Dodaj do ulubionych

Choć wiem, że efektywnie to nic nie da...

29.04.14, 09:53
Witam wszystkich!

Jak już tytuł zdradza, mój problem jest problemem tysięcy facetów na ziemi i pewnie nie będziecie mi w stanie pomóc - nie oczekuję tego też; ale mam nadzieję, że podzielicie się poglądami na ten temat.

Mam obecnie 41 lat. Mając 34 lata ważyłem 25 kg więcej i moja sylwetka była odpowiednia. Gdy już nie mogłem znieść tej tendencji wziąłem się za siebie i dziś efekty są zadowalające.

W mojej żonie leży jednak sedno sprawy. Gdy się kiedyś poznaliśmy "za młodu", ważyła jakieś 60 kg (170 cm). Ale jakoś tak w miarę rozwoju scenariusza - a to już jakoś ponad 20 lat - dobrała sporo na wadze, bo waży jakieś 115 kg...

Już od 12 lat (po urodzeniu syna) proszę ją aby coś ze sobą zrobiła, ale jej się nie chce... Wtedy ważyła jakieś 90 kg. A zamiast lepiej, jest gorzej.

Nie robimy już nic wspólnie. Nie wyjeżdżamy nawet na urlop razem (ostatnio sam poleciałem z dziećmi na urlop). Nie wychodzimy na żadne imprezy, bo się wstydzę z nią wyjść. Gdy chcemy jednak gdzieś wyjść między ludzi, szybko dochodzi do konfliktów, bo ona w skukienkach wygląda jaj hipopotam w plandece, a z resztą obojętnie czego nie założy wygląda fatalnie. Wiem, że kobiety wmawiają sobie, że XXXL jest "en vogue" i jest coraz więcej sklepów za namiotami - k***a co za hipokryzja...

Pewnie spytacie, dlaczego z nią jestem. Otóż powód pierwszy to oczywiście dzieci. "Normalny" dom, rodzina... Po drugie czuję się jej jakoś zobowiązany. Ale już mentalnie nie daję rady.

Ostatnio poznałem kobietę, byłem z nią łóżku. Gdy leżała tak obok mnie, dotykałem jej i przyglądałem się jej przez długi czas nic nie mówiąc, a ona pytała się czy wszystko ok. A ja po prostu jak dziecko, cieszyłem się chwilą i widokiem. Delektowałem się tym i jednocześnie myślałem, co zrobiłem w życiu, że nie mogę właśnie z tą kobietą wrócić do domu i cieszyć się codziennością.

Jak to widzi moja żona?
Mieliśmy dziesiątki rozmów. Ona się sobie nie podoba i ma tego świadomość, ale z drugiej strony kompletny brak woli i determinacji. Kupiłem jej rower rok temu, pojechała na nim raz. Najchętniej spędza czas na kanapie. Leży z tą grubą dupą i patrzy w telewizor albo laptopa. Ostatnio mi powiedziała, że przy mnie czuje się jak "mamuśka" i małgo kobieco i mam mnie dość. Ale przy jakim facecie chce wyglądać kobieco? Czy mam ważyć 130 kg, aby wszystko było ok?

Napiszcie o waszych doświadczeniach o ile chcecie.
Obserwuj wątek
    • przeciezwiadomo Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 29.04.14, 10:10
      Aha, czyli chciałeś się na forum pochwalić, jaki jesteś super, bo przespałeś się z inną kobietą. Powód? Twoja żona jest gruba, a więc jesteś całkowicie usprawiedliwiony.
      Moim zdaniem Ty za mało się starasz i pasuje Ci taka sytuacja - w domu aseksualny hipopotam, matka Twoich dzieci, a poza domem dziesiątki kobiet do wyrwania i seksu. Wielu mężczyzn robi to nawet mimo tego, że ich żony nie są grube.
      A te "dobrane" kilogramy nie wzięły się z powietrza - tu nie wystarczy z żoną rozmawiać albo jej kupić od niechcenia rower. Z pewnością ma kłopoty z kręgosłupem, sercem itd. Tu trzeba postraszyć, niezdrowe jedzenie z domu wyrzucić i w ogóle powziąć drastyczne środki, umówić na wizytę u lekarza, znaleźć dietetyka który opracuje jej plan zrzucenia tego balastu. Jej zdrowie w ogóle Cię nie obchodzi? Dostrzegasz tylko estetykę?
      No ale Ty, jak typowy samiec, wolisz ucieczkę od problemu i przede wszystkim zaspokojenie własnych potrzeb. Ręce opadają.
      • corgan1 Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 30.04.14, 09:51
        > Moim zdaniem Ty za mało się starasz
        Dobrze że jego "mamuśka" się stara. :)))

        > Wielu mężczyzn robi to nawet mimo tego, że ich żony nie są grube.
        No wiesz... jest wiele kobiet odchodzi od swoich mężów jak tylko zmienią pracę na lepszą, awansują albo ekstremalnie zmienią swój wygląd.

        > A te "dobrane" kilogramy nie wzięły się z powietrza
        Ale coś w tym jest. Kobiety w UK mówią o "angielskim powietrzu" co znaczy że tyją tam nie wiadomo od czego bo przecież nic nie jedzą a to jeszcze mają problemy z hormonami. Co innego faceci - Ci jak wiadomo nie mają hormonów a tyją dlatego że za dużą żrą, za dużo chleją piwa i za dużo siedzą przed komputerem i telewizorem.

        > Ty, jak typowy samiec, wolisz ucieczkę od problemu
        Przecież 2/3 wniosków rozwodowych składają kobiety które też uciekają od problemów swoich facetów jak alkoholizm, brak pracy, bankructwo firmy.

        Prawdziwy mężczyzna jak się ożenił to na zawsze i dopóki "śmierć nas nie rozłączy" i ma nie patrzeć na kilogramy tylko cierpieć w milczeniu. Na szczęście w drugą stronę to już nie działa i kobiety mogą się spokojnie i bezproblemowo rozwodzić kiedy ich facet przytyje.

        > i przede wszystkim zaspokojenie własnych potrzeb.
        Zapomniałem że w małżeństwie facet nie ma żadnych potrzeb. Tzn ma, ale tylko takie które są zgodne z potrzebami jego żony. ;))
        • przeciezwiadomo Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 02.05.14, 11:06
          corgan1 napisał:

          > No wiesz... jest wiele kobiet odchodzi od swoich mężów jak tylko zmienią pracę
          > na lepszą, awansują albo ekstremalnie zmienią swój wygląd.

          Masz jakiś kłopot z czytaniem? W wątku mowa o męskiej zdradzie, nie o kobiecej. Autorowi raczej zdrada ze strony jego małżonki nie grozi :P


          >
          > > A te "dobrane" kilogramy nie wzięły się z powietrza
          > Ale coś w tym jest. Kobiety w UK mówią o "angielskim powietrzu" co znaczy że ty
          > ją tam nie wiadomo od czego bo przecież nic nie jedzą a to jeszcze mają problem
          > y z hormonami. Co innego faceci - Ci jak wiadomo nie mają hormonów a tyją dlate
          > go że za dużą żrą, za dużo chleją piwa i za dużo siedzą przed komputerem i tele
          > wizorem.

          Ja nie neguję tego, że żona autora wątku przytyła z obżarstwa. Dlatego nie wiem, po co te durne wywody nt powietrza.

          >
          > Przecież 2/3 wniosków rozwodowych składają kobiety które też uciekają od proble
          > mów swoich facetów jak alkoholizm, brak pracy, bankructwo firmy.

          Celowo pominąłeś kwestię zdrady tychże mężczyzn oraz przemoc często przez nich stosowaną, prawda?

          > Prawdziwy mężczyzna jak się ożenił to na zawsze i dopóki "śmierć nas nie rozłąc
          > zy" i ma nie patrzeć na kilogramy tylko cierpieć w milczeniu. Na szczęście w dr
          > ugą stronę to już nie działa i kobiety mogą się spokojnie i bezproblemowo rozwo
          > dzić kiedy ich facet przytyje.

          Ja nie powiedziałam, że ma cierpieć w milczeniu. Gdyby mnie zdarzyło się przytyć niemożebnie (aczkolwiek 1. wątpię, 2. sama bym raczej zauważyła i zaczęła z tym walczyć), to byłabym wdzięczna mojemu, gdyby mnie kopnął w dupę do dietetyka i na trening.

          > Zapomniałem że w małżeństwie facet nie ma żadnych potrzeb. Tzn ma, ale tylko ta
          > kie które są zgodne z potrzebami jego żony. ;))

          Nie znoszę nieinteligentnych dyskutantów ;-)
          Jak już cytujesz jakieś wypowiedzi, to chociaż odnieś się do nich umiejętnie... :)
          Akurat autor wątku nie zrobił nic, żeby ratować swoje malżeństwo, a potem poszedł na łatwiznę (d... na boku) i "miejcie mnie za usprawiedliwionego".


          • corgan1 Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 02.05.14, 19:16
            > Autorowi raczej zdrada ze strony jego małżonki nie grozi :P

            Nie grozi dopóki małżonka wygląda jak wieloryb, ale jakby zmieniła figurę na zgrabniejszą - jestem pewien że by sytuacja się zmieniła. W każdym razie jestem o tym przekonany, że on byłby bardziej narażony na porzucenie niż ona obecnie.

            Wielokrotnie na tym forum (i obserwując też forum kobieta) panie przekonywały nas facetów, że jak facet nie dorasta do poziomu jaki oczekuje kobieta albo jeśli ona chce coś osiągnąć albo nacieszyć się życiem a jej obecny facet w tym przeszkadza to może go spokojnie i bez żalu zostawić albo wystawić mu walizki za drzwi.

            Ta wielorybowata pani założyciela wątku nie ma obecnie żadnych oczekiwań od życia i dużych wymagań z powodu figury więc przybrała psychiczną i fizyczną postać "mamuśki" zarówno dla męża jak i dla dzieci.

            > Celowo pominąłeś kwestię zdrady tychże mężczyzn oraz przemoc często przez nich
            > stosowaną, prawda?

            3/4 rozwodów jest bez orzekania o winie. A jak bardzo chcesz dyskutować o rozwodach - zapraszam do uzupełnienia wiedzy:
            www.prawnik-online.eu/statystyki-rozwodowe---ikonografiki,3,4204.html
            > Akurat autor wątku nie zrobił nic, żeby ratować swoje malżeństwo,

            I mówi to przedstawicielka płci która w ponad 2/3 składa wnioski rozwodowe a najlepszą receptą na "ratowanie swojego małżeństwa" jest - wg. forum kobieta - wystawienie walizek za drzwi. Jemu oczywiście. :)))

            > a potem poszedł na łatwiznę (d... na boku) i "miejcie mnie za usprawiedliwionego".

            Dokładnie to mówią kobiety które zdradzają męża. Szukają bliskości, szczęścia itp. pierdy.
            • przeciezwiadomo Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 02.05.14, 20:48
              Co mnie obchodzą wnioski rozwodowe jakichś obcych kobiet? Uczepiłeś się tych wniosków jak rzep psiego ogona. Kobiety przynajmniej umieją wszystko jakoś zakończyć, dając szansę i sobie i współmałżonkowi na coś innego, nowego, a faceci potrafią głównie żyć na dwa lub więcej frontów, bo mają za mało odwagi cywilnej i są zbyt wygodni na zmianę stanu rzeczy. Jedna kobieta od garów/sprzątania/dzieci, a inna/inne od seksu. A gdyby ta inna/te inne naciskały na jakieś usankcjonowanie układu, to zawsze się można zasłonić żoną/dziećmi, którym nie wolno niszczyć status quo. Wygodne, nie ma co :P
              • altz Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 04.05.14, 17:58
                przeciezwiadomo napisała:
                > Kobiety przynajmniej umieją wszystko jakoś zakończyć, dając szansę i sobie
                > i współmałżonkowi na coś innego, nowego

                Rozśmieszyłaś mnie. :-)
                To jest myślenie życzeniowe, rzeczywistość jest odmienna.
                • corgan1 też się uśmiałem :) 07.05.14, 02:46
                  n/t
            • six_a Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 02.05.14, 21:15
              > 3/4 rozwodów jest bez orzekania o winie.
              a to jest niby dowód czego? bo żeby było bez orzekania o winie, to małżonkowie muszą zgodnie chcieć rozwodu, więc w tej sytuacji jest zupełnie obojętne, kto składał wniosek.

              na dodatek, taki rozwód przeprowadza się często z powodu mniejszych kłopotów i krótszego czasu do orzeczenia, a nie dlatego, że mąż/żona nie byli w żaden sposób winni.

              jakoś strasznie jesteś przywiązany do obarczania winą. to że sądy prowadzą statystyki, to nie znaczy, że kogoś należy obarczać winą. no ale widać trafiło na obsesjonata.
      • fuzja_jadrowa Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 06.05.14, 14:00
        > Jej zdrowie w ogóle Cię nie obchodzi?

        A jej wlasne zdrowie jej zupelnie nie obchodzi? Jej przyszlosc? Przyszlosc dzieci?
    • luciva Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 29.04.14, 13:23
      Skoro wychodzicie i dochodzi do konfliktów z powodu jej wyglądu, to ..no cóż......wynika, że nie możesz powstrzymać się od komentarzy. Raczej niemiłych.
      Nigdy krytyka nie była, nie jest i nie będzie dobrą motywacją. Współczuję żonie.
      Usilne namawianie kogoś do czego nigdy nic nie da. Kupiłeś rower i każesz jej jeździć - a jeździcie razem? we dwójkę, rodziną?
      Spędzacie czas aktywnie i FAJNIE, tak aby ona nie czuła presji, ze musi w tym czasie chudnąć?
      Ciekawe czy potrafisz wyobrazić sobie zamianę ról - to TY jesteś ten be, a żona nie może patrzeć na Ciebie. Czego oczekiwałbyś po niej. Z pozycji wygranego zawsze łatwo moralizować.
      Ale oczywiście liczy się wnętrze i inteligencja, dla wszystkich facetów, jak jeden mąż, oni nie patrzą na ładne opakowanie, nie nie.

      ps. Spoko, nie jestem grubaską, jestem bardzo zgrabna i atrakcyjna, mam 170cm, ważę 56 kg (tylko cycki małe), uwielbiam sport, ale wiem jak to jest jak się ma problem z wyglądem, sama miałam, choć nie była to nadwaga.
    • mariuszg2 Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 29.04.14, 18:12
      stra-ight napisał:

      > Ostatnio poznałem kobietę, byłem z nią łóżku.
      > Jak to widzi moja żona?

      tjaaaaa...
      no to pytanie nurtuje ludzkość od zarania...
      do dziś nie ma na nie odpowiedzi....znaczy jest...lecz mocno krzywdząca mężczyzn....
      na wszelki wypadek wykuj na pamięć wierszyk (poniżej) do recytacji przed żoną nago w stringach.... poćwicz zalewanie się łzami ...i zanim odegrasz scenę.... zaopatrz się we flaszkę...

      "mała moja maleńka
      chwieją się żółte mlecze
      w dolinę napływa gór cień
      cichy odwieczerz

      brodzi w zmierzchowym nurcie
      już późno
      mały mój ukochany
      trudno z miłości się podnieść

      a jeszcze ciężej od złych nowin
      gdy patrzysz na mnie ciemnym nowiem
      smutniej mi chłodniej
      boję się

      rozstać się musimy
      ty z innym do ślubu jedziesz
      na srebrne noce złote dnie
      moja droga gdzie indziej wiedzie

      we mgle
      tam gdzie najsamotniejsi
      słyszę turkot karocy
      niebo nazbyt się chmurzy

      daj rękę ukochany raz jeszcze
      o ciemne godziny pieszczot
      co było nie może trwać dłużej
      czas mi już czas

      całuj ostatni raz
      żegnaj
      dobrzy ludzie
      błogosławcie zdarzenia które przeszły

      błogosławcie i te co przyjdą

    • polymeria1 Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 30.04.14, 09:28

      Zaciągnij ją na siłownie żeby ćwiczyła pod okiem wykwalifikowanego trenera. Nie wiem skąd jesteś ale w każdym większym mieście jest kilka takich siłowni. Rowerek w domu nie motywuje, to musi zrobić ktoś kto sie na tym zna. Będzie z nią ćwiczył, motywował ją, ułozy plan odzywiania, a ona gdy dostrzeże pierwsze efekty sama zacznie się motywowac dalej i pilnować.
      Ja chodze od lat na siłownie i na własne oczy widziałam tam przemiany takich grubasów ale potrzebna jest do tego odpowiednia osoba z dużą wiedzą i podejściem. No i wtedy ty też musisz zacząć ją motywowac dalej.
      • altz Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 30.04.14, 21:25
        polymeria1 napisała:
        > Zaciągnij ją na siłownie żeby ćwiczyła pod okiem wykwalifikowanego trenera. Nie
        > wiem skąd jesteś ale w każdym większym mieście jest kilka takich siłowni. Rowe
        > rek w domu nie motywuje, to musi zrobić ktoś kto sie na tym zna. Będzie z nią ć
        > wiczył, motywował ją, ułozy plan odzywiania, a ona gdy dostrzeże pierwsze efekt
        > y sama zacznie się motywowac dalej i pilnować.

        Takiego hipopotama, to na wybieg trzeba, a nie na rowerek!
        Rady może i dobre, ale babce można zaszkodzić, a nie pomóc, bo przy tej wadze, dodatkowe obciążenie może zakończyć się kalectwem. Takie sprawy warto rozpocząć od spacerów i dobrego lekarza, który powie, w jakim stanie jest kobieta i co może robić?

        Można zacząć od spacerów i rozmowy z żoną, że chciałby, żeby żonę inni podziwiali i wierzy w nią. Wtedy poprosić o zgodę na zakupy i gotowanie i wtedy przejść na inne rodzaje posiłków, zrezygnować z tuczących rzeczy, żonie dać tylko kieszonkowe, a słodycze raz w tygodniu w małych ilościach, a chętniej owoce.
        Ale na takie rozwiązanie musi się zgodzić żona. Jeśli jej jest z tym dobrze i nie zamierza nic z tym zrobić, to wypada się rozwieść.
        • polymeria1 Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 02.05.14, 06:28
          Napisalam z wykwalifikowanym trenerem a nie amatorem. Treber ktory zna sie na swojej pracy nie przywali jej obciążenia i nie zajedzie na pierwszyym treningu. Silownia to nie tylko rowerek i ogromne ciezary.
          • anka_cyganka35 Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 02.05.14, 21:35
            żadnym trenerem najpierw dietetyk musi zrzucić wagę żeby zacząć ćwiczyć bo sobie krzywde zrobi. a jak nie chce nic ze soba zrobić to Ty sobie znajdz kochankę i niech wam będzie miło.
            • mayenna Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 11.05.14, 21:13
              Żona, nawet przy tej wadze może tez sobie kochanka znależć. Znam kobiete, która przy wadze 164 kg nie miała najmniejszego problemu ze znalezieniem kochanków i kolejnego męża.
              Kryzys wieku średniego pana dopadł, poczuł się jak młody bóg i szuka furtki, wygodnej i dyskretnej.Może czas się przed samym soba przyznać, że nie kochasz zony i cos z tym zrobic?
          • altz Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 04.05.14, 18:00
            polymeria1 napisała:
            > Napisalam z wykwalifikowanym trenerem a nie amatorem. Treber ktory zna sie na s
            > wojej pracy nie przywali jej obciążenia i nie zajedzie na pierwszyym treningu.
            > Silownia to nie tylko rowerek i ogromne ciezary.

            Mam spore podstawy sądzić, że takie osoby nie posiadają wystarczającej wiedzy.
    • stra-ight Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 03.05.14, 09:38
      Cóż, odpowiedzi były przewidywalne...

      Część kobiet uważa mnie za tyrana lub/ i narcyza, ale z tym się liczyłem pisząc - choć nie jestem ani jednym ani drugim. Dbam o siebie, fakt, ale to chyba nie grzech.

      Jednak mam może pewne przewinienie po swojej stronie. Dość dużo pracuję. No z jednej strony chciałbym oczywiście pracować cztery razy mniej i zarabiać cztery razy więcej, ale ktoś z was nie?
      Tak więc dużo czasu poświęcam na pracę, aby było nas stać na spokojne życie i może czasem coś więcej. I tak z jednej strony jej to odpowiada (gdy finansowo się układa) z drugiej krytykuje mnie, że dużo pracuję. Sednem sprawy jest jednak to, że beze mnie nie chce jej się nic robić.

      Nie mówię, że nic nie robi, bo pracuje (20 godz. tygodniowo), gotuje i sprząta. Ale to robi miliony innych kobiet też. Tak się przynajmniej domyślam... Ponadto najchętnie spędza czas oglądając DOMO w telewizji (albo programy o domach i mieszkaniach). Dzień w dzień. Budzi to we mnie odrazę i rezygnację.

      Osobiście lubię: jogging, fitness, saunę i marzę aby od czasu do czasu wyjechać na weekend z "ukochaną" na coś w rodzaju wellness - dla relaksu i fajny urlop, gdzie można odpocząć i pobaraszkować w gorące noce.

      Ona jednak ze mną nie pobiegnie, bo wysiadają jej kolana, na fitness chodziła jakiś czas, ale jej się odwidziało, do sauny nie chodzi bo mówi że ma tarczycę (chociaż 10 dni temu dowiedziałem się, że sam mam Hashimoto i łykam tyroksynę 50 i nagle z jej strony tarczyca przestała być wytłumaczeniem na wszystko). Wellness jak i urlop nie wchodzi w rachubę, bo to znaczy strój kąpielowy (o bikini nie wspomnę). Seks to utopia.

      Dziś rano zszedłem zrobić sobie kawę i patrzę, a tam leżą dwa opakowania po "Snickersie" i skórki od bananów, które musiała zjeść już praktycznie w nocy, bo przy mnie tego nie robi... Wyobrażałem sobie jak leży z tą grubą dupą i obżera się.

      Pewnie pomyślicie, że jestem sfiksowany na wygląd, ale nie jest tak do końca. Gdyby chociaż miała jakiś wyjątkowy charakter, była ugodowa... Nie wiem sam, może potrafiłbym na nią spojrzeć inaczej... Ale na prawdę nie jest. Z resztą nigdy nie była spokojna, ale kiedyś była chociaż bardzo atrakcyjna.

      Kocham dzieciaki i zawsze chciałem stworzyć im przyjemne rodzinne otoczenie, ale chyba nie do końca mi to wyjdzie. Może tak jednak będzie lepiej. Może będę lepszym ojcem, niż byłem.

      Nie jestem aniołem i mam tego świadomość. Mam odchyły jak każdy. Jednak czuję się dobrze ze sobą, widzę, że pobudzam zainetesowanie innych kobiet i miałbym szansę na poznanie jakiejś fajniej, kobiecej, atrakcyjnej kobiety i spędzić z nią wiele szczęśliwych chwil.
      • six_a Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 03.05.14, 10:07
        >Wyobrażałem sobie jak leży z tą grubą dupą i obżera się.
        niezależnie od stanu faktycznego, jesteś obrzydliwym człowiekiem. jak można w ogóle takie rzeczy pisać o swojej żonie matce swoich dzieci?
        zrób sobie dobrze i uwolnij ją od siebie. bo za chwilę poziom "frustracji" skoczy ci tak, że tego typu teksty będą na porządku dziennym. szkoda życia. zwłaszcza nietwojego.
        • stra-ight Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 05.05.14, 12:27
          Czemu? Zaskoczyłem cię ze Snickersem w ręce?
          • six_a Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 05.05.14, 13:13
            dlaczego mnie, to ja miałam 25 kilo za dużo czy ty?
      • fuzja_jadrowa Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 06.05.14, 14:04
        > Wyobrażałem sobie jak leży z tą grubą dupą i obżera się.

        Takie slowa na temat partnera nigdy nie przeszlyby mi przez klawiature. Szacunek - brak. Lojalnosc - brak. Nie ma czego ratowac raczej.
    • papryczka.chili Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 03.05.14, 15:43
      O J P.. baran jesteś wiesz ..
      Ja też przy takim facecie jak ty nie mogła bym ruszyć dupy z kanapy i żarłabym czipsy popijając piwem i zagryzając serem:P
      • anka_cyganka35 Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 03.05.14, 20:44
        ale co wy od niego chcecie? przecież napisał szczerze a wy się go czepiacie. no co on ma jeszcze zrobić jak nijak się baba nie chce zmotywować? ja wiem, że jest chory pęd do rozmiaru S ale jemu nie o to chodzi ta kobieta wazy 130 kg!!!!!!!
        • shedir1 Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 04.05.14, 00:00
          Popieram i wspolczuje autorowi.
          Gdyby moj mąż sie tak zapuścil to tez bym sie go wstydziła i przestał by byc dla mnie atrakcyjny. Dbać o siebie trzeba w kazdym wieku i podtrzymywać atrakcyjność dla partnera i dla siebie.
          Jak można sie tak zapuścić i nic z tym nie robić? Potem placz i zgrzyt ze znalazl sobie atrakcyjniejsza. W takich sytuacjach jakos mnie to nie dziwi.
          • six_a Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 05.05.14, 00:53
            autor sam ważył 25 kilo za dużo, to powinien mieć minimum empatii, a nie wypisywać dyrdymały o grubej dupie. kupił jej rower buahahhhaaha, a czy zapewnił jej warunki, żeby sobie mogła codziennie na godzinkę w spokoju wyjść i potrenować, bo założę się, że sobie zapewnił.
            • anka_cyganka35 Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 05.05.14, 08:34
              jakie warunki? jeżeli ma czas leżeć na kanapie i godzinami oglądać seriale? służącą ma jej jeszcze zatrudnic? six więcej obiektywizmu nie ziej jadem w gościa
              • six_a Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 05.05.14, 13:15
                wyjdź za niego, chyba szuka następnej.
        • papryczka.chili Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 04.05.14, 19:58
          a dlaczego wazy te 130? Kobieta która czuje się kochana nie zapuszcza się.

          https://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
          • shedir1 Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 04.05.14, 20:08
            papryczka.chili napisała:

            > a dlaczego wazy te 130? Kobieta która czuje się kochana nie zapuszcza się.
            >
            > https://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif


            Co za bzdura.

            Zapuscic sie i zapasc jest latwo, szczegolnie w ciazy. Potem ciezko juz rzucić, potrzeba checi i motywacji a nie wymowek. Kazdy lubi zjesci, slodycze i nic nie robić ale z tego nie ma ladnej sylwetki i kilogramy same nie spadną. Jej maz tez szczesliwy nie jest z nią, a zapasl sie? Nie bo cwiczy i zdrowo sie odzywia. A jego zoba nie robi nic.
            • anka_cyganka35 Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 04.05.14, 21:40
              dokładnie mega bzdura ja ważę 60 i jakoś mnie nikt nie kocha a według twojej teorii powinnam jakies 120 ważyć :P
              • papryczka.chili Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 05.05.14, 08:39
                .. no zawsze możesz spróbować te 120:D
                • anka_cyganka35 Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 05.05.14, 08:56
                  no chili zdecyduj się w końcu na coś

      • stra-ight Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 05.05.14, 12:30
        Robisz tak? Leżysz całymi dniami i obżerasz się czipsami? Jeżeli jest tak, to przykro mi dla ciebie...
        • stra-ight Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 05.05.14, 13:16
          Dla rozwiania wątpliwości:
          Nie oczekiwałem od niej aby była idealna. Wszyscy się starzejemy i nie patrzę na to jako coś niedopuszczalnego. Nie lubie botoxu i takich tam. Zawsze chiałem mieć po prostu w miarę atrakcyjną kobietę, przy swoim boku (a to skończyło się gdy miałem 28 lat). Czy wy (kobiety) nie rozumiecie, że dla mężczyzny bycie w towarzystiwe atrakcyjnej kobiety jest czymś wyjątkowym?

          Ja wam mam pisać o takich rzeczach...

          No i tak cholerna motywacja... Jej brak powoduje, że ona tyje, bo czuje się niekochana - staram się to zrozumieć. Jak ją motywuję, to oczywiście w jakiś sposób wywieram presję i zwracam uwagę na to co i kiedy je. Tak jest k***a też niedobrze, bo jestem tyranem i zbyt dużo wymagam... (chociaż na początku, przez pierwsze trzy dni, gdy ma motywację sama mówi, że mam tak właśnie robić. Ale po kilk dniach zaczyna ją to wkurzać, gdy głód doskiwera a tu jakiś palant nie pozwala jej się słodyczami obżerać).

          To, że wy kobiety często same nie wiecie czego chcecie nie jest tajemnicą - alse skąd ta hipokryzja, jak u "papryczki"... Nie jedna pisze, że faceci to tyrani, że są sfiksowani na rozmiar "S" i w ogóle jesteśmy jaskoniowcami, ale co robią. Dbają o siebie, dbają o sylwetkę i wygląd, fryzjera i paznokcie, ciągłe diety i sport. I po co? Aby mogły rywalizować między sobą która przyciąga większą uwagę samców... Czy ja czegoś nie zrozumiałem?

          No ale wracając do meritum...
          Czy za mną ktoś chodzi i opowiada mi, jak bardzo mnie kocha i motywuje mnie? Nie! Sam zabieram dupę i jadę na fitness albo idę biegać. Nie jest mi nikt potrzebny aby wiedzieć, że nie chcę wyglądać jak mały budda. Innym facetom to nie przeszkadza i mam to w nosie. Wy kobiey patrzycie na nas inaczej. Może jest wam obojętne, czy jesteśmy przygrubi i zdaję sobię sprawę, że macie nieco inny system wartości. Ale to też mam w nosie!

          Chcę się dobrze i zdrowo czuć i mieć z tego satysfakcję. Uprawiać seks aktywnie z kobietą, sprawiając jej radość i coś więcej, a nie tylko leżąc na plecach sapiąc jak sum wyciągnięty z wody i zasypiając po trzech minutach z wyczerpania... Co w tym złego?

          Jeżeli czegoś nie mogę znieść w ludziach to obłuda...
          • fuzja_jadrowa Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 06.05.14, 13:58
            > Dbają o siebie, dbają o sylwetkę i wygląd, fryzjera i paznokcie, ciągłe diet
            > y i sport. I po co? Aby mogły rywalizować między sobą która przyciąga większą u
            > wagę samców... Czy ja czegoś nie zrozumiałem?

            Tak, nie zrozumiales, ze czesc z tych dbajacych o siebie robi to dla siebie. Ty trafiles na taka, ktora dbala po to, zeby zwiekszyc swoja wartosc na rynku matrymonialnym, a teraz ma to w du.pie. Przykro mi.
    • juka_2 Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 05.05.14, 13:03
      Napisał szczerze co mu leży na sercu. I dobrze. On ma jej stworzyć warunki do schudnięcia? Ona ma 5 lat? Kobieta pracuje 20h tygodniowo i nie ma czasu na 1h fitnessu, biegu dziennie? Nie wie, że od Snickersów d... rośnie? A może to jego wina bo zarabia na te Snickersy?

      Ona sama powinna tego chcieć. Nie jest winą faceta, że kobieta o siebie nie dba.
      Moim zdaniem problem jest głębszy i polega na generalnym braku zrozumienia w związku i na kompletnym rozjeżdżaniu się priorytetów...i ciężko tu dobrze wróżyć na przyszłość...niestety

      Dużo wytrwałości i mądrych decyzji życzę :)
    • stra-ight Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 05.05.14, 13:18
      Dla rozwiania wątpliwości:
      Nie oczekiwałem od niej aby była idealna. Wszyscy się starzejemy i nie patrzę na to jako coś niedopuszczalnego. Nie lubie botoxu i takich tam. Zawsze chiałem mieć po prostu w miarę atrakcyjną kobietę, przy swoim boku (a to skończyło się gdy miałem 28 lat). Czy wy (kobiety) nie rozumiecie, że dla mężczyzny bycie w towarzystiwe atrakcyjnej kobiety jest czymś wyjątkowym?

      Ja wam mam pisać o takich rzeczach...

      No i tak cholerna motywacja... Jej brak powoduje, że ona tyje, bo czuje się niekochana - staram się to zrozumieć. Jak ją motywuję, to oczywiście w jakiś sposób wywieram presję i zwracam uwagę na to co i kiedy je. Tak jest k***a też niedobrze, bo jestem tyranem i zbyt dużo wymagam... (chociaż na początku, przez pierwsze trzy dni, gdy ma motywację sama mówi, że mam tak właśnie robić. Ale po kilk dniach zaczyna ją to wkurzać, gdy głód doskiwera a tu jakiś palant nie pozwala jej się słodyczami obżerać).

      To, że wy kobiety często same nie wiecie czego chcecie nie jest tajemnicą - alse skąd ta hipokryzja, jak u "papryczki"... Nie jedna pisze, że faceci to tyrani, że są sfiksowani na rozmiar "S" i w ogóle jesteśmy jaskoniowcami, ale co robią. Dbają o siebie, dbają o sylwetkę i wygląd, fryzjera i paznokcie, ciągłe diety i sport. I po co? Aby mogły rywalizować między sobą która przyciąga większą uwagę samców... Czy ja czegoś nie zrozumiałem?

      No ale wracając do meritum...
      Czy za mną ktoś chodzi i opowiada mi, jak bardzo mnie kocha i motywuje mnie? Nie! Sam zabieram dupę i jadę na fitness albo idę biegać. Nie jest mi nikt potrzebny aby wiedzieć, że nie chcę wyglądać jak mały budda. Innym facetom to nie przeszkadza i mam to w nosie. Wy kobiey patrzycie na nas inaczej. Może jest wam obojętne, czy jesteśmy przygrubi i zdaję sobię sprawę, że macie nieco inny system wartości. Ale to też mam w nosie!

      Chcę się dobrze i zdrowo czuć i mieć z tego satysfakcję. Uprawiać seks aktywnie z kobietą, sprawiając jej radość i coś więcej, a nie tylko leżąc na plecach sapiąc jak sum wyciągnięty z wody i zasypiając po trzech minutach z wyczerpania... Co w tym złego?

      Jeżeli czegoś nie mogę znieść w ludziach to obłuda...
      • luciva Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 06.05.14, 12:34
        A jaka jest wg Ciebie kobieta atrakcyjna?

        Tak się zastanawiam......ciekawi mnie, czy biorąc ślub z zoną, zakładałeś, ze zawsze będzie wyglądac jak wygląda?
        Życie się zmienia, ludzie się zmieniają, wiele się wydarza.
        Żona jest nieatrakcyjna, bo gruba, oki, mnie też odrzucało od faceta, z którym się spotykałam, bo był za gruby. Ale tak szczerze? Ja od początku do niego nic nie poczułam. Gdybym się zakochała, przypuszczam, że jego waga nie miałaby znaczenia.
        Oki, czyli zona be bo za gruba.
        A co gdyby żonie w wypadku obcięło nogi?
        Albo musiałaby amputować obie piersi bo rak?
        Albo zachorowałaby na poważną chorobę?
        Co wówczas z tą atrakcyjnością?

        Zakład? pewnie masz 40 parę lat, odchowane dzieci i lekko nudą powiało, a tu panika, bo zycie ucieka, jeszcze maks 10 lat i do widzenia, dzień dobry starość?
        Więc zacząłeś, trochę sam przed sobą, pisać usprawiedliwienia, bo już może na horyzoncie nowe laski? Atrakcyjne. Rzecz jasna.
        Zatem powodzenia, pogadajmy za 15-20 lat, oki? Pewnie będziesz sam, bo wszak już nieatrakcyjny - stary.
        No, chyba, ze z kasą, ale pamiętaj, tylko na to kobiety będą leciały.
        See you.
        • bessie_blount Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 06.05.14, 13:42
          luciva napisała:

          > Oki, czyli zona be bo za gruba.
          > A co gdyby żonie w wypadku obcięło nogi?
          > Albo musiałaby amputować obie piersi bo rak?
          > Albo zachorowałaby na poważną chorobę?
          > Co wówczas z tą atrakcyjnością?

          Nie porównuj proszę wypadków losowych na które mamy niewielki wpływ z otyłoscią będącą najczęściej wynikiem własnego lenistwa.

          > Zakład? pewnie masz 40 parę lat, odchowane dzieci i lekko nudą powiało, a tu pa
          > nika, bo zycie ucieka, jeszcze maks 10 lat i do widzenia, dzień dobry starość?
          > Więc zacząłeś, trochę sam przed sobą, pisać usprawiedliwienia, bo już może na h
          > oryzoncie nowe laski? Atrakcyjne. Rzecz jasna.

          Być może masz rację. Być może to zwykły przykład kryzysu wieku średniego, kiedy człowiek zastanawia się co go jeszcze dobrego może w życiu spotkać. Ale czy to oznacza, że mamy bezwzglednie akceptować każde zachowanie małżonka? Bo przecież skoro jesteśmy małżeństwem to możemy juz o siebie nie dbać?
      • luciva Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 06.05.14, 12:39
        Acha, ja serio pytałam o atrakcyjnośc - co wg Ciebie jest ważne?
        No i zaciekawił mnie też ciekawy charakter - co go determinuje?
    • bessie_blount Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 05.05.14, 14:25
      Fajnie, że jeszcze walczysz. Pewnie resztkami sił. Ale skoro tu napisałeś o waszym problemie, to znaczy, że tak całkiem się jeszcze nie poddałeś. Trudno podsuwać rozwiązanie w przypadku kiedy nie zna się sprawy z dwóch stron. Ale mimo to spróbuję, bo temat ten jest mi aż zbyt dobrze znany.
      Moim zdaniem Wasz problem nie lezy w otyłości Twojej żony, tylko zupełnie gdzie indziej. Napisałeś:

      "Pewnie pomyślicie, że jestem sfiksowany na wygląd, ale nie jest tak do końca. Gdyby chociaż miała jakiś wyjątkowy charakter, była ugodowa... "

      Byc może w chwili obecnej, kiedy jesteś tak strasznie rozżalony, nie potrafisz dostrzec walorów Twojej żony. Bo przecież nie ożeniłeś się z nią tylko dlatego, że była - przepraszam za dosadność - fajną dupą. Musiała jeszcze posiadać jakieś wewnętrzne przymioty, które Cię do niej przyciągnęły. Spróbuj uspokoić nerwy i postaraj się spojrzeć na nią z większym dystansem. Poszukaj tego co kiedyś Cię do niej przyciągnęło. To ułatwi przetrwać okres przejściowy.
      Co robić?
      Widzę dwie ścieżki postępowania: "na groźbę" i "na szpiega"
      Pierwszy sposób sprowadza się mniej więcej do tego, że siadasz z żoną i spokojnie wyłuszczasz jej problem oraz przedstawiasz możliwe konsekwencje. Pokaż, że nie zostawiasz jej samej z tym problemem, że ma Twoje wsparcie i jesteś w stanie ponieść pewne wyrzeczenia tylko po to, żeby jej ułatwić osiągnięcie celu. Uderz w tony zdrowotne i macierzyńskie. Przecież większość matek nie chce opuszczać swych dzieci zbyt wcześnie. Chcą być świadkami wszystkich ważnych momentów w ich życiu. Nic nie robiąc ze swoja nadwagą, być może odbiera sobie tę mozliwość.
      Metoda druga "na szpiega" wymaga z Twojej strony dużo dobrej woli i nie ma co ukrywać - dużo poświęconego żonie czasu. Albo gotowanie bierzesz na siebie albo załatwiasz dietetyczny catering. Wywal całe śmieciowe żarcie z domu. Wiem, ze wychodząc do pracy, żona będzie miała możliwość kupienia sobie różnych smakołyków. Ale przynajmniej w domu ich być nie powinno. Zobaczysz słodycze w domu? Daj jakimś dzieciakom albo bezdomnemu. Do tego organizuj żonie czas wolny - wyciągaj ją na spacery, bo to chyba będzie najwłaściwsza w tej chwili dla niej forma ruchu. Weź ją do sklepu sportowego - kup jej fajne buty do chodzenia i luźne ciuchy - najlepiej takie z działu "Joga". Nie są takie sieżmiężne jak zwykły dres. Generalnie ta metoda wymaga dużo cierpliwości i samozaparcia. Ja wiem, że to dorosły człowiek, który powinien być odpowiedzialny za swoje zycie. Ale czasami ludzi się trochę pogubią i trzeba im pomóc wyjść z cienia.
      Oczywiście, że najłatwiej jest poradzić: poszukaj sobie zgrabnej kochanki albo się rozwiedź. Ale nie po to przysięgałeś żonie bycie z nią na dobre i złe, żeby przy pierwszej okazji uciec, no nie? Oczywiście, to też nie może się sprowadzać do tego, że schowasz swoje potrzeby do kieszeni, ale spróbuj trochę jeszcze powalczyć. Cierpliwi wygrywają :-)

    • corgan1 czy mężczyzna niekochany zapuszcza się i tyje? :) 05.05.14, 17:37
      papryczka.chili napisała:
      > a dlaczego wazy te 130? Kobieta która czuje się kochana nie zapuszcza się.

      Fascynujące odkrycie. Czy to działa w obie strony???? Mężczyźni też tak mają?
      • six_a Re: czy mężczyzna niekochany zapuszcza się i tyje 05.05.14, 17:41
        Mężczyźni też tak mają?
        ale skąd. np. autor tego smakowitego wątaska utył ćwierć kwintala dla sportu. czyli rozumisz, adrenalina.
        • anka_cyganka35 Re: czy mężczyzna niekochany zapuszcza się i tyje 05.05.14, 21:28
          six twoje argumenty sa z dupy wzięte ale doceniam, że ich bronisz. a ile ważysz?
          • six_a Re: czy mężczyzna niekochany zapuszcza się i tyje 05.05.14, 21:41
            chyba twoje.
            moja waga jest idealna. zresztą jak reszta mnie.
            pozdrawiam serdecznie.
    • anna_sla Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 06.05.14, 00:40
      o jak ja się cieszę, że mój mąż jest inny a ja mam ciekawy charakter, bo inaczej byłoby po mnie, o zgrozo!

      Problem nie leży wyłącznie w jej nadwadze, ale i w Tobie. Napisałeś, że mówiła, iż nie czuje się przy Tobie kobieco, pisałeś o jej mało-interesującym charakterze. Przestałeś ją akceptować, zacząłeś piętnować, bo wszystko co robiłeś było piętnowaniem, mogłabym się posunąć nawet do stwierdzenia, że przestałeś ją kochać. Nie sądzę by jej powrót do fajnej sylwetki spowodował nawrót tej miłości, bo czymkolwiek zacząłbyś ją darzyć na pewno miłością nie nazwałabym. Być może większość z Was nie potrzebuje podczas procesu odchudzania się ciągłego zapewniania, że się Was kocha. Niestety kobiety są inne.

      Tak, najlepszym rozwiązaniem z tej sytuacji jest uwolnienie jej od siebie, zrobisz jej tym ogromną przysługę. Nie potrafię doradzić Ci w tej sytuacji inaczej i poklepać Cię po ramieniu zapewniając, że tak, tak właśnie też masz prawo się czuć, bo nie mogę czytać w jaki sposób ją opisujesz. Po prostu zbiera mnie na wymioty. Nie jesteś nikim wartościowym, sam masz cholernie nieciekawy charakter. Mam nadzieję, że karma kiedyś się odwróci i dostaniesz od życia takiego kopa, że zrozumiesz jakim imbecylem byłeś/jesteś.

      Nie usprawiedliwiam jej, choć doskonale ją rozumiem i być może napisałabym Ci coś innego, konstruktywnego, ale za ostro po niej pojechałeś. Kompletny brak szacunku i kultury... nawet ze względu na dawne lata, po prostu nie zostało w Tobie nic. Kompletne dno.
      • przeciezwiadomo Re: Choć wiem, że efektywnie to nic nie da... 06.05.14, 08:44
        10/10
    • rybka.11 A co, 11.05.14, 17:20
      jeśli schudnie??
      Zakochasz się znowu :P ?
      Jakoś mało "pochlebnie" piszesz o kobiecie, z którą dzielisz życie....

      Mnie się wydaje, że te ponad sto kilo to tylko wymówka.
      I jeszcze sie mi wydaje, że jesli ona schudnie, to... będzie cię miała w głębokim poważaniu ;))
    • zalosny.jestes Wątek z cyklu wyszłam za mąż 11.05.14, 20:59
      mogę przestać się odchudzać. Sorry panowie, ale porzygać się można. Żadnej pewności dla kobiety. Gwarancja=fuckup. Tylko niedopowiedzenia.
      • ijatu Re: Wątek z cyklu wyszłam za mąż 11.05.14, 21:20
        A ja rozumiem autora. Mam piątkę dzieci, jestem po 40, czuję się mocno udomowiona i sfrustrowana, bo ciągle siedzę w domu z dziećmi, mimo to jestem atrakcyjna, ćwiczę na rowerku stacjonarnym, bo o wyjściu na fitness mowy nie ma, nie poddaję się, choć mam skłonność do nadwagi i problem z tarczycą. Mój mąż natomiast lekceważy swój wygląd, bo... ma mnie, nie zdradzam go, nie wychodzę do ludzi, nie czuje zagrożenia. Nie dociera do niego, ze jego brzuch zwisający nade mną jest aseksualny...
        • zalosny.jestes Nie masz problemu z tarczycą... 11.05.14, 21:40
          bo ma go 90% żon z nadwagą tylko masz problem z emocjami a obżeranie się plus słodycze neutralizują u Ciebie brak oksytocyny i endorfin. Jak siedzisz w domu to masz komfortową sytuację bo Twój samiec tyra na Ciebie plus potomstwo będąc na wskroś uczciwym chłopem. Doceń to i zadbaj o siebie :D Nie rowerek tylko solidnie, biegi na 10km co drugi dzień plus 25km w godzinę na rowerze w przerwach. Do tego zero kartofli, schabowe won! Czekolada tylko gorzka i to w chwilach gdy nie możesz naturalnie poprawić swojego nastroju.
          Pozdrawiam.
          • bessie_blount Re: Nie masz problemu z tarczycą... 12.05.14, 07:21
            Rozumiem, że skoro on tyra na cała rodzinę to brzuch może mieć?
            • zalosny.jestes Jak zna zasady gry to powinien się go wystrzegać. 12.05.14, 08:56
              Zakładam, że wiążecie się ze świadomymi mężczyznami :D
              • bessie_blount Re: Jak zna zasady gry to powinien się go wystrze 12.05.14, 13:46
                Błąd w założeniu :D
            • ijatu Re: Nie masz problemu z tarczycą... 12.05.14, 11:56
              Problem z tarczycą mam stwierdzony, co do sprawdzonych sposobów na dobry wygląd (ćwiczenia) to je znam i mam sprawdzone, ale za rady dziękuję. A co do tyrania-akurat ja bardziej tyram, ale tego wątku rozwijać nie będę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka