonale. Ja znam zupełnie inny scenariusz niż "wyprasowane,
                  ugotowane i pachnąca żona potrzebująca czułości męża". Po pierwsze wkurzyło
                  mnie to stwierdzenie "Jakoś dawać do zrozumienia" bo u mnie było tak, że ja
                  potrzebowałem bliskości, kontaktu, rozmów. A tego nie było. To tyle dotyczyło
                  Twojej wypowiedzi, podtrzymuję zdanie, że trzeba jasno wyrażać swoje potrzeby,
                  mówić o nich. Zdrady w dalszym ciągu nie pochwalam - nic przyjemnego (z punktu
                  widzenia osoby zdradzanej). Po drugie te ostre słowa były skierowane do
                  Libressy. No cóż - szlag mnie trafia jak czytam wypowiedzi kobiet, że kobieta
                  dobrze zrobiła zdradzając męża...

                  Pozdrawiam ciepło. :)
                  • Gość: weronika Re:wiernośc IP: *.acn.pl 30.07.04, 15:26
                    Nie wiem dlaczego ludzie zdradzają się?
                    Jak potrzebuję dodatkowych wrażeń to kupuję koronkową bieliznę (nieważne, ze
                    mam jej mnóstwo)i zaskakuję męża w sypialni...
                    Przecież wierność jest taka sexy.
                    I ja jestem z niej bardzo dumna. I nie chcę inaczej.
                      • Gość: Zdradzony mąż Re:wiernośc IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 30.07.04, 21:34
                        Dobre, podoba mi się to stwierdzenie ;-)
                        Zastanawiam się jak to jest z tymi zdradami, jaka skala jest tego "problemu".
                        Ile procentowo jest ludzi "normalnych" tj. takich, którzy wiążą się z jedną
                        osobą i są przekonani, że bycie z kimś przez całe życie jest wartością.
                        Mój przypadek kwalifikuję jednak jako dość osobliwy, bo trafiłem na osobę
                        bardzo popapraną emocjonalnie, z traumatyczną przeszłością, nie radzącą sobie i
                        nie pozwalającą sobie pomóc. Poniekąd mogłoby to ją usprawiedliwić, ale co mi z
                        tego... fakty są fakty, a postępowanie ma swoje konsekwencje...

                        Pozdrawiam.
                        • agnie_szka9 Re:wiernośc 30.07.04, 22:04
                          no cóż, każdy przypadek jest inny. Dla mnie wiernośc (fizyczna czy
                          emocjonalna), szacunek, ufnośc - są najważniejszymi wartościami.
                          Zdradę ma się chyba w genach :-)))
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka